Matka Torpeda
Matka Torpeda

Co jest najważniejsze w związku?

Moja wersja:

Cierpliwość: Pusty karton po mleku włożony do lodówki, na półce z napojami czeka chyba, aż wydoję jakąś krowę. Kiedyś wsadzę Ci o ja mój miły, ten karton w takie miejsce w Twoim ciele, gdzie światło nie dochodzi…

Zaufanie: “Nie ma moich krótkich spodenek tych czarnych, gdzie one są?”- w szafce – NO NIE MA, całą szafkę obszukałem! – Są na pewno! Bo ściągałam je z suszarki i tam je wkładałam – “Iksina no nie ma!” Wstaję, podchodzę do szafki, wkładam rękę i od razu wyciągam czarne spodenki, spoglądając złowrogo na nie-męża, który rezolutnie odpowiada “No mówiłem, że są!”

Wiara: “Rano wyrzucę śmieci, obiecuję” (przecież wiem, że zapomni. Zawsze zapomina), a w efekcie śmieci wyrzucam Ja, jak wychodzę z psem.

Chęć pomocy drugiej osobie: Idzie nie-mąż do sklepu. “Napisać Ci kartkę czy zapamiętasz?” – Nie rób ze mnie jakiegoś niepełno sprytnego. Oczywiście, że zapamiętam – burczy oburzony. Po 15 minutach telefon: “Co ja miałem kupić prócz jajek?”

Samodzielność: Po jednej z kłótni, poinformowałam Igreka, że od dziś będzie sobie robił wszystko sam – prał, gotował, sprzątał. Urażona duma faceta sprawiła, że postanowił wyprać sobie sam bluzę. Jedną bluzę. W pralce.
Obrażony poszedł do łazienki, wrzucił do bębna. Otworzył szufladkę, pomyślał chwilę co gdzie wsypać.. Wsypał. Teraz który program?
Stopnie niewiele mu mówiły, oznaczenia typu ‘bawełna’ też nie bardzo. Bluza to nie firanka więc ten program też odpada.
Przeczytał metkę, nic nie pasowało do programów na pralce. Co zrobił Igrek? Odnalazł program “Odświeżanie – 20 stopni” zadowolony włączył, usiadł w łazience i wpatrywał się w obracający bęben, dumny ze swojej roboty. Oczywiście płyn do płukania uważał za zbędny wynalazek bo wyprało się, cytuję: “zajebiście” bez płynu.

Troska: Kiedyś wrócił z pracy i na szybko, już na teraz, na wczoraj musiał się wykąpać. Prosiłam, błagałam poczekaj jeszcze chwilkę bo pralka zaraz wodę będzie odprowadzać… “Zdążę!” – usłyszałam na odchodnym, kiedy zamykał za sobą drzwi łazienki.
Za chwilę słyszę z łazienki “No kurwa mać!!!” – przybiegam i co widzę? Igrek w wannie, a z węża leci syf. Oczywiście prosto do wanny, na spienionego Igreka.

Wsparcie: Jak chodziłam i marudziłam, że będę miała kanałowe Igrek kazał mi śpiewać “ale Jo nie BEDE, ale jo nie BEDE” co miało skutkować tym, że kanałowego mieć nie będę.

Jego wersja:

Poświęcenie kończyn górnych: Pomiziaj mnie, no troszkę tylko proszę! – “Czy Ciebie dziewczyno to nigdy nie znudzi?! Miziaj i miziaj, wiecznie tylko Cie miziam, przecież mi już ręka odpada!” – No troszkę – Wiecznie jest troszkę, przecież ta ręka mi odpadnie niedługo – Spoko, masz jeszcze drugą. Wiecie kiedy jego oczy obracają się dookoła własnej orbity? Oczywiście w momencie jak poproszę o chwilę głaskania.

Cierpliwość: – Iksina za ile obiad?  – najczęstsza odpowiedź: “za sześć dni” (no moje ulubione, co ja poradzę?)

Poświęcenie: Czemu zawsze ja psu muszę wycierać łapy po deszczu, a nie Ty?

– bo on Cię kocha, o zobacz jak patrzy, widzisz? Mówiłam, że Cię kocha

– On patrzy bo chce wejść do pokoju, a nie dlatego, że mnie kocha

– ranisz jego uczucia Igrek

Chęć pomocy: Jest ślisko, może wyjadę Ci autem z parkingu co ?

– dam sobie radę

– może wyjdę z Tobą? wiem, że dobrze jeździsz autem, ale jest istny lód pod blokiem i możesz mieć problem

– Igrek, przestań ze mnie robić Janusza motoryzacji, wiesz ile lat mam prawo jazdy?! Idź się kąpać, poradzę sobie…

… za dwie minuty wykręcam jego numer w telefonie: “Igrek zejdź na dół. Z parkingu nie mogę wyjechać”

Troska o swoje własne zdrowie psychiczne: Jestem PIENKNA nie uważasz?

– uważam

– to dlaczego nie powiedziałeś tego pierwszy?

– Bo nie zdążyłem

– jest 15:30 miałeś sporo czasu

– ale  byłem zajęty

– co jest ważniejszego ode mnie?

– Skończ

– Bo ty mnie nie kochasz

– skończ powiedziałem

– no i widzisz, skończ i skończ. Dlaczego mnie nie kochasz?

– Boże, za jakie grzechy…

Kawa: Jak gdzieś jesteśmy zawszę mylę kawy i piję jego. Jak się upomni, to udaję, że nie słyszę. Aha, z talerza też mu zawsze podbieram. Dbam o jego linię, wiadomo.

Komplementowanie własnej kobiety: “Nie mów do mnie “chłopie” to mnie postarza BABO”

Wierność: “Fajna ta aktorka”

– to SE idź do niej

– Skończysz Ty?

– No idź sobie do niej, wiesz ile ona zarabia? Na pewno będzie zainteresowana praniem Twoich gaci – Po co ja się odzywałem…

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

34 Responses

  1. Niby wiem, że jest sporo takich mężczyzn, ale dla mnie jest to mniej realne niż serial “Gwiezdne wrota”. Moja lepsza połowa (ćwierć wieku upłynęło tydzień temu) posiada wiele opisanych cech. Gdy jeszcze miałem komplet swoich trzech kobiet w domu, to zdarzało mi się zadawać retoryczne pytania typu “co robią w lodówce 3 zaczęte kartony mleka?”, “dlaczego córko otworzyłaś trzecią śmietanę?”. Było to całkowicie daremne i dlatego później przestałem zadawać te pytania, bardziej skupiając się na dwóch kierunkach działań: (1) dbaniu, aby nie robić zbyt dużych zapasów produktów szybkiego spożycia, (2) nie kierowaniu się własnymi preferencjami śniadaniowymi, lecz koniecznością wyjadania wszystkiego, co zostało jakiś czas temu wstawione do lodówki (zgodnie z księgową zasadą magazynową “pierwsze przyszło, pierwsze wyszło”), aby w efekcie przynajmniej trochę wolnego miejsca tam zostało. Stąd wynikają moje odpowiedzi na pytania zadawane czasem przez żonę, gdy wracamy razem z pracy (żona prowadzi) “co będziemy jedli? – masz do wyboru kiełbasę podsmażaną, bo opakowanie zostało otwarte 10 dni temu; jajecznicę na boczku, bo inaczej wyrzucimy ten boczek albo pyzy przywiezione od teściowej tydzień temu”. Ale od pewnego czasu nie zadaje tych pytań, tylko czeka, co postawię na stół. W sklepie zostawiam małżonkę przy ciuchach, a sam zgarniam spożywkę (prawie nigdy nie robię spisu produktów) i zupełnie żony nie dziwi, że na niektóre pytania moje odpowiedzi brzmią np. “nie potrzebujemy cytryn, bo mamy jeszcze 5, ani jajek, bo jest jeszcze 14”. Przed wielu laty w bloku sąsiadka przychodziła po małe pożyczki produktowe i zawsze rytuał był identyczny: “czy może pan poprosić żonę?” i po chwili słyszę pytanie od małżonki “czy i gdzie mamy cebulę?”. Chociaż powtórzyło się to 10 razy, nigdy nie przeszło sąsiadce przez myśl zapytać o to mnie. Tak jest do dziś i gdy córka nie może znaleźć kwasku cytrynowego, krzyczę ze swojego pokoju, że jest w szufladzie w słoiczku w czwartym rzędzie po lewej stronie. Ten sam typ odpowiedzi dotyczy dokumentów, ubrań, ręczników (wszystko układam na półkach, bo efektywniej od nich wykorzystuję powierzchnię), czy pozostawionej gdzieś przed chwilą książki lub telefonu. Córka lubi gotować i zostawia pobojowisko w całej kuchni. Żonę to denerwuje i strasznie psioczy, natomiast ja tego nie komentuję tylko od razu zabieram się za sprzątanie. Wiem, to niepedagogiczne, ale jest już dorosła i skoro nie nauczyła się tego chodząc do szkoły (próbowałem sam uczyć, ale nie chciałem zasłużyć na miano upierdliwego zrzędy w sytuacji, gdy mojej lepszej połówce niemal nie przeszkadzał zrobiony przez córki bałagan), to teraz nic nie wskóramy. Tak samo przy wizytach gości i świętach – zakupy, generalne sprzątanie (cotygodniowe także), przygotowanie stołu, to głównie moja działka. Przy braku spostrzegawczości moich pań, roztargnieniu, podejściu do porządku i ich braku praktycyzmu, trudno byłoby o inny podział ról. Gdy czytam powyżej o innych, nie tak przyziemnych aspektach związku, to dochodzę do wniosku, że moja wybranka także nie oczekuje wielu głasków, w tym miziania. Opisałem szczegóły, gdyż dopiero takie wpisy na blogu uświadamiają mi, że to, co uważam za oczywiste i naturalne wcale takie nie musi być.

    • Jestem w wielkim szoku i pod mega wrażeniem. Czytałam ten komentarz trzy razy. Podziwiam i pierwszy raz spotykam się z sytuacją gdzie to mężczyzna przejmuje wszelkie obowiązki.
      Pozdrawiam

  2. Świetny wpis 🙂 U mnie jest dokładnie odwrotnie. To ja zostawiam puste opakowania w lodówce, mąż się wkurza i jak pyta kto i po co znów zostawił pusty karton, to mówię, że myślałąm że coś jeszcze jest 🙂 Podobnie z szukaniem rzeczy, potrafię zadzwonić do niego do pracy i zapytać czy nie widział mojej gumki do włosów:))) zazwyczaj bezbłędnie wskazuje miejsce… tak trochę nietypowo, ale jaka to wygoda…

  3. Fajny tekst,wpisy też.Ale uwierzcie ,ja mam tak od lat 33.On jest świetny ,wspaniały,ale ciągle ale,Skarpety,gatki na podłodze,idzie do sklepu,to ja nic nie robie tylko czekam na telefon,5 rzeczy do zakupu,mam 3 telefony.Zmiana szafek w kuchni to awantura że nigdy nie można nic znaleźć..nie potrafi gotować,moje zjada z apetytem/albo talerz pusty a On twierdzi odsuwając go-nie mam apetytu/,ale słyszę ze to żle,tamto żle.Doprawiam sałatke jarzynową -drze jape -na co tyle oleju lejesz!A potem się okazuje że jest ok.On wie wszystko najlepiej,jak gotować,sprzątaćnajlepiej wszysto władować do szafy i jest ok.nie trzeba rzeczy chować do szaf.,półek,wie jak wychowywać dzieci,jestem opiekunką i on zawsze dzwonił -co robicie?byliście na spacerze?tak nie możesz robić,mówić.A opiekując się wnuczkami zawsze były jakieś wpadki.Kiedyś zostałam zwolniona z pracy bo mama stwierdziła że za często do mnie dzwoni,i ja jemu się tłumaczę!Ale tak naprawdę to wystarczy pomyśleć że jest ciężko i ściągnąć Go myślami do telefonu,ostatnie 2 lata to choroba,rzeczy ekstremalne/siusianie do kubełka,bo dojście do kibla za dalekie,zmiana ropnych opatrunków,przejęcie całego domu,Jego praca/10 god,+dojazdy/,święta,pobyty w szpitalu.Ostatnia wigilia o 17 ubierał choinke,ja już jej nie chciałąm,3 dni wcześniej wróciłam ze szpitala po kolejnej operacji,w końcu udanej.Ten wieczór spędziliśmy tylko we dwoje,zamiast opłatkiem dzieliliśmy się zwykłym chlebem.I wiecie co?Pomyślałam póżnym wieczorem że niewarto się szarpać o tzw,gówna.te puste pojemniki,bałagan,skarpety rozrzucane po podłodze.Ważne by koło Ciebie był ktoś na kogo możesz liczyć kiedy tego potrzebujesz.I oczywiście wice wersa.Ktoś kto da Ci pić,zostawi coś jeść,kto bez problemu sprzątnie po Tobie kiedy jesteś chora/chory/,kto zadzwoni w ciągu dnia.Dziewczyny życze Wam takiego faceta jak mój.Jestem zołza,nie potrafie się zmienić,a on zachowuje się czasami jak maczo,kiedy mówię kochanie i tak ja Tobą żądzę,i tak robisz co chcę mówi że nie ,ale i tak robi to co ja chcę.Uwielbia pomagać dzieciom,wnuczki są Jego wielką miłością.Niestety umarł wnuczek,dziadek na grobie małego śpiewa ,,jadą jadą misie,,kupuje Mu baloniki,różne fajne drobiazgi.Nie mam kasy,tone w długach,ale mamy siebie.2 połówki jabłka,każde zrobi wszystko wszystko dla drugiego.Wiem że zawsze,ale to zawsze mogę na niego liczyć.Kiedyś byłam młoda,ładna i szczupła,Dziś sporo lat,cera ok.ale kilogramów sporo ,Niby Mu przeszkadza,ale jest ze mną.Dziewczyny i chyba to jest ważne,teraz się kłócisz,każde ma swoje zdanie,nieraz dość głośne,ale potem jest kompromis,I to jest miłość,Wierzcie mi,Zycze wam takiego faceta jak mój,A znaliśmy się 3 miesiące zanim zdecydował/tak On/wierz,chyba weżmiemy ślub.Pozdrawiam,życie jest i tak ciężkie ,że nie warto walczyć ze sobą.Moi rodzice ciągle walczyli,awantury,kłótnie.W sumie na koniec zycia żadne nie mogło na siebie liczyć.

  4. Wpisy rewelacyjne . słoiki puste po wszystkich przetworach w lodówce , szampony już puste stoją twardo i czekają …i nigdy nic nie mogą znaleźć.
    Najlepiej to ja wzięłam .. i je chowam aby zawsze później odnaleźć , bo pogubią . Ale jak pokazuje historia dotyczy to faceta w każdym wieku . Chyba tylko niemowlę ani noworodek tak nie ma wersja męska.
    Świetnie o tym mówi kabaret NOWAKI w skeczu , małżonek szuka soli czy cukru w koszu z brudną bielizną – rewelka

    • Hahaha nie widziałam tego skeczu 😛 Ale co do tego, że dotyczy ten schemat faceta w każdym wieku – przekonałam się już nie raz 🙂
      Pozdrawiam

  5. ja to bym chętnie potrzymała jakiś karton w lodówce czy zapakowała gacie do pralki, ale niestety nie mam komu … ostatni wybrał “stare życie” i takie tam.
    ale wpis fajny!
    pozdrawiam

  6. U mnie prym w lodówce wiedzie pusty słoik po ogórkach kiszonych 🙂 Jak pytam dlaczego nie dał do mycia (znowu) skoro jest pusty, to zawsze słyszę że tam jest jeszcze czosnek i on go sobie chciał później zjeść bo to naturalny antybiotyk. Nigdy nie je 😛 Standardem jest też, ze tylko ja wiem gdzie się co w domu znajduje (chociaż mieszkamy tu 5 lat i każdą rzecz przynajmniej raz w życiu już szukał więc powinien wiedzieć) i moja odpowiedź ze “w komodzie” lub “w szafie” nie jest wystarczająca. Zawsze muszę mówić “W małej komodzie, w sypialni, w 3 szufladzie od góry, po lewej stronie”. Ja z kolei za uszami też mam mizianie, ale po włosach (Kochanie czemu mnie nie chcesz miziać, a przed ślubem to miziałeś po 2 godziny. – A bo przed ślubem to musiałem się starać 😛 )

    • Hahahaha ! Z pustymi słoikami też tak czasem ma Igrek – potem dojem. Nie dojada 😀
      Ty mnie nie strasz, że po ślubie mnie miziać przestanie 😛
      Pozdrawiam 🙂

      • hahaha no mój przestał 😀 Kiedyś jak oglądaliśmy jakieś filmy to przez cały film mnie miział, a teraz nie chce dziad wredny wcale, bo mówi że go ręka boli 😛

  7. hahaha 🙂 Puste opakowania wyrzucam z lodówki regularnie raz w tygodniu 🙂 Z resztą większość z tego co napisałaś ma miejsce też u mnie w domu! Co do wyjeżdżania samochodem, u nas to jest tak: Mąż “Patrz jak ciasno postawali, zejdę na dół i Ci wyjadę”, Ja”Przestań, dam sobie radę! Przecież mamy czujniki parkowania!”, 5 minut później dzwonię i mówię :” Kochanie wyjdź do okna bo nie wiem ile mogę jeszcze wycofać! Pomóż mi!” 🙂
    Dodam do tego jeszcze jeden dialog.
    Wrzuciłam do białego prania nową, białą koszulę męża i swoją nową, białą z małym, czerwonym sercem koszulkę. Pech chciał, że małe serce zostawiło ogromne różowe plamy na rękawach męża! Dzwonię więc do niego i ze stoickim spokojem mówię: “Kochanie, jak będziesz wracał z pracy to kup wybielacz. Tylko taki z lepszej firmy.” Mąż:” Co zrobiłaś z moją koszulą?!”, Ja:” Cholera… nic takiego, obiecuję, że nawet się nie zorientujesz, tylko kup ten wybielacz!” 🙂
    Haha, takie sytuacje podkreślają moc miłości! 🙂

  8. Byłaś w mojej lodówce 🙂 Jak powiedziałam że się puste wywala to usłyszałam “tam jeszcze chlupotało,Ty wylać nie umiesz”

  9. Zajebisty wpis!
    Podpisuje się pod tymi śmieciami, kartonami w lodówce (i pustymi talerzami)
    I w ogóle pod wszystkim..
    Kochana
    Tak bardzo cię rozumiem 🙂

  10. Hahahahahahahaha ! Usmialam sie jak norka!:D
    Z facetem zle,bez faceta jeszcze gorzej.
    Ostatnio wsadzilismy dupki do fury i jedziemy do marketu budowlanego. Pcham ten wózek,chodzę,rozglądam sie. Dodatkowo poszukuje wzrokiem mojego pięknego. Nagle z daleka za mną słyszę jak ktos się drze! “Januuuusz! JANUUUUSZKU zaczekaj”. Odwracam sie a tam biegnie mój piękny, w lapie cos trzyma,macha i wola do mnie “Janusz”. Zburaczalam i dzida z tym wozkiem do kasy ze niby Pięknego nie znam. Przylatuje do tej kasy,kasujemy a piękny do mnie -“Januszku pakujesz czy placisz?:)”. Kasjerka na mnie wzrok,ludzie tak samo a Piękny stoi i sie cieszy. Spakowalam torby,spalilam wroty i w trybie natychmiastowym udalam sie do auta:D
    Tak sie wstydu nigdy nie najadłam:D
    Iksinka caluje:*

    • Hahahahahahaahahahaha!
      To ten znowu zawsze do mnie w sklepach mówi FRUZIA – nie wiem skąd on ten przydomek podłapał, ale w sklepach zawsze “Fruzia, a pomidory bierzemy?” , “Fruzia, a mleko ?” 🙂

  11. Koooooochaaaaam 😀 Świetny wpis :d Mnie też Luby Ciągle ochrzania, że się każę miziać, ale jak go zaszantażuję “Nie pomiziasz? Będziesz chciał, żebym Cię po plecach podrapała!” to od razu rękawy podwija 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *