Matka Torpeda
Matka Torpeda

Kiedy kobieta milczy..

Wstajesz rano, deszcz leje – trudno.
Robisz sobie kawę. Zasypujesz kubek. Idziesz do łazienki. Wracasz, nie pstryknęłaś czajnikiem – trudno.
Kanapka (jak zwykle) upada masłem na podłogę – trudno.
Włosy nijak nie chcą się ułożyć – trudno.
Zagęszczasz sos, a on nie gęstnieje – trudno.
Sos wykipiał na cały gaz – trudno
Sos zasechł z prędkością schnięcia lakieru do paznokci – trudno.
Tłuszcz z patelni prysł prosto w czystą bluzkę – trudno.
Przy pierwszym kęsie obiadu, mięso upada na czyste spodnie – trudno.
Myjesz naczynia, zapominasz o patelni – trudno.
Druga kawa. Przysuwasz stolik bliżej siebie. Kawa pływa po całym stoliku – trudno.
Wychodzi słońce więc i Ty wychodzisz. Nie zauważyłaś błota… Czary mary błotny Hary – białe buty stają się czarne – trudno.
Jesteś ‘w cholerę’ od domu i zaczyna lać – trudno.
Twój pies wygląda jak zmokły szczur i już wiesz, że Twoje podłogi w mieszkaniu nie będą dziś czyste – trudno

Postanawiasz się zrelaksować i wziąć kąpiel. Nie ma płynu do kąpieli. Okazuje się, że facet zabrał go do pracy więc siedzisz z gołym tyłkiem w wannie i nie wiesz co począć. Postanawiasz zapalić papierosa, ale papierosy się skończyły. Wyszłabyś do sklepu, ale siedzisz w wannie bez piany. Tyłek dalej goły. Rzucasz kurwą maciem i starasz się odnaleźć swoje wewnętrzne “ja”.

Dzwoni teściowa mówiąc, że stanowczo za dużo palisz i pijesz kawy. To zupełnie niezrozumiałe jak można tak żyć – ona w moim wieku…
Gdzieś w połowie rozmowy zastanawiasz się czy nie wyposażyć domowego pierdolnika w cały zestaw herbat uspokajających.
Otwierasz szafkę z lekarstwami – ktoś poupychał tam wszystko na ścisk. Wszystko spada ci na łeb, rzucasz kurwą maciem i kończysz rozmowę przez telefon.
Tabletki na biegunkę, witamina C, tabletki na gardło, przeciwbólowe też, syropki, sropki – kiedy ja to wszystko do licha nakupowałam? Zbierasz ten majdan i zamierzasz zrobić porządek. Okazuje się, że trzeba to poupychać w cholerę bo inaczej nie wejdzie. Przypominasz sobie, że to Ty tak upychasz rzeczy. Zamykasz szafkę. Zapomnisz o tym, że jest to upchane dopóki znów wszystko nie spadnie Ci na łeb.

Dostajesz smsa o godzinie 13.30 “Kochanie wracam z pracy. Będę do 15 minut” – po pół godzinie zaczynasz się denerwować bo wciąż go nie ma. Dzwonisz – nie odbiera. Piszesz smsa – cisza. Dzwonisz drugi raz – cisza.
Po 45 minutach odpalasz trzeciego papierosa i chodzisz z okna do okna. W myślach żałujesz każdych złych słów wypowiedzianych w jego stronę. Żołądek ściskają nerwy. Po godzinie dostajesz prawie palpitacji. Nie odebrał 548456 telefonu. Wariujesz.
Po półtorej godzinie otwierają się drzwi, zadowolony jegomość zagadał się z kolegą o nowych felgach do samochodu.

– Zdajesz sobie sprawę z tego, że ja Cię kiedyś zatłukę z premedytacją?
– A coś Ty taka nerwowa?

Jakoś… przemilczałam odpowiedź.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

20 Responses

  1. Ale ekstremum. Fakt, że czasem się nie układa, ale aż tak … Rzadko się spieszę, prawie zawsze się spóźniam. Dziwne, ale rodzina, znajomi i współpracownicy przywykli. Najbardziej kiepski dzień miałem kilka lat temu, zapomniałem, że mam w poniedziałek audyt w Lublinie, o 8 rano (jakieś 500 km na wschód). O 22 w niedzielę dzwoni mój radosny szef, z pytaniem, czy wybrał mi dobry hotel i czy już dojechałem. To co się działo później w domu trudno opisać. Same porażki, łącznie z odmową współpracy służbówki (ciekawe, że po powrocie palił bez problemu). Zdążyłem, ale tej paniki i pośpiech długo nie zapomnę.

    • Ja zawsze się spieszę, a i tak się spóźniam więc doskonale rozumiem 😀
      Jak to mówią “Jak się człowiek spieszy to się diabeł cieszy”
      Pozdrawiam! 😉

  2. Albo… wstajesz o poranku, 10 min za późno, bo budzik zignorowałaś…Lecisz do łazienki, palisz światło a tu żarówka padła, zapasowej oczywiście w domu nie ma. Myjesz się przy otwartych drzwiach i dopiero po umyciu stwierdzasz, że użyłaś szamponu, zamiast żelu, bo po ciemku butelki się pomyliły, piany w wannie pół tony i za nic nie możesz się spłukać. Myjąc zęby wpadniesz w poślizg na mokrej podłodze, przytrzymasz się kranika, aby nie rymsnąć na mordę, po czym kranik zostaje ci w ręce – gwint się urwał, woda leje się na ścianę. Wykonujesz makijaż, nawet ładny się udał, a tu przy końcowym malowaniu rzęs tusz spada ci na policzek, chcesz delikatnie usunąć – rozmazuje ci się na pół twarzy – makijaż zrujnowany, trzeba wykonać nowy, bo próba poprawki kończy się tragicznie. Ubierając się, w ostatnich czystych rajstopach z prędkością odrzutowca leci ci oczko, jak stąd na Kamczatkę. Oczywiście plamisz kawą ulubioną bluzkę, urywasz guzik u żakietu, obrywasz zakład u spódnicy niechcący, bo ci jakaś nitka wystawała i pociągnęłaś. Oczywiście autobus na przystanku ucieka ci przed nosem, następny za pół godziny, a dziś akurat zależało ci na pośpiechu, bo w pracy wizytacja i chciałaś podopinać sprawy na ostatni guzik. Na stołówce obiad obrzydliwy, który ci w dodatku zaszkodził i biegasz co chwilę do toalety. Chcesz wyjść z pracy wcześniej – wychodzisz dwie godziny później, nie zdążasz do lekarza, następna wizyta za pół roku, bo wcześniejszych terminów brak… W domu okazuje się, że twój mężczyzna wykonał pranie, mieszając swoją czerwoną koszulkę z jasnymi rzeczami i wszystkie rzeczy masz w kolorze różowym, którego nie cierpisz. Chcesz coś zjeść, a tu chleba nie ma. Do sklepu nie masz ochoty iść, bo z twoim dzisiejszym szczęściem na pewno spadniesz ze schodów. Wybuchasz płaczem w końcu z wściekłości. Wystraszony chłop leci do sklepu po ten chleb. Wraca… nie, nie tu już optymistyczniej będzie 🙂 wraca oprócz tego z flachą wina, wreszcie coś dobrego zjesz, napijesz. Co za szczęście, że ten dzień się kończy 🙂
    Już nawet tymi krzywymi maciami nie miałam siły rzucać… 🙂

    • Jona czytałam Twój komentarz dwa razy. W ogóle zwracam honor bo mój ‘dzień’ przy Twoim to pikuś 😀
      Padłam! 😛

      • no i to całkiem niedawno było, jakieś dwa tygodnie temu 🙂 Właściwie w tym dniu trochę więcej się zdarzyło, ale tyle nie chciało mi się klepać 🙂

  3. W takie dni tych moich “pań lekkich obyczajów” byłoby rzucanych o wiele więcej. I jeszcze bym wrzeszczała, a nie milczała. Rozładowywanie emocji ponad wszystko 😉

    Pozdrawiam :*

  4. Iksina uwielbiam Cię czytać 🙂 Skąd ja znam taki ciąg fajnych niespodzianek zwłaszcza gdy mi się bardzo spieszy bo mam załatwienie na mieście. A faceci no cóż szkoda słów. Mój mąż czasem mówi, że za szybko gadam i on nic z tego nie rozumie albo pyta gdzie ja mam ten wyłącznik 🙂

    Nasz dom nawiedziło jakieś fatum bo nam się wszystko ostatnio psuje i niszczy i można dostać świra. Lodówka akurat w dzień 18 urodzin naszego syna. Piekarnik w trakcie pieczenia mięsa na obiad. Ach ta nieszczęsna złośliwość rzeczy martwych 😉

    • A jeśli chodzi o psucie się to zawsze się to dzieje w najmniej odpowiednim momencie 😀
      Na wigilię to mi już drugi raz gazu brakło także… Znam to 😀

  5. Ile to razy dzwoniłam,pisałam bo miał już być z pracy a jeszcze Go niet.Najlepiej jak poszedł z kolegami na urodzinowe piwo,miał być do 22 najpóźniej.Był o 11………rano. Tel wyłączony,mnie szlag trafiał,opierniczyłam jedno dziecko,psa,drugie dziecko,psa,pierwsze dziecko,psa.Za to jak wrócił- o niebiosa.Obiecywałam sobie że ani słowa,ale jak zobaczyłam w drzwiach to od razu plaskacza a potem kurwy macie wszystkie szły.Do dziś na urodzinowe piwa nie chadza a jak już to jedno i po godzinie jest w domu.Ale nie zapomniałam sławnego tekstu” w poniedziałek składam wniosek o rozwód,a Ty ożeń się z kolegami”.
    A poza tym jeśli coś się może stać to mnie na pewno.Idę do łazienki-dziecko ryczy,idę do wuceta-ktoś się powiesił na dzwonku do mieszkania.Jak mi zależy to kluski się rozgotują,zupa przypali,mleko wlane do kawy okaże się stare i najpewniej będzie to ostatnie ziarenko kawy w domu.
    Jak dobrze że takie dni są sporadyczne 😀
    Jutro będzie lepiej 😀

    • Mam to samo! U Igreka zawsze jest ‘jedno piwo’ – wiadomo jak się kończy 😛
      A co do ‘domowych pechów’ – jestem głodna to się ziemniaki rozgotują… nic nowego, a jednak wciąż wścieka !
      ;*

  6. Haha, czasem takie dni się zdarzają 🙂 przyzwyczajaj się 😉 jak miałam psa to też ciągle myślałam o czystej podłodze, ale przy dziecku dopiero widzę, że takie pojęcie nie istnieje 😉 a kąpiel bez żelu to norma bo albo dziecko po tajniacku wciśnie cały do wanny, albo zaczyna płakać jak akurat zanurzasz się w pianie. Obiad za to zawsze ląduje na bluzce, nie tylko mój ;p podobno nieszczęścia chodzą parami 🙂

  7. O tak, są czasami takie dni, gdy wszystko i wszyscy sprzysięgają się przeciw nam…
    Wszystko tkwi też w tym, że my, kobiety, odbieramy wiele rzeczy (żeby nie powiedzieć, że wszystkie) zupełnie inaczej niż faceci.
    Ty przemilczałaś odpowiedź, za co podziwiam, bo ja jestem taka, że ostatnie słowo zwykle należy do mnie i to dopiero jest jazda…
    Chociaż przyznać muszę, że jestem też taka, że szybko daję się udobruchać…
    Pozdrawiam 🙂

    • Do mnie najczęściej też należy ostatnie zdanie, ale już nie miałam siły tłumaczyć 😀
      Fakt – gdybym była facetem olała bym to co przytrafiło mi się przez większość dnia..

  8. Witaj,
    o sobie bym powiedziała:dlaczego kobieta wrzeszczy…i dzięki ci polski języku za kuwa macie.
    takie dni się kończą i szybko o nich zapominamy.
    wkurzający okropny dzień,a ja czytałam z uśmiechem..dziękuję za to jak piszesz..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *