Matka Torpeda
Matka Torpeda

Swędząca pamiątka wieczoru panieńskiego

– Ty mnie w ogóle nie rozumiesz! – z paniką w głosie, przez telefon wykrzyczała Ona
– No nie bardzo, ale się staram. Doceń to – spokojnie wycedziłam przez nie-zaciśnięte zęby
– Boże, co ja teraz zrobię?! Przecież za tydzień biorę ślub

Wieczór panieński ma to do siebie, że każda chce wyglądać jak najlepiej. Najpiękniej, najseksowniej – w końcu za tydzień TA ONA będzie czyjąś żoną. Jakiegoś Onego, który będzie ślubował, że na zawsze, że już przy niej, a skarpet i tak nie posprząta.
Obowiązkowy komplet podbzdryngolonych koleżanek stawia się w gotowości aby na trzasko disko – ubzdryngolić się do końca. W końcu jedna z nich już niedługo będzie zaobrączkowana. Koniec życia towarzyskiego, koniec flirtu, koniec seksowności i piękności – za tydzień już tylko rozlajzły dres, pryszcze i tłuste włosy. Takie jest przekonanie 8/10 koleżanek biorących udział w wieczorze panieńskim. A kogo obchodzi, że za tydzień zmieni się tylko nazwisko ulubienej koleżanki ?

Dodatkowej pikanterii wieczorkowi nadaje fakt, że ten jeden z drugim puszcza do przyszłej panny młodej oczka. Filuternie kręci się gdzieś dookoła i prosi do tańca. Obiecuje drinki z palemką i uroczo komplementuje czyjąś przyszłą żonę.
Ta, of kors z uśmiechem pijanej Sandry Bullock udaje niedostępną, ale chętną. Niezdecydowaną bo przyszły mąż pije kilka dyskotek dalej…

Koleżanki oczywiście czule dopingują adoratora – niech ta Ona poużywa! To jej ostatnia noc wolności! Należy się jej!

– Iksina… mnie to swędzi cholernie swędzi. Boże co ja mam robić?! – dramatyzm narasta z minuty na minutę
– No ja to bym poszła do lekarza. Z tym nie ma żartów, potem może być tylko gorzej
– Co mnie w ogóle podkusiło?! Chciałam poczuć jak to jest, chciałam w tą ostatnią noc dać ponieść się chwili to teraz mam za swoje
– Nie panikuj. Widział to ktoś?
– Nie, nikt… Wstyd mi się pokazać komukolwiek na oczy. Boże, ja chyba odwołam ślub – zakończyła, stawiając niewidoczną telefoniczną kropkę na końcu zdania.

Bo kto kontroluje wieczór panieński? Nabzdryngolone towarzyszki szalonej nocy pełnej różu i butów na obcasach. Nikt przyszłej panny młodej pilnował nie będzie bo ciężko to czasem i samej siebie upilnować…

– Nijak się nie zabezpieczyłaś, głupia? – ostatkiem sił zapytuję przyszłą pannę młodą
– Ty myślisz, że będąc pijaną myślałam o zabezpieczeniu?! Chyba kpisz.
– No tak, chyba kpię.
– Odwołuję ślub.

Myślał ktoś kiedyś ile małżeństw nie dochodzi do skutku przez wieczory panieńskie/kawalerskie? Ja nigdy. Aż do tej pory.

– Nie rozumiem jak mogłaś nasmarować gębę tanim fluidem skoro masz tak cholerne problemy z cerą, że nawet dziecięce kremy wywołują alergię?
– Chciałam być piękna. Wiesz w końcu panieńskie ma się raz w życiu.
– To teraz masz dwa wyjścia: albo idź do dermatologa, który tą obrzydliwą wysypkę wyleczy w tydzień albo załóż sobie woalkę i tańcz w niej do rana.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

23 Responses

  1. No proszę, napięcie od początku jak u Hitchcocka, a pod koniec zjazd na mordę w dół 😉 faktycznie głodnym chyba chleb na myśli, czy jakoś tak 😉 sama miałam odpowiednie skojarzenia… Jedna moja koleżanka przed ślubem wywinęła sobie inny numer, a mianowicie chciała się trochę opalić do kiecki, nie miała czasu jeździć nad wodę, to na balkonie siedziała, a zapomniała że są w balustradzie pręty i trzeba się odpowiednio do słońca ustawić… no i się opaliła w paski, jak zebra 🙂

  2. Dziś też wiele bym zmieniła w swoim panieńskim bo aż wstyd myśleć 🙂 Na szczęście żadnej wysypki się nie nabawiłam ale kaca-mordercy owszem. W ogóle gdyby ktoś widział w jakim tempie, my babeczki pochłonęłyśmy litr wódki, to by nas za jakieś nienormalne uznali albo przynajmniej za takie co przez rok nie miały żadnego płynu w ustach. Kiliszek wędrował z rączki do rączki i 0.5l chyba śmigło się w 5 minut 🙁 Potem był helikopter i zaliczona gleba na środku parkietu… Chyba musiałam wtedy upaść, żeby się postawić na nowo do pionu i na szczęście całą resztę imprezy już dzielnie się trzymałam 🙂 Dziś skończyło by się pewnie na domówce i kilku lampkach wina.

  3. Głodnemu chleb na myśli 😀
    A widzę że tu zaglądają same głodne 😀
    Też już widziałam tą Oną w ramionach jakiegoś striptu=izera,który pozostawił pamiątkę,może nie jedną 😀
    Ja swój wieczór panieński spędziłam z przyszłym,a on ze mną swoje kawalerskie 😀
    Po prostu to był kolejny wieczór po pracy,po kolacji,zakończony lampką wina i dzieciakiem obok 😀
    Nie lubię takich imprez,zabaw,popijaw tak jak i nie podobają mi się wesela i cała reszta.Ja postawiłam veto i po ślubie był obiad a potem “papapa” koniec imprezy 😀

    • Każdy woli inaczej, każdy po swojemu i to się chwali. Zrobić po swojemu, a nie tak jak “wypada” i jak “zazwyczaj się robi” 😉

      • Dokładnie.To w końcu jest dzień dla Młodych,i powinien być taki jak Oni sobie wymyślą a nie że cioci Zdzisi będzie przykro a prapraprapra wujenka od stryjka się obrazi.I nieważne że jej na oczy nikt od 60 lat nie widział.

  4. Hahaha 😉 Ty to powinnaś horrory pisać! Trzymałaś mnie w napięciu do samego końca 🙂 mi w dniu ślubu kosmetyczka krzywo brwi wyregulowała… sama bym się nie zorientowała ale potem inna robiła mi makijaż i powiedziała ” ale ma Pani brwi…. następnym razem jak bedzie sobie je Pani regulowała to proszę pamiętać żeby nie były takie krótkie. Tu muszą się kończyć!” Myślałam, że zemdleje 😉

      • Jasne! 🙂 Akurat nie moje brwi w tym dniu były najważniejsze. 🙂 no ale wysypką bym się już przejęła! Wiadomo… nawet mały pryszcz, w tym dniu, wyjątkowo nie jest mile widziany. 🙂

        • Najgorzej jak to jest pryszcz gigant na czole, a widziałam takie na zdjęciach ślubnych :< Skubany na środku czoła widniał, a fotograf nie zretuszował :<

  5. Kobieto Ty weź książkę napisz. 🙂 Taką z opowiadaniami na każdy dzień. Sukces murowany. 🙂 Ja od poprzedniego wpisu się jeszcze śmieje a tu dziś taka historia. Trochę współczuje koleżance uczulenia, bo sama wiem jak to jest i po prostu jak nie mogę to się nie maluje. Jeśli już to decyduje się na jakieś kosmetyki z apteki, bo są delikatniejsze. Pozdrawiam 🙂

  6. Hahahahahahahaha! A ja myślałam, że ona biedna zabalowała w nieco inny sposób.
    Eeee a to tylko fluid – wysypka kiedyś zniknie 🙂 (mówi alergik na kakao, jak nie dotrzymam diety, wysypie, a potem znika) ;D
    Swoją drogą nie rozumiem przekonania, że po ślubie to już grób i nic z życia… Poza tym, jak mam być szczera, to nie podobają mi się wieczory panieńskie na dyskotekach, striptizerzy i te wszystkie wygłupy. Już wolałabym grila, albo zwyczajną domówkę z gronem kochanych przyjaciółek.
    Pozdrawiam :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *