Matka Torpeda
Matka Torpeda

Zrób to ze mną! Teraz, zaraz!

O zboczeniach to ja już tutaj pisałam nie raz, nie dwa – trzy chyba też nie. Było już o tym wielokrotnie, nie jednokrotnie.
Nie ma u mnie czegoś takiego jak porządki wiosenne/letnie/jesienne/zimowe, NI MA. Są porządki, które trzeba zrobić teraz. Już, a najlepiej na wczoraj.

Jest coś, co sprawia, że cieszę się jak koń na paszę – sprzątanie w szafach. Ściślej rzecz ujmując: sprzątanie w tzw. “pierdolniku” domowym. Umówmy się, każdy ma taki “pierdolnik” w swoim domu. To taka kobieca torebka tylko w wersji HARD. Znajdziesz tam co tylko chcesz od młotka po karton, przez choinkę świąteczną po wałek do malowania ścian w różnych rozmiarach. Jak na pedantkę przystało, nie cierpię mojego “pierdolnika”. Jak mam go otwierać żeby coś znaleźć dostaję spazmów. Najchętniej sprzątałabym tam dzień w dzień, ale i tak nie byłoby skutków.

Śmiem twierdzić, że burdel robi się tam sam, a alfonsem w całym tym burdelu jest nikt inny jak… IGREK!
Jak na alfonsa przystało, zbiera z pierdolnika tylko korzyści, a reszta niech sobie jest jaka jest.

“O śrubka jakaś, wrzucę do pierdolnika”
“Taśma na ściany? A co ona tutaj? Powinna być w pierdolniku!”
“O, mała zabłąkana świnka z klasą, a co ona tutaj? Powinna być w pierdolniku!”

Jestem pewna, że bez problemu zmieścił by się tam tir bigosu, cztery rodziny z dziećmi oraz stado koni. UPCHAŁOBY SIĘ.

– Jeśli mi tutaj nie posprzątasz to obiecuję Ci, zamieszkasz tam – szantaż to ostatnia moja deska ratunku, tak wyszło.
– Przecież tam jest czysto! – reakcja Igreka jak zawsze natychmiastowa
– Ja Cię tylko ostrzegam.
– Dobrze, posprzątamy.

Wyciągam pudełka po farbach, wałki do malowania, choinkę, świnkę z klasą, żyrafę, stado koni i tira bigosu. Oprócz wałków, wszystko odkładam na stertę “idę na śmieci”

– Ty, co Ty robisz?!?!?! – wykrzykuje coś, zwane ojcem mojego dziecka.
– Porządek?
– To się jeszcze przyda!!! Zostaw mi to, i to też, no i to tak samo! – oczywiście mówił o śwince z klasą, żyrafie, stadzie koni i tirze bigosu.
– Przecież to tylko miejsce zajmuje! Po jakiego grzyba Ci to jest?!
– POTRZEBNE.

Po dwóch godzinach ciężkiej mordęgi z pierdolnikiem, poległam. Koniec końców jak zawsze wszystko zostało, a jedyne co się zmieniło to fakt, że wyczyszczone zostały pajęczyny i sterty kurzu.

Dwa dni później, niczego nie świadoma JA – dobra duszyczka, mlaskając wcinam kiwi.
– Posprzątamy sobie dziś, koleżanko – rzecze coś, zwane ojcem mego dziecka.

Ucieszona jak szczerbaty na suchary, już czuję dreszcz podniecenia, naiwna zapytuję:
– Gdzie?

*
– Proszę! Proszę! 12 obrusów, 40 bieżników na stół, 185 serwetek! – wylicza to coś, rzucając moje obrusy na podłogę
– Ty mi to zostaw! To są obrusy!
– Ten obrus ostatni raz był na stole za czasów kamienia łupanego, dziewczyno! NIGDY go nie widziałem! O proszę tutaj bieżnik jeszcze z metką, ale nie… jedź kup kolejny! Bo potrzebny bo niezbędny!

Przy następnych porządkach wyrzucę Igreka.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

34 Responses

  1. Wróć!!! Zła strategia. Powolutku, po sztuce wynosisz daleko od domu (jak wyniesie śmieci i zobaczy swoją rzecz pod śmietnikiem, dostanie zawału). Wywalasz 1-2 rzeczy, czekasz na reakcję. Nie ma? Wyrzucasz kolejne. Jak się raz w roku zapyta, gdzie jego bluza, robisz wielkie oczy. Jaka bluza!!!!!!!!! Weź sobie posprzątaj ten bajzel, to znajdziesz. Ważna rzecz, w tzw międzyczasie dokupujesz nową bluzę, koszulkę. Pokoleniowa wymiana musi być rozciągnięta w czasie. Koniecznie zostaw jedną rzecz (koszulkę, dżinsy), którą będzie mógł ubrać manifestując żałobę po zaginionych ciuchach. Takie poczucie bezpieczeństwa i łącznika ze starymi czasami 🙂

    • Dorota, Uwielbiam Cię! 😀 Próbowałam już kiedyś takiej taktyki, niestety – akurat jak wynosiłam śmieci on wchodził po schodach. Zostałam przyłapana na gorącym uczynku i teraz jestem główną podejrzaną 😛

  2. Haha, znam to z autopsji. Po co ci to? – Potrzebne. , A tamto? Używane sto lat temu ostatni raz. – Ale od wielkiego dzwonu korzystam. I tak dalej 😀

    Ale z tym wyrzucaniem Igreka się zastanów, może ci się jeszcze przyda 🙂

  3. Nie wiem jak źle to zabrzmi (#ChujowapaniDomuLevelEkspert), ale cały nasz pokój jest pierdolnikiem, a w nim znajduje się mniejszy pierdolnik – Czerwone Krzesło Rozpusty Lubego. Także dont kraj Iksina 😀

  4. I nic nie trzeba robić! Ostatnie sprzątanie szafy, strychu i garażu skończyło się rozterką moralną, zamówieniem kontenera na śmieci i potężnymi kosztami. I po co, mogło to wszytko leżeć, gdzie leżało. Nieśmiało spytam: co, z “przydasiami” w Waszych torebkach? Wszystko jest potrzebne, torebka, czytaj potężny “sakwojaż”, który przy kupnie wygląda zgrabnie i waży, może pół kilo, po jednym dniu użytkowania, zmienia się w worek marynarski, o gabarytach słonia morskiego i jego wadze. Iksinka, w dalszym ciągu zdrówka dla Ciebie i psychicznego , dla Igreka – czy to już pora, żeby szukał arbuza o 12 w nocy?

  5. Moja mama sprząta w pierdolniku, gdy ojca nie ma, jak sama twierdzi “czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal”. Ja z moją siostrą wychodzimy z tej samej zasady – niedaleko pada jabłko od jabłoni 🙂
    Buziaki :*

  6. Jakbym czytała sytuacje z własnego domu normalnie. I mój też mi wypomina, że czegoś mam dużo, choć ja umiem się z rzeczami rozstawać i wpadam w szał wyrzucania lub oddawania innym co jakiś czas, ale jak to kobieta mam więcej rzeczy. A on trzyma nawet jakąś bluzę z początków liceum, bo mu szkoda wyrzucić. I koszulkę, którą miał na naszym pierwszym spotkaniu choć jest dziurawa. A jak zapytałam ostatnio czy stare gry komputerowe, których nie rusza od lat, a zajmują całe wielkie pudło ozdobne można wynieść do piwnicy (tak do piwnicy co by się nie popłakał, że proponuję by wyrzucić) to stwierdził, że to tak jakby wyrzucił! Koniec świata. I co począć?

    • Ty u mnie mieszkasz! U nas jest to samo! Ja również co jakiś czas przy porządkach coś wyrzucam albo oddaje ew. rozdaje.
      A Igrek z miłością najszczerszą przechowuje swoje koszule z czasów liceum.

      Co zrobisz? Nic nie zrobisz 😛

  7. Uśmiałam się – bo też tak mam 🙂
    Nasz pierdolnik w końcu i memu lubemu zaczął przeszkadzać (o dziwo), to zlikwidowaliśmy szafę, w której się dział i zrobiliśmy z niej coś innego, bardziej przydatnego. I można by wysnuć wniosek, że nastąpił kres pierdolnika, ale nic bardziej mylnego. Pierdolnik przeniósł się do szuflad komody i paru innych miejsc… I tak się zastanawiam czasami – Po cholerę było nam to ruszać?! 😀
    Pozdrawiam

  8. 🙂 🙂 🙂 Iksina, Ty to wiesz jak poprawić mi humor. Nawet niezwykle zwykłymi porządkami w pierdolniku 🙂

    Odkąd się przeprowadziliśmy do naszego nowego domku (mieszkamy w nim już dwa lata) to cały jest jednym wielkim pierdolnikiem. Gdziekolwiek nie zaglądnę, to spotykam osobistości mojego mężula. Za porządki się nie biorę bo zajęłoby mi to wiele epok i do pomocy musiałabym zawezwać wielgaśnego tira, by to wszystko wywiózł na śmietnisko. Masakra. Wszystko mu się przyda i znosi do domu jakieś badziewia. Cały garaż już jest zajęty, a samochód stoi oczywiście na polu. Jednak mi i synowi z chęcią by posprzątał w szafach i powyrzucał to i owo.
    Ech mężczyźni, pomyślałby kto, że tak się przywiązują do rzeczy martwych 🙂

  9. Mój mąż swoje “potrzebne”,potrzebne i mniej potrzebne rzeczy trzyma w szafie w kotłowni.Ja jak znajdę jakieś podejrzane coś w domu to stawiam/kładę obok drzwi i wołam ” kochanie,coś dla Ciebie”.I to coś znika 😀
    Do szaf,szafeczek mój luby się nie wtrąca.Poza tym on nie odróżnia obrusu od bieżnika ,firan od zasłon, ściery do stołu od ściery do zlewu więc w obawie o własne życie nie dotyka.
    Ja zaś w obawie o własne dwa dni temu myjąc w kuchenny szafkach i wywalając część garów( miały być wieczne ) oraz pojedyńcze niedobitki talerzy byłam zmuszona dokręcać kabelki w kostkach moim pilniczkiem. Poszukiwanie odpowiedniego śrubokręta trwałoby pewnie do Wielkanocy.
    Na szczęście pilniczek dał radę i światełko pod kuchennymi szafkami działa 😀
    BRAWO JA !!!!! 😀 😀

    • BRAWO TY!!!! 😀 Ja pilniczkiem gmeram wszędzie (jakkolwiek to brzmi), ale u mnie nie zawsze daj radę. Ostatecznie kończy się słowami: “Igrek, CHO NO TU” 😀

      • Jeśli chodzi o prund to jestem skazana na siebie albo elektryka.Ale inne rzeczy to też wołam 😀
        Przyznam się,że nawet jak sama bym mogła a męża jest w domu to wołam 😀 A co,niech się chłop czuje potrzebny 😀

  10. U nas jest podział, ja nie wtrącam się do garażu a mój mężu nie tyka rzeczy domowych i jest spokój 🙂 póki co 😉 chociaż czasami korci żeby tam łapki wepchać 🙂

    • Generalnie dla dobra swojego zdrowia psychicznego, którego nie wiele mi pozostało – również staram się tam nie wtrącać, ale jak już tam zajrzę…
      Śni mi się ten burdel po nocach.

      • Wiesz jedynym miejscem do którego nie zaglądam to strych, ale to tylko dlatego, że mam lęk wysokości, bo pewnie już dawno większość z rzeczy znajdujących się tam wylądowałaby w śmieciach 🙂

          • Może pod nieobecność Igreka zrób tam porządek, nie zauważy bo niby jak 😉 Ja robię takie porządki u męża w szafie bo inaczej się ni da. Według niego skarpety, koszulka, spodnie (niepotrzebne skreślić) poplamione farbą bądź innym smarem nadal nadaje się do noszenia, a mnie aż newry biorą jak to widzę! Tak więc gdy męża ni ma w doma to jego garderoba dostaje ‘nóg’ 😀

          • Tak! Igrekowi tak samo! “Zostaw, będę miał do garażu”, “Zostaw będę miał z tego szmatę”!

  11. hahaha Kochana – porządki w pierdolniku robi się jak chopa ni ma w domu 😀 Im wszytko się przydaje,a jak przychodzi co do czego to i tak jadą wiadomo gdzie 😉 a obrusy,bieżniki…no a skąd mamy wiedzieć jaki kolor świeczek będzie na stole 😀 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *