Matka Torpeda
Matka Torpeda

Matka, jeszcze nie żona, a już kochanka.

Czekając aż nie mąż wróci z pracy ogarniam naszą hacjendę, która ewidentnie brudzi się sama. Wrzucam chodniki do pralki,  przecieram lustro, a drugą nogą biorę się za krojenie cebuli do obiadu.

Słyszę, że mój telefon uparcie dzwoni gdzieś na kanapie. Przeczesując poduszki, koc i psa prywatnego – odnalazłam brzęczące dziadostwo. Oczywiście w momencie kiedy przestał dzwonić, bo jakże inaczej.

Nie znam numeru, nie znam człowieka, nie wiem kto dzwonił, ale jak ważne to sobie zadzwoni jeszcze raz.

Oczywiście wystarczyło, że powróciłam do krojenia cebuli, a telefon zabrzęczał ponownie:
– Tak, słucham? – typowe nie-standardowe powitanie z mojej strony
– KIM PANI JEST?!?!?! – krzyczy bliżej niezidentyfikowana kobieta.
– Pani do mnie dzwoni więc wypada żeby Pani się przedstawiła – odpowiadam, niezbyt przyjemnie
– Ja dzwonię do Damiana, a nie do Pani! Kim Pani jest?! To taka delegacja?! Proszę mi dać Damiana!
– Niech się Pani uspokoi. Pomyliła Pani numery, nie znam żadnego Damiana, a tym bardziej żadnym Damianem nie jestem, a poza…
– Ja Cię kurwa znajdę ! Możesz mu powiedzieć, że do domu ma nie wracać!
– Proszę Pani… – wtrącam

Zdania nie dokończyłam bo bliżej niezidentyfikowana kobieta postanowiła się rozłączyć. Kurcze, szkoda mi jej – pomyliła się, niesłusznie oskarżyła faceta, a w myślach już pewnie zakończyła swój związek. Może oddzwonię i na spokojnie wytłumaczę? Ale z drugiej strony – co mnie to obchodzi? Mogła mi dać dojść do słowa.

Cebulę dokończyłam, obiad wstawiłam, pralka się wyprała, a Uszaty się wyspał. Już zapomniałam o nieszczęsnej rozmowie telefonicznej, ale nie na długo – telefon znów wibruje, kręcąc się w kółko. Ten sam numer, ta sama kobieta, ta sama śpiewka:
– Proszę Cię, daj mi Damiana do telefonu – błagalnym i wkurwionym tonem prosi kobieta.
– Niechże się Pani uspokoi. Nie znam żadnego Damiana, pomyliła Pani numery. Niech Pani na spokojnie przejrzy numer pod który Pani dzwoni – odpowiadam spokojnie
– Znam numer Damiana na pamięć więc wiem, że dobrze się dodzwoniłam. Niech spierdala w takim razie, skoro idziesz w zaparte. Zostaw go sobie. W dupie mam taki związek.

Próbowałam jej przerwać trzy razy, na nic.

Igrek powrócił, obiad wchłonął niczym woda gąbkę i racząc się kawą ogląda tv.  Nagle krzyczy, to coś zwane moim niemężem:
– Telefon Ci dzwoni!
– Odbierz, jestem pod prysznicem – rzucam poirytowana

Nawet dobrze nie zdążyłam nogi wydepilować, otwierają się drzwi. Igrek z miną jakby mu ktoś piwo z ręki wyrwał.
– Co się stało? – tak, zapomniałam o tej rozmowie z tą nieszczęsną kobietą i niczego nie podejrzewałam.
– Kto to jest Damian?

Żebym ja BOGU DUCHA WINNA KOBITA musiała się tłumaczyć własnemu facetowi z powodu idiotycznych telefonów – to jest FSTYT. Igrek przytaknął, zrozumiał, pożałował chłopa zwanego Damianem i sprawa poszła w nie pamięć na dwie godziny.
Po dwóch godzinach odzywa się ponownie mój telefon. Znów ta sama kobieta. Albo mnie szlag trafi albo podam ją o napastowanie – jedno z dwóch.
– HALO?! – wcale już nie miałam ochoty być miła.
– Ja, ja… chciałam Panią przeprosić. Pomyliłam numer, Pani w środku numeru ma 5, a Damian 6. Bardzo Panią przepraszam…

Ranek następnego dnia, relaksująco pomykam po jakiejś leśnej polance, a w tle słyszę znaną mi dobrze melodyjkę. Z zamkniętymi oczami po omacku szukam telefonu:
– Halo?
– Halo? Lucynka? Przyjeżdżasz na święta czy nie? Bo my tu z Tadeuszem na dworcu czekamy.

Żeby była jasność:
Nie mam na imię Lucyna, nie wybieram się nigdzie na święta i nie znam żadnego Tadeusza.


Spodobał się wpis? Czekam więc na Twoją reakcję. Możesz go skomentować, polubić lub udostępnić o tutaj👉Matka Torpeda

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

21 Responses

  1. Ha! Ja w ten sposób zawarłam przyjaźń 😉 warto było… drzeć się na niczemu niewinnego chłopaka o 4 rano w niedzielę 🙂

  2. No boski wpis 🙂
    Do mnie kiedyś zadzwonił pan i pyta “tereska? bo słuchaj nie zdążę tego psa wyprowadzić, to skocz sama”. Ale bełkotał tak, że naprawdę, on chyba nie nie zdążył, tylko siły nie miał 🙂
    A raz z przyjaciółką chciałyśmy zadzwonić po pizzę, dzwonimy, odbiera babka, pytamy, czy pizzę dowożą, cczy dobrze się dodzwoniłyśmy, a ona wrzeszczy “franek! franek! ty jeździsz jeszcze?” a po chwili dodaje “franek już dawno nie jeździ!”. No było to nieco dziwne.
    Wesołych świąt :*

  3. To jeszcze nic. Tak z dziesięć lat temu, jak jeszcze w domu stacjonarny był odebrałam telefon, a tu jakaś facetka “z Heleną proszę”, no to ja bach oddaje słuchawkę mojej mamuśce. Mama zawisła na tejże i dawaj rozmawiać, ale jakoś tak nijako, a minę, widzę, ma coraz dziwniejszą. Porzuciłam zajęcia i przyglądałam jej się z co raz większym zainteresowaniem, bo wyraz twarzy miała przedziwny, ale dalej twardo konwersuje coś o pracy. I tak chyba z dziesięć minut, w końcu zamilkła i słucha… słucha… czerwona jakaś na obliczu, aż w końcu wypaliła : ” wie pani, to chyba jakaś pomyłka” i rzuciła słuchawką. Jak stwierdziła, wszystko od początku jakoś pasowało, nie mogła co prawda skojarzyć po głosie, która to koleżanka z pracy, a pytać jakoś jej nie wypadało, skoro tamta tak przyjacielsko (przedstawiła się, a jakże, jak ja odebrałam, ale wszystkich koleżanek mamy to ja nie znałam 🙂 ) . Dopiero pod koniec coś jej przestało pasować 🙂 To trzeba mieć farta aby akurat na Helenę trafić, to nie jest przecież popularne imię…

    • U nas kiedyś Igrek do Matki dzwonił – pomylił numer (do dziś NIE WIEMY JAK) i do obcej baby “Niech Pani odda telefon Mamie! Proszę się nie wygłupiać” jak doszło już do tego, że pomyłka przeprosił i życzył Wesołych bo to Wielkanoc była 😉

  4. kurcze niby śmieszne ale z drugiej strony niezły burdel może z tego wyjść…a jak byś faktycznie tej babce powiedziała,że jesteś w ciąży…ojjjjjjjjj by się działo… pamiętam,jak swego czasu dzwoniła do mnie średnio tak trzy razy w miesiącu babcinka jakaś i z Łukaszkiem chciała rozmawiać,no nie rozumiała że pomyliła numer…ale zawsze chwilę z nią pogadałam;ostatnio już nie dzwoni i jakoś dziwnie mi z tym,bo trwało to jakieś pół roku…no ale i tak najlepsi byli górnicy(ale to za czasów tel stacjonarnych) jak dzwonili o 3 nad ranem i bełkotając,że są chorzy i potrzebują wolne 😀 😉

    • Hahahaha górnicy najlepsi! Do Igreka kiedyś namiętnie pisała smsy jakaś dziewczyna o treści:
      “Babciu egzaminy zdane, nic się nie martw” – mimo, że za każdym razem Igrek odpisywał, że pomyliła numer – pisała dalej 😛

  5. Hahahaha 😀 Do mnie też kiedyś zadzwonił jakiś chłopak i mówi:” Kaśka, może skoczysz z nami na browara? Umówiłem się z Kamilem i Leną w parku za pół godziny. Jak chcesz to po Ciebie przyjadę!” Właśnie zabierałam się za wieszanie prania i w sumie miałam mały dylemat ;p Kiedyś też zadzwonił jakiś chłop i pytał czy ziemniaki kupić w sklepie czy na giełdzie cały wór. 🙂 Właściwie… mogłam podać mu całą listę zakupów ale za późno o tym pomyślałam 🙂 haha

  6. Iksina, ja rozumiem, że hormony i te sprawy. Ale z Damianem???? Biorąc pod uwagę modę na imiona on ma maksymalnie 20 lat!!! Mogłaś babce powiedzieć, żeby Cię nie denerwowała tymi telefonami, bo w ciąży jesteś 🙂 A na święta do Tadka możesz jechać. Skoro zapraszają, wyżerka jest, nic robić nie trzeba, to ja bym się na Lucynkę przerobiła 🙂

  7. Ale ze mnie to się śmiała, jak mi pan dzwonił “bo pani się ogłaszała, że sprząta i gotuje” z zapytaniem “a to na pewno pani numer?” 😀

  8. Możemy przybić piąteczkę, do mnie raz dzwonił gościu, coś na góralską gwarę zajeżdżało, z pytaniem: czy wanna z zasłonką czy bez? 😀 a za pierona nie dał sobie wytłumaczyć, że zły numer wybrał 😛

Pozostaw odpowiedź Iksina Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *