Matka Torpeda
Matka Torpeda

Wyślij faceta na zakupy.

Budząc się w zimny, sobotni poranek i otwierając oczy z tej okazji – zamiast “dzień dobry” powitałam Igreka słowami: “Daj mi jeść”. W lodówce NIGDY nie ma tego na co aktualnie mam ochotę. Takie prawo naszego mieszkania, a raczej mojego żołądka – zawsze mam smaki na coś, czego akurat nie ma. Miaucząc jak kot w marcowy wieczór, przekonałam Igreka, że najlepszym jego wyjściem będzie wyjście do piekarni po świeże bułki. W końcu jego syn się domaga – bo przecież, że nie ja.

Zanim nie-mąż zdążył dojść do piekarni – ja zdążyłam 452185 razy zmienić zdanie. Dzięki Ci XXI wieku za telefony komórkowe. Dzięki mobajl fołnowi Igrek mógł zaopatrzyć mnie w niezbędne na ten poranek żarełko. Czekałam 15 minut, czekałam 20, czekałam 25… Matko wszystkich świeżych bułek – On je miał tylko kupić, a nie je piec. I to ja łażę długo po sklepach? Ja?!

Wrota naszej komnaty otwierają się bezszelestnie, a w nich staje Igrek. Wyrywam żarcie z jego rąk i dreptam do kuchni, mamrocząc pod nosem.

– Ty piekłeś te bułki ? – uroczo zapytuję zmierzło-zaspanym głosem.
– Bo tak to jest zawsze jak idę bez Ciebie – rezolutnie odpowiada nie-mąż

Okazało się, że ledwo weszło Igrekowate do sklepu, sprzedawczynie zatroskanym głosem zapytały: “Gdzie żona?” (tak, wciąż uparcie wszyscy mianują nas mężem i żoną)

– Dawno żony nie widziałam, bardzo dawno. 9 rano, a Pan już po bułeczki dla żony? Pozazdrościć takiego męża – trajkocze Pani z mięsnego
– Niech odpoczywa należy jej się. (Ja do dziś nie wierzę, że on to powiedział. Noł faking łej)
– A co to się stało? Chora jest? Coś się złego dzieje?
– W ciąży jest – tutaj Igrek stwierdził, że dodał to konspiracyjnym szeptem.

Pani Krysia z mięsnego ryknęła do Pani Halinki na kasie. Pani Halinka na Kasie ryknęła do Pani Grażynki z warzyw. Igrek twierdzi, że wszystko działo się już poza nim. Poszła maszyna niczym bęben totolotka. Jedna do drugiej, druga do trzeciej, a trzecia przez czwartą:
“A chłopczyk czy dziewczynka?”
“A jak się żona czuje?”
“A który miesiąc?”
“A imię już wybrane?”

Biedny i roztargany psychicznie Igrek stwierdził, że bardzo szybko pożałował swoich słów. Niby uciekać chciał, ale czekał na żarcie. Musiał wybierać: uciekać ze sklepu i nie donieść jedzenia na czas albo zostać i wytrzymać trajkotanie sprzedawczyń.

– Nigdy więcej bez Ciebie nie pójdę. Nie pójdę i już. Czerwieniłem się jak nastolatek złapany na masturbacji – wyznanie godne krzesła u Ewy Drzyzgi. Już widzę tytuł programu: “Wysłała mnie na zakupy, do dziś nie potrafię się pozbierać”
Może i by jakaś grupa wsparcia się znalazła dla takich jak on?

*

Wchodzę po standardowy zestaw do osiedlowego sam’u:

– I to jeszcze… I to… Tego też z 50dag bym chciała – wyliczam, a wręcz recytuję moją listę zakupów. Standardową taką.
– A mogę zapytać Panią o coś? – konspiracyjnym szeptem pyta Pani Krysia z mięsnego
– Tak?
– To prawda, że jest Pani w ciąży ? – półuśmieszek błąkał się po jej zmęczonej twarzy
– Tak, prawda
– Mąż mówił, ale to chyba początki co? Bo nie widać nic po Pani – ciepłym głosem dopytuje Pani Krysia
– 7 miesiąc – odpowiadam zgodnie z prawdą obdarowywując ją najlepszym uśmiechem na jaki było mnie stać tego dnia
– Jezus Maria!!! Halina słyszałaś? 7 miesiąc, no dasz wiarę?! No dasz? – ryczy Pani Krysia z mięsnego do Pani Halinki na kasie. Pani Halinka na kasie ryczy do Grażynki z warzyw…

Od tamtej pory jestem przyjmowana bez kolejki, dostaję najlepsze mięso “spod lady”, a także uśmiechy, które poprawiają mi humor na cały dzień.

“Dla Pani najświeższe żeby nas myszy tutaj nie zjadły” – czasami jednak dobrze jest nie trzymać jęzora za zębami.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

19 Responses

  1. Haha 🙂 dobre 🙂 u mnie teraz 6 miesiąc, i do niedawna tylko kobietki z mojego biura wiedziały i trzymały gęby na kłódkę 🙂 ale… Nadejszła Wielkopomna chwila że trzeba było kadrowej powiedzieć… na następny dzień co druga kobita z którymi do tej pory zamieniłam dwa zdania odkąd tu pracuje (w tym Dzień Dobry i Do widzenia) pytała mnie czy ja w ciąży jestem? a który miesiąc? a kiedy rodzę? 😛 tak że Wiesz wywiad działa wszędzie 😛

  2. Fajnie 🙂 Korzystaj, bo to bardzo miłe. Mam szczególny sentyment do kobiet w ciąży 🙂 i zawsze jak je widzę w kolejce w sklepie albo na poczcie, to głośno mówię “pewnie pani ciężko, proszę do przodu”. Zanim dojdę do kasy, to zdążę słownie zmasakrować przeciwników z kolejki i mam z tego ubaw. Raz jeden nie puściłam. Młoda laska -ok 17-18 lat z chłopaczkiem/tatusiem i mamunią. Rozpięła ostentacyjnie kurtkę, mały brzusio i głośno mówi “jestem w ciąży, proszę mnie przepuścić”. Kolejka zaczęła się odsuwać, patrzę a w wózku trochę jedzenia i 3 zgrzewki piwa. Nie wytrzymałam ” to pani sobie usiądzie na ławeczce na pasażu a mąż postoi, najwyżej sobie od nowa zmrozi te browary”. Coś tam pofurczała pod nosem, ale kolejka zareagowała i młoda poszła na ławkę na pasaż z mamunią a chłopaczek stał grzecznie w kolejce 🙂

    • Takie są najlepsze! Najlepsze! Ledwo dwie kreski zobaczyła to jej już brzuch rośnie i ona musi być pierwsza przy kasie 😀

  3. Ojj… jak ja to uwielbiałam 🙂 Wszędzie miło i serdecznie 🙂 Swoją drogą… lubię robić zakupy w osiedlówce bo zawsze tam jakoś rodzinniej 🙂 haha! 7-my miesiąc?! Jak to zleciało!!!!! 🙂 Jeszcze trochę, troszeńkę! 🙂

  4. ha, ha, ha jak zwykle poprawiłaś mi humor 🙂 no facet na zakupach to jest dopiero coś. I mówi się, że to niby baby nie umieją trzymać języka za zębami, a tu proszę okazuje się, że to właśnie faceci są największymi plotkarami ziemskimi 🙂 u mnie najczęściej zakupy robi wężullo (bo jak chodzimy we dwójkę, to kończy się czasami sprzeczką) i tak lista zakupów to raz, a co do koszyka wpadło niechcący to dwa 😉 czasem jednak ja się wybiorę do miejscowego sklepiku, to już od progu słyszę od troskliwych pań sprzedawczyń, “a męża gdzie pani ma?czyżby się pochorował?” Zawsze mam ochotę odpowiedzieć wtedy, “a wygnałam z chałupy drania niedobrego” 🙂 ciekawa jestem jaka by była reakcja.

    Pozdrawiam i w brzusio głaskam 🙂

  5. 😀
    Ja do piekarni posyłam męża lub Starszego młodego. Jak idzie męża to załatwia to przy okazji odsikania psa więc przeważnie jest pierwszym klientem kilka minut po 6 😀 Ja bym nie wstała 😀
    Co do moich ciąż-to zawsze była tajemnica osiedlowa-moja szanowna rodzicielka szybciej mieliła ozorem niż poruszały się jej zwoje mózgowe. Potem też wchodziłam do sklepu i słyszałam ” Ty w ciąży? A który miesiąc? bo mama był wczoraj po zakupy i opowiadała że na usg idziesz za miesiąc”.Bełkotałam coś na odczepnego po czym niczym wytrawny mafioso robiłam matce “wjazd na chate” ze słowami ” przestań do cholery opowiadać o mnie tym babom.Nie masz własnego życia do zwierzania się pomiędzy masłem a papierosami?????” I następowała cisza w eterze na jakiś miesiąc 😀
    Może i bym nie robiła z tego jakiegoś halo gdyby ona się cieszyła na bycie babcią.Ale ona najnormalniej w świecie żaliła się,wściekała– normalnie plaga egipska ją dopadła pod postacią wnucząt.
    Na szczęście CB radio “wolne osiedle” przestało nadawać bo skończył się temat audycji 🙂

  6. Ja również miałam wiele miłych sytuacji “ciążowych”, ale także jedną mniej uroczą. U mnie też brzuszka długo widać nie było. Stoję sobie w aptece, kolejka rodem z PRL. Słabo mi, ciepło, duszno itp. I już prawie moja kolej, gdy to z nienacka żwawym krokiem podchodzi pan starszy (naprawdę żwawym, każdemu życzę takiej werwy w tym wieku) i wpycha się na luzie przede mnie. To ja grzecznie, bo nauczono mnie szacunku do starszych, że tu jest kolejka, a wierz mi, że nie odezwałabym się nie będąc w ciąży. A ów pan z ryjem na mnie, że kombatantem jest!, to ja podniesionym głosem: a ja w ciąży, on na to: nie widać! to ja, że u niego też nie widać. Dodam, że pani z apteki zdezorientowana obsłużyła najpierw jegomościa, a potem przeprosiła mnie, gdy już wyszedł tłumacząc, że nie chciała awantury… 🙂

    • Również miałam nie raz takie sytuacje z przemiłymi staruszkami. Drażni mnie to nie możliwie. NAJWIĘCEJ do powiedzenia często mają Ci, którzy w ogóle nie mają nic do powiedzenia.

  7. Ależ Ci zazdroszczę 🙂 Też mam 7 mies. a mój brzuch widać z daleka, jak jeszcze mnie nie widać 😀 Ale za to raz chociaż spotkało mnie przyjęcie bez kolejki w pewnej sieciowej drogerii i byłam mile zaskoczona 🙂
    Natomiast w tramwaju, jak jadę po córkę do szkoły, nadal otrzymuję kątem wścibsko-oburzone spojrzenia – że młoda a miejsca nie ustąpi 🙂
    pozdrowionka Iksinko 🙂 Zdrowia dużo 🙂

    • Jeśli mówisz o drogerii na “R” to tam zawsze jak widzą ciężarną to bez kolejki jest proszona. To jedyny sklep gdzie nie jest tylko naklejka “mamy mają pierwszeństwo” tam faktycznie się tego przestrzega.
      Tramwaje i autobusy są najlepsze! Spojrzenia ludzi – bezcenne!
      Całusy ;**

  8. Haha dobre. Ja jak mojego wysyłam po zakupy to zawsze wraca z czymś extra, bo nie wie czy akurat mi się czegoś nie zachce 😉 A śledzie i kiszone zawsze musza być bo inaczej 1 w nocy a ty drałuj do sklepu po kwaśne bo akurat MUSZĘ coś kwaśnego 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *