Matka Torpeda
Matka Torpeda

Pot, krew i łzy czyli rodzenie dziecka.

Do niedawna beztrosko przechodziłam swoją ciążę i jedyne o czym myślałam to do kogo Młody będzie podobny. Serio, starałam sobie nie zaprzątać głowy innymi rzeczami. Czas jakoś tak sobie biegł poza moim małym rozumkiem – aż umawiając się na wizytę usłyszałam termin: 1 marca – doznałam szoku. DOPIERO W MARCU?

Yyyy aha, przecież marzec jest za tydzień. JUŻ JEST MARZEC? Kto mi to zrobił? dlaczego i kiedy to się stało?

Niestety, nie znalazłam odpowiedzi na to pytanie. Za to znalazłam w sobie pokłady paniki, której wcześniej nie miałam. Jestem zdezorientowana jak koń na światłach.

Mój mały, niczego nie świadomy rozumek nagle zderzył się z rzeczywistością. Dobra, jest fajnie bo ciąża służy. Fajnie bo niedługo pojawi się mały-wielki człowiek, fajnie bo radość z kopniaków i fajnie bo fajnie. Jest tylko jedno “ale” zanim będzie fajnie bo mały-wielki człowiek – to trzeba tego człowieka URODZIĆ. U – RO – DZIĆ. W dodatku muszę zrobić to JA – zero sprawiedliwości. Do robienia to Igrek pierwszy był, ale jak przyjdzie to rodzenia to już radź SE babo.

Zaczęło się od niewinnych myśli, sporadycznych snów o tematyce szpitalno-porodowej i strachem o ubiegający czas.

– Ty się nic nie przejmuj, tyle kobiet urodziło to i Ty dasz radę – żrąc ciastko z galaretką, pluje w moją stronę Gabryśka
– No to żeś mnie pocieszyła – odpowiadam przerażona.
– Kochanie, gorzej niż ja mieć nie będziesz. 17 godzin, tynk ze ścian chciałam drapać, myślałam, że z bólu umieram – dalej pluła ciastkiem.
– Zamknij się, błagam.
– Ale Ty się uspokój. Nie każda ma tak samo, moja szwagierka rodziła 10 godzin. Co prawda stwierdziła, że już NIGDY nie zdecyduje się na dziecko po tym jaki miała poród, ale rodziła krócej – dalej pluła ciastkiem na mój kuchenny stół.
– Nie pluj mi na stół – tyle byłam w stanie odpowiedzieć.

Historie “Tysiąca i jednego porodu” mam w małym palcu. Halinka miała bóle krzyżowe i z bólu zwymiotowała cztery razy. Błagała o śmierć albo jakiekolwiek znieczulenie. Niestety, znieczulenie już dawno dostała – problem w tym, że gówno dało.

Grażynka natomiast powyrywała wszystkie możliwe kable ze swoich rąk i krzyczała, że jak zaraz to się nie skończy – ona prosi o eutanazję.

Mariolka rodziła 18 godzin i nawet nie chce o tym mówić bo na samą myśl o porodzie dostaje zimnych potów i zaciska nogi. Środki antykoncepcyjne po porodzie to jej najlepsi przyjaciele.

Znajoma znajomej Gabryśki rodziła 30 godzin. Ból, którego nie da się opisać. Nie ma porównania, nie ma ciepłych słów ani miejsca na pocieszenie. To jest masakra, która dzieje się w szpitalnej sali, na dziwnym fotelu – oświetlonym jarzeniówkami.

Wszystkie zgodnie opowiadają mi przerażające historie o tym co dzieje się na porodówce. Z krwawymi szczegółami. Po czym dodają pocieszająco: “Jak Ci dziecko na piersi położą to zapomnisz o bólu. Ten ból wtedy nie istnieje, a przynajmniej się nie liczy” – bo rozumiecie, to taki optymistyczny akcent do tej krwawej masakry.

Jasne, że w ogóle nie powinnam tego słuchać. Z tym, że kobiety mają w sobie coś na kształt porodowego ekshibicjonizmu. One po prostu UWIELBIAJĄ o tym opowiadać. ŁAJ?!

*

– Igreku, ja testamentu nie napiszę bo co ja Ci mam zostawić? Uszatym się zaopiekuj jakby co bo on w świetle prawa to mój jest. Aha, dbaj o moje lakiery do paznokci. Nie rozdawaj ich nikomu – daję Igrekowi instrukcje. Czuję się w obowiązku.
– Przestań panikować – ZERO ZROZUMIENIA. ZERO. Typowy facet.
– Słuchaj, gdybym na porodówce mówiła, że Cię nienawidzę to chyba będę kłamać, ale pewna nie jestem. Jeśli Cię uderzę to w bólu. Bo Ty mi nie pomożesz, nikt mi nie pomoże… Jezu w co ja się wpakowałam. W co TY mnie wpakowałeś. Wiesz co ? to jest TWOJA wina – łzy w oczach, panika i trzęsące się łapy.
– Uspokój się! Masz jeszcze dużo czasu, wszystko będzie dobrze. Będę tam z Tobą – próbował ratować sytuację.
– Jak się zacznie to pamiętaj torbę tylko bierz i nie dyskutuj ze mną. W ogóle mnie nie słuchaj i przede wszystkim NIE PANIKUJ – instruuję dalej.
– Przecież to Ty zawsze panikujesz, a nie ja.
– Nie przerywaj mi. Nie słuchaj mnie w ogóle tylko zabierz torbę. Aha no i mnie zabierz bo ja pewnie nie będę chciała jechać. Znając mnie to zamknę się w łazience. Otwórz wtedy drzwi z drugiej strony i na siłę mnie wytargaj. Jak będę prosiła w aucie żebyś zawrócił bo już mnie nic nie boli to mnie nie słuchaj. U dentysty też tak zawsze mówię. Wieź prosto na porodówkę. Daj mi coś do jedzenia zanim pojedziemy bo tam mi nie dadzą – słowotok wkroczył na najwyższy poziom.

– (nagły szloch) i proszę Cię pomóż mi wtedy jakoś – tu już było błaganie.

Ja nie panikuję. W ogóle nie panikuję. A skąd. Ja prawie osiwiałam, chodzę po domu i mówię sama do siebie, a jak siadam to kiwam się w przód i tył. Jest fajnie, ale czas jakoś nie stoi po mojej stronie. Igrek postanowił wykręcić mi klamki z okien. Na wszelki wypadek. Bo podobno już mi dziwnie z oczu patrzy.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

62 Responses

  1. Iksina jesteśmy z Toba jak coś to dziewczyny pomożecie? Pomożemy! Wdech wydech wdech wydech 😉 wiem że jak zaczną się bóle to będziesz miała w d**uszy nasze wdech ale jesteśmy z Toba DASZ RADE 😉

  2. Jeszcze w ciąży nie byłam w swoim krótkim życiu ale generalnie w przyszłości planuje wydać na świat małą wersję siebie i mojego wyśnionego niewiadomego Pana X. Dlatego też po pierwsze trudno mi wyobrazić sobie siebie z brzuchem na pierwszym planie a tym bardziej po drugie, siebie na stole porodowym z bólami, rządzą mordu w oczach i błaganiem o ulżenie cierpieniom. A wszystko to dlatego, że dla mnie temat to odległy, że mi daleko do tego, że zanim mnie to spotka to full czasu musi minąć itp. Więc nie mogę powiedzieć, że rozumiem Cię w 100 procentach, ale w 50 tak. Jedynego porównania, jakiego mogę się uchwycić to momentu kiedy miałam mieć jakąś wcześniej ustaloną operację (a miałam ich sporo), kiedy zbliżały się ten termin…moja panika była porównywalna do Twojej. Moje wizje były lepsze niż po maryśce i grzybach razem wziętych: że mnie pokroją za mocno, że wpadnę w śpiączkę i się nie obudzę albo co gorsza obudzę się jak bd stara, brzydka i do niczego nie podobna. Nie wspominając o Twoich (i moich) “ulubionych” frazach pocieszających innych osób które tego doświadczyły ( w Tw. przypadku porodu w moim operacji). Po takiej serii opowieści nic tylko zamknąć się w ciemnym pokoju i bujać w przód i w tył. W każdym razie chciałam Tb powiedzieć, że strach nie jest mi obcy i niejednokrotnie ma wielkie oczy ale spójrz na to z takiej strony: za tydzień będzie już po wszystkim i wrócisz spokojnie do własnego domku, do psiaka i do wszystkiego i z takim malusim zawiniątkiem co się wierci i stęka 🙂 Ale jest Twoje/ Wasze – jedyne, niepowtarzalne, Wasza krew i w ogóle wszystko co w Was najlepsze. Mocniachno wspieram Cię w tym ostatnim etapie “podróży” i naprawdę wieżę, że wszystko się uda będzie super i dasz radę!!!!!!!!!!!! KONIEC I KROPKA!!!!
    Pozdrawiam i wspieram,
    SimplyRedGirl.

    • SimplyRedGirl, jakże mi bliskie to co piszesz. Uwierz, że kiedyś też sobie nie byłam w stanie wyobrazić siebie w ciąży, a co dopiero w trakcie porodu. Było to dla mnie tak ciężkie to wyobrażenia, że aż szok. Teraz kiedy nie widzę swoich stóp – nie wyobrażam sobie siebie bez brzucha. NIE PAMIĘTAM jak to jest kiedy tej “piłki” nie ma. Czas więc płata niezłe figle 😉

      Co do panikowania – mam tak samo jak Ty. Przed wizytą u dentysty, przed jakimkolwiek zabiegiem układam scenariusze (oczywiście niezbyt pozytywne), a potem miło się zaskakuję. Mam więc nadzieję, że tym razem będzie tak samo.

      Dziękuję ;*

  3. Skoro każdy wie, że poród boli to tez nie będę Cie ściemniać, że poczujesz się jak w SPA, ale nie ma wyjścia musimy to przetrwać. Jak się powiedziało A to trzeba powiedzieć B hahaha 🙂 🙂 🙂
    Zastanawia mnie tylko ta niepamięć naszych rodziców, ciotek i moich niektórych koleżanek co do bólu. Małego rodziłam 9 lat temu i jakoś amnezji nie doświadczyłam 😀 Jedno jest pewne, że jak nadejdą skurcze parte, to czujesz że MASZ TĘ MOC niczym jak w bajce Kraina Lodu 😀 Czujesz przypływ takiej siły, ze trudno ją opisać. Oczywiście do momentu kiedy mały nie wyskoczy 😀 😀 😀 bo potem padasz jak kawka na trawnik 🙂
    Przede wszystkim WARTO prosić o znieczulenie, rodzic w wodzie itp. Trzeba tylko wyrazić stanowcze chęci wcześniej bo później Cię oleją tak jak mnie. DAMY RADĘ!

    • A no to, że poród boli to ja wiem i tego jestem świadoma. Co do “mocy” słyszałam o tym. Wiele kobiet mówi, że przy 7cm rozwarcia dostaje rezygnacji wewnętrznej, a potem jest jakiś nadludzki kop, który sprawia, że się ma ogrom siły.

      W końcu do tego jesteśmy stworzone więc nie mam wyjścia jak dać radę 😛

  4. Boże pamiętam jak oglądałam wszystkie filmy z porodu! Jeszcze w przybliżeniu! hahah
    Paweł jak rodziłam drugie klęczał prawe przy tym samolocie trzymał mnie za rękę i łamiącym głosem mówił: Misiu przysięgam, że już nigdy Ci Tego nigdy nie zrobię tylko daj rade! To już ostatni raz w życiu! Obiecuje!!! hahahahhahahaha

  5. Pamiętam jak rodziłam i mama mnie pocieszala przez telefon bo była daleko,że to nie będzie trwało wiecznie ,że to w końcu się skończy.Trzymalam się tej myśli i o dziwo pomogło trochę.Wiec głową do góry (a raczej do piersi ),nogi na za piętnaście trzecia i jedziesz z tym koksem.Będzie dobrze.

    • Tak! To mam w głowie cały czas, że przecież to w końcu się skończy! Powtarzam sobie to nawet przed wizytą u dentysty i faktycznie to jakoś trochę pomaga.

      Pozdrawiam 😉

  6. Też się przekonałam już w życiu, że koperta to nie wszystko, jak lekarz ma oznaki człowieka w sobie, to i bez koperty zaradzi, a jak będzie chamem, to nawet koperta go nie przekona.

    Swojego porodu nie będę Ci opowiadać, a raczej CC, bo u mnie przez chorobę wszystko zawsze jest na odwrót. I pomimo iż nie były to SN ani trochę się nie czuję gorszą matką. Nie mogę zrozumieć co to za głupoty ktoś wymyślił, by dzielić kobiety ze względu na sposób rodzenia, na gorszą, czy lepszą mamę? :/
    Tym bardziej, że czasem jest tak iż CC jest nieuniknione, bo ratuje życie dziecka, matki lub obojga.

    Nie martw się na zapas, bo tak jak pisały tu niektóre mądre kobietki, każda jest inna i ma swój jedyny w swoim rodzaju organizm, więc pamiętaj kochana “nie taki diabeł straszny jak go malują” 🙂

    A jeszcze tak na zakończenie to Ci napiszę, że moja kuzynka urodziła dwoje dzieci i zawsze mówi, że woli dzieci rodzić niż do dentysty chodzić. Dwa razy było tak, że ledwo dojechała i zaraz po 10 minutach maluszek już był na świecie. Nawet nie zdążyła krzyknąć i już było po wszystkim.

    Widzę, że dużo tu u Ciebie przyszłych mamuś, więc moje kochane, życzę Wam wszystkim z całego serca, szczęśliwego porodu i przede wszystkim zdrowych pociech, bo to jest najważniejsze 🙂

    Uściski serdeczne przesyłam i Juniorka głaskam 🙂

    • Bardzo dziękujemy za wsparcie! 🙂

      No cóż, nie oszukuję samej siebie, że to będzie bezbolesne przeżycie, ale panika to jakiś nieodłączny element ciąży. Co do CC i całego wymysłu “gorszej matki” – to jest idiotyzm, a nawet nie chce wiedzieć kto to rozpoczął.

  7. Iksinko Iksinko wyluuuuzuuuj!!! Grunt to elastyczne przygotowanie na rozne opcje. Jedne rodza naturalnie, inne przez CC. Kazda, powtrzam KAZDA jest pozniej matka, zadna lepsza ani gorsza. Dokladnie olej (przepraszam za doslowny opis) wszystkie komentarze dotyczace wlasciwej opcji. Nie wiesz co mlody wykmini. A to ON ma decydujace slowo, no i Ty, albo Twoje “podwozie”czasem bez Twojego swiadomego udzialu bezposrednio. Ja sie dalam zwiesc opcji naturalnej: ” nie bede gnojom placila, ich zakichany obowiazek sprowadzic moje dziecko bezpiecznie na ten swiat, a ja jestem silna i dam rade”. Gowno prawda. Za waska miednica. Po kilku godzinach wisialam na telefonie i blagalam ” ratujcie mnie i moje dziecko, bo wszyscy sobie gdzies poszli a ja umieram”. Do dzisiaj nie wiem, ile eks tescie zaproponowali telefonicznie ordynatorowi na telefon domowy (jak zdobyli numer w nocy???) o 23.30 , ale lekarze dostali prikaz, ze jak przyjdzie rano do pracy to dziecko ma byc. Szczegoly Ci opisze jak juz szczesliwie urodzisz. Co Ci moge poradzic, a co sie sprawdzilo u kilku moich kolezanek? Czujny facet przy Twoim boku z przygotowanym tysiakiem w kopercie. Daje lekarzowi dyzurujacemu z poleceniem ” rob tak , jakby to bylo Twoje dziecko i jakby to byla Twoja zona”. Jak urodzisz natulanie, to zszyja Cie haftem richelieu na “dziewice” 🙂 Jak sie okaze, ze musi byc cesarka, to dostaniesz blyskawicznie znieczulenie i szew “na okretke”, takie jak robia przy tarczycy. Sladu nie ma, wloski przykryja kreske. Niestety takie czasy, trzeba zainwestowac, zeby pozniej ewentualnie nie plakac. Dziecko urodzisz, ale pamietaj, ze kobieta bedziesz jeszcze przez kilkadziesiat lat. Chyba wiadomo o co chodzi. I jeszcze szczegoly techniczne (u nas porodowka ma kilka miejsc, przedzielonych parawanem, to z obserwacji wiem co pisze). Igrek jak sie zdecyduje na wspolny porod, moze siedziec (najlepiej tylko tam) na wysokosci Twojej glowy, nie musi zagladac w “szczegoly akcji”, ale polozne wtedy momentalnie dostaja “kultury osobistej, empatii i cud miod malina.” Jak go sytuacja przerosnie, to tysiak zrobi swoje. Iksinka trzymam kciuki, mocno.

    • No i właśnie. Napisałaś najmądrzejszą rzecz, która powinna zamknąć usta tym, które dzielą matki na gorsze i lepsze (bo CC bo SN) – To DZIECKO decyduje. I oczywiście moje podwozie, ale ono bierze tylko czynny udział. Nie jestem w stanie przewidzieć tego co będzie.

      Kwestia kobiecości przez resztę lat i tutaj masz rację, a trochę też tego się boję. Co się nasłuchałam o złych zszyciach, nieprawidłowej diagnostyce i późniejszych problemach. Z tego co słyszałam o moim szpitalu, z tego co opowiadały rodzące – jeden z najlepszych. Na koperty się obrażają – uwierzysz? Przyjmą kawę, bombonierkę w podzięce, ale koperta to obraza ich personelu…

  8. Kochana moja wiem co czujesz, tyle ze ja mam jeszcze 5 miesiecy..nie to chyba jednak jeszcze nie wiem.. Ja to mowie ze miesiac przed terminem rozbije sobie namiot pod szpitalem zebym to na pewno zdazyla na czas… Na podworku stoi przyczepka campingowa sasiadato moze by ja uzyczyl… Hmm.. Ale wszytskim powtarzam ze dam rade..tyle kobiet na swiecie daje to my nie damy??? Myyy??? Przede wszystkim musimy sie tej mysli trzymac!! Innej opcji nie ma! Ja mam postanowienie nie czytac o porodach, nie ogladac filmikow (znam takie co ogladaly w necie jak to wyglada, jakie sa komplikacje itp…), nie sluchac kochanych kolezanek jak to ledwo przezyly porod, ale ja na pewno bede miec lzej.. Echh.. Iksina glowa do gory! Damy rade! Ty juz niedlugo bedziesz miec Malenstwo w rekach i ciezyc sie tym szczesciem 🙂

    • Powiem Ci tak, miałam w sobie spokój jeszcze jakiś czas temu. Po prostu mniej o tym myślałam. Teraz co raz więcej we mnie paniki. Tu ktoś coś powie, tu ktoś zadzwoni z hasłem “Ty, pamiętaj jeszcze o tym..” i tak się zbiera. Potem się kumuluje i ja cholery dostaję. Musimy dać radę – innej opcji nie ma. Co nie zmienia faktu, że na spokojnie o tym się myśleć jakoś nie da 😛 przynajmniej w moim przypadku.

      No właśnie już niedługo… Ten czas zapieprza jak nienormalny :p

  9. Kochana,ja mimo że bolało,gazu nie miałam (łajjjjjjjjjjjjj),o wannie nie pomyślałam to źle nie wspominam.
    Baaaa,mało tego,ja bym chętnie znalazła się tam raz jeszcze ale reproduktor jak na razie odmawia tak daleko idącej współpracy 😀
    Powoli dojrzewam do myśli zostania dulą.

          • Lęk jest na pewno,to nawet nie jest lęk,to jest taka fobia że szok,pamiątka po dentyście szkolnym.Jaka ja stara jestem,za mojej młodości w szkołach NAPRAWDĘ BYŁ DENTYSTA I HIGIENISTKA .

          • U mnie w szkole też był DENTYSTA i HIGIENISTKA. “Dentysta” tylko z nazwy. Ona była sadystą…

  10. Czytam Cię od kilku miesięcy, nieraz już spadałam od tego z krzesła 🙂 A w temacie: strach przed porodem dopada chyba każdą kobietę. Na pocieszenie – przed DRUGIM porodem boisz się bardziej niż za pierwszym razem. Ekshibicjonizm porodowy? Owszem, również zauważyłam. Może to kwestia pochwalenia się swoim osiągnięciem (bo urodzenie dziecka raczej należy do kategorii “osiągnięcia życiowe”, obojętnie czy SN, czy CC)? No to ja się dorzucę do worka z pozytywnymi wspomnieniami. Pierwsze dziecko 8 godzin – bez znieczulenia, nacięć, itp, w większości przeskakane na piłce. Skurcze parte 2 i już. Drugie dziecko 4,5 godziny – też bez znieczulenia i nacięcia, z gazem rozweselającym i piłką, skurcze parte 3. W obu przypadkach miałam pójść do wanny, ale nie zdążyłam 🙂 Postaraj się kobieto nie martwić na zapas 🙂

    • Też myślałam o wannie i gazie rozweselającym. Każdy kto rodził z tymi udogodnieniami wychwala pod niebiosa. Mam możliwość wykorzystania tego w moim szpitalu więc chyba skorzystam…

      Zazdroszczę porodów! Zazdroszczę! A jeszcze bardziej cieszy mnie fakt, że są kobiety, które mogą to miło wspominać.
      Całuję ;*

  11. Witaj. Po pierwsze żaden poród nie jest taki sam, a po drugie – masz prawo poprosić o znieczulenie, jeśli wiesz, że możesz spanikować z bólu. Jest, to zagwarantowane i zakontraktowane przez NFZ. Nie wszyscy o tym wiedzą.
    Mam nadzieję, że Młody urodzi się w moje urodziny i będę choć babcią blogową. 😉 Trzymam za Was kciuki.

    • No, twardzielki zgrywać nie mam zamiaru jeśli nie będę dawała rady będzie krzyk o znieczulenie – z pewnością!
      Termin mam dwa dni po moich urodzinach więc może i ja będę miała niespodziankę na urodziny? 😉

      Całuję ;*

      • Przy takim terminie istnieje szansa na wyjątkowe urodziny raz na 4 lata- wiem co piszę, skończę 6 lat wreszcie 😀
        PS: Uwielbiam Twoje teksty, stylistyka jest bardzo mi bliska 😀
        PS2: Pozdrawiam z Sosnowca (chwilowo…)

  12. Mój pród już opisywałam więc nie będę się powtarzać.A godziny porodu liczy się od pierwszych objawów,u mnie 10 godzin od momentu odejścia wód.Ale jak nieraz słyszę opowieści,że kobiecie odeszły wody a ona urodziła dopiero po 24 godzinach to mi się nóż w kapsie otwiera(przy okazji pozdrawiam porodówkę w Wodzisławiu Śląskim).Iksina – słuchaj położnej i swojego ciała.Trzymam kciuki ;*

    • Innego wyjścia nie mam jak słuchać położnej i własnego ciała. Jestem zdana tylko na to.
      Kiedyś znajoma opowiadała, że jej poród trwał 55 (!) godzin. Ale nie wspomniała, że większość bezbolesna bo nawet nie czuła jak jej się rozwarcie robiło.

        • Wobec ciężarnych powinna panować zmowa milczenia. Jak kiedykolwiek jakaś koleżanka będzie w ciąży to będę ją słodko kłamać. Przynajmniej będzie spała spokojnie ;P

  13. Żeś mnie rozwaliła tym wpisem 🙂 Czytam i zacieszam się do monitora 🙂 Koty zdezorientowane, mąż sprawdza czy laptop włączony, że mam banana na twarzy;-) Zapewne za parę miesięcy nie będzie mi do śmiechu i będę trzęsła portkami tak jak ty, ale póki co poprawiłaś mi humor 🙂
    Dasz radę, bo Ty silna kobita jesteś 🙂

    • Cieszę się, że poprawiłam humor 😛 To zawsze jakaś radość dla mnie 😉

      No jakoś na pewno dam, ale podejrzewam, że powstaną nowe przekleństwa i usłyszy je pół porodówki 😛

  14. Ja też obmyślałam swój ból na tysiąc sposobów, a tu zero skurczy, bólu, rozwarcia czy jakiejkolwiek akcji 🙂 Juniorowi się nie spieszyło i lekarz zadecydował o cesarce – ot taka niespodzianka! Tak że się Kochana nie nakręcaj bo może pójdzie gładko, szybko i bez zrywania tynków ze ścian 🙂

  15. Iksina Kochana, będzie dobrze:)
    wśród czytelniczek na pewno jest więcej takich jak Ja znaczy jeszcze nie za-ciążonych i czekających na Twoją relację z porodówki , która musi być wyjątkowa jak Twoje posty 🙂

  16. Iksinka – u mnie mała wyskoczyła w 5 minut. Trochę trwało od odejścia wód do skurczy, ale w tym czasie nie bolało 😉 Teraz liczę, że mały podobnie szybciutko się uwinie. Pamiętaj – każda z nas inna i nie ma dwóch takich samych porodów. Nie słuchaj opowieści z krypty. Nasza położna ze szkoły rodzenia zwykła mówić, że największym wrogiem dobrze przebytego porodu jest stres, który sama sobie fundujesz. Co ma być to będzie, póki co ciesz się ostatnimi tygodniami, kiedy chodzenie i oddychanie nie sprawia jeszcze, że dyszysz jakbyś maraton właśnie zrobiła 🙂

    Będzie dobrze!

    A i nie bój się krzyku, pomaga w odstresowaniu i prawidłowym oddychaniu :* trzymam kciuki

    • 84 razy czytałam zdanie “U mnie mała wyskoczyła w 5 minut”.

      Wiesz, ja wiem, że stres nie pomaga, ale jak wyobrażasz sobie te wszystkie “opowiedziane” sceny to się inaczej nie da.

  17. Czyli w okolicach którego tygodnia ciąży zaczyna się panika? 😀 bo ja jestem chyba pare tygodni po Tobie, i póki co panuje we mnie bardzo dziwny spokój 😛 całe przeżycia porodowe na razie jakoś się po mnie zlewają, więc wolałabym wiedzieć ile czasu mi zostało w błogiej nieświadomości 😀

      • rany boskie czyli został mi tydzień spokoju 😛 ja jak zacznę panikować to już na całego 🙂 pare dni temu dotarło do mnie że już właśnie 30 tc a my kompletnie nic nie mamy, więc w ciągu weekendu zrobiłam hurtowe zamówienie na allegro 😛 ostatnio lekarz mi powiedział że jak się mały do 8 marca nie obróci to będzie cesarka, ale jakoś mnie to nie wystraszyło, wiem że będzie niewesoło, i będzie boleć jak cholera ale skoro dziecko już siedzi w brzuchu to chcąc nie chcąc musi z niego w końcu wyjść żebym mogła jeansy na dupę wcisnąć a nie tylko porozciągane legginsy 😀

        • Hahahahahaha “żebym mogła jeansy na dupę wcisnąć a nie tylko porozciągane legginsy” – skąd ja to znam. Mam jedne jeansy ciążowe i moja garderoba “na tyłek” to albo te jeansy albo legginsy 😀

          Też sobie tłumaczę, że odwrotu nie ma. Jedyne co to jakoś w miarę psychicznie się przygotować. Życzę Ci powodzenia! :*

  18. A ja na pocieszenie dołoże swoją historie. I pamiętaj Iksino tego się trzymaj. Ja pierworódka rodzilam całe 19 minut. 1 party i Młody wyskoczył. Nie zapomn3 zdziwienia lekarki która na początku stwierdziła że jak tak będę parła to w życiu nie urodzę. Kazała przyszykować położnej oksytocynę i narzędzia do nacięcia. Jak to usłyszałam to w myślach tylko powiedziałam sobie…. zobaczymy mądralińsko kto tu nie urodzi. I po 19 minutach tuliłam synka

  19. Ehh no prawie same opowieści pełne bólu i jaka to masakra, a przecież szybko łatwo też bywa i sama tego przykładem podwójnym jestem. Dlatego chyba mnie skłoniło żeby napisać i pokazać, że nie wszystkie porody są hardcorowe. Mój pierwszy – czas: 4 godziny, ból: dopiero pod sam koniec i wcale nie taki straszny. Mój drugi – czas: sama nie wiem, w karcie 2 godziny wpisane, ból podobnie. Panika przed jednym i drugim podobnie jak u Ciebie, a jakie potem miłe zaskoczenie.
    Życzę Ci więc Iksina takiego zaskoczenia, a potem mnóstwa cudownych chwil z Juniorem:)

    • Chcę takiego zaskoczenia! Żeby było MYK i po krzyku 😀 W święta jedyne życzenia, które przyjmowałam to “bezbolesnego i szybkiego porodu” 😛

  20. O ja też miałam termin na 1 marca a Mały i tak zdecydował się na inny termin. Uparty był i dobrze Mu było w brzuszku, więc urodził się kilka dni po terminie. Co do porodu to nie było tak źle bo 5 godzin 🙂 .
    Męża z nami nie było. Chyba wystraszył się biedaczysko, gdy w szkole rodzenia usłyszał, że najważniejsza w tej chwili jest matka i dziecko a ojcami leżącymi na podłodze to nikt się nie zajmuje 🙂
    Natomiast nie weszłabym na porodówkę bez swojej położnej…

    • Ja termin do lekarza mam na 1 marca, do porodu jeszcze trochę zostało.
      “Ojcami leżącymi na podłodze to się nikt nie zajmuje” – zrobiłaś mi tym dzień. Autentycznie 😀

  21. Hmmmmmm,porodowy ekshibicjonizm.
    No coś w tym ,że PO chce się o tym gadać.
    Wyobraźnia podsuwa wszystko co możliwe,przypomina się każdy film ze scenami porodu. Panika i strach.
    Szczerze,nic Cie na to nie przygotuje.
    Nie ma co się oszukiwać i kłamać-boli.Jednak jest to ból,który trudno opisać i przyrównać.Bo co byś nie powiedziała to to nie będzie to.
    Moje:
    numero uno-rodziłam dłużej ale bardziej znośnie.Znaczy rzucałam do telefonu “kurwa,jak boli”Dostałam odp”może niech Ci dają jakiś apap albo coś”.Słodko wymruczałam “weź spierdalaj”,wyłączyłam telefon i zajęłam się przygotowywaniem do wydania obcego na świat.
    numero duo- rodziłam krócej,ale słyszał cały oddział.Położna sama gadała” musisz to krzycz”MUSIAŁAM.
    Nie tak dawno zresztą oglądałam program,gdzie mówiono żeby absolutnie nie powstrzymywać krzyku,że pomaga.

    Mój śp.ginekolog zwykł mawiać- skoro wlazło to i wyjść musi tą samą drogą.Szkoda tylko,że pomiędzy plemnikiem a człowieczkiem jest taaaaaaaaaaaaaaaka rozbieżność w wielkości.
    Ja na porodówce byłam sama.Na początku żałowałam,że mąż jest na drugim końcu kraju i nie da rady przyjechać.Potem dziękowałam niebiosom.
    Iksina,dasz radę. Nie myśl o tym bo i tak będzie co ma być,nic Cie nie ominie 😀
    i uwierz,że wszystkie czytające Cie mamusie już Ci zazdroszczą tej chwili kiedy położna da Ci maleństwo,takie nie umyte jeszcze.
    Kurdeeeeeeee,oczy mi namokły :*

    • No właśnie. Większość kobiet sama przyznaje, że PO chce o tym gadać. Koniecznie.
      Wyobraźnia to mi działa na takich obrotach, że się jej boje. Przerobiłam już każdy możliwy scenariusz, każdą scenę i każdy akt porodu. Bazując oczywiście na krwawych opowieściach i obejrzanych programach.
      “Niech Ci dadzą jakiś apap albo coś” – ahahahahhahahahahahahahahahaha. Jebłam.
      Dam radę bo innego wyjścia nie mam. Co Pan zrobisz jak nic Pan nie zrobisz? Ale panikę mam taką, że klynkejta narody.

      • Kochana,Twoja panika to pikuś przed paniką Igreka jak każesz mu okąpać Juniora 😀
        Ja przed porodem NAGMINNIE I NOTORYCZNIE ogladałam wszystkie programy na ten temat.
        Przeważnie angielskie.Po jaką cholere nie wiem do dziś.
        Jak Ciebie dopadnie ekshibicjonizm to bez krępacji pisz o wszystkim:D

        • Ja w I trymestrze NAGMINNIE czytałam fora internetowe. Gdzie aż szerzyło się od chorób, poronień i nie zbyt przyjemnych rzeczy. W efekcie byłam w wiecznym stresie. A programy o porodach też oglądałam, ale przed ciążą. Od momentu widoku dwóch kresek STOP z programami. Omijam te kanały szerokim łukiem 😛

  22. Matko, kobieto! Przestańże się zadręczać takimi myślami! Ciężko jest (choć ja zła matka, a nawet nie matka bo przez CC mi dziecko wyciągali, więc to nawet nie był poród…), ale przetrwasz! Wiem co przeżywasz teraz, bo po poronieniu (!) pierwszego dziecka i bólach, które wtedy wydawały mi się masakrą, (a lekkie były jednak) stwierdziłam, że dzieci nigdy więcej żadnych, ani jednych! Aż 2 miechy później powiedziałam mojemu Em, że dziecko teraz i już. A jak się stało to dopiero była panika… “Przecież ja nie urodzę! Będę jak słoń chodziła ponad te 9 miesięcy. Naturalnie? Za żadne skarby!” Ale lekarz prowadzący mnie znał i wiedział, bo w sumie mu zakomunikowałam, że inaczej niż przez CC nie urodzę- i dał skierowanie do szpitala z konkretna datą (“do wyboru do koloru, cały tydzień droga pani robimy”). Nie żałuję decyzji, bo w gruncie rzeczy to nawet tego bólu rany nie pamiętam i szybko doszłam do siebie. Po 2 tygodniach śmigałam jak młody Bóg, oczywiście tylko po domu. Nawet przymierzam się do potomka nr 2, ale to dopiero jak zgarnę jakąś umowę o pracę i CV zapełnię doświadczeniem.
    Ponoć oddychanie jest najważniejsze i dobrze jest mieć swoją położną znajomą, która załatwia za Ciebie te ochrony całe. Dzielna jesteś! Dasz radę! A jak będą chcieli CC to zgódź się 😉 Nic w tym złego, a laktacja i tak jest 😀
    Trzymaj się ciepło i nie dygotaj! :*

    • Jeśli chodzi o całą tą nagonkę na “cesarkę” dla mnie jest to idiotyczne. Jedne mają cesarkę – inne rodzą SN. I o co to całe halo? Każda kobieta ma prawo wyboru i powinna być za to wdzięczna. A kretynizmem jest nazywanie “złą matką” osoby, która miała CC.

      Znajoma też miała CC na “prośbę” bo ma stwierdzony lęk przed porodem. Niby udokumentowane. O dziwo, cesarkę też wspomina wspaniale i szybko doszła do siebie. Wydaje mi się, że każdy ma swoje doświadczenia. Są zwolennicy jak i przeciwnicy.

      Jeśli chodzi o mnie – ja na placu boju twardziela grać nie zamierzam. A i wywodów na temat “cesarek” czy “sn” wygłaszać też nie będę. Wręcz przeciwnie, niech robią co chcą byle by było szybko, a najlepiej BEZBOLEŚNIE 😀

    • Kobieto ogarnij się,poród nie taki straszny,rodzilam około 9godzin i mam miłe wspomnienia,no jasne ,że bolało w końcu to jak przeciąganie arbuza przez dziurkę od klucza, ale idzie wytrzymać.Miałam podobno ciężki poród (bo kleszcze ,mloda zapetlona w pepowinie), a jak mnie z porodowki wywozili to mówiłam położnej ,że ja tu jeszcze wrócę …

      • Najlepszym dowodem na to co piszesz jest fakt, że kobiety decydują się na drugie dziecko. Poród straszny, poród bolesny, ale chętnie wracają. Koleżanka opowiadała jak było okropnie i tragicznie, ale powiedziała, że na jednym dziecku się na pewno nie skończy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *