Matka Torpeda
Matka Torpeda

Teksty, których nie cierpiałam w dzieciństwie – dziś sama ich używam.

Lubię sobie trochę pomarudzić. Tak trochę bardziej niż trochę, ewentualnie cały dzień. Jako nastolatka miałam listę “znienawidzonych tekstów”, którymi zawsze częstowała nas w domu mama. Nigdy nie rozumiałam – czego ona się tak czepia? No bo co to za różnica czy chodzę w kapciach czy bez? I co wspólnego ma czas z ziemniakami?

Czas jakoś tam przez palce przeleciał i dziś sama sypię takimi tekstami jak z rękawa. Nie wiem kiedy to się stało, jak do tego doszło ani z czym to się je. Powielam te hity za każdym razem kiedy mam ochotę pomarudzić:

1. “Załóż kapcie”

Nie, jeszcze mój syn się nie urodził, a ja już drę ryja o kapcie. Z tym, że na Igreka. Czy on myśli, że w tym domu podłogi myje jakaś ekipa sprzątająca? Przychodzi pokojówka z Bristolu? NIE. W tym domu podłogi myję JA. Zawsze staram się nacieszyć tą czystością, napawać mój wzrok i cieszyć ryja przez choćby moment, że mam czysto.
EDIT: Mam psa więc moje podłogi nie-czyste wyglądają jak Sahara na której pada deszcz. Ewentualnie Sahara bez deszczu – piach trzeszczy między paluchami. Gdybym przez trzy dni nie sprzątała i pozostawiła ten piach sam sobie to nasze stopy byłyby odporne jak stopy Cejrowskiego.
Niestety, w tej kwestii z Igrekiem nie jesteśmy w stanie dojść do porozumienia. Ja drę ryja o kapcie, a on dalej chodzi bez nich. I tak się dogadujemy jak głuchy z niemową.

2. “Ściągaj buty!”

Zbiera się do wyjścia pół godziny. Oczywiście połowy rzeczy pozapomina i w efekcie ładuje się w BUCIORACH do mieszkania bo “ja tylko na chwilę”. Nie ma na chwilę, nie ma usprawiedliwienia – ściągaj te śmierdziele albo bierz mopa i od razu po sobie wycieraj. Jak do ściany. Za każdym razem i tak usłyszę: “Jezu już dobra nie marudź” – trochę tak jakbym słyszała siebie jako nastolatkę. To jest okropne. Pytanie: z mojej strony okropne czy z jego?

3. “Jak ziemniaki się ugotują”

Wracałam ze szkoły, głodna jak pies (no bo ja całe życie głodna chodzę – już tak mam). Od progu witam rodzicielkę słowami: “Mamo, za ile obiad?” – co dostawałam w odpowiedzi? “Jak się ziemniaki ugotują”.
To powinno być jako określenie czasu. Serio, po co nam zegarki ? Wyobrażacie sobie dialog między znajomymi?
– Długo Ci to zajęło?
– Mniej więcej tyle ile gotują się ziemniaki.

Igrek wraca z pracy, głodny pewnie tak samo jak ja w wieku nastoletnim.
– Iksina, za ile obiad?
– Jak się ziemniaki ugotują…

Najgorsze jest to, że nad tym się nie da zapanować. Serio! Starałam się…

4. “Bo ja tak mówię”

Spazmów dostawałam jak to słyszałam. Co to w ogóle jest za argument? Co to za zakończenie rozmowy: “bo ja tak mówię” ?!
Dzisiaj wiem, że tego hasła się używa gdy brakuje argumentów. Takie głupkowate zakończenie żeby zostać przy swojej racji. Skończył się zasób słownictwa i chęć dyskusji więc co pozostaje? Powiedzieć: “Bo ja tak mówię”. Oczywiście dzisiaj to hasło jest i w moim słowniku, a jakże.

5. “Nie ZARAZ tylko JUŻ”

“Zaraz” było moją odpowiedzią na wszystko. Zaraz wyjdę z psem, zaraz umyję naczynia, zaraz wyniosę śmieci. Zaraz to w czasach “nastolatki” było moje drugie imię. Dzisiaj na sam dźwięk słowa “zaraz” odpowiadam: “JUŻ, a nie ZARAZ”.
Najbardziej irytujące hasło jakie można usłyszeć. Prosisz o coś bo jesteś zmęczona/brak Ci sił/masz ochotę odpocząć – usłyszysz ZARAZ. Może być coś bardziej denerwującego?

Cóż, najwidoczniej pewne rzeczy przychodzą z wiekiem – tak samo jak i “hasła”. Dobra, teraz Wasza kolej – najbardziej denerwujące, których teraz sami używacie. Przyznawać się bez bicia!

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

44 Responses

  1. To u mnie standardowe hasło było ” dopóki mieszkasz pod moim dachem ” no właśnie i wracało sie o 19 lub 20 do domu w lato 🙂 kiedys to była kara wracać do domu o takiej porze a teraz karą jest jak idą na dwór i to z telefonami, tabletami i innymi “wypieraczami” mózgu

  2. Jak słyszę ‘zaraz’ to mi sie nóż w kieszeni otwiera. U mnie było jeszcze: ‘dzieci i ryby głosu nie mają’, ‘jak cię zaraz palnę to…’, ‘jak pies je to nie szczeka, bo mu miska spod nosa ucieka’ 😉 ‘bo ja tak mówię i tak ma być’. Znalazło by się jeszcze tego trochę, ale na chwilę obecną tylko to przychodzi mi do głowy 🙂

    • Przypomniałaś mi “Co wolno wojewodzie to nie Tobie…” ojciec nigdy nie dokańczał, ale już wiedziałam o co chodzi 😀 Zawsze w głowie planowałam zemstę: “Zobaczysz jak dorosnę! Już nie będę smrodem!” 😀

  3. Nie dalej jak wczoraj rozmawiałam o tym jak bardzo tęsknię za czasami dzieciństwa…
    -Jak ja byłem w twoim wieku…i najczęściej dodawał,,to pasałem krowy,,i drugie ulubione powiedzenie mojego taty,, małe dzieci mały kłopot,,
    ile miał w tym racji!!!
    kiedy pierwszy raz powiedziałam do młodego ja w twoim wieku poczułam się lekko starawo…
    pozdrawiam serdecznie i trzymam wszystkie kciuki za Ciebie.

    • Hahahaha, widzę, że nie tylko ja tak mam. Aż strach pomyśleć co będzie jak mi Junior podrośnie – już mu współczuję 😛

  4. ” ustąp , on/ona jest młodszy/a ” pamiętam jak tego nie lubiłam, a złapałam się na tym ze mi się parę razy “wymsknęło” do mojego starszego potomka …. synku przepraszam!

    • O to to! Z tym, że u mnie było “Bądź mądrzejsza” Dżizys! Jak mnie to wkurwiało!

      “Synku przepraszam” – hahahahahaha :*

  5. U mnie było tak:
    “zobaczysz, że ci te kapcie gwoździami przybiję” ………….
    Ty nawet nie zdajesz sobie sprawy, jaką ja traumę po tych słowach miałam.. Co ciekawe poskutkowało, i faktycznie przez pewien czas chodziłam w kapciach. Przez pewien czas, czyli do czasu wyprowadzki od rodziców 🙂 Dziś kapcie owszem są, zakładam je jak wychodzę na balkon, na korytarz.. Ale tak normalnie to walają się po całej chacie 😛
    Kolejna rzeczą było:
    Będziesz miała swoje dzieci, to sobie będziesz je wychowywać” i jeszcze “dopóki mieszkasz pod naszym dachem…”
    No i oczywiście takie standardy, “nie zaraz, tylko już” , “śniadanie to podstawowy posiłek dnia! kolacji możesz nie jeść, śniadanie musisz” i jeszcze pewnie kilka innych 🙂

    • Ja sobie zdaję sprawę bo jak przypomnę sobie te teksty to mi się słabo robi. Ileż tych zdań było dziennie wypowiedzianych – jakby się płyta zacięła. A mnie krew zalewała 😀

  6. No nie wytrzymam, te nasz matki – Polki chyba to w genach mają. 😀
    Ja słyszałam bez przerwy:
    * Nie popsuj, bo drugiej nie dostaniesz [zabawki].
    * Nie właź na meble.
    * Pożyjemy – zobaczymy.
    * Jak nie zjesz to nie wyjdziesz. – I jak już ZJADŁAM i zamierzałam wyjść na podwórko:
    * Tylko nie łaź znowu po drzewach! Całe nogi w siniakch…
    * Dziewczynki bawią się lalkami, a nie samochodami!
    Na moje nieustanne pytania w wieku 5 do 8 r. ż.: Mamo, a do kogo ja jestem podobna? – to na zasadzie takiej, kiedy kobieta słyszy komplementy: “mów mi tak jeszcze”, bo kiedyś babcia powiedziała, że jestem podobna do dziadka, którego ubóstwiałam i uważałam wówczas za mojego Guru i Sensei w jednym 😀 Moja mama po tysięcznym pytaniu z mojej strony odpowiadała prawie warcząc: “do siebie”. 🙁

    I od taty: “baw się baw… mama posprząta” =D

  7. Jak będziesz mieć własne dzieci to wtedy pogadamy 😀 No i mam jedną pociechę i bywają zażarte dyskusje z czterolatką,dlaczego już a nie zaraz 😉

  8. U mnie w domu nieśmiertelne były teksty: “nie pyskuj”, albo “koniec dyskusji” 😀 jeszcze w sumie nie złapałam się na tym, że ich używam, ale po Twoim tekście coś czuję, że może to nastąpić szybciej niż myślę 😉

    • Tak! U mnie było to samo ! “Nie pyskuj” i “koniec dyskusji” – NIGDY tego nie rozumiałam 😀 Dziś już wiem, że rodzice pewnie mieli serdecznie dość 😉

  9. Repertuar mojej mamy był baaardzo podobny do tego z twojego domu, z tym że wzbogacony jeszcze o:
    Nie baw się jedzeniem!
    Nie głaszcz/karm kota przy obiedzie!
    Ja przez ciebie w wariatkowie wyląduję!
    Za się za ciebie wstydzić/świecić oczami nie będę!

    I tak jak mówisz, kiedyś reagowałam na te teksty po prostu przewracając oczami a teraz stosuje to w odniesieniu do mojego dziecka…. Boże, przemieniłam się w moją mamę! 🙂

  10. Ją byłam innym dzieckiem, ją ciągle słyszałam “nie rozkrecaj tego” “posprzataj te KLOCKI LEGO i to już!!!!!” “nie bije się chłopców” “nie szpieguje się siostry ” ” co znów w szkole narozrabialas?? Twoja wychowawczyni dzwoniła” …. Tak się patrzac z perspektywy czasu, moja mama miała.duuuuuuuuzo cierpliwości do mnie.

      • No ba, też lazilam po drzewach, do momentu…. W końcu się sąsiad wkur….l i mi oraz kolegom sola po tylko strzelił że srutowki,taaaa bolalo w cholerę, trzy godziny moczylam tylekw misce, a moja mama się tylko śmiała, to od uczyło mnie kradzieży raz na zawsze….

  11. Kiedy mój próbuje się bronić przed moimi argumentami a ja oczywiście i tak wiem swoje – “skończyłeś już?!”
    – kiedy marudzi – “przestań brzęczeć” /”nie burcz”
    – kiedy mnie nie słucha… – “mówię coś do Ciebie!”
    – jak czekam JUŻ z 30 sekund żeby mi w czymś pomógł “bez łaski! idź mi stąd! sama sobie poradzę!”
    Też mam identyczne nie tylko teksty jak i zachowania jak moja mama, ją za nie gonie a sama powtarzam je do mojego przyszłego męża… 😉

    Biedny on;)

    • “Mówię Coś do Ciebie” – używam do dziś. Serio 😛 I w dodatku lubię to hasło 😀

      a tam biedny, robię to samo – wytrzymują z nami czyli nie ma tak źle 😀

  12. O kochana, to powiem Ci, że wszystko jeszcze przed Tobą, a jak Junior się urodzi i zacznie rosnąć, to dopiero się zacznie 😉 Ja coraz częściej zauważam, że gadam do mojego wielkiego synala, tak jak moja mama do mnie. Pamiętam jak miałam te naście lat, byłam wtedy taka zła i rozżalona co Ci rodzice znów chcą ode mnie, czemu się czepiają? Jak oni mnie denerwują. Iiiiii, tego, czyżby historia lubiła się powtarzać?

    ZARAZ, ZA CHWILĘ, jest na porządku dziennym i też mówiłam, że ZARAZ to taka wielka bakteria, która Cię pożre 🙂 Normalnie apopleksji dostaję. ZAŁÓŻ KAPCIE jest u nas na porządku dziennym, to się tyczy do syna, bo mąż na szczęście chodzi w kapciach.
    Ja to w ogóle zrzędzę cały czas, jak nie do jednego, to do drugiego. Ręce i kiecka opada, Booszszszee jak do malutkich dzieci.
    Zamknij dom, zgaś światło, zamknij okno, brudy wrzucaj do kosza, sprzątnij po sobie, itp. itd. no nic tylko udusić poćwiartować, posolić i do zamrażarki 🙂
    Oj uzbierałoby się tego całe mnóstwo.
    Nie chcę krakać Iksina, ale jeszcze nie raz się przyłapiesz na tym, że przeobraziłaś się w swoją mamę i gadasz całkiem jak ona, a co najważniejsze wreszcie zrozumiesz co miała wtedy na myśli oraz co czuła, gdy się robiło coś zupełnie na przekór.
    Mojego męża ostatnio olśniło i powiedział, że on teraz rozumie swoich rodziców jak musieli się wkurzać na niego, gdy dawał im totalnie w kość.

    Trzymaj się moja droga i dużo anielskiej cierpliwości Ci życzę, bo przyda się na bank 😉

    • No nie? To jest taki moment gdzie dochodzi do nas – o co im chodziło. Mój syn pewnie też będzie miał w nosie co ja mówię, a zrozumie to za X czasu.

      Dziękuję za cierpliwość – mi się ZAWSZE przyda 😀

  13. O… Wszystko co było w domu to tu już padło. Choć u mnie to jeszcze można było usłyszeć “tak to się do kolegów możesz zwracać, ale nie do mnie” i “bo jak Cię palnę w łeb to…” i potem padało co mi zrobią. A ja jako powielaczka tego wszystkiego nawet do kota mego gadam “nie łaź mi po tym. nie widzisz, że sprzątane i mokro?” a to biedne kocisko tymi pięknymi dużymi kocimi oczami patrzy jak na wariatkę. Em się już nauczył nawet sprzątać 😉
    A rodziców to chyba wszyscy jednych mieliśmy skoro zewsząd takie same zmory były ^^

    • “„tak to się do kolegów możesz zwracać, ale nie do mnie” Mój hit! Słyszałam to samo, oczy mi się na każdą stronę przewracały jak to słyszałam 😀

  14. “Nie trzaskaj drzwiami”- na to szybko znalazlam sposob. Zdjelam drzwi mlodej od pokoju z zawiasow i oparlam o regal, na caly tydzien. No kurde, zaplacilam za nie chyba, nie? 🙂 Pomoglo. “Buty do szafki” -na to moj tato znalazl sposob, kiedys zebral wszystkie buty z przedpokoju i wywalil z 3 pietra za okno. Czasy byly ciezkie, lecialysmy z siostra w skarpetkach po swoje buty, zeby ktos nie pozbieral. Kolejny: “no jedz.. jedz.. jedz, bo Ci na leb wyleje”. Tu mamusia sie wykazala 🙂 Jak siostra powiedziala “no to wylej”, to poplakalam sie ze smiechu, jak jej ogorkowa po wlosach splywala 🙂 No i tekst przelomowy w moim zyciu: “baba z bioli (polaka, matmy, gegry) jest glupia”. Odpowiedz: “jak skonczysz studia, tak jak ona, bedziesz mogla mowic, ze jest glupia, a teraz marsz do lekcji”. Jak pierwszy raz to powiedzialam, zamarlam i poczulam sie staro…

    • Biedna, aż mi się smutno zrobiło jak przeczytałam ostatnie zdanie 😛
      Ja zawsze słyszałam “Pani jest głupia bo Ty masz rację i nie umiesz matematyki?” – zawsze miałam pretensje, że wierzą obcej babie, a nie mi! ;<

  15. Ja do mojej córki też wołam “Już, a nie zaraz!” Z tym, że w wieku niespełna 7 lat ona jeszcze nie ma poczucia czasu i jeszcze jakoś efektu nie osiągam żadnego..cóż – może kiedyś?
    Było też łączenie z “zaraz, to taka wielka bakteria”, ale z racji wieku padała odpowiedź, “Mama, a co to bakteria?” Skapitulowałam…
    😀
    Jestem egzemplarzem, który bardzo się stara nie powielać zachowań rodziców i częściowo nawet mi się udaje. Ale burczenie sobie pod nosem to już co innego… Więc? Więc burczę sobie, że “cholera jasna, zero szacunku do pracy człowieka” , albo “no zrób obiad i jeszcze proś, żeby zjedli”, itp.

    Moje rezolutne dziecię od jakiegoś czasu wykorzystuje moje chwiejne opanowanie i na kolejny utarty tekst “Czemu to nadal nie jest posprzątane?!” słyszę – “No bo Ty mi ciągle rozkazujesz!” z wyrzutem, a jakże. I weź tu ucz dziecko mieć własne zdanie 😀 Strach się bać wieku nastoletniego…

    Buziaki Iksina :*

    • Jak to czytałam to przypominałam sobie siebie jako dziecko… te same teksty 😛 Zero zrozumienia i ciągłe pytania egzystencjalne: “Czemu rodzice się czepiają?” 😀

  16. “Zejdź z tego komputera”; “Ile razy mam Ci powtarzać…”; “Prosiłam Cię o coś”, i tak dalej i tak dalej… A w temacie kapci 😀 Siedzimy w kinie, sala pełna. Pełna dzieci, bo na bajkę pojechaliśmy, ale cicho. Leci reklama, w której misiu mówi do swojego kumpla, że w sen zimowy to on nie zapada, ale od podłogi i tak ciągnie. Wtem matka za nami do dziecia swojego głosem donośnym jak mój przed okresem rzecze “Widzisz? Nawet misiek wie, że od podłogi ciągnie, a ty papci nie chcesz nosić”. Rozmowy umoralniające w kinie 😀

  17. No pewnie, to moim hitem było “mąki to tyle ile ciasto Ci zabierze” jak to słyszałam to białej gorączki dostawałam, początki mego cukiernikowania, więc bazowałam na przepisie, sztywne proporcje co by ciasto wyszło a nie upadło. Teraz podając komuś przepis z największą ‘dumą’ mówię “mąki to tyle ile ciasto Ci zabierze” 😛 jednak widząc zakłopotanie z mrugnięciem oka dodaję “tak ze 2 szklanki” bo eksperymentując skrzętnie notowałam ile czego, takie małe zboczenie księgowe 🙂

  18. W sumie mogę się podpisać pod tym co napisałaś.
    Mała modyfikacja tylko do 4,u mnie było a teraz jest w moim wykonaniu “nie bo nie”i “bo tak i już “.
    Mój syn będzie miał traume natomiast z powodu “ale proszę Cie ,zamknij się już choć na 5 min”.Bo moje dziecko gada 24/24.
    Moja matka uwielbiała powtarzać i mnie i ojcu “to jest MÓJ dom”,ja potomkom obu gadam “na swoim to se będziecie robić co chcecie”.

    A tak ogólnie to jestem teraz na etapie “nie”—–nie,nie rób tak
    —–nie,tego nie wolno
    —-nie,proszę Cie zostaw
    —–nie,tam nie wchodź (do łazienki,pralki,szafy)
    Adresat ma 2 lata 😀
    Więcej grzechów nie pamietam 😀

    • A słowo “nie” przy dzieciach to chyba jak przecinek z tego co słyszę u znajomych 😀
      “Na swoim to se będziecie robić co chcecie” to ja słyszałam “dopóki mieszkasz pod NASZYM dachem bla bla bla” – najgorszy tekst ever 😀

      • Tak,przy dzieciach to standard “zostaw”,”nie ruszaj”,” nie,tego do buzi nie wolno”.Ja ogólnie mam wrażenie,że mój słownik skurczył się do “NIE”.
        A,i jeszcze “czy Ty wiesz do czego służy klamka?”.

        Mój syn z tekstu o mieszkaniu nic se nie robi,przy każdej okazji słyszę “mamo,ale ja z żoną to bym chciał z Wami mieszkać,bo ktoś będzie musiał dzieci pilnować jak my pójdziemy do pracy”.
        AAAAAAA,i jeszcze ” się używa talerzyków a nie chleb na stole “,i nieśmiertelne “nie krusz!!!!!!!!”.

  19. Aaaaaaa jesteś niemożliwa!!!! Jakie to prawdziwe!
    U mnie zdecydowanie króluje “nie zaraz, tylko już!”
    “Umyj ręce”
    “drzwi się zamyka!”
    “a deskę spuściłeś?”
    “nie, bo nie!”
    “czy do ciebie nie dociera?”
    No i chyba tyle!
    Większość odnosi się do brata, z którym rzadko się widzę, myślałam, że skoro rzadko, to przynajmniej mu odpuszczę te umyte ręce, ale nie, to jest silniejsze odem mnie!Buziaki :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *