Matka Torpeda
Matka Torpeda

Damsko-męskie, różnice nie do pogodzenia.

Ja to momentami się aż dziwię, że nadal tkwię w związku. Z tym samym facetem. Od tylu lat. Przychodzą takie dni, że zastanawiam się nad tym głęboko – jak to możliwe, że ciągle jesteśmy razem? Przecież my mamy ZUPEŁNIE inne charaktery, ZUPEŁNIE inne poglądy na wiele spraw i ZAWSZE, ZUPEŁNIE inne zdanie na konkretny temat. Aż dziw bierze, że ciągle przy sobie tkwimy. Kłócimy się, godzimy, a potem nie pamiętamy o co była kłótnia – to chyba jest miłość. Chociaż skleroza daje podobne objawy.

Bywają takie dni, że jedyne co mnie zastanawia to: przywalić mu krzesłem czy całym stolikiem? Od momentu kiedy jestem w ciąży to raczej krzesło wchodzi na pierwszy plan bo wiadomo, stolik za ciężki. Dlaczego tak ciężko czasem się porozumieć?

NA ZAPAS.

NIE wyobrażam sobie robienia zakupów w liczbie pojedynczej. Jak można jechać do sklepu i kupić JEDEN cukier, JEDNO mięso na obiad i JEDNO warzywo na surówkę? No jak? Przecież to się w ogóle nie opłaca. W momencie kiedy planuję zakupy, szoruję listę, która zawsze jest długa. Czy to jest moja wina, że skończyła się srajtaśma? Czy to jest moja wina, że nie ma już kostek do wucetu? Czy to jest moja wina, że w lodówce są trzy krople mleka i jedno jajko?

– No jak zwykle! My jak na zakupy jedziemy to jak CYGANY – marudzi to coś z czym mieszkam.
– A to moja wina, że tyle rzeczy się pokończyło? – nie zbyt grzecznie zapytałam.
– No skąd. Normalni ludzie jeżdżą na zakupy po kilka rzeczy, a my wiecznie pełny wózek. Czy choć raz możemy pojechać i nie wydać więcej niż 50 zł? Nie możemy bo Ty musisz wiecznie brać NA ZAPAS. Pasta na zapas, mydło na zapas, wszystko na ten cholerny ZAPAS, a przy kasie to się płakać chce.
– Szkoda, że faceta innego też sobie na zapas nie wzięłam – mruczę pod nosem.

Oczywiście, że możemy. Mówisz i masz kochanie – targając listę zakupów, stwierdziłam, że ma sobie Igrek sam ocenić co potrzebne w domu i zrobić zakupy. Naburmuszyło się Igreksiątko i stwierdziło, że jestem złośliwa. Rozumiecie. Ja, złośliwa. Bo potargałam i kazałam mu ocenić domowe zapasy. Stwierdziłam uroczo, że choćby skały srały to nie ustąpię. Chce wydawać mniej – proszę bardzo. Proszę ocenić domowe zakamarki stwierdzić czego brakuje i zrobimy zakupy według jego opinii. W końcu jest królem stada (a przynajmniej tak twierdzi).

– No już nie złość się na mnie. Weź tą Twoją listę i jedziemy – chciał polubownie.
– Nie bo nie będziemy jeździć jak CYGANY. Sam sobie rób listę – ja nie chciałam polubownie.

Po dłuższej chwili milczenia w naszym domu, skapitulowało to coś – twierdząc, że nie wie czy mamy jeszcze cukier, po co nam mąka pszenna x2 i dlaczego znów nie ma srajtaśmy. Wie tylko, że mleka nie ma bo nie miał co rano do kawy wlać i ze srajtaśmą biednie bo się rolka sama nie zmieniła. Przez krótką chwilę zastanawiałam się czy nie podarować mu owacji na stojąco, ale zrezygnowałam.

*

Krążę wózkiem między sklepowymi alejkami wrzucając poszczególne rzeczy:
– A to nam po co? – pyta to coś.
– Po jajco. Się skończyło to muszę kupić, prawda?
– Ale po co nam dwie paczki kostek do kibla?
– Po to żeby nie jeździć do sklepu co chwilę tylko mieć w domu zapas.
– A cukru tyle po co? wojna będzie?
– Chcesz robić zakupy?
– Już nic nie mówię.

Przebieram warzywa, wybieram mięso, a nogą wrzucam do wózka paczkę jajek. Co chwilę czuje na sobie skupiony wzrok Igreka:
– Kupę robisz, że się tak skupiasz? – uroczo zapytuję.
– Nie, ale powiedz mi… Po jakiego grzyba nam tyle tego?
– Masz rację. Zbędne to wszystko. Weź odłóż jajka, a wyciąg tylko jedno z paczki i włóż do jednorazówki. Potem weź jednego ziemniaka i włóż do jednorazówki. Idź zapytaj Pani ekspedientki czy jest szansa, że da nam tylko plaster piersi z kurczaka w jednorazówkę i czy można kostkę do kibla wyciągnąć z opakowania i też wziąć na sztuki. Aha, bułkę tartą też potrzebujemy, ale to już nie wiem jak chcesz rozwiązać…

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

28 Responses

  1. Byłam w piątek z Mężusiem na zakupach w tesco w Bytomiu, nie stałaś przypadkiem obok nas gdy toczyła się bitwa o kostki do kibla? 😀 Wypisz, wymaluj nasze piątkowe zakupy! 😀

  2. Moi rodzice mieli odwrotnie – tata robił zapasy jak na wojnę trzydziestoletnią, a mama potrafiła 3 razy dziennie skoczyć po jedną rzecz i do większych zakupów np. raz w tygodniu do śmierci nie dała się przekonać. Ja jednak nie odziedziczyłam tych genów i u mnie króluje lista, czego z kolei mój facet nie pojmuje – on się woli posnuć po sklepie, wrzucić do koszyka kilka rzeczy i dopiero w domu odkryć, że papieru toaletowego nadal w chałupie brak. 🙂

  3. No to ja też niektóre produkty kupuję z zapasem i nauczyłam się polować na wszelkie promocje, a to już od swojego męża. który patrzy na oszczędzanie do przesady, ale niestety nie na to co trzeba. U nas jest można by rzec na odwrót 🙂
    Kiedyś mi kupił 10 kostek masła, ja się pytam, a na co nam aż tyle? No bo było 40 groszy taniej, a dlatego, że za dwa dni się kończy termin przydatności. Nie no te zakupy mnie rozwaliły. Mój wężul jadł potem to masło przez miesiąc sam, a ja i syn kupowaliśmy świeże na bieżąco 😉
    Na zakupy gdy idziemy razem to wężu wkłada do koszyka, a ja wyciągam. Najczęściej zakupy robi on i sam, bo ja zbyt słaba jestem by uganiać się z siatami. Zawsze wężu bierze więcej kasy by mu nie brakło i pomimo, że patrzy na promocje to musi wydać wszystko co do grosza, a jakiego czasem badziewia nakupi, masakra. Jak mu uwagę zwrócę to obraza wielka, bo on taki biedny i siaty taszczy, a ja śmiem zamiast go pochwalić to zrzędzę 😉
    I tak to u nas wygląda 😉

    Pozdrawiam i głaskusiam 🙂

  4. Luby też mi tak biadolił, oj biadolił. I po co i na co i dlaczemu. I jeszcze biadolił, że on zakupy to szybciej jak sam. A później Niki siedziała w domu przez pół roku i przez pół roku SAMA robiła zakupy. Jak się Luby zdziwił, że na zakupach raz na tydzień, zamiast codziennie, można zaoszczędzić parę stów miesięcznie, to jeszcze z tego szoku nie wyszedł 😀

  5. Tak chyba ma większość męskiego rodzaju 😀
    Moja połowa też tak narzeka “po co tego tyle”,”zawsze tyle torb że wielbłąd nie udźwignie”,”ostatni raz robie za tragarza”.
    A potem zawsze tyle tego bo słyszę “nie będę po 5 razy do sklepu latał,bierz co trzeba i idziemy” 😀

    • “Ostatni raz robie za tragarza” – moje ulubione!!!!! Ale “nie będę Ci potem do sklepu latał” też jest u nas na liście i to dość wysoko 🙂

  6. Na mnie słowo “promocja” tak działa, że też od razu robię zapasy. No bo jak kostki do zmywarki są 50% taniej to można kupić dwa opakowania no nie? Nawet jak świeżo otwarte jest w domu, to przecież taka okazja się już nie trafi! 🙂 Mąż zawsze się śmieje, że zakupy robimy razem, a przy kasie on i tak zawsze jest zdziwiony, że widzi to co widzi i zastanawia się czy ja aby na pewno opróżniam nasz wózek. 🙂 On za to najchętniej kupowałby tylko chrupki i soki! Ja ostatnio mam szał na brokuły! <3

    • Kochana, ja robię tak samo – widzę promocje to biorę bo się opłaca. Po co mam potem wydawać 2x więcej skoro teraz okazja? 😛
      Brokuły? O litości ;<

  7. ciężki temat zapasowy. znaczy, zakupowy 😀 też jestem zapasowcem. ale metodą prób i błędów wykalkulowałam, że wydając raz w tygodniu pewną kwotę na zakupy z magicznej kartki wyda się mniej, niż idąc trzy razy po kawałku, bo zawsze w koszyku lądują pierdoły… a następnego dnia się okazuje, że nie ma masła i kasza też sama się zjadła :p oznaką, że należy się znów wybrać zazwyczaj jest światłość panująca w lodówce i zazwyczaj wypada nawet tego samego dnia tygodnia, więc system się sprawdza. walcz, lwico, o swoją metodę, bo jest słuszna! 😀

    • No bo taka prawda! Jadąc na takie MEGA zakupy i robiąc zapasy wydasz mniej niż gdybyś miała biegać ciągle po jedną rzecz do sklepu – a wiadomo, po jedną rzecz się nigdy nie idzie 😛

      U nas tak samo – jak już widzę żeberka w lodówce i światło to znak, że trzeba grzać rydwana 😀

  8. Hahaha no uwielbiam Cię Iksina! Ja Twoje wpisy zawsze czytam na raty i stopniuję sobie napięcie, to znaczy, najpierw przeczytam kawałek, a potem robię sobie przerwę. Zawsze mi tak przykro kiedy notka się kończy, więc wolę ten moment odwlec najdłużej jak tylko się da 😛
    A co do zakupów, to ja też zawsze kupuję NA ZAPAS, bo wszystko zawsze się kończy w najmniej odpowiednim momencie. Ale moja Podłotka (zwana inaczej “Facetem”) też jakoś dziwnym trafem nie podziela mojej roztropności 😀

    • Tak! WSZYSTKO zawsze się kończy w najmniej odpowiednim momencie – to jest taka złośliwość rzeczy martwych. U nas w domu zawsze panuje takie prawo, że jak się kończy jedno to zaraz za tym leci reszta :p

      Całuję ;*

  9. Padłam. Mój mąż też kiedyś tak biadolił ale w końcu skapitulował i teraz mówi to ty sobie idź robić te zakupy a jak będziesz przy kasie to daj znać podjadę z drugiej strony pustym wózkiem i pójdzie sprawniej.pozdrowienia dla Ciebie i Maleństwa

    • Igrek zazwyczaj milczeniem przyjmuje zakupy, a przy kasie stara się nie patrzeć na cenę. Ostatnio coś mu się odmieniło i się zaczął udzielać w tym temacie. Normalnie jak baba przed okresem ;p

      Całuję ;*

  10. Hahaha! Padłam! Swojego Em nauczylam robić zapasy, jak kiedyś przez tydzień nie miał żelu pod prysznic, maszynek jednorazówek i obiadu nie robiłam przez tydzień. Teraz raz na miesiąc wracamy z siatami wyglądając gorzej jak Cygany. Ba! Nawet mi pomaga listę robić- jak już się coś kończy to mi pisze na lodówce 😀 taka szkoła ^^

  11. Ja pierdziu 😀 No ja wiem czemu Wy nadal jesteście razem – ja z Tobą nie sypiam,a kocham kocham kocham 😀 😉 Z taką kobietą jak Ty nie można się nudzić i rutyna nie grozi.Ale wiesz Iksina,jesteś jak całus od mamy kiedy coś boli i dzień taki do dupy.Czy ja już mówiłam,że chcę wersję papierową Twojego bloga? CHCĘ ;*

    • Ja zawsze mówiłam, że ta łajza mnie nie docenia! Mówiłam! A Twój komentarz jest tego najlepszym przykładem <3

      Co do wersji papierowej: Jak chcesz to Ci wydrukuję bloga i podeślę :DDDDDDD

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *