Matka Torpeda
Matka Torpeda

Złota klatka o której nie marzysz.

Tak naprawdę gdyby nie to, że spotkałam go w sklepie nigdy nie napisałabym tego wpisu. Mijam go rzadko, a właściwie rzadko kiedy mam ochotę o nim myśleć. Dla mnie jest niczym robak. Czarny robak, który uśmiech ma przyklejony do twarzy na ” kropelkę”. Właściwie określenie robaka całkowicie do niego pasuje – jest wysoki, szczupły i zawsze ma na sobie długi czarny płaszcz. Wąską, pociągłą twarz przykrywają krótko ostrzyżone, czarne włosy. Długie palce przypominają dłonie pianisty, a złota obrączka lśni jakby polerował ją każdego dnia.

Pamiętam ją doskonale bo w czasach licealnych każdy zazdrościł jej urody. Szczupła, wysoka, brązowe długie włosy i piękne sarnie oczy. Ona w ogóle przypominała sarnę. Była delikatna, krucha i zawsze mówiła przyciszonym głosem. Głosem niepewnym, jakby się bała, że ktoś na nią krzyknie. Z jej ust nigdy nie usłyszałam przekleństwa, nigdy nie widziałam żeby się denerwowała.

Dokładniej miałam okazję ją poznać na rozszerzeniu z biologii – zawsze chciała być weterynarzem. Ratować mniejszych i słabszych – to było jej marzenie. Zawsze mówiła, że nic jej od tego nie odciągnie. Podczas gdy ja w duchu przeklinałam cholerny fakultet biologiczny, ona z ciekawością uczyła się o rozmnażaniu paprotników. Podczas gdy ja w dupie miałam przekrój żaby – ona z ciekawością oglądała krwinki pod mikroskopem. Dobiegłyśmy do końca szkoły średniej, nadszedł czas matur.

Pamiętam, że przyszła blada jak ściana. Wyglądała jak w ostatnim stadium ciężkiej choroby – zrezygnowała z matury. Przyszła się pożegnać bo na rozdaniu świadectw ukończenia szkoły średniej jej nie będzie. Każdy martwił się sam o siebie więc nikt specjalnie nie zwrócił na nią uwagi, nikt specjalnie się nie przejął. Ja też nie. Modliłam się żeby zdać cholerną maturę i iść dalej, a rozdział szkoły średniej zamknąć na klucz, który potem zgubię. Chciałam zapomnieć o tym, że spędziłam większość mojego czasu na cosinusach i sinusach, na rozmyślaniu jak powstają skały wapienne i co ukształtowało klify. Zapomnieć o nibynóżkach ameby i tej cholernej żabie przekrojonej na pół. Zapomnieć o tym, że mikroskop składa się z okulara, który zawsze bardzo mnie śmieszył. Chciałam odebrać gratulacje i papier, a potem zapalić papierosa i myśleć co będzie dalej.

*

Pamiętam, że było zimno jak cholera. Stałam na przystanku czekając na zimny autobus, który zawiezie mnie na uczelnię w której też pewnie jest zimno. Przeklinałam wszystko co możliwe, że akurat tego dnia musiałam jechać autobusem. Zobaczyłam ją już z daleka jak idzie w moją stronę.
– Sarna?! Chryste Panie, a co Ty tutaj robisz? – autentycznie byłam zdziwiona jej widokiem.
– Mieszkam tutaj – jak zawsze odpowiada cichym szeptem.
– Jak to? Od kiedy? Ani razu Cię nie widziałam
– Od pół roku – dłonią poprawia malutką torebkę, która zwisa jej z ramienia.

Dostrzegam lśniący przedmiot na jej palcu:
– Wyszłaś za mąż? Moje gratulacje!
– Taak, brałam ślub w dniu matury.
– O rany, świetnie! Znam go ?
– Byłam z nim na studniówce, pamiętasz?

Oczywiście, że pamiętałam. Każdy się dziwił, że przyprowadziła kogoś takiego. Był od niej starszy, miał jakieś 35 lat i wyglądał jak Kermit. Starał się być dowcipny, ale nikt na niego nie zwracał uwagi. Każdy kto na nich spoglądał nie potrafił wyjść ze zdziwienia co ona z nim robi. Był obślizgły, jego uśmiech nie był uśmiechem, jak mówił nigdy nie patrzył  w oczy. Typ człowieka, którego po prostu nie da się lubić. Zyskał przydomek żaby, ale to był robak. Wielki, czarny robak.

– Moje gratulacje jeszcze raz. Jak widać wiele się u Ciebie zmieniło – kontynuuję rozmowę

Odpina kurtkę, wskazuje brzuch.

– No nie wierzę. Jesteś w ciąży? Moje gratulacje – zachowywałam się jak idiotka, która co chwile gratuluje i szczerzy się jak głupi do sera. Cieszyłam się, że jej w życiu wyszło. Naprawdę się cieszyłam.

– Tak, niedługo mam termin. Dlatego nie podeszłam do matury. Ślub, dziecko, musiałam skupić się na tym.

Mój autobus podjechał więc pożegnałam się i życzyłam powodzenia. Dopiero w połowie drogi żałowałam, że nie wzięłam jej numeru telefonu. Ale skoro mieszkamy na tym samym osiedlu to raczej nie będzie problemu i spotkam ją w najbliższym czasie.

Minął miesiąc, drugi, trzeci. Spotkałam kiedyś Robaka w sklepie, rzucił “cześć” i poszedł przeglądać pomidory:
– Przepraszam, mam pytanie. Spotkałam jakiś czas temu sarnę i zapomniałam zapytać ją o numer telefonu. Mógłbyś mi podać?
– Sarna nie ma telefonu. Nie mogę Ci pomóc.

Nie chciał ze mną rozmawiać, patrzył na mnie jakbym była małym, śmierdzącym czymś co zawraca mu głowę. Nie to nie. Mamy wspólnych znajomych więc poradzę sobie sama. Uruchomiłam portal społecznościowy i pierwszą wiadomość skierowałam w stronę najlepszego przyjaciela sarny. Nie wiem czy jego odpowiedź bardziej mnie zaskoczyła, przeraziła czy zasmuciła. Dziś po czasie wiem, że przeraziła. W odpowiedzi dostałam link internetowy, klikam i zostaję przekierowana na portal informacyjny: “Wielka miłość zakończona przed ołtarzem” – odpisałam, że wiem bo spotkałam sarnę. Umówiliśmy się na spotkanie, a właściwie na szybkiego papierosa bo stwierdził, że to nie jest rozmowa ani przez telefon ani przez internet.

– Nie wydało Ci się to dziwne, że mieszka tu tyle czasu i ani razu jej nie spotkałaś? – pyta przyjaciel Sarny
– Trochę, ale wiesz różnie bywa. Może nie zna okolicy, no sama nie wiem – odpowiadam zgodnie z prawdą.
– Od razu po ślubie zmieniła numer telefonu, usunęła wszystkie konta na portalach, zniknęła – albo widziałam, że ma łzy w oczach albo mi się zdawało.
– Nie masz z nią w ogóle kontaktu? TY?!
– Zaskoczę Cię, Marysia też nie ma – Marysia czyli najlepsza przyjaciółka Sarny.
– O co do cholery chodzi?! – pytam już nie z ciekawości, teraz pytam ze strachu.
– Ona nie może wychodzić z domu, nie wychodzi do sklepu, nie wychodzi na spacer z dzieckiem. Nie utrzymuje kontaktu z rodzicami ani ze znajomymi – teraz byłam pewna, że ma w oczach łzy mimo, że wcale na mnie nie spogląda.
– Co Ty pieprzysz w ogóle?
– On jej nie pozwala. Ma siedzieć w domu i zajmować się dzieckiem. Nie musi wychodzić po bułki ani do spożywczaka. Nie może nic zrobić bez jego zgody. Jej matka za każdym razem jak przychodzi do sklepu to płacze, że straciła córkę. Przeklina sama siebie, że zgodziła się na ten ślub.

Długo, a nawet bardzo długo zastanawiałam się o tym co powiedział przyjaciel Sarny. Do cholery przecież żyjemy w XXI wieku, cywilizowany kraj – kurwa, przecież nie można nikogo więzić. Spróbowałam jeszcze raz, napisałam do Marysi. Niestety, usłyszałam to samo co powiedział przyjaciel sarny.

Nie próbowałam jej więcej szukać. Wiedziałam, że mieszka niedaleko – może nawet kilka bloków ode mnie. Nie widziałam jej nigdy, a nawet nie wiedziałam który to dokładnie blok. Nigdy nie widziałam jej w żadnym oknie, na żadnym balkonie. Pamiętam, że w pewne upalne popołudnie mignęła mi jej sylwetka:

– Sarna! Sarna, poczekaj – krzyczę w jej kierunku.

Odwróciła się niechętnie, wystraszonym wzrokiem spoglądając na Robaka, który stał obok niej.
– Dziewczyno, starałam się z Tobą jakoś skontaktować. Mogę zobaczyć to wasze małe cudo ? – ruchem głowy wskazuję na wózek
– Niestety, spieszymy się – odpowiada Robak.

Nie zwracam na niego uwagi:
– Można się jakoś z Tobą skontaktować? Masz jakiś numer telefonu, cokolwiek ?
– Sarna nie ma czasu na babskie spotkania. Ma dziecko i męża. Do widzenia – odpowiada Robak.

Stałam na tym chodniku i patrzałam jak oddalą się ich sylwetki. Nie odwróciła się ani razu. On też nie. Szedł wyprostowany i pewny siebie. Wiedziałam, że nie ma sensu próbować znów. Ona nie odpowiedziała nawet “cześć” – to on ze mną rozmawiał. To on decyduje, to on kieruje jej życiem.

*

Zamiast wybierać kolejny owoc stoję i patrzę jak Robak przebiera pomidory, patrząc w jego stronę zastanawiam się co się dzieje z Sarną. Jak wygląda, gdzie jest, co robi, jak żyje…

– Cześć! – jak zwykle z przyklejonym fałszywym uśmiechem wypala w moją stronę Robak. Jestem pewna, że “kropelkę” zawsze nosi w kieszeni żeby przykleić w porę ten fałszywy uśmiech.

Nie odpowiadam. Mam ochotę na niego zwymiotować. Wiem, że nie mam szans aby się z nią skontaktować. Wiem, że dalej mieszka na moim osiedlu, ale na zakupach widzę tylko jego. Tylko on wybiera w piekarni bułki, tylko on przebiera pomidory, tylko on uśmiecha się do ekspedientki. On i jego czarny, długi płaszcz. On i jego lśniąca obrączka, która wciąż wygląda jak nowa.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

35 Responses

  1. Szkoda tej Sarny jak nie wiem co. Z tego co czytam, wyjścia aktualnie nie ma żadnego. Wiecie co jest niebezpieczne? Sarna zbiera. Zbiera poniżenie, obelgi, przemoc ekonomiczną, psychiczną i pewnie fizyczną też. I robi dobrą minę do złej gry. Bo to mąż/pan/właściciel i uosobienie “bezpieczeństwa” przed całym światem. Wiecie, kiedy o niej usłyszycie? W kronice kryminalnej pt “zarżnęła gnoja, bo ruszył dziecko”. Dopóki dziecka nie ruszy, ona ani nie drgnie. A propos sytuacji, nadal uważam, że winna sytuacji jest jej matka. Przez zwykłe zaniechanie.

    • Sytuacja tak ciężka jak tylko można sobie wyobrazić. Na co dzień o tym nie myślę, ale za każdym razem jak go spotkam to wraca. Przypominam sobie i mam ochotę na niego zwymiotować. Tak po prostu.

  2. A ja wiem, ze mimo, że zdaje się, że w dzisiejszych czasach pewne rzeczy nie powinny się dziać – to nadal się dzieją. Za pewnym przyzwoleniem niektórych grup społecznych. Część ludzi nie chce widzieć problemu. A są przypadki gorsze, w których niestety przemoc psychiczna i nawet fizyczna są na porządku dziennym. Problem niestety często leży w wychowaniu. Na jednym blogu ciekawym przeczytałam, że nie da się mieć dziecka, które jest posłuszne w 100% i grzeczne, a w dorosłości będzie niezależne i samodzielne. Myślę, że stąd bierze się u ludzi, głównie u dziewczyn brak samodzielności i niezależności… Często rodzice powtykali, jaka to będzie beznadziejna pani domu, albo że sobie sama z niczym nie poradzi. I spotyka taka jedna takiego “robala” i już wie, że bez niego nie poradzi sobie z odkurzeniem przedpokoju… i tragedia rodzinna gotowa.. I niestety najbardziej obrywa kolejne pokolenie, maluchy, które skazane są na życie w tym świecie i będą w przyszłości takimi “sarnami” albo takimi “robalami”.
    Smutne, ale trudne do przeskoczenia… niestety 🙁
    Oby Twojej znajomej kiedyś udało się uwolnić z tej pętli… bo na pierwszy rzut oka widać, że nie wszystko tam jest w porządku, delikatnie rzecz ujmując….

    • Uważam dokładnie tak samo. Myślę, że leży to gdzieś w kwestii wychowania, a może gdzieś w podświadomości? Sarna nigdy nie należała do osób pewnych siebie. Mam wrażenie, że dla niego kobieta, która jest “podatna” na kogoś – to idealny materiał na żonę. Bo będzie się bała wyrazić samą siebie, będzie się bała walczyć o siebie i podda się jego zdaniu. Dla mnie to jest mega przykre, mimo, że nigdy nie byłyśmy ze sobą specjalnie blisko. Ot, zwykła znajoma ze szkoły.

  3. A ja jak znam siebie to zostałabym takim Malanowskim i tak łatwo bym tego nie odpuściła przecież musi być jakieś wyjście, ale z drugiej strony dopóki ona się nie zbuntuje, nie przeciwstawi, to ciężko byłoby coś zdziałać. Jego zachowanie jest jak najbardziej nienormalne i na bank ma jakieś zaburzenia psychiczne. Jest jak pies ogrodnika sam nie zje i drugiemu nie da. Najprawdopodobniej on ją zastraszył, że jak będzie coś kombinować i się sprzeciwiać to zabierze jej dziecko i ją zostawi z niczym. Jeżeli ona jest taka jak piszesz wyciszona i zalękniona to mu uwierzy, ulegnie. Jednak słyszałam o takich historiach i z reguły kończyły się tak, że te kobiety po dłuższym czasie, gdy miały już dość takiego życia najpierw kłamiąc i kombinując wyrywały się z domu, a potem jak tylko poczuły się silniejsze i pewniejsze za namową znajomych, czy bliskich uciekały zostawiając wszystko za sobą. Bardzo trudna sprawa i przykra spotkała twoją koleżankę. Nikt nie ma prawa tak niegodnie i nieludzko traktować drugiego człowieka zwłaszcza kogoś z kim idzie się przez życie. Jego uczucie nie jest szczere, prawdziwe, a tym bardziej normalne. On jest chory, może nawet niebezpieczny i Bóg jeden wie co się tam u nich dzieje, gdy nikt nie widzi. Może się znęca nad nią i dzieckiem? On przed ślubem musiał się nieźle kamuflować dopiero po ślubie wyszło szydło z worka niestety ;(

    Ja mam silny i mocny charakter, więc ze mną by mu tak łatwo nie poszło, a tak w ogóle to w życiu nie byłabym z takim człowiekiem już wolałabym raczej do końca życia być sama niż związać się z takim psycholem.
    Wrrrr ….. ale mi się ciśnienie podniosło po przeczytaniu Twojej tragicznej historii.

    Pozdrawiam Cię ciepluchno i Juniorka głaskusiam jak zwykle 🙂

    • Z ludźmi niestety jest tak, że nie są jak banknoty. Pod światło nie zobaczymy, który fałszywy. Nie zagłębiałam się nigdy w tą historię, ale wiem, że jej rodzice robili wszystko co możliwe. Nie wiem dokładnie jak to wyglądało. Taki typ człowieka – zawsze elegancki, uśmiechnięty i poukładany. A ona przy nim? Zawsze cicha i niemająca nic do powiedzenia. Przykre, bardzo przykre.

      Pozdrawiam 😉

  4. Napisałaś w jednym z komentarzy “leczy sobie nią jakiś kompleks”.
    To Iksino droga nie to.
    To jest po prostu psychopata.
    On nie potrzebuje tak naprawdę żony,kochanki,przyjaciółki,rodziny.
    On potrzebuje “zwierzątka” które całkowicie będzie od niego zależne.On decyduje o całym jej życiu,ona ma się tylko podporządkować.
    Niestety,kiedy”zwierzątko” zaczyna stawiać opór sytuacja staje się wtedy bardzo niebezpieczna.

    • Może być i tak. Nie wiem teraz kompletnie co się u nich dzieje, nie wiem jak sytuacja wygląda. Jego teraz już też widuję rzadziej..

  5. Nawet gdybyś tropiła,śledziła to problemy będziesz miała Ty-o nękanie.
    Dziewczyna jest pełnoletnia więc sama musiałaby zgłosić przemoc psychiczną,ekonomiczną,zastraszenie,ograniczenie wolności.
    Matka nic sama nie zdziała bo każda interwencja będzie się kończyła “ale mnie nic się nie dzieje,matka coś wymyśla”.
    Twoja koleżanka niestety trafiła na kata.Może jej nie bije,ale przemoc psychiczna jest gorsza od fizycznej i bardzo ciężko ją udowodnić.
    Najwyraźniej była człowiekiem o bardzo słabej psychice,łatwo dającym się manipulować.Trafiła na faceta o psychice płyty granitowej i wrażliwości marmuru.
    Zniszczył jej osobowość,poczucie własnej wartości,a nawet poczucie bycia osobnym człowiekiem.
    Całkowicie ją podporządkował sobie.
    Po prostu ją zniszczył.
    Możliwe,że ona czuje że jest coś nie tak,możliwe że ten związek ją dusi.Jednak jej stan nie pozwoli na jakikolwiek krok do zmiany.Możliwe,że nawet gdyby matka ją siłą zabrała z tego domu to ona tam wróci,dobrowolnie.
    I raczej sama w sobie nie znajdzie siły na odejście.Może gdyby on zaczął w jakiś sposób zagrażać dziecku.Choć też nie wiadomo .
    I taki psychopata chodzi spokojnie po ziemi.
    Masakra.

    • To jest tak, że po jej twarzy widać, że nie jest okej. Mimo to, ona z uśmiechem zapewni, że wszystko w jak najlepszym porządku. To jest jak pętla, a ona albo nie wie – albo nie chce – z niej uciec. Sama nie wiem jak to odbierać. Jest od niej sporo starszy, może to ją jakoś blokuje?

  6. Niby na własne życzenie…ale jednak ciężko się wyplątać z macek ludzi toksycznych… A ewidentnie Pan Mąż Sarny vel Robak jest osobą toksyczną. Ona całkowicie od niego zależna, bez możliwości kontaktów z innymi ludźmi.
    Strasznie smutno mi się zrobiło, gdy ten tekst czytałam.. Sama spotkałam w życiu kilka toksycznych osób. Jeden był raz moim chłopakiem. Niby było fajnie, ale nie lubił moich znajomych, zazwyczaj ich unikaliśmy… Dobrze, że się opamiętałam, bo złota klatka chyba czekała…Może nie aż tak szczelna, ale jednak..

    • Również miałam toksycznego chłopaka – nie w ten sposób jak we wpisie, ale podobnie (jest to gdzieś w starszych wpisach). Ciężko jest się uwolnić, ciężko jest potem dojść do siebie, ale odejść można zawsze – wystarczy odgrzebać w sobie trochę siły, która na pewno gdzieś jest. Może zagrzebana, może na samym dnie, ale na pewno jest.

        • No dokładnie tak. Z tym, że z takim człowiekiem to ja bym chyba długo nie wytrzymała. Szybko bym się ewakuowała, ojj bardzo szybko.

  7. Przerażają mnie takie historie…
    Pewnie rzeczywiście to była wielka miłość, ale zakończyła się przed ołtarzem. Takie zamknięcie, odcięcie od świata (rodziny, przyjaciół, wychodzenia na zakupy) nie jest normalne. Ale jej samej będzie ciężko się z tego wyzwolić, a otoczenie zwykle woli się nie wtrącać. Oby ta historia miała jednak swój happy-end…

    • To nie chodzi nawet o wtrącanie. On jest przy niej ciągle i tak naprawdę nie da się z nią nawet porozmawiać. Jej matka twierdzi, że cały czas słyszy: “Mamo, wszystko jest dobrze”. Nigdy się w to bardziej nie zagłębiałam, ale z tego co wiem wiele osób próbowało z marnym skutkiem.

  8. Ja pierdole…Myślałam,że takie rzeczy działy się kiedyś albo dzieją się gdzieś tam,nie w naszej kulturze…Ale powiem szczerze,że dziwię się jaj matce,ja bym nie odpuściła.Musi być jakiś sposób żeby do niej dotrzeć,musi być…Tak wiem,dorosła jest i nie musi utrzymywać kontaktu z rodziną ale gdyby to moją córkę spotkało to na płaczu by się nie skończyło.

    • Moim zdaniem ten koleś ma coś ze łbem. Bo jak inaczej to nazwać? Nie da się inaczej. Dziwny przypadek, że od momentu ślubu z nim – ona nie utrzymuje z nikim kontaktu. Dziwny przypadek, że nawet do sklepu nie wychodzi – no litości. Leczy sobie jakiś kompleks nią bo innego pomysłu nie mam.

      • Robak to pieprzony psychopata.Znam takie kobiety,które mają taką złotą klatkę na własne życznie,z tą różnicą że robią zakupy,pracują a od przyjaciół odcięły się same.Bo mąż,bo dzieci,bo chyba już nie wypada mieć koleżanek?Ok…Nie ogarniam ale kiedyś miałam taką właśnie przyjaciółkę która mnie olała jak poznała swojego faceta,a po wyjściu za mąż na moje propozycje wypadu na piwo skwitowała krótko – a co ty mi możesz dać. Aha no ok,w sumie nic.Tyle że po 15 latach ona zadzwoniła z propozycją spotkania.Zgadnij co jej powiedziałam 😀 Ja bez moich dziewczyn dawno bym wylądowała w psychiatryku 😀 😉

        • Ja tak samo! Myślę, że to jest zdrowe dla psychiki. Ja relaksuję się z koleżankami, Igrek z kolegami. No ileż można siedzieć z jedną osobą w czterech ścianach? Błagam! Może na początku to jest fajne, takie zakochanie-zaślepienie, ale to szybko przechodzi – na szczęście!

  9. To przykre…
    Najgorsze jest to, że większość osób za zaistniałą sytuację obwiniałoby sarnę… ja nie…ale dla mnie to temat rzeka! Mam tylko nadzieję, że dziewczyna zdobędzie się kiedyś na odwagę i poprosi o pomoc… albo właściwie… mam nadzieję, że to o czym piszesz to tylko pozory!

    • Też kiedyś myślałam, że pozory. Nawet obwiniałam ludzi, którzy mówili na ten temat. Bo nie wiedzą jak jest, a może jest szczęśliwa? Może tak chciała. Nie chciała, udaje dobrą minę do złej gry. Kompletnie nie wiem dlaczego…

  10. A tak z obserwacji otoczenia, to zauważyłam, że ofiarą przemocy ekonomicznej są bardzo często młode kobiety, które nie pracują, tylko zostają z dzieckiem w domu. Na szczęście większość odchowa dziecko i wraca do pracy. No i często sobie odbijają za te kilka lat posłuszeństwa panu, no i po małżeństwie…

    • Najgorsze jest to, że miała tyle planów. A małżeństwo z nim spowodowało, że zrezygnowała z tego o czym tak marzyła. Robak jest typem człowieka, który twierdzi, że żona ma siedzieć w domu i wychowywać dzieci. Najwidoczniej ona na to przystała…

  11. Nóż się w kieszeni normalnie otwiera. Ale z drugiej strony ktoś pewnie powie, że powinna wyjść do ludzi itd. Mieszkanie pewnie jego, nikogo nie wolno zapraszać. Jak wyjdzie, pewnie będzie słuchać miesiącami, że poszła się puszczać, woli święty spokój i zostaje w domu. Za telefon on płaci, więc na billingu ma prawo być tylko jego numer. Gdzie i po co ma wychodzić jak nie ma własnej złotówki na wydanie? Może nawet kluczy do domu nie ma? Ale wyjście jest. Można zgłosić do opieki, że dziecko nie wychodzi na dwór. Nie rozumiem też postawy matki. Powinna tam wpaść, spakować córkę i zabrać do siebie. Chyba, że opinia otoczenia ważniejsza, niż dobro dziecka. W niektórych kręgach nadal ważne jest, żeby kobieta miała męża, nawet jak w tym przypadku totalnego psychopatę.

    • Nie siedzę tam w środku więc dokładnie nie wiem. Matka ubolewa strasznie bo mówi, że widać jak Sarna się męczy i robi dobrą minę do złej gry. Gdyby mogła zostać z córką sam na sam może byłoby inaczej? Nie mam zielonego pojęcia. Dla mnie to jest jedna z najsmutniejszych historii o których wiem. Mimo, że nie była mi mega bliską osobą w czasach szkoły średniej to jest mi jej szkoda. Wygląda to trochę tak jakby tłukł jej do głowy posłuszeństwo. Sama nie wiem jak to ująć…

  12. Biedna dziewczyna. a nie próbowałam go śledzić żeby zobaczyć kory to blok??? podejrzewam ze z czasem ta dziewczyna będzie potrzebowała czyjeś pomocy. smutna historia

    • Do dziś jej nie widzę. Widuję tylko jego na zakupach, jak zawsze robi je szybko, szybko wsiada do samochodu i szybko się ulatnia. Jej od tamtej pory nie spotkałam ani razu…

  13. Straszne.
    Ja kiedyś pokłóciłam się z kumpelą.Ale tak,”na zawsze”.
    Upłynęło dużo wody,postarzałyśmy się,stwierdziłam,że ta kłótnia była bez sensu.
    Ona sama była już mężatką,miała dziecko ( a raczej w odwrotnej kolejności 🙂 ),mieszkała poza naszym osiedlem.Ale na miejscu byli jej rodzice,a z jej matką miałam dobry kontakt.
    Postanowiłam napisać list,taki od serca,bo mimo upływu czasu brakowało mi jej.Razem chodziłyśmy do podstawówki,razem ganiałyśmy po placu,razem spędzałyśmy czas.
    Jak postanowiłam,tak zrobiłam.List był długi,szczery.Zaniosłam do rodziców z prośbą o przekazanie.
    Po dłuższym czasie spotkałam jej matkę w sklepie.Okazało się że mój list przeczytał mąż kumpeli ( rok starszy od nas) i stwierdził ,że “S nie ma czasu na pierdoły,ma męża i dziecko”.
    Dopóki mieszkałam na “starych śmieciach” to widywałam matkę koleżanki,rozmawiałyśmy,kawę razem nie jedną wypiłyśmy.Od niej wiem co się dzieje w życiu mojej byłej przyjaciółki.Z nią samą nigdy nie zamieniłam więcej ani słowa choć nie raz jechałyśmy tym samym autobusem.
    Ona nie trafiła aż do takiej złotej klatki,ale jej mąż przesłonił cały świat.

    Dla mnie moje rodzina też jest bardzo ważna,mój dom moją twierdzą ale nie odcinam się od ludzi.Dla własnej psychiki aby nie szwankowała do końca.

    • No właśnie… tutaj chodzi o zdrowie psychiczne. O kontakt z ludźmi, rozmowę, samorealizację – kurczę! Chodzi o tak wiele ważnych rzeczy, które człowiek potrzebuje do normalnego funkcjonowania. Ona zawsze była jak sarna – płocha i przestraszona. Więc podejrzewam, że Robak nie miał największego problemu z podporządkowaniem sobie jej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *