Matka Torpeda
Matka Torpeda

ALARM czyli ŁOMATKOBOSKO ja rodzę!

Długo zastanawiałam się dlaczego większość osób odmawia mi spacerów. Byłam autentycznie zdziwiona, że nikt nie ma ochoty na spacer w tak piękne, wiosenne dni. Pogłupieli? Ja pokonuję w moich adidasach kilometry i łapię każdy promyk słońca. Co za lenistwo to się w głowie nie mieści.

– Może wyskoczymy na jakiś spacer jutro? Masz ochotę? – mówię w telefon, a po drugiej stronie czai się Gabryśka
– eeeee wiesz co… – jąkać się zaczyna
– eee wiesz co, powiedz wprost o co chodzi bo już mnie nudzi udawanie, że wierzę w Twój “niechcemisizm” – odpowiadam.
– Kurde, boję się, że będziemy szły, a Ty zaczniesz rodzić. Przepraszam.

Zanim dotarł do mnie sens jej słów byłam w szoku. Potem dopiero zaczęłam się śmiać. Uspokoiłam, powiedziałam, że dziecko od razu nie wyskoczy i odbieranie porodu raczej jej nie grozi.

Jako, że całą ciążę miałam bezobjawową (no prawie) to ciężko przystawić mi się na tryb “ciąża mi ciąży”. Nie jestem przyzwyczajona do kłuć, bóli ani narzekania na ciążowy stan. Wychodzę na dość długie spacery, sprzątam, piorę i robię masę innych rzeczy, które robiłam do tej pory. Żadnych skutków ubocznych do tej pory jakoś nie czułam. No właśnie – do tej pory.

Odkładam rurę z odkurzacza i idę w kierunku kuchni, chcę zamieszać obiadowe szaleństwo.

– Kur(w/n)a mać! Jezus Maria Wszyscy Święci Matko Przenajświętsza ŁOMATKOBOSKO co się dzieje się?!?!

Tak, sąsiad z mieszkania obok na pewno to usłyszał. Schylona w pół drepczę w kierunku kanapy. Byle dojść, byle dojść, MATKOBOSKO byle dojść.

Dojszłam. Przyjszłam. Zaległam. Po chwili objawy wszelakie ustąpiły, ale pot na moich plecach dalej dzielnie się trzymał. Pulsujące serce nie dodawało mi otuchy, a wręcz sprawiało, że miałam ochotę je wypluć. To już? Tak to wygląda? Że co? Że zaraz będzie gorzej, a w ogóle MOŻE BYĆ GORZEJ?!

Dla pewności posiedziałam dość dłuższą chwilę. Wstałam, a raczej próbowałam wstać bo od razu wróciłam do poprzedniej-kanapowej pozycji – ŁOMATKOBOSKO – ja umieram, jestem sama w domu, telefon na kuchennym stole. Do kuchni z 10 kroków, a ja tutaj umieram. Urodzę dziecko w domu, sama. Pies chrapie, telefon daleko, a ja tutaj leżę i kwiczę.

Mimo, że wszystko przeszło, resztę dnia spędziłam w panice. Nieokreślonej panice, która sprawiała, że zastanawiałam się  czy mogę wyjść ze śmieciami. A jak urodzę w drodze do śmietnika? Śmieciarze opróżniają kosze raz na tydzień. Nie znajdą mnie – noł łej. Chyba, że jakiś sąsiad albo Pan Puszka, który będzie chciał przetrzepać zakamarki kubła na śmieci.

Na następny dzień czułam się jak młody BUK więc dalej korzystałam z pogody. Spacer jeden, drugi, a potem trzeci. W ogóle wszystko cacy, a o objawach zapomniałam.

Otwierając drzwi Igrek zastał mnie na kanapie w pozycji kota dżingsa ze łzami w oczach:

– Zaczęło się?!?!?!?! Jezu, czemu Ty nic nie mówisz?!?! Odezwij się!

Nie, nie rodziłam. Nawet nie zaczęłam. Kolejny śmieszny alarm. Co się okazało – zupełnie naturalne bóle i kłucia i cała reszta tych “przyjemności” na te ostatnie dwa tygodnie ciąży. NATURALNE, rozumiecie? czyli, że NORMALNE, rozumiecie?

*

– Gabryśka ja nie dam rady. Jeśli ja tak panikuję na coś NORMALNEGO i NATURALNEGO to ja sobie siebie na porodówce nie wyobrażam – mówię rozklekotana jak stary traktor
– Dasz radę.
– Jak słysze te wasze “dasz rade” to mam ochotę Was wszystkich pozabijać. Po kolei, każdego z osobna. Czy Ty wiesz jak mnie to bolało? A to nawet nie była jedna milionowa porodu ! – staram się żeby mnie zrozumiała.
– … – cóż, nie odpowiedziała. Wzrok matki dwójki dzieci mówił sam za siebie.
– Mówię Ci, dasz radę i jestem o tym święcie przekonana.
– Święta to jest woda z Lichenia, a ja na samą myśl dostaję dreszczy.

Wiem, że będę to kiedyś wspominać z uśmiechem. Wiem, że ze łzami w oczach będę wracać do tych chwil, ale jak na razie W OGÓLE nie jest mi do śmiechu. Zostało dwa tygodnie. Czas tyka, a bomba wciąż chodzi…

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

38 Responses

  1. Witam! Wszystko będzie dobrze. Moj caly porod trwal okolo 2godz. Ledwo weszlam do izby przyjęc odeszly mi wody,a po 40 min tulilam coreczkę. Wię za dlugo nie siedz w domu. Przepraszam za niezbyt dobre pisanie. Jestem polką z kresow 😉 . Pozdrowienia z Wilna.

  2. Kobieto wpis rewelacyjny! Uśmiałam się że hej! 🙂
    Wiem, ze będę się powtarzać któraś tam z kolei i będziesz miała chotę mnie zabić, ale dasz radę bo ty twarda kobita przecie jesteś 🙂
    Mnie położna powiedziała, że chyba będzie cesarka, bo łożysko mam bardzo nisko położone, ale ja uparcie wierzę iż jednak się ono podniesie i będę mogła rodzić siłami natury, bo jakoś wizja cesarskiego cięcia do mnie nie przemawia.
    Powodzenia życzę i jeżeli to możliwe to bezbolesnego rozwiazania! 🙂

    • No cesarka w dzisiejszych czasach jest też nie do przewidzenia. Można zacząć rodzić SN, ale skończyć się może i tak przez CC.
      Ja mam szczerze mówiąc do tego obojętne nastawienie. Od połowy ciąży już lekarka mówiła, że SN i tak zostało do dziś, a co będzie – tego nie wie nikt.

      Tobie również bezbolesnego, czekam na wieści jak Ci ciąża mija ;*

      • Ciąża mija prawie bezobjawowo, nie licząc rosnącego brzucha – choć można by pomyśleć że to wzdęcie 😉 i kopniaków młodej to pewnie bym jej nawet nie zauważyła 🙂 Co do kopniaków to czasami mam wrażenie, że używa chyba jakiegoś karabinu maszynowego i miejsce sobie robi lub przymierza się do opanowania świata i całej galaktyki po wyjściu na ten świat 😉

        • Haha 😀 Fakt, kopniaki czasami dają popalić – szczególnie jak Ty masz ochotę spać, a dzieć stwierdza, że spania nie będzie 😀
          Powodzenia i rośnijcie zdrowo ;*

  3. Za te słowa mnie zabijesz, ale… nie wiem co to skurcze przepowiadające. Ponoć jak przyjechałam na CC to po badaniu miałam rozwarcie na 3 palce a ja nic nie czułam. Serio! Na ktg skurcze też wyszły, że są. Jeszcze się mnie mój ginekolog kochany pytał, czy może jednak zaczekamy i normalnie urodzimy 😀
    Ale pocieszę Cię tym, że ja jakoś nie pamiętam żadnego bólu jaki przeszłam. Tzn pamiętam, że jakiś był z konkretnego powodu. Ale jak bolało to nie pamiętam. I tego Ci życzę. Abyś zapomniała po wszystkim na zawsze o bólu :*

    • Moja znajoma miała to samo. Poszła na ostatnią wizytę przed porodem, a lekarz do niej “A Panią nic nie boli ostatnio?” na co ta zdziwiona, że nie, a co się stało – “Bo Pani ma 3 cm rozwarcia” – myślałam, że zejdę z tego szoku 😀

      Ja może i nie zapomnę, ale jak zobaczę młodego to pewnie wszystko inne przestanie mieć znaczenie :*

      • Uff. Bo już myślałam, że ja taka twarda baba jestem i nawet początku porodu nie czułam 😛 za to czułam potem obkurczanie macicy. I jeszcze to pocieszenie pielęgniarki “To pani druga ciąża więc jeszcze nie boli. Ale zobaczy pani ból przy następnej i kolejnej” pfff. Za cholerę tego nie zobaczę. Adoptuję już urodzone!

        • A ona też! Obkurczanie ją tak bolało, że błagała o środki przeciwbólowe. Poratowały ją pielęgniarki na szczęście.
          Serio? Przy następnym jeszcze gorzej? A mówią, że każdy następny lżejszy…

  4. miałam napisać “MNIEJ BOLAŁO” a nie że mnie 🙂
    tak to jest jak się pisze lewą ręką bo na prawej śpi przyczyna takiego bólu 😀

  5. Znaczy “tik-tak,tik-tak,tik-tak” 🙂
    No niestety,to jest normalne choć gdyby mnie bolało to nikt by się chyba nie obraził 🙂
    Dasz rade kobieto 🙂
    A jak już będziesz miała kryzys to wyobraź sobie że nas mordujesz 🙂 pomoże 🙂

    Aaaaaaaaa,i noś telefon przy dupie,nawet w kiblu i pod prysznicem 🙂 10 kroków to jak wejść na mont everest 🙂

    • Ty wiesz, że każdy jak mnie widzi to wita mnie słowami “tik-tak, tik-tak” ? 😛

      Dziś już stwierdziłam, że chciałabym żeby było po wszystkim…

  6. Odpowiem w skrócie:
    Tak, rozumiem, ze to naturalne i normalnie i boli jak skurwy…eee….skurczybyk!
    Tak, może być gorzej.
    Tak, dasz radę.
    Tak, wiem, chcesz mnie zabić.

  7. Hmmm…. spacery, fajna rzecz. Kiedy już uszyłam pościel do łóżeczka i piękny baldachim zapragnęłam jasnozielonego prześcieradełka do kompletu, takiego frottowego z gumką. A że był luty, ubrałam się ciepło i wyruszyłam w trasę. Przeszłam całe miasto, chyba z 10 sklepów po drodze. W ostatnim nabyłam prześcieradło i szczęśliwa wróciłam do domu. Jak by policzył jakieś 8 km licząc schody w sklepach. Sytuacja zrobiła się mało komfortowa jak stwierdziłam wieczorem, że nie trzymam moczu (rany k… boskie co mnie jeszcze w tej ciąży spotka????) To nie było to, aczkolwiek objawy pasowały ale zapach nie. Zadzwoniłam do szpitala, poinformowałam o objawach, “proszę natentychmiaaast przyjeżdżać”. Przejrzałam torbę, poszłam się wykapać, ojciec dziecka próbował mnie prawie siłą wyprowadzić z łazienki i odwieźć do szpitala. Jak zaczęłam modelować włosy, dostał jakiejś gorączki i biegał tam i z powrotem. Taki nerwowy jakiś był 🙂 Dojechałam do szpitala po 2 godzinach a położna tylko zapytała czy sobie jaja robię. Zero skurczów. Przemiła inna położna poradziła, żebym poszła pod prysznic i zrobiła sobie masaż ciepła wodą po brzuchu. No przecież ja świeżutka, nabalsamowana i wymodelowana???? Ale poszłam. Po 30 min wyszłam na “czterech łapach”. Po kolejnych dwóch godzinach wisiałam na aparacie telefonicznym błagając rodzinę “ratujcie, bo umieram a oni sobie gdzieś poszli”. Ratowali jak mogli, ale tego tysiaka o którym już Ci pisałam wziął palant, który skończył dyżur i sobie poszedł, tylko przekazał, że jak wróci rano na dyżur, to dziecko ma być. Wzięli mnie na stół dopiero o 6.00 jak tętno zanikało, bo palant miał na 7.00 do pracy. Tacy k… koledzy. Całą noc przespali. Dobrze, że nie czekali na zmianę dyżuru. Reasumując, kasę weź, jak będzie trzeba dać, pilnuj komu dajesz. A znajomi niech się nie martwią, to tylko w filmach trwa pół godziny 🙂 Miłego spaceru 🙂

    • O kochana, ja wczoraj poprasowałam zielony baldachim, zieloną pościel i założyłam do łóżeczka zielone prześcieradło frotte z gumką! Potem umyłam okna, posprzątałam mieszkanie i wyszłam na spacer. I ? I nic.

      Każdy mi mówi żeby jak najdłużej w domu wytrzymać i od razu nie gnać do szpitala bo tam to mnie tylko wymęczą.

  8. uhu, zaczynają się przyjemności 😀
    leżę ostatnio i dogorywam sobie, monziu strzela do czegoś na laptopie. no i wyrwał mi się kwik, bo coś zabolało, coś się podziało, zaskoczyło znienacka i zrobiło mi ała.
    -rodzisz? wytrzymasz jeszcze? misję zaraz skończę, daj mi dziesięć minut
    no dziękuję ja pięknie, ledwo żyję, a co to dopiero będzie. łączę się w bólu i szoku z nim związanym. i nie, to że ‘miliony już rodziły to też dasz radę’ kompletnie do mnie nie przemawia.
    pozdrowienia 😀

  9. No to ja rownież napiszę, że dasz radę :). Najlepiej sie zbytnio nie stresować chociaż wiem, że czasem nie idzie 😉 ja przy mojej bezstresowości przedporpdowej przy pierwszej ciąży spacerowałam sobie w najlepsze ze skurczami :). Przy drugiej ciąży skurcze miałam od 6 rano ale jeszcze posprzątałam mieszkanie i klatkę schodową żeby się skurcze wyregulowały ;). Jak się wyregulowały to stwierdziłam, że jeszcze wytrzymam i zjem obiad ( na szczęście nie musiałam go gotować 🙂 ). A teraz się śmieję, że jakby mi się zachciało 3 to dzwonie po pogotowie bo mogłabym nie zdążyć dojechać do szpitala ;). A więc szybkiego i bezbolosnego rozwiązania życzę i żeby Junior nie robił już żadnych psikusów tylko dał znać jak już napewno będzie chciał wyjść :* :*:*

    • Jak czytam takie komentarze to nagle wchodzi we mnie przekonanie – kurde, te skurcze nie są takie straszne skoro niektóre jeszcze sprzątają 😀

  10. Zaginęłaś na jakiś czas myślałam że nastąpił TEN moment a tak poza tym naprawdę dasz radę bo jak nie Ty to kto? Pozdrowienia

    • Zaginęłam bo moje samopoczucie ostatnimi czasy pozostawia wiele do życzenia, niestety ;<
      No jak weszło to i wyjść musi, taka prawda.

      Całuję ;*

  11. Zawsze możesz liczyć na 0,00000001 procentową szansę, że Twój poród będzie mało bolesny. Moja ciocia powtarza, że wolałaby jeszcze raz urodzić, niż iść do dentysty, więc nie mogło być tak strasznie. Moja mama podczas trzeciego porodu nawet nie wiedziała, kiedy urodziła. Wprawdzie to nieliczne przypadki i dotyczące raczej którejś z ciąż z kolei, ale może będziesz szczęściarą. 😉 Trzymam kciuki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *