Matka Torpeda
Matka Torpeda

Zaciskanie nóg czyli jeszcze nie jestem gotowa na dziecko.

W okopach pieluch tetrowych, grzechotek, sterty prania i sterty ciuchów do prasowania – nadaję do was ja. Matka nie-Polka.
Na fan page oficjalnie poszła informacja, że młody wjechał z główki i tym samym pojawił się na świecie. Niby człowiek 9 miesięcy o tym wiedział, ale do ostatniej minuty byłam zaskoczona faktem, że znajduję się na porodówce no bo jak to JUŻ?! TERAZ?! DZISIAJ?! – JA NIE JESTEM GOTOWA!

Na spokojnie, bez napięcia odwiedziliśmy z Igrekiem izbę przyjęć z racji moich regularnych bóli krzyża. Miła Pani kazała zostać na obserwacji, ale po co? No po co skoro w domu lepiej, a nic się nie dzieje? Jeszcze nie rodzę – mogę odetchnąć. Coś tam miła Pani doktor na odchodnym dodała: “Może być tak, że jeszcze dziś albo jutro tu do nas Pani wróci. To jest poród, teraz nic się nie dzieje, ale już jest jak na wojnie. Nie zna Pani dnia ani godziny” – idź być prorokiem gdzie indziej – JA JADĘ DO DOMU. WYSPAĆ SIĘ.

Zadowolona, że to jeszcze nie “już” wróciłam do swojego łóżka. Pospać niestety nie było mi dane nawet minuty. Całą noc falowe bóle krzyża sprawiały, że mieszkanie stało się więziennym spacerniakiem. Gdyby ktoś zmierzył moje kroki – z pewnością pobiłabym jakiś rekord Guinessa. Powinni mi za to zapłacić albo order jakiś dać czy cuś.

Niestety, o 5 rano okazało się, że moje ciało odmówiło mi posłuszeństwa. Zgięta w pół wymawiając w kółko: “O Jezu, Jezusieńku, o Jezu, Jezusieńku” – zostałam zawieziona przez Igreka do szpitala.

To nie może być teraz, to nie może być już, to nie może tak wyglądać! Jeszcze jest czas, jeszcze naprawdę jest czas!

Na izbie miła Pani oznajmiła, że bardzo dobrze znów mnie widzieć choć nie cieszy jej mój wyraz twarzy. Przypadkiem dowiedziałam się również, że właśnie rodzę i to jest ten czas. To czas w którym gratis dostaję bóle krzyżowe. Kochanym głosem dodała, że teraz będzie tylko gorzej, ale mam być dobrej myśli.

Dzięki Panie tylko za to, że wybrałam taki szpital jaki chciałam. Wanna, świeczki, zgaszone światło, fotel z masażem – coś wspaniałego. Co prawda przynosi ulgę tylko na chwilę, ale to zawsze coś.

I teraz wchodzimy my cali na biało:

Spacerując wzdłuż porodówkowym-korytarzem w koszuli ze słonikami zastanawiałam się dlaczego akurat ja. Co mnie skłoniło żeby mieć dziecko? Boże, po jakiego grzyba ja oglądałam te wszystkie filmy z małymi dziećmi. Po cholerę wzruszałam się na reklamach pampersów. Teraz mam. Co chwilę ciszę przerywał krzyk rodzących. Wytrzymałam jeden krzyk, drugi, trzeci. Przy czwartym: “Jeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeezuuuuuu, ku*wa pomóżcie!” z oczami jak 5 złotych oznajmiłam Igrekowi, że ja w tym momencie stąd SPIERDALAM w tej piżamie i mnie nie obchodzi, że ja muszę zostać. Krzyki jakby zwierzynę zarzynali skutecznie zmotywowały mnie do ucieczki w koszuli i kapciach. Niestety, Igrek okazał się silniejszy.

Fotel na którym miałam przyjemność wypychać młodzieży moją na świat – posiadał funkcję masażu. Oczywiście panel w fotelu był dotykowy i mieścił się z boku.
Faza prawie ostateczna, młody w pozycji wyjściowej. Z mojego gardła wyrywa się okrzyk (i to wcale nie radości).
Igrek wiernie klęczy przy moim ramieniu – moment kulminacyjny, salę wypełnia mój rozdzierający wrzask gdy nagle czuję jakieś wypychanie pod plecami:

– co Ty do świętej Anieli, Igrek robisz?!
– Jezu coś mi się wcisnęło, Boże, przepraszam. Już, już!

Yntelygent opierał się o panel i włączył funkcję masażu. “Już, już” znaczyło tyle, że z masażu “średniego” przełączył na masaż “extra szybki” i miotało mną po całym fotelu – jedynie nogi wiernie zalegały na “koźle”. Próbując opanować sytuację z fotelem, a jednocześnie przypominając mi o oddychaniu – rozdygotał się bardziej niż ja. Miałam chęć mordu. Chęć mordu położnej, która ciągle karze oddychać, chęć mordu lekarza, który ciągle powtarzał “już, zaraz będzie koniec” – CIEKAWE CZEGO KONIEC.

Oczywiście Panie położne ochoczo żartowały czy chcę urodzić już czy poczekać do północy na swoje urodziny. Śmichy, hihy, a tu komuś – za przeproszeniem – COŚ się rozrywa. W dodatku chyba w każdą możliwą stronę świata.

O godzinie 23:32 usłyszałam najpiękniejszy krzyk na świecie. Na piersi wylądował mały człowiek, mała poczwareczka, która wiła się w każdą możliwą stronę.

Przez dwie godziny spoglądałam na te małe ciałko, które przylegało do mnie jakby było moją częścią.
Było. Sprawca wszystkich kopnięć, sprawca mojego bólu żeber, powód dla którego przestałam lubić gołąbki.

Oczy po ojcu. Było warto.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

52 Responses

  1. A jak tam Uszaty? nic nie piszesz co na to pieseł? Jak mój synek się urodził to pieseł był zazdrosny i wył jak młody płakał…potem kumple , szczególnie jak młody coś jadł…pozdrawiam

    • Kochana, Uszaty stał się nianią. Śpi przy łóżeczku, jak młody kwęknie to od razu nadstawia Uszy, a jak młody się piłuje to Uszaty chce ratować i piszczy razem z nim. Jesteśmy zachwyceni jego reakcją 🙂

  2. Podczas czytania takich relacji zawsze mam mieszane uczucia, raz myślę: “CHCĘ DZIECKO”, a za chwilę: “NIE CHCE DZIECKA” i tak na zmianę:-D Chyba wpadnę przez to w jakąś chorobę…ooo już mi jakoś dziwnie oko lata 😛 Szkoda, że jednak dzieci nie znajduje się w kapuście:-D
    Jeszcze raz gratuluję i pozdrawiam cieplutko:-*

    • Czy jeszcze kiedyś zagrasz na skrzypcach? 😀

      Tak! Z tą kapustą byłoby łatwiej, z bocianem w sumie też… Ale tak łatwo niestety nie ma 😛

      Całusy ;*

  3. Czytam ten wpis na telefonie jadac w tramwaju. Ludzie sie dziwnie patrza bo sie smieje sama do siebie (wizja slonikow i masazu na full). Hihi jeszcze raz gratulacje

  4. To ja może od razu sprostuję 🙂 To ja bardzo chciałam pojechać a ją musiałam zabrać, bo mi wypominała, Jarocin z młodzieńczych lat 🙂 Wcale łatwo nie jest, bo wychowuję ją sama. Muszę być troskliwą, ciepłą mamą i surowym, stanowczym ojcem. Czasem mi się role trochę pop… i różnie to wychodzi 😉 Dzieci wychowujemy dla innych ludzi, nie dla siebie. Wychowujcie młodego tak, żeby był szczęśliwy a Wy dumni z niego. I najważniejsze, żeby innym ludziom było z nim dobrze. Ot, cała tajemnica 🙂

    • “Cudem nie jest ślad na toście przypominający boga. Cudem też nie jest niezwykle jasna łuna padająca z nieba – to są przypadki. Matka, samotnie wychowująca dzieci, pracująca i jednocześnie potrafiąca stworzyć dom i kochającą rodzinę – to jest prawdziwy cud” Tyle w tym temacie. Uwielbiam Cię kobieto! <3

  5. taaa… miało być miód, cud malina, a koleżanka mnie tu cholera straszy, ale chociaż na wesoło 😛 to może i my damy rade, jeszcze tylko niech młody tydzień w brzuchu grzecznie posiedzi, a potem niech się dzieje wola nieba 😀

  6. Noo, nie ma nic piękniejszego i satysfakcjonującego dla matki, jak cieplutko-wilgotny dotyk delikatnej skóry dziecka. Pamiętam, jak dziś, choć moja córka kończy już w tym roku okrągłą dwudziestkę.
    Cały trud porodu idzie w tym momencie w niepamięć. I radość jaka !
    Muszę się nieśmiało przyznać, że zazdroszczę …
    Piękny to czas- łapcie go garściami 😉

    • Kochana, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – młody marudzi, płacze, sam nie wie o co mu chodzi, a my bez snu wariujemy. Bałam się porodu, a nie wiedziałam co mnie czeka dalej 😉

      Dziękujemy ;*

  7. Hej,
    pozdrawiam ciepło i życzę dużo zdrowia dla Oseska i Rodziców.

    Nigdy nie komentowałam ale śledzę z zapartym tchem.

    Podpisano: Uzależniona od Twoich felietonów. 🙂

  8. Fajnie, że od razu mogłaś sobie potrzymać przez dwie godziny. Też zawsze tak chciałam. Niestety, nie udało się. Jak się obudziłam po narkozie, od razu zapytałam pielęgniarki: “gdzie moje dziecko???” “Jak to, Pani nie widziała dziecka????” ( młoda ma wpisaną godzinę 6.25, o 7.00 była nowa zmiana) Momentalnie wpadłam w panikę “gdzie jest moje dziecko????” Położna poleciała i mi przyniosła zawiniątko. Musiałam mieć wyjątkowo kretyńską minę, jak zobaczyłam miniaturkę własnego ojca, przecież to dziewczynka!!! Przez pierwszych kilka lat była jak kameleon, po moim tacie przyszła kolej na jego siostrę, później teściowa wypisz wymaluj, później podobna do nikogo. Aktualnie początkowe geny zwyciężyły. “Poszła” po mojej rodzinie. Ale charakterek wredny czasem po tatusiu, trzeba temperować 🙂 Tak czasem na nią patrzę i nadziwić się nie mogę, wyższa ode mnie o głowę, nogi po szyję (po kim???) przegada każdego. To moje??? Moje było takie malutkie, takie przytulaśne 🙂 Ostatnio oświadczyła, że w tym roku znowu jedziemy na Woodstock. No i muszę ją znowu zabrać, taka niepedagogiczna jestem 🙂 Tul, kochaj, całuj, bo się nie obejrzysz jak przyjdzie czas i mody powie “mamo, nie rób siary” 🙂

    • Dorota, nie znamy się osobiście i wiem, że kiedyś już to pisałam, ale jesteś mega zajebistą babeczką! Masz tak świetnie podejście do “życia” i “wychowania dzieci”, że Twoja córa jest szczęściarą. Mama, która zabiera na Woodstock – jestem pewna, że większość koleżanek jej zazdrości.
      Za każdym razem jak czytam Twoje komentarze to nachodzi mnie myśl: “Też bym taka mogła być za X lat”

      Tulę, kocham, a ostatnio naszym hobby z Igrekiem jest jedzenie palców naszego dziecka 🙂

  9. Poryczałam się no!!!!! Jejku!!!!! Gratulacje!!!!!!!!! Wiem….rzeź nieziemska! 🙂 Też chciałam uciekać, a ja wiedziałam, że nie ma jak to nawet umrzeć chciałam ale uparcie nie chciałam znieczulenia ani nawet gazu rozweselającego! 🙂 Chciałam iść na żywioł! 🙂 No ale ten pierwszy krzyk…. <3 GRATULUJĘĘĘĘĘĘĘ!!!!! Teraz rozkoszuj się i kochaj do końca swych dni! 🙂

    • Kochana, ja znieczulenie chciałam, a owszem – szkoda tylko, że już było za późno 😛 U mnie przekładało się z minuty na minutę:
      Błagam zróbcie cesarkę, błagam dobijcie i chęć ucieczki ;D

      Dziękujemy ;*

  10. Moja wyobraźnia zaczęła szaleć – kobieta w ciąży,prawie rozpakowana spierdalająca ze szpitala w kapciach i koszuli w słoniki 😀 😀 😀 No i to mieszkanie jak więzienny spacerniak… Junior to będzie niezły gigant mając takie geny ;* Powiem Ci szczerze,że ten świat potrzebuje takich ludzich jak Ty,Wy – z poczuciem humoru i dystansem do siebie i świata 🙂 Więc…ROZMNAŻAJCIE SIĘ 😀

    • Tati, ja myślałam, że Ty mnie darzysz choć odrobiną sympatii kobieto! Rozmnożyliśmy się i jak na razie nie ma mowy o dalszym rozmnażaniu.
      Co do genów: nawet Igrek wczoraj powiedział, że my to będziemy mieli – brzydko mówiąc – przejebane jak on podrośnie i będzie miał poczucie humoru i pomysły po rodzicach 😀

      • Darzę Cię ogromną sympatią,najogromniejszą z ogromnych ale świat potrzebuje takich ludzi jak Wy,koniec kropka 😀 Cholera no,myślałam że będziesz mi chciała naciulać a ja bym Ci na to – no to zaparaszam zapraszam 😀 Ale jeżeli za jakiś czas pojawi się taka myśl – a może Juniorka,to nie zwlekajcie…Teraz wiadomo,że nie ma mowy o drugim dziecku ale życie jest nieprzewidywalne 😉 A co do tych szpitali – moja pierwsza właśnie myśl – kurwa,będę musiała pojechać do szpitala… 😀 Odkrywcze jak szlag ale ta myśl mnie paraliżowała…szpital brrrrrrrrrrrrrrrr

        • Mnie tak samo! Serio, ja dostawałam dreszczy na myśl o leżeniu w szpitalu. Ten zapach, te baby w szlafrokach snujące się jak cienie po korytarzu – a dajże Ty spokój. Cieszyłam się jak szczerbaty na suchary jak mi powiedzieli, że możemy spadać 😛

  11. Trzymam kciuki za Wspaniałą Mamę dużo cierpliwość ( wiem co mówię choć u mnie minęło już 21 lat i nadal czasami brakuje mi jej O:) Pisz nadal bo codziennie czekam na Twój wpis 🙂

  12. Ja to momentami już nie wiem jak komentować 😀
    Podejrzewam,że kiedyś zejdę przy monitorze z głupim wyrazem paszczy a wszystko to bo………będę Cię czytała 😀
    Junior bedzie miał niezłą zabawę jak będzie poznawała historię swego powstawania 😀
    A poważnie,tak,każda kobieta inna,każdy poród jedyny.Ale dużo zależy od nastawienia rodzącej i tak naprawdę od tego czy to maleństwo jest oczekiwane,chciane i kochane. Jak tak-wytrzyma się najgorszy ból.Jak nie…..cóż,trzeba mieć nadzieję że znajdzie tych co go pokochają najmocniej na świecie.
    Spokojnych nocy i głębokiego snu 😀

  13. Wzruszyła mnie końcówka.. to taki magiczny czas kiedy już możesz przytulic tego małego karatekę ze swojego brzucha 🙂

    Wiedziałam, że dasz radę!
    Bóle krzyżowe – znam z autopsji i współczuję.. ale nie ma bólu którego nie wynagrodzi Ci ta kruszynka 🙂

    Życzę jak najwięcej takich momentów, kiedy wiesz, że było warto! Życzę zdrowia, dużo radości i spokojnych nocek z błyskawicznymi kamieniami 😉

    Witaj Iksinka w zacnym gronie matek 😀
    I witaj na tym świecie Ty, mały człowieczku :-*

      • też miałam krzyżowe z pierworodnym. Strasznie to wspominam. Z resztą poród z przygodami, owinięta pępowiną i wyciskaniem/wyciąganiem na siłę młodego. Porody jego młodszych sióstr to był pikuś. Tak więc raz krzyżowe, nie znaczy zawsze krzyżowe 😉 to tak a propos ewentualnej siostrzyczki 😀

        • Serio? Święcie byłam przekonana, że krzyżowe jak były raz to i się powtórzą. Przy comiesięcznym dobrodziejstwie natury też miałam bóle krzyża więc nawet wolałam nie myśleć, że przy porodzie też je dostanę w gratisie, a jednak… Choć jest nadzieja po tym co napisałaś 😀

  14. I uj z tym, że wszystko już wiem, ale i tak przeczytałam ze łzami w oczach 🙂 Tak się cieszę <3
    PS Chciałabym, kurewsko chciałabym zobaczyć, jak zapitalasz w tej koszuli w słoniki i kapciach, a Igrek Cię goni 😀

  15. Witam,wspaniale się Ciebie czyta.
    Tak jak mojego tuptusia przypomnę sobie poród 22 lata wstecz,to też moja reakcja była pocieszna.
    Na tekst pani doktór ;proszę pójść po rzeczy bo pani tu zostaje,do rodziców wyszłam w spazmach,mama mało zawału nie dostała,że ze mną albo z młodym coś nie tak.Kiedy mi się udało szlochanie opanować wysapałam ;bo mnie kazali zostać w szpitalu:) na co moja mama ;a ty głupia co myślałaś że pod mostem urodzisz:))
    Pozdrawiam i zdrowia życzę

    • Kaśka, może to śmieszne, ale ja też na początku byłam załamana, że muszę zostać w szpitalu. Serio.
      Jak wychodziłam do domu to już od 5 rano jak na szpilkach, cała w skowronkach, że opuszczam szpitalne mury 😉

      Pozdrawiam ;*

  16. Świetna relacja z porodu Iksina, teraz przypuszczam, że 90% kobiet poważnie się zastanowi nad reklamą pampersów, czy aby teraz już i na pewno chce zajść w ciążę, a przyczyną jest oczywiście koszula w słoniki 😉

    Moja teściowa opowiadała, że jak rodziła córkę (siostrę męża), to kobiety tak przeklinały swoich mężów i zarzekały się, że koniec z seksem, że też od tego słuchania okropnie się bała.
    Uważam, że poród to indywidualna sprawa każdej kobiety, wiadomo, że nie obędzie się bez bólu, ale jedne ciężarne odczuwają go mocniej, a inne znów lżej.

    Ściskam całą Waszą trójeczkę 🙂

    • I dobre, niech się zastanawiają 😛 to pułapka te reklamy!

      Masz rację: poród to indywidualna sprawa. Każda ma inny próg bólu, inny poród, inną wagę dziecka. Takie życie 😉

  17. Wiem, nie powinnam ale… motyw z “ekstra szybkim” masażem rządzi 😀 Wiem, wiem, łatwo mi się śmiać 😛 A tak swoją drogą – nawet historie z porodówki muszą być takie dobre? 😀
    Pozdrawiam i gratuluję, a Ciebie – Juniorze, witamy na świecie!

    e. (nowa komentująca – stara bywalczyni)

    • Powiem Ci, że takie rzeczy to ja widziałam tylko na filmach. Teraz to jest śmieszne, ale myślałam, że mu łeb ukręcę.

      Witam Cię u nas – komentujących e. 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *