Matka Torpeda
Matka Torpeda

Kac Vegas po śląsku czyli pępkowe Igreka.

Wiernie trwał nie-mąż mój prywatny w chwili wykluwania się młodego. Od pierwszego skurczu do ostatniej godziny. Nie rozumiem kobiet, które wyzywają swoich facetów na porodówce. Ja, nie wyobrażam sobie tego porodu bez Igreka. Za to, co dla mnie zrobił w tym czasie – zyskał sobie spokój od mojego pierdolamento na dłuższy czas. Może teraz do woli zostawiać puste rolki po papierze, brudne kubki i skarpety. Taki haj lajf!

Podczas gdy ja z młodym zalegałam w szpitalnej sali o zapachu bliżej nie określonym, między stertą wrzeszczących małych polaków – Igrek hucznie świętował nadejście swego dziecia na świat. Pierworodnego syna, dziedzica swego.
Wolałam nie widzieć tego obrazu nędzy i rozpaczy bo wiadomo czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. Pytań również postanowiłam nie zadawać bo im mniej wiem to ja jakoś lepiej śpię.

Odwiedza nie-mąż w szpitalu dnia następnego. Czysty, ubrany schludnie, ale twarz zdradza mizerność. Mizerność tak ogromną, że żal na człowieka patrzeć.

– Aż tak ciężko było? – pytam z nutką troski.
– Nie pytaj.

Szkoda się chłopiny zrobiło, tylko dlatego, że nie byłam świadkiem tej świńskiej popijawy. Gdybym to widziała z pewnością suszyłabym nie-mężowski łeb przez kilka następnych dni, a wypominałabym przez kilka następnych lat. Nie ma lekko.

Wracam do domu z owiniętym w kokon młodym. Bacznie niczym lwica rozglądam się po moim terytorium – czy wszystko na swoim miejscu, czy żadnych szkód, czy żadnych braków. Wącham każdy kąt, sprawdzam każdy zakamarek. Na pierwszy rzut oka wszystko gra i buczy. Wysprzątane, pachnące wnętrze nie przyprawiło mnie o zawał. Jest dobrze.

Kilka dni później podczas rozmowy z Igrekiem, dowiaduję się jak ciężki dzień miał po urodzeniu młodego. Okazało się bowiem, że radość z narodzin jego syna była tak ogromna, że trzech kumpli postanowiło wziąć urlop na żądanie w pracy i wspólnie świętować nadejście juniora. Ekipa w całości zebrała się w naszej hacjendzie – racząc się napojami wysoko procentowymi w ilości nie do zmierzenia. Bynajmniej dla mnie. Potem się okazało, że dla nich również bo żaden nie pamiętał ile tego było.

Igreczek kochany obudził się rano na podłodze, obok kojca Uszatego w ręku dzierżąc szpitalną pieluchę tetrową w której owinięty był młody. Uszaty natomiast spał na łóżku. Racjonalnie Igrek próbował dojść do tego – dlaczego tak się stało. Prawdopodobnie ustąpił po prostu psu i nie chciał go budzić bo pies zmęczony był bardziej niż on. Taką wersję przyjął i tej się będzie trzymał.
Mieszkanie wyglądało jak po wojnie więc krok po kroku doszedł do wniosku, że z pewnością nas okradli. W nocy. Podczas gdy on grzecznie spał.

Niestety, na jego nieszczęście nic nie zginęło więc ta wersja nie mogła zostać przyjęta. Wózek młodego blokował drzwi wejściowe – nikt nie wie jak się tam znalazł. W kojcu psa – trzy puste paczki po malrboro i pusta butelczyna. Poszło podejrzenie, że pies oblewał razem z nimi. Z tym, że pies nie pali – podobno nie lubi. Ktoś wyciągnął suszarkę na pranie, ale tutaj już do tego niestety nie byli w stanie dojść – PO CO. Jeden z kumpli tłumaczył, że chcieli wyręczyć mnie jako młodą matkę i zrobić mi pranie. Wszystko byłoby okej gdyby nie fakt, że pralka moja łazienkowa pusty bęben posiadała. Cóż, liczą się chęci.

Wracając ze sklepu Igrek od progu krzyczy moje imię:
– Ty, spotkałem kumpla. On mnie spotkał wtedy wieczorem jak opijałem młodego. Nawet nie pamiętam tego spotkania. Podobno wyglądałem gorzej niż źle. I na każde jego słowo odpowiadałem tylko: “urodził mi się syn!”.

Z dnia na dzień dochodziły do niego nowe fakty i odzyskiwał utraconą pamięć. Szczegółów już wolałam nie poznawać bo serce mogłoby nie wytrzymać, a mam tylko jedno. I tak jakby jest mi trochę potrzebne.

Ostatecznie, młodego “opił”. Wszyscy zadowoleni, czas swawoli się skończył i wszystko wróciło do normy. Zniszczeń brak, Igrek i koledzy przeżyli, pies też się trzyma.

Doszłam do siebie, sprzątam mieszkanie. Dyfuzor z odświeżaczem powietrza przestał wypuszczać zapach. Pewnie się wkład skończył. Sprawdzam, wkładu większa połowa. No kurde, znów baterie? Wymieniam. Nie działa. Popsuł się? Nie możliwe. Jest nie ruszany, jedynie wymieniamy w nim wnętrze.

– Co się stało z dyfuzorem? – pytam Igreka.
– Nie wiem, a co? – wzrok rozbiegany gdzieś w bok spogląda, a w oczy moje spojrzeć nie raczy.
– No wydaje mi się, że wiesz. Przecież działał nie możliwe, że sam od siebie się zepsuł.
– Nie powiem Ci bo i tak mi nie uwierzysz – odpowiada ten on.
– ???
– Graliśmy nim w rugby.

Dyfuzorem w rugby, rozumiecie. W kawalerce w rugby, rozumiecie. Nie pytajcie ile on ma lat.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

39 Responses

  1. Kilka lat temu znajomi panowie opijali syna jednego z nich. Pogubili się już w połowie imprezy. Jednego szukali do południa kolejnego dnia telefonicznie, aż okazało się, że spał w swoim łóżku w miejscowości oddalonej od naszej o 20km. Do tej pory nikt nie wie, jak tam trafił. Drugi poszedł w środku nocy do teściów (!!!) i zażądał azylu, bo tak do domu nie wróci 🙂 Kolejnego dnia pojechaliśmy na grzyby, dwóch z tej ekipy z nami bardziej w ramach wietrzenia mózgu, bo praktycznie nie spali, tylko wrócili, wzięli po piwku, wiaderku i czekali w umówionym miejscu. Zamiast zbierać, chodziliśmy po lesie i zanosiliśmy się od śmiechu, bo każdy miał inną wersję (inny alkohol, inne kluby, inne koleżanki i efekty tych spotkań po drodze), uzupełnianą telefonicznie z pozostałymi. I nic im się nie zgadzało z tych puzzli:) W końcu jeden złapał za telefon, dzwoni i wrzeszczy na pół lasu: “ale na kebabie na 100% byliśmy!!!!Bo mi się odbija!!” Za chwilę drugi wyszedł zza drzewa blado-zielony “u chińczyka też byliśmy”. To pępkowe przeszło do historii 🙂

    • Drugi poszedł w środku nocy do teściów (!!!) i zażądał azylu, bo tak do domu nie wróci – Ja pierdziele,koleś ma odwagę 😀 Czyli mniej się boi teściowej niż własnej żony? WOW 😀 Brawo on 😀

  2. Przynajmniej jedno jest pewne, Junior będzie długo i szczęśliwie żył, po tym jak jego tatuś opił jego przyjście na świat 🙂
    U nas jak młody się urodził te 20 lat temu, to było bardzo grzecznie. Mąż pępkówkę opił delikatnie ze swoimi rodzicami 🙂

  3. Witaj. 🙂 Jak wyglądało opijanie moich dzieci, to się nigdy nie dowiedziałam. Gdy urodził się syn, to mąż był w wojsku i tam zrobili sobie balangę. 😉 Gdy urodziła się córka dwa lata później, to imprezę robili z kolegą we dwóch, bo z tamtego żoną urodziłyśmy córki dzień po dniu. Po tej imprezie, do samego końca miał super relacje z moją Mamą, a własną teściową i nigdy się nie dowiedziałam, co zaszło tamtego dnia. 🙂 Ani jedno, ani drugie nie puściło pary z gęby. Za to, moja Mama do tej pory twierdzi, że takiego zięcia, ze świecą szukać i bardzo Jej Go brakuje. Mnie też. 🙁
    PS. W niedzielę mam chrzciny młodszej wnusi – ma już 7 miesięcy

  4. haha a jednak jest haczyk 😛
    9/10 posta przeczytałam z lekkim zaciekawieniem jak to możliwe? no a jednak 🙂
    za tą pomysłowość dla Panów Oskara trzeba wręczyć 😀

    • Ja się dziwię, że oni dowody osobiste mają. Bo to trzeba przecież 18 lat ukończyć, a po nich jakoś nie widać tego…

  5. Twój blog ma terapeutyczną moc.Mam za sobą ciężki weekend,ciężki poniedziałek i sobie myślę – cza odwiedzić Iksinę i Jej Rodzinę.No i to była słuszna decyzja.Czytam tytuł wpisu i już mi się japa cieszy i samo cisnie się na usta – łooo jacie 😀 No to zaszaleli chłopaki.Dobrze że nie wymyślili żeby Uszatego w wózku wozić albo mu pieluchę zakładać 😉 No i dobrze,że Igrek nie wpadł na genialny pomysł żeby sobie zrobić tatuaż na czole – mam syna 😀 😀 😀 Pamiętam jak mój mąż wrócił kiedyś z pępkowego cały podrapany z jakimiś gałązkami za koszulą,liście,trwa…Se myśle – łoooo chopie będzie szlaban.Pytam go co robiłeś oprócz tego że piłeś?A on do mnie – z komarami walczyłem 😀 Padłam…

  6. Ojciec mojego (i swojego) pierworodnego też opijał jego pojawienie się na świecie. Też się obudził na podłodze, ale w łazience. Też obejmował, ale nie pieluszkę, a muszlę (tę, która w takim pomieszczeniu jest jakby na miejscu – swoim). Twierdził później, że chciał ją przenieść bliżej łóżka, ale ona nie chciała, więc się nie kłócił…. A tak swoją drogą tradycja opijania jest chyba starsza nawet od choinki. No i Igrek będzie się dowiadywał jeszcze przez jakiś czas, jak świętował… I Ty też….. Spokojności dla wszystkich!

    • Żebyś wiedziała to jest starsze od choinki 😀
      Ja chyba wolę nie wiedzieć – niech to zostanie między nim, kolegami, a oparami procentów.

      Całusy ;*

  7. No no to ładnie Igrek zabalował 😉 A Uszaty przynajmniej się wyspał na wielkim łożu 😉
    Ja się już boję o mego męża jak się córa urodzi 🙂 Podejrzewam, że nie zobaczę go co najmniej przez 2 dni 😉 Dobrze, że siostra będzie pod ręką 🙂

    • Oj kochana, będziesz w szpitalu więc serce nie będzie tak bolało na jego widok 😉

      Szczęśliwego rozwiązania Ci życzę, pamiętaj żeby dać znać jak poszło ;*

  8. Ojj ja też doceniam obecność męża na porodówce. Sama bym tego nie przeżyła raczej. 🙂 Mój mąż po pępkowym przyszedł do szpitala z całym stadem męskich przedstawicieli… każdy śmierdział innym rodzajem wódki i każdy miał jeszcze ze dwa promile w oku. Mąż natomiast stał przy drzwiach i wpuszczał do środka parami żeby tłoku nie robić. Myślałam, że zabije! No ale faktycznie…. ta bliższa bliskość, która pojawia się na porodówce sprawia, że przez jakiś czas ciężko jest się o coś czepiać. 🙂

    • Hahahahahaha <3 Faceci jednak to są miłe stworzenia, choć czasami wyprowadzają z równowagi 😀

      To prawda, mam wrażenie, że przez porodówkę i to co tam się działo między nami jest inaczej. Jakby weszło to na inny etap o którego istnieniu, wcześniej nie wiedziałam.

      • No!! Ja też zawsze myślałam, że znamy się na wylot, akceptujemy w sobie wszystko, niczego się nie wstydzimy….myślałam, że sikanie i jednoczesne gadanie ze stojącym obok mężem to level, który oznacza BRAK BARIER ale dopiero przy narodzinach córki poczułam, że wiele się zmieniło…. co tam sikanie w porównaniu do …. no sama wiesz 🙂 Te wsparcie, wspólna radość, wspólne przeżywanie tego co nieznane i jednocześnie tak ważne…. ehhh… 🙂 Teraz jest co wspominać 🙂

        P.S. Ciągle przeżywam, że przez moją awarię komputera o narodzinach Twojego syna dowiedziałam się z opóźnieniem! Może dlatego ciągle mnie to tak wzrusza 🙂 <3

  9. Dziękować zeusowi że mnie toto ominęło 😀
    Pępkowe stary robił poza adresem zamieszkania bowiem ku chwale ojczyzny i rodziny pracował na drugim końcu kraju 😀 Przy mnie odważył się tylko na JEDNO PIWO z teściem własnym.Mój teść nie opijał bo jak cały czas twierdzą rodzice rodzica “dziecię jest niepodobne do ojca swego” -taki mam pomysł na prezent świąteczny żeby im pokazać badania a potem wetknąć głęboko w d… gardło.
    Starsze z młodszego pokolenia także powitane zostało “grzecznie” – była połóweczka 😀

    Mój prywatny wstręt do nadmiaru napoji wyskokowych został szczęśliwie zaszczepiony na gruncie obcym a tam się przyjął 😀 Oprócz jednego razu gdy pan zamku oblewał ślub,pępkowe i dwie pary urodzin równocześnie. Co robił na glebie pod klatką nie wiem,wiedzieć nie chcę-natomiast przepiękne fotki NIGDY nie pozwolą mu zapomnieć upodlenia swego 😀 Ot,taki mały szantażyk,żeby “roślinka”lepiej się trzymała 😀

    • Niby każdy facet inny, a jednak taki sam 😀 Najlepsze jest to, że ja zawsze myślałam, że moje “pierdolamento” jest karą. Otóż nie, kac gigant, którego doświadczył Igrek był najlepszym owocem tego pępkowego. Prawdopodobnie tak samo jak “zglebowanie” Twego męża 😀

      • Kochana uwierz,żaden mój monolog nie zrobił takiego wrażenia jak te zdjęcia 😀
        A żeby ich nie pousuwał to mam je zgrane chyba w 6 miejscach 😀

          • I dlatego na chlanych, “bardzo męskich”, imprezach wyznaję zasadę: oddajemy kluczyki do aut, portfele (z dokumentami, kartami – kasę można zatrzymać, w razie gdyby zabrakło płynów!) i oddajemy telefony, żadnego dokumentowania. Masz problem z pamięcią, to znaczy tyko tyle, że lepiej nie pamiętać. A moje najbardziej pojechane pępkowe zostało udokumentowane przez monitoring straży miejskie miasta Wrocławia. Byli bardzo litościwi: wyciągnęli nas z fontanny na rynku (12 pijanych typów) i po potężnym opierdul – odwieźli do domu “nowego tatusia”, tak oblewaliśmy przyjście na świat mojego chrześniaka. Pojawienie się na świecie moich synków nie opijałem i jakoś nie żałuję. Przy starszy byłem za bardzo przejęty, pojechałem do teścia i przegadaliśmy całą noc przy butelce wody mineralnej. Przy młodszym musiałem zajmować się starszym synciem (miał 6 lat). Z tego co obaj pamiętamy, to poszliśmy na “włoskie lody” Pod Arkady na Świdnickiej, młody twierdzi, że były najlepsze na świecie. Fajnie jest wszystko pamiętać, ale święty nie jestem i na pewno daleki od czepiania się Igreka, dzielnie przeżył to traumatyczne wydarzenie, kiedy facet musi ustąpić miejsce, przy swojej kobiecie, Takiemu Małemu i Takiemu Kochanemu – własnemu dziecku.

          • Tak, to o czym napisałeś na początku jest najważniejsze. Serio. Pępkowe Twojego chrześniaka – umarłam 😀 ja pierdzielę, Wy faceci zawsze mnie zadziwiacie 🙂
            Co do Igreka – oblał i to dosadnie, aczkolwiek teraz chłop nie do poznania. Chyba mi go w szpitalu podmienili.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *