Matka Torpeda
Matka Torpeda

Weźta się hajtnijta.

Olaboga, że tyle lat razem. Olaboga, żeśmy się rozmnożyli, Olaboga, że zimowe wieczory pod wspólnym kocem. Na co jeszcze czekacie?

Milion wypitych razem kaw, niezliczona ilość kłótni. Trochę taka sinusoida związku ludzi z porytym beretem.
Jak się okazało, że eeeeśmy się rozmnożyli – była radość ze strony rodziny. Z prędkością światła zaraz po radości nadejszła  chwila w której poszło nasze ULUBIENE pytanie: “To kiedy ślub?”

Wszyscy dookoła, zgodnie kiwając głowami “jesteśmy na tak” dają nam do zrozumienia, że skoro pojawiła się mała kopia Igreka z moim charakterem – powinniśmy zalegalizować to coś, co nas łączy.

“Coś” czego nie ma.

Głębiej eśmy się z Igrekiem nad tym zastanowili. W końcu tyle osób nie może się mylić, to jest jak z gównem – tysiące much też nie może się mylić. Rozumiecie, takie porównanie. Wzięliśmy pod lupę całe nasze wspólne jestestwo. Od samego początku – gdzie nie byliśmy w stanie na siebie patrzeć i z wielką łaską odpowiadaliśmy sobie cześć. Podsumowując:

– Nigdy nie pałaliśmy do siebie sympatią. To się w sumie nie zmieniło. W naszym domu nie ma czułych szeptań “kociaczku, misiaczku, skarbeńku” za to jest “zejdź mi z oczu stary cepie”, “idź i wyjdź stara torbo”. Tak w sumie w tej “starej torbie” i “starym cepie” jest więcej miłości niż w misiaczkach. Tak sądzę.

– Jak się kłócimy to się kłócimy. Jest tak gorąco, że w tej sytuacji nawet diabeł by spierdolił biorąc pod uwagę co może za chwile się wydarzyć, a tego nie wie nikt. Każdy mądry by się ewakuował z takiego pola minowego. My nie, dopóki każde z nas sobie w tej kłótni nie ulży – ona będzie trwać.
Ad. Od momentu pojawienia się młodzieży – kłótni brak. Z jednego, podstawowego względu – syn nasz jedyny robi gigant, śmierdzące kupy. Jest szansa, że rzucałabym pampersem w Igreka. Odpuścił.

– Nie jesteśmy normalnymi ludźmi. Śmiejemy się z własnego dziecka co w oczach innych jest KARYGODNE. Co jest śmiesznego w tym, że on robi kupę? A no jest. Na przykład jego mina, za każdym razem lecą nam łzy i żadne z nas nie umie opanować śmiechu. Gorzej, gdy młody dwójeczki nie robi – wtedy nam W OGÓLE nie jest do śmiechu.

– Większość dzieci zasypia przy spokojnych, łagodnych kołysankach. My usypiamy dziecko przy “W Kinie w lublinie”, Kaziku i jego “12 groszy”, a nawet przy “Prawy do lewego” – ostatnie lubię najbardziej bo przynajmniej jest instrukcja jak kołysać. Nie przemawia do mnie fakt, że to Mozart i Beethoven jest odpowiedni dla fałdowania się jego kory mózgowej – litości, jak lubi Kazika i Brathanki – będzie usypiany przy Kaziku i Brathankach. Podobno nasz zryty beret w tej sytuacji przejdzie na dziecko. Sorry, dziecko. Rodzice nie chcieli. To poszło w genach.

– Nie myślimy przyszłościowo. W ogóle. Nie rozmyślamy nad tym co będzie, nie planujemy jeszcze studiów Juniora, nie myślimy o zmianie auta na większe. Natomiast mamy radochę z tego, że będziemy robić grilla. Czekaliśmy na to całą zimę. Przecież każdy ma swoje priorytety, prawda? Aha, cieszy nas też fakt, że w biedronce jest promocja na odświeżacze powietrza.

– Nie jesteśmy ludźmi poważnymi. Śmieszną nas sprośne żarty, potrafimy śmiać się ze wszystkiego i zawsze w towarzystwie wybuchamy niekontrolowanym śmiechem, a nikt nie wie o co nam chodzi. To jest nieeleganckie i prostackie. Zazwyczaj więc słyszymy, że w tym wieku “powinniśmy już dorosnąć”

– Nie raz, a wielokrotnie ktoś z oczami jak 5 złotych słuchał tego jak się do siebie zwracamy. To nie jest miłe, my po prostu wbijamy sobie ciągle szpilki. Sarkazm, sarkazm panie, ewryłer. Nasz związek to się w sumie na sarkazmie i ironii opiera. Dopiero jak ktoś bliżej nas pozna, dostrzeże fakt, że tacy po prostu jesteśmy. Jeżeli ktoś ma głęboko zakorzeniony kij w tyłku – stwierdzi, że nie mamy do siebie szacunku. Wtedy zazwyczaj wystawiamy receptę: “Wyciągnij kij z tyłka. Powinno pomóc”

Wyobrażacie więc sobie naszą przysięgę małżeńską?

“Ja stara torba, biorę sobie Ciebie stary cepie za męża i ślubuję Ci sarkazm, ironię oraz, że Cię będę gnębić aż do śmierci. Tak mi dopomóż…”

Wniosek? Ten związek NIE nadaje się do legalizacji.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

66 Responses

  1. A wiesz, że ja też byłam tego samego zdania, co do ślubu.. Tak, byłam… A właściwie jestem nadal. Bo co kogo obchodzi kto, z kim i na jakiej podstawie prawnej.
    W moim przypadku po 15 latach razem, w tym 5 latach wspólnego mieszkania oświadczyliśmy wszystkim , że bierzemy ślub. I to taki z tą całą otoczką, tylko trochę po mojemu…
    Ale! Ślub nastąpił dopiero wtedy, kiedy wszyscy wokół stracili wiarę, że to nastąpi. Nikt nas nie przymuszał, nikt nie wypominał. W sumie każdy przyjął już stan faktyczny i dal sobie spokój.
    A w nas coś się zmieniło. Przemyśleliśmy, przegadaliśmy.. Wykonaliśmy 🙂 Być może po prostu dorośliśmy do ślubu? Nie wiem, ale wiem, ze nie żałuję. Wiem jedno, że nigdy, nikogo nie oceniałam i oceniać nie będę tylko na podstawie tego czy wychowuje dziecko z obrączką na ręku, czy bez niej.
    A Wam życzę szczęścia i spokoju, bo takie “weźcie się hajtnijcie” męczy.

    • I właśnie takie mam podejście. Nigdy nie mówiłam “nie”, natomiast to MY musimy do tego dojść, że chcemy. Po prostu chcemy.

      Widzę w Was zalążek Nas – mamy podobne zdanie co do ślubu i wychowania dziecka. Możemy śmiało przybić sobie piątki. Po 15 latach ślub – można? Oczywiście, że można. Przynajmniej zrobiliście to bo chcieliście, a nie dlatego, że ktoś przymuszał.

      Życzę powodzenia ;*

      • Kochana, ja to głośno krzyczałam, że mi ślub nie potrzebny, że żadnego ślubu itd… 🙂
        No bo tak było :0 i się zmieniło. A co? Nie może się zmienić??? 😀
        W dalekim poważaniu ma to, co ktoś sobie na mój temat myśli. Co myśli jego sprawa i jego prawo. Czy było zaskoczenie? Owszem. Ale na koniec usłyszałam, ze to fajnie nas widzieć w takiej sytuacji. po tylu latach, jakbyśmy się niedawno poznali.
        Tylko jest jeden minus tej całej zabawy. Jak przed ślubem miałam już spokój, tak dziś słyszę: “no to co, jak już po ślubie, to dziecko by się przydało” …………… Ręce opadają…
        I tak w koło, jak się nie obrócisz, to dupa z tyłu.. Dlatego dziś zabijam już tylko spojrzeniem i nie komentuję tematu.
        Natura ludzka ma chyba to do siebie, że zawsze trzeba szpilę wbić. I o ile szpila sarkazmu i ironii towarzyszy mi na co dzień (uwielbiam i owszem z już-mężem potrafimy sobie również dobrze pojechać w tym temacie:) ) o tyle z takim włażeniem w butach do mojego łóżka mam pewien problem.

        • I wcale się nie dziwię, że masz problem. Ja zawsze zarzekałam się, że nie chcę dzieci. Macierzyństwo po prostu nie jest dla mnie i co? I zmieniłam zdanie, a teraz mam wrzeszczące niemowlę w łóżeczku i padają hasła: “Ty?! Ty mama?! Przecież Ty nigdy nie chciałaś” – ohhh Boże. Każdemu byś musiała co innego tłumaczyć.

          Dlatego doskonale Cię rozumiem w kwestii ślubu 😉

  2. Nie rozumiem? – Jesteś/ Jesteście całkiem NORMALNYMI ludźmi, którzy dogadując się funkcjonują w tej wcale nie łatwej rzeczywistości. Uważam, ze poczucia humoru, ironii i sarkazmu nie brakuje na co dzień, a skoro nie wybiliście się jeszcze znaczy, że umiecie się dostosować i łączy Was coś więcej niż wspólne mieszkanie. Wspaniałe też uważam jest to, że macie swoje poglądy – WSPÓLNE – i umiecie w nich wytrwać, bez względu na tych “z boku”. Ja osobiście wzięłam ślub – bo chciałam/-liśmy, ale to było zgodne z tym co czułam i do czego mam przekonania. Jeśłi Wam jest dobrze jak jest, to po groma zmieniać – może psuć? A tym bardziej, ze tego sami nie chcecie…. Jeśli się kochacie, szanujecie i wspieracie nawzajem to już jesteście Rodziną…A Maluch? Jeśli będzie widział Waszą miłość i wzajemny szacunek….- tak właśnie będzie postępował, bo liczą się wartości a nie “pokaz”. A co do kołysanek… Wiesz, mam dwóch Geniuszy wybitnie skręconych, praktycznie małych jeszcze i uważam, że jeśli im coś odpowiada a nie jest to “niszczące” to czemu nie? Akurat Twoje słucha “klasyki” ale każdy sposób jest dobry, by zasnęło (i wierz mi, wiem co mówię ;), bo moje są na bakier ze snem od beta), a później? – i atk będzie słuchało co chciało… oi nawet Bibera i innych wspaniałych “GWIAZDEK” mu nie zabronisz jak się uprze….
    Powodzenia i wytrwałości w swoich wartościach i z Maluchem 🙂
    Pozdrawiam

    • No widzisz, nie w oczach wszystkich jesteśmy “rodziną”. Mam takie samo zdanie jak Ty, dla mnie ważniejsze jest to co jest między nami, a nie to co na papierze. Nie wykluczam, może kiedyś powiem “Tak”, ale na pewno nie zrobię tego bo “wypada” czy bo “tak trzeba”. No bez przesady. Gdybym miała w życiu robić tylko to co trzeba i wypada – nie byłabym sobą.

      Kochana, ja już próbuję WSZYSTKIEGO żeby on spał. Niestety, moje dziecko też na bakier ze snem 🙁

      • Powiem tak – Łatwiej Ci będzie jak wyjdziesz z punktu założenia, że Twój wspaniały Maluszek należy do dzieci, co nie śpią… Wiem, ciężko się z tym pogodzić, bo ja doszłam do tego dopiero przy drugim dziecku, ale warto. A poza tym, może jak wyrzucisz je na dwór to będzie lepiej? Moja pociecha spała ciut dłużej jak się z nim jeździło dyliżansem po dworze, a teraz pogoda taka, ze można sobie spokojnie pozwolić…
        Wieczorami, to Mąż kołysał małego w nosidełku i tak przesypiał pół nocy…. Tak wiem, że to zgięty/ niewygodnie/ nosidełko małe….ale trochę działało…
        A w ciągu dnia… No cóż…. Nie ważne są inne czynności w domu, ważne by zaspokoić swoje potrzeby przy wrzeszczącym niedorostku…
        … A opinią innych o Rodzinie się nie przejmuj – następnym razem odpowiedz z pięknym uśmiechem na ustach i radością w oczach, żeby sami się hajtnęli, albo rozwiedli w zależności od statusu, albo w końcu zamknęli jęzor za zębami, bo Ty w ich życie nie ingerujesz a w swoim masz tak jak chcesz Ty i Twoja połówka 🙂
        Pozdrawiam 🙂

        • Na szczęście my opinią innych się nie przejmujemy bo i tak zrobimy po swojemu. Jak zawsze z resztą 😉

          Masz rację, ciężko pogodzić się z faktem, że dziecko nie chce spać.

  3. Tyle wątków, że w punktach się odniosę:
    1. Ślub. Nie miałam zamiaru, bo po co. Eks się rzucił na kolana, pierścionek wręczył, przekonywał. Był “nieślub”, bo cywilny.Później po urodzeniu młodej z takim samym zapałem sp….(młodą dopiero wyciągnęli przez cc jak tętno zanikało i przez kilka pierwszych lat życia miałam z nią trochę problemów, za to przynajmniej mnie zszyli prawie haftem richelieu). Mam koleżankę w pracy, zawsze do niej mówiłam “Twój mąż”. Nie mieli ślubu, aż mi kiedyś ktoś na to zwrócił uwagę. No jak miałam mówić, dwoje dzieci, kochają się, szanują a że papieru nie mają? Wzięli ślub, jak dziewczynki miały 16 i 14 lat. Dopiero rodzinka miała niespodziankę 🙂
    2. Chrzest. Chyba tylko po to, żeby mi dali święty spokój. Młoda byłam, wystraszona, przekonali, że może problemy zdrowotne trochę miną, bo o takiego poganina się na “górze” nikt nie troszczy. Nie śmiej się, młoda powtarzam byłam 😉
    3. Usypianie. Młoda miała “wiotki przełyk”. Jak się ją obróciło po karmieniu, wylewało się jak z lalki. Pół roku spałam na pół siedząco, młoda na mnie (jakby się zaczęła dławić) przyciśnięta kołdrą, kołdra pod pachy. Pół roku spanie na leżące baczność. Później oczywiście suszarka, odkurzacz i wożenie autem też.
    4. Efekty. Eksa ślubnego nie widziałam od kilku lat, młoda się z nim sama komunikuje. Mam fajną mądrą córkę, która edukacje religijną zakończyła na komunii, tylko dlatego, że sama zdecydowała, że chce iść. Jak się zdenerwuję “kurwą” rzucę, bo nikt nie jest doskonały. Na spotkaniach rodzinnych do tej pory nabijamy się z młodej, że sama sobie “haka podstawiała” i się ciągle przewracała (wiotkie mięśnie). Nie mówiła “R”, sepleniła i przestawiała sylaby. A jak zaczęła pisać, to lustrzane odbicie. No i słynna kolekcja czapeczek, bo ciemieniucha jak 150.
    Reasumując. Róbcie, jak uważacie. Rodzinę, znajomych spławiajcie, niech się sobą zajmą. Wasze życie, Wasze dziecko, Wasze decyzje, Wasze konsekwencje. Kochajcie się, wspierajcie, szanujcie. Co ma być, to będzie i żaden ślub tego nie zmieni.

    • Dorota, ja Cię kobieto KOCHAM. Ja wiem, że to piszę w każdym komentarzu, ale no po prostu jesteś mną za kilka lat. Mam taką nadzieję, że mną – bo mam też nadzieję, że pozostanę sobą. Z takim podejściem do życia 🙂

      Jesteś NAJLEPSZA! :*

  4. Miłość, zrozumienie, wierność,bezpieczeństwo….tego wszystkiego przecież nie można mieć bez ślubu, bez przysięgi w kościele, żadne inne przysięgi nie mają mocy…zaraz Cię dopadną z chrzcinami, bo jak wychować dobrego i prawego człowieczka bez najważniejszej rejestracji…normalnie!!! I gwarantuję nie czuć siarką!!! I też jestem staroświecka tylko oświecona. Żyj Iksina po swojemu tak jak potrafisz.
    pozdrawiam.
    ps.od zapisów jest notariusz.

    • 😀 Uwielbiam ten sarkazm ! Kocham Cię za to !
      Widzisz o wszystkim “urzędowym” i całej tej reszcie pomyśleliśmy. Igrek jest tatą, ja mamą. Na papierze. Wszystko co dot. Juniora jest na papierze, ale przecież to wszystko się nie liczy bo nie mamy papierka, że jesteśmy po ślubie 😀

      • To se kurna napiszcie przysięga małżeńsko ale tako wiysz – po śląsku i se jebnijcie w ramke i powieście na ścianie,żeby wszycy widzieli 😀 No przecież Bóg jest wszędzie,to przed nim ślubujecie 😀 Uszaty i Junior świadkami bydom 😀

  5. Dla mnie również głupotą jest branie ślubu ze względu na dziecko. Przecież ślub niczego nie gwarantuje. Teraz bierzesz, a za rok, dwa… pięć się rozwodzisz bo to jednak nie to. Dla dziecka najwarzniejsza jest miłość obojga rodziców i szczęśliwy dom, a nie papierek i obrączka na palcu.
    Podobnie gorący temat to chrzest dziecka. Ja jestem za tym by dzieciak sam sobie wybrał religie, a rodzinka już zasypuje mnie pytaniami typu: kiedy bedziemy chrzcili, gdzie, dlaczego tam a nie tu lub czyście zwariowali żeby dziecka nie ochrzcić (bo zapewne co ludzie powiedzą – ten argument mnie nie rusza).
    Wiesz co do muzyki to Młoda jeszcze w brzuchu, a mężu mój puszcza jej kołysanki typu: Linkin Park, Metalica itp. 😉 I wiesz co, ona się po nich uspokaja i idzie w kimę 🙂 Będziemy mieć rokowe dziecko 😉

    • Każdy żyje po swojemu. Każdy sam podejmuje wybory i decyzje. Niestety, kiedyś do powiedzenia mieli najwięcej Ci dookoła – niż młodzi. Dlatego większość tych przekonań żyje do dzisiaj. Smutne, ale przynajmniej jak ktoś jest zdecydowany to SAM podejmie decyzję bez zwracania uwagi na całą resztę.

      O dziewczyno, sąsiedzi Cię wyrzucą za rockową muzę np. o 3 w nocy 😀

    • Crazy,zgadzam się z Tobą w pełnej rozciągłości.
      Dziecko samo powinno wybrać religię kiedy to dzieckiem być przestanie,by było świadome własnego wyboru.Chrzczenie niemowlaka jest dla mnie przymuszaniem.
      Potwierdzam,siarką nie czuć,rogi nie wyrastają,mają stopy zamiast kopyt.
      Tak jak i to pokropione nie posiada ani aureoli ani skrzydeł ani nie jest anielsko grzeczne.
      Raz się złamałam pod tego typu gadką” co,nie ochrzcisz? Krzywdę dziecku zrobisz” Zrobiłam-tym całym cyrkiem komunijnym,gdzie nie ma miejsca na przeżycia duchowe.Zresztą,co taki 8-latek z tego rozumie?
      Przy drugim kazałam się przestać wpieprzać.

  6. W swoim dość długim życiu robiłem rzeczy totalnie głupie i zajebiście mądre, ale nigdy nie radziłem ludziom żeby się “hajtneli”, nawet własnemu dziecku, Jak kiedyś młodzi będą mieli taką potrzebę to to zrobią, jak nie to ich sprawa, nie znam takiej siły żeby ich zmusiła do legalizacji związku. Wczoraj w telewizorni pokazywali jakiś największy “kamol” (chyba diament), ileś karatów, o wartości iluś milionów, czy miliardów – ktoś kupi ten “kamol” (jedyny na świecie), żeby poczuć się zupełnie wyjątkowym ludziem (też jedynym na świecie). Ja mam taką jedyną na świecie osobę (Księgowa), dzięki niej czuję się jedynym na świecie i nie muszę mieć diamentów, żebym tak się czuł (chociaż nie zaszkodziłoby, gdybym trochę miał, ale …).

    • Waldek, wiem, że nie raz Ci to pisałam, ale jesteś bardzo mądrym człowiekiem. Szkoda, że jest tak mało osób, które mają tak zdrowe podejście do życia, rodzicielstwa i np. ślubów. Twoja żona to szczęściara, a teściem pewnie również jesteś zajebistym!

      Uwielbiam Cię po prostu za podejście do życia!

  7. To ostatni komentarz jaki zostawiam na Twoim blogu, bo mam już dośc pisania, że kocham Ciebie, Twój sposób pisania, Juniora, Uszatego i Twoje teksty. Upominam się jednak o zaklepanie Juniora dla mojej przyszłej jeszcze niepoczętej Juniorki, albowiem dwoje dzieciaków z charakterem i szajbniętymi rodzicami musi być tugeder i kontynuować tradycję 😀
    Tymczasem buziam jako nie wiem kto, bo się dowiedziałam ostatnio, w sumie po raz kolejny, że cywilny to nie ślub, a my z Lubym to nie małżeństwo 😉

  8. Poryczałam się ze śmiechu czytając przysięgę.
    Co do oryginalności Juniora może być jeszcze taka ewentualność, że zamiast usypiana w kołysce, będziecie Go pakować do auta i rundka po osiedlu tak coby zasnął 🙂
    P.S. i za ten charakter najbardziej się lubię 😉

      • Jenuu ale gafa.. miało być “P.S. i za ten charakter najbardziej Cię lubię ;)” także małe sprostowanie omyłki pisarskiej już jest i przepraszam za to…
        Co do rodziny, małżeństwa i tego typu co się tu pojawiło w komentarzach, to wydaje mi się, że dziecko tak przynajmniej do 10 lat żyje w błogiej nieświadomości o co chodzi ze ślubami czy tam rozwodami. Ważne, że jest wychowywane w rodzinie (jakkolwiek zwanej formalnej czy nieformalnej bądź tworzonej przez jedno czy dwoje rodziców), a najważniejsze dla dziecka jest miłość i ciepło jakie otrzymuje, a nie to czy tatuś i mamusia noszą złote obrączki.

  9. I bardzo pi pi pi dobrze 😀 Skoro Wam jest tak cudownie w Waszym ironiczno – sarkastycznym świecie to reszta WARA !!!

      • A myślisz że jak się ma złote kajdaneczki to z automatu będzie cudownie?Wiesz,że nie.Wiesz,że o związek trza dbać i się kochać i szanować – i tak,wolę starą torbę niż kociaczka,który jest zdradzany na prawo i lewo…A żeby pewne sprawy zalegalizować prawnie nie trzeba brać ślubu i tak Was to wyjdzie taniej 😉

        • Otóż to. O związek trzeba dbać, a obrączka na to wpływu nie ma. Można mieć papier, złote obrączki i pamiątkową kasetę ze ślubu, a zdradzać się na prawo i lewo. Oczywiście dodatkowo misiaczkować bez liku.

          Nigdy nie powiedzieliśmy, że ślubu nie weźmiemy bo może i nam kiedyś to do głowy przyjdzie, ale nie rozumiem poglądu dziecko = ślub. Dziecko powinno czuć miłość w domu, a nie rodzić się i mieć na papierze, że rodzice po ślubie. Nie to w życiu jest najważniejsze 🙂

          ;*

          • Wiesz co jest najdziwniejsze – że my,dorośli często zapominamy,że dzieci wyczuwają fałsz z kilometra a nawet pińciuset…A co do wpływu Waszych odzywek na Juniora – misiaczkujcie sobie a szkoła i podwórko zrobi i tak swoje jak Młody będzie podatny i zostawiony sam sobie…

          • Oczywiście. Mogę do dziecka mówić “mój malutki, kochaniutki”, a być zestresowana jak cholera i dziecko to wyczuje. Co do podwórka i szkoły – wiem to sama po sobie. Gdzie nauczyłam się przekleństw? na podwórku. Odzywek różnych ? na podwórku. Owszem, rodzice stopowali te odzywki jak tylko usłyszeli, ale i tak wychodząc na plac robiłam swoje. Taka kolej losu 🙂

  10. Hmm … zastanawiałam się, czy wypowiadać się pod tym wpisem. Dlaczego? Bo jestem staroświecka i mam odmienne zdanie? No to pewnie się wyłamię z ogółu, ale mówi się trudno, piszę .
    Podobnie jak Twoja rodzina, uważam, że gdy w luźnym związku pojawi się dziecię, to pasowałoby go zalegalizować, związek oczywiście. O ile nie przed Bogiem, to chociaż w urzędzie, bo licho nie śpi i nic nigdy nie wiadomo. Przed Bogiem, para z dzieckiem staje się pełną rodziną i takie życie nabiera sensu, a tak, to względem Boga i prawa jest tylko konkubent, konkubina i bękart. Sorki za wyrażenie, nie bierz sobie tego do siebie, bo piszę w tym momencie ogólnie. Wiem, że nastała teraz taka moda, żeby żyć luźnie i się nie wiązać. Dobra, rozumiem przez jakiś czas, żeby się sprawdzić, lepiej poznać, ale jeśli po dłuższym czasie urodzi się dziecko i partnerzy zamierzają ze sobą pozostać, to mimo wszystko, dobrze by było się zjednoczyć w legalnym związku.

    A teraz druga sprawa, chodzi o wyrażanie się do siebie i szacunek. Nie wiem, czy to jest takie fajne na dłuższą metę, ja jednak zdecydowanie wolę, gdy my z mężem mówimy do siebie pieszczotliwie. I wierz mi tam gdzie sa czułe słówka jest i szacunek oraz zrozumienie. Oczywiście, czasem zdarzy się, że rzucamy w siebie nieprzyjemnymi epitetami, ale sytuacja staje się wtedy przez to bardziej napięta.
    No dobrze, takie życie wam odpowiada, ale myślałaś może nad tym, że gdy Junior będzie się wychowywał w takiej atmosferze, to na bank przejmie od was tego typu słownictwo, a co za tym idzie brak szacunku?
    Skoro jego rodzice się tak zachowują, to znaczy, że jest to całkiem normalne i ma zielone światło, by mówić np. “zejdź mi z oczu stary cepie” lub “idź i wyjdź stara torbo” do nauczycieli, kolegów, czy kogokolwiek. Potem, gdy dorośnie, będzie Wam głupio i przykro, jak się do was będzie tak zwracał, nie mówiąc o tym, że może mu być trudno znaleźć sobie partnerkę życiową, bo jednak większość kobiet oczekuje od partnera szacunku, docenienia i czułego słowa.
    No i może jestem staroświecka, ale obserwując tą dzisiejszą, modną współczesność, wcale nie uważam, że jest to postęp ku lepszości.
    Pewnie podpadłam sobie tym komentarzem, ale z reguły staram się pisać szczerze, to co czuję i myślę.

    Pozdrawiam

    • Szczerość jak najbardziej wskazana, ją się ceni 🙂

      Po pierwsze: jeśli chodzi o ślub: właśnie staroświeckie poglądy i przekonania sprawiły, że ludzie żenili się bo dziecko. Potem żal i wyrzygiwanie sobie, że życie zmarnowane i po co ślub. To jest przykre. Znam kilka takich “starych” par, które żeniło się bo była “wpadeczka”. Był seks bez ślubu? A no był to nie grzech?. A tu nagle ślub żeby zachować pozory. Moim zdaniem ważniejsze jest to, żeby w rodzinie była miłość, a nie papier. Bo to nie zawsze idzie w parze. Z drugiej strony dziecko nie patrzy na to czy rodzice mają zalegalizowany związek, ale na to czy się kochają 🙂 Najpiękniejsze co można dać dziecku to miłość rodziców – taka prawda. Można do siebie “misiaczkować”, a tak naprawdę się nienawidzić. Dziecko czuje stan emocjonalny rodziców.

      Co do drugiego czyli odzywanie się. Tu się troszkę podśmiałam bo to jak zwracamy się do siebie z Igrekiem nigdy nie jest przy dziecku, a dziecko ma 3 tygodnie. To, że lubię rzucić “kurwa mać” gdy przypali mi się garnek nie oznacza, że będę kurwować przy dziecku. To chyba (a raczej na pewno) jest logiczne. Druga strona: To jak się do siebie odzywamy nie znaczy o braku szacunku, ale widzę, że większość ma taki pogląd. Nie trzeba do siebie się zwracać per “misiaczek i kociaczek”. Słownictwo nie oznacza braku szacunku to po pierwsze – ważne jest w jaki sposób coś się mówi, a epitety, które wymyślamy nie są uznawane za wulgarne. Z drugiej strony do życia podchodzimy humorystycznie, a to jak Ty do tego podeszłaś to trochę jakbyśmy byli “patologią” i kurwowali na siebie w każdy możliwy sposób. To, jak się do siebie zwracamy zazwyczaj jest w momencie gdy sobie dogryzamy – myślałam, że dodawać tego nie muszę, ale najwidoczniej to nie jest oczywiste.

      “Przed Bogiem, para z dzieckiem staje się pełną rodziną i takie życie nabiera sensu” – Tylko wtedy jest rodzina? Wybacz, ale to śmieszne co piszesz. Rodzina jest wtedy kiedy jest miłość, wzajemna troska i zrozumienie. Rozumiem, że ktoś kto jest ateistą nigdy nie będzie rodziną? Masz bardzo ograniczone poglądy.

      Fakt, przemawia przez to staroświeckość i przysłowiowy kij. To, że nie misiakujemy do siebie nie oznacza, że w naszym domu nie ma szacunku. To, że nie mamy ślubu nie oznacza, że w naszym domu nie ma miłości. A dla mnie ważniejsza jest atmosfera i SZCZERA miłość niż udawany ślub na papierku. Tyle z mojej strony.

      • Iksina – ja z moim mężem z racji tego,że przez 10 lat staraliśmy się o dziecko nie byliśmy rodziną…Wg kurwa “prawa” kościelnego!!! Także wiesz ten tego no…zresztą,musiałabym się rozpisać ale oszczędzę opuszki 😉

        • No dla mnie to śmieszne. Ale ja zawsze byłam inna i u mnie liczyły się inne wartości 🙂 Cieszę się, że nie tylko u mnie 🙂

          • Aaa widzisz Kochana – bo są wartości i WARTOŚCI ;* I tym optymistycznym akcentem życzę Waszej Rodzinie spokojnej,przespanej nocy <3

      • Hmm … ani przez chwilę pisząc komentarz nie pomyślałam o Was jak o patologii, więc przepraszam jeśli tak to zrozumiałaś 🙂
        Nie znam Cię, więc czytając Twój wpis, trochę chyba wzięłam go za poważnie. Nie mam ograniczonych poglądów, bo też dla mnie liczą się wartości, które wymieniłaś w odpowiedzi powyżej, a nie wspomniałam o nich, ponieważ dla mnie one są oczywiste. Pisząc o zalegalizowaniu prawnym miałam na myśli zabezpieczenie siebie, a przede wszystkim dziecka na przyszłość, bo wiesz, że mocno Wam kibicuję i nie życzę źle, ale życie potrafi zaskakiwać i spotykają nas rzeczy, których najmniej się spodziewamy.

        Pisząc o zalegalizowaniu związku, czy czułych tekstach do siebie, wcale nie miałam na myśli fałszywego okazywania uczuć, a tym bardziej na pokaz. Nie rozumiem dlaczego większość tutaj tak myśli, czyżby nie istniały już małżeństwa, które wiążą się ze sobą na dobre i złe, właśnie dla siebie, a nie dla innych i są czuli wobec siebie? Czy to wszystko musi się kojarzyć od razu z fałszywością? Rozumiem, że są małżeństwa, które się rozpadają, bo pochopnie wzięli ślub, bo ciąża, bo zauroczenie, bo pomyłka, ale przecież nie oznacza to, że wszystkich czeka takie samo niepowodzenie. A jak ktoś jest ateistą, to może przecież wziąć tylko ślub cywilny.
        My nie planowaliśmy dziecka, przynajmniej jeszcze nie wtedy, ale mój chłopak, a obecny mąż stanął na wysokości zadania i podołał wyzwaniu. Pomimo, że jestem poważnie chora, trwamy razem już 20 lat i wiem, że jesteśmy sobie przeznaczeni, chociaż też nie jest u nas sielankowo, a wierz mi przeszliśmy na prawdę wiele. Po tym na pewno większość małżeństw by sobie darowała dalszą wspólną drogę.
        Po tym wszystkim co przeżyłam, stałam się osobą głęboko wierzącą, ale w Boga, niekoniecznie w kościół i mam okazję obserwować związki, które żyją z Panem Bogiem i bez Niego, wierz mi dużo lepiej się wiedzie tym rodzinom, które mają Boga na co dzień niż tym, które się Go wyparły, czy zapomniały o Nim.

        Mam nadzieję, że teraz lepiej się wysłowiłam i nie zrozumiesz mnie źle, bo czasem coś czytając, faktycznie można się opacznie zrozumieć 🙂
        Jesteście ludźmi dorosłymi, Wasz związek, to Wasza sprawa, wcale nie uważam, że ślub ma się brać koniecznie, jak tylko dziecko się pojawi na świecie, jest to indywidualna sprawa każdego człowieka i ja to szanuję. Wyraziłam tylko swoją opinię ogólnikowo, w oparciu o to, co napisałaś w swoim wpisie.

        • Nie wspominałaś bo dla Ciebie są oczywiste, tak samo ja nie wspominałam o tym, że u nas w domu nie ma wyzwisk bo też uważałam za oczywiste.

          To nie chodzi o to, że ludzie nie wierzą w małżeństwa z miłości. Ale jeśli ktoś do ślubu Cię namawia to raczej nie jest decyzja zainteresowanych, a nacisk otoczenia. Nigdy nie powiedzieliśmy stanowczego “NIE” z Igrekiem, ale ślub to decyzja na całe życie i raczej powinna zależeć od nas, a nie od tego, że ktoś ma pogląd dziecko=ślub. Kiedyś tak było i właśnie przez to tyle było niezadowolonych małżeństw, żyjących ze sobą 20 lat na pozór. Bo co ludzie powiedzą?

          Wiesz, co do tego Boga – ja znam odwrotne przypadki i na to nie ma reguły.

        • “Przed Bogiem, para z dzieckiem staje się pełną rodziną i takie życie nabiera sensu, a tak, to względem Boga i prawa jest tylko konkubent, konkubina i bękart. Sorki za wyrażenie, nie bierz sobie tego do siebie, bo piszę w tym momencie ogólnie” Napisała ogólnie osoba głęboko wierząca w Boga…A w kościół się nie wierzy,to instytucja.No ale jak kto lubi,są tacy co wierzą i w kościół,później głoszą takie dziwne teorie i obrażają swoich bliźnich.Bo przepraszam Cię bardzo ale bękart i konkubint to dwa słowa o bardzo niegatywnym wydźwięku…Jak widzę nie tylko dla mnie.A Bóg to przede wszystkim miłość.A każde dziecko to cud,człowiek ale jak widać pochodzenie ma znaczenie…A myślałam że chrześcijanie są tolerancyjni i kochają swoich bliźnich…

          • “A Bóg to przede wszystkim miłość.A każde dziecko to cud,człowiek ale jak widać pochodzenie ma znaczenie…A myślałam że chrześcijanie są tolerancyjni i kochają swoich bliźnich” – lepiej bym tego nie ujęła.

    • Ja Ciebie bardzo przepraszam,ale zastanawiam się ile masz lat? Bo takich poglądów to nie ma nawet moja babcia a lat ma 89 tego roku.
      Można komuś z czułością powiedzieć “Ty pierdzący worku” jak również z czystą nienawiścią “kochanie moje”.
      Nie słowo stanowi o swojej wartości a sposób w jaki zostało wyrażone.
      Możesz do męża mówić “gadzie” i jednocześnie smażysz mu jego ulubione a przez Ciebie znienawidzone placki, a możesz też mówić “misiaczku” i w tym samym czasie wbijać mu nóż w pierś.
      Dziecko przejmuje przede wszystkim zachowania a nie słownik. I tak jak będzie wychowywało się w fałszu-same będzie fałszywe.
      Szacunek-naprawdę uważasz,że on przejawia się tylko w słownictwu???????
      Mój dziadek bardzo często mnie i kuzyna mówił”Worku Ty” i nie uważam że nas nie szanował,wręcz przeciwnie.W tym “worku” było tyle miłości że do dziś łza mi się kręci że tego już nie usłyszę.
      “Przed Bogiem”-jesteś chyba baaaaaaaaaaardzo wierzącą osobą.A raczej kościelną.
      Bo nie Bogu przeszkadza brak ślubu ale klerowi.
      O ile mnie pamięć nie myli jest w Biblii zdanie “idźcie i rozmnażajcie się”a jakoś nie przypominam sobie zdania -pobierajcie się.I sorry wielkie,ale Jezus też jest bękartem.

    • Zezwolenie na szczerość to nie zezwolenie na ubliżanie i umniejszanie komukolwiek. I to jeszcze pod płaszczykiem dobrych intencji.
      Nie zauważyłam żeby staroświeckie poglądy popychały kogokolwiek do nazywania dziecka bękartem, lub deprecjonowania wartości jego rodziny. I żadne “sorki” (a po staroświecku raczej “wybacz”) sprawy nie załatwia.
      Dużo rozumiem, wiele akceptuje, ale tu już mój margines został mocno przekroczony, a nerw mocno nadszarpnięty.

      -Stara panna z bękartem.

        • Widzę, że wywołałam spore zamieszanie tutaj swoimi komentarzami, które nie do końca zostały prawidłowo odczytane.
          Kilka słów do KARY, wiek tutaj nie ma znaczenia, a charakter i osobowość oraz doświadczenia takie, a nie inne. No cóż, nie będę się powtarzać już z wyjaśnieniami, bo uczyniłam to powyżej. Nie zrozumiałyśmy się i szkoda, ja mam swoje doświadczenia, przeżycia i opinie i napisałam tu, ale chyba źle zrobiłam. Wyszłam na jakiegoś potwora, a nie o to mi chodziło. To, że napisałam, iż jestem za tym, by legalizować związek, wcale nie uważam, że powinno się to robić na siłę i bardziej za namową innych, niż głosu swojego serca. Nikt nie ma prawa zmuszać nikogo do zawarcia związku małżeńskiego. Tak to jest jak się pisze, a nie rozmawia.

          • Gdybym sama odebrała w taki sposób Twój komentarz mógłby być źle zrozumiany, ale z tego co widzę wiele osób odebrało go tak samo. Tak został napisany. Słowa bękart, słowo, że bez ślubu TO NIE RODZINA – raczej nie mogły zostać inaczej odebrane. Wydaje mi się, że w swojej opinii za bardzo zabrnęłaś w to, co nie powinnaś. A co do przeżyć – każdy ma jakieś na swoim koncie.

            Na potwora? Nie rozumiem. Przecież każdy tutaj również wyraził swoją opinię na temat Twojego komentarza. Każdy go odebrał w indywidualny dla siebie sposób.

          • Zazwyczaj ten kto powie dwa słowa za dużo potem uznaje się za ofiarę. Spodziewałam się tego i tym razem i się nie pomyliłam. A szkoda. Po pierwsze – bez przesady, bo nikt nikogo nie zlinczował. Po drugie – nie sądzę żeby tak wiele osób pomyliło się co do interpretacji Pani słów. Jakkolwiek mnie nie dziwią odmienne zdania w różnych kwestiach, tak dziwi mnie fakt obrażania (tu nie widzę opcji nieporozumienia) dzieci pozamałżeńskich. Osobiście doradziłabym nie brnąć.

  11. Mówi się też. “po co psuć jak dobre?” W każdym razie legalizacja ze względów praktycznych (np szpitalne opcje) zawsze na propsie.

    Kija w dupie nie mam, jednakowoż uwielbiam mija pare która odnosi sie do siebie z miłością i szacunkiem i oni mnie nauczyli, ze niektóre słowa nigdy nie powinny padać.

    PS. A po co Wam ślub jak dziecko juz macie? 😉

    • Kiedyś o tym rozmawialiśmy. Szpital, banki, urzędy – tu by się ślub przydał.

      Ostatnio właśnie usłyszałam: “Dziecko już macie to ślub wam tylko został, no chyba, że drugie będziecie majstrować teraz”

      • Ahahahahaha jakie kuźwa bezczelne to wszystko 🙂
        Nie dość, że Ci zajrzą pod spódnice to i pod kołdrę, a jak tego mało to w Twoją teczkę.
        Nie wiem co Ci mówić na pocieszenie, bo 1) aż się chce wydrzeć “TY MI NIE MÓW CO JA MAM ROBIĆ!!!”;D, 2) teraz dopiero się przygotuj na fale komentarzy od znajomych i obcych nt wychowywania dziecka. Sprawdza, czy aby “nie za dżdżysto”

        • Na temat wychowania dziecka to akurat najwięcej do powiedzenia mamy Ja i Igrek – nikt więcej. Ale próbować mogą, powodzenia życzę 🙂

  12. Poprawiłaś mi humor!!! 🙂 la la la la – ale mi teraz wesoło 🙂 ha ha
    Żeby móc czytać Twojego bloga suszę włosy suszarką… choć już są suche… Ale Młody nie płacze 🙂

    Buziaki dla Was! :*

    PS. Jak nie robi dwójeczki to też nic strasznego :)Nie bój nic. Tak to już z dzieciami jest 😀

    • Cieszę się 😀 ależ Ty mnie kochasz 😀

      Ps: Jak nie robi i się normalnie zachowuje to ok, ale ten nam tak się darł, że chciałam wyjechać w bieszczady.

  13. Ma Młody repertuar 😀
    Moja młoda lubi IRE,Big Cyca,i jakieś hopsiupy w “VOX”-fm 😀
    Mnie się tak wydaje,że lepiej z miłością powiedzieć komuś coś z ironią niż fałszywie słodzić pod publiczkę 😀
    A tak poważnie-nie papier świadczy o szczęściu i trwałości związku .

    • Tak, masz rację z tym fałszywym słodzeniem pod publiczkę.

      Ja to wiem, ale nie wszyscy wiedzą, że papier o szczęściu nie świadczy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *