Matka Torpeda
Matka Torpeda

Moje prywatne Seszele.

Leżąc na rozwalonym łóżku, między rozbełtaną pościelą – myślę, a to ostatnio zdarza mi się rzadko. Wspominam czasy odległe czyli ciążowe kiedy budząc się zaczynałam spokojnie dzień od PÓŁ GODZINNEGO(!) wstania z łóżka, leniwego przeciągnięcia i CIEPŁEGO śniadania. Z marzeń prozaicznych czyt. ciepłej kawy, wybudza mnie prywatny budzik bez funkcji drzemki (próbowałam zainstalować mu tą funkcję – nie działa).

Dzień zaczynam szybko i intensywnie, opanowanie płaczu, “obrobieniem” Młodego czyli podstawy każdego rodzica: pampers, karmienie, odbicie i cała ta reszta przyjemności. Korzystając z chwili kiedy młodzieży rozgląda się po pokoju, robię kawę. Czajnik gotuje wodę około minuty. Za szybko, po co się tak spieszyć? Zawsze muszę zagotować wodę trzy razy na JEDNĄ kawę – no bo jak już dojdę to woda zimna.

Jest dopiero 6:30 więc teoretycznie nie ma się gdzie spieszyć. Problem polega na tym, że mrugnę trzy razy i jest 12:05 – zaginam czasoprzestrzeń. Zbieram sześć kilogramów grzechotek, szukam smoczka, który zapodział się gdzieś między górą, a doliną – prościej mówiąc: między kocykiem jednym, drugim, a pieluchą tetrową – w między czasie mieszam obiad.

Odkurzając, jedną nogą głaskam psa, jednym okiem spoglądam na Juniora, a drugim na miejsce odkurzane. Nie, jeszcze nie mam stałego zeza, ale pracuję nad tym. Z młodym na barku gotuję ryż, jedną ręką wyciągam sitko, drugą pomagam Juniorowi odbić. Pies drapie łapą w nogę – cholera, on dzisiaj nic nie jadł.

Odkładam dziecko, kroję psu jedzenie. Przypala się kurczak, dolewam wody – młody zaczyna płakać. Zostawiam kurczaka, zostawiam psa idę w stronę dziecka, które ucichło. Wracam więc do martwego kurczaka, który kończy swój żywot na mojej patelni, a psu podkładam świnię, którą prawdopodobnie pochowała rodzina za oborą. Podkładam w misce, oczywiście.

Szybkim krokiem przecieram kurze i zbieram kolejny kocyk. Odstawiam leżaczek, przesuwam wózek, potykam się o kapcie Igreka. Ty, poczekaj przecież ja wstawiłam ryż – ile on się gotuje? Podchodzę, sprawdzam, biała jak śnieg woda wskazuje, że długo. Z pewnością ZA DŁUGO. Chcę go wyrzucić, ale kosz tak pełny, że śmieci powoli się pakują i same wychodzą. Kochany Igrek i jego: “Będę szedł rano do pracy to wyrzucę” z pewnością dostanie za to ode mnie życzenia wszystkiego najlepszego jak tylko wróci z pracy.

Pralka dzwoni, że koniec prania – wyciągam i staram się rozwiesić – “aheeee” z łóżeczka informuje, że prania teraz nie rozwieszę. Okej pranie, spotkamy się później. Kiedy docieram znów do miski z czystymi ubraniami, śmiem stwierdzić, że niektóre już wyschły.

Dzwonek do drzwi informuje, że ktoś chce mnie odwiedzić, spocona z dzieckiem w ręku otwieram drzwi:
– Nie umie Pani krzyknąć chociaż, że już Pani idzie? Chciałam awizo wypisywać – mile wita mnie Pani kurier.
– A po co niby miałam krzyczeć?
– Bo pukałam i nikt nie otwierał?
– Pani wybaczy, poruszam się jak normalny człowiek, a nie jak prędkość światła.

Pod nosem słyszę kulturalne “co za ludzie”, a ja cichutko pod nosem, po zamknięciu drzwi – nucę “a spierdalaj”.

O 15:45 marzę o rękach gadżeta, a przynajmniej dodatkowej jednej ręce. Byłaby zbawieniem, chyba to od teraz będzie moje marzenie. Wylewam do zlewu zimną kawę, kubek chowam do zmywarki – no tak, miałam nastawić zmywarkę. Nogą zamykam drzwiczki, mieszam zdechłego kurczaka i robię łyka wody. O 15:58 dochodzi do mnie, że jeszcze dzisiaj nic nie jadłam.

Junior się nudzi. Odpalam coś z gatunku skocznego diska i podryguję z nim na ręce – w drugiej drewniana łopatka, która dobiła kurczaka. Spoglądam w lustro – bibik na głowie trzyma się od rana. Grzywka odstaje w każdą stronę świata. Jedyne szczęście, że nie śpię w piżamie tylko w spodenkach i t-shircie – przynajmniej nikt nie powie, że do 16 jestem w piżamie.

Więc podryguję w rytmie jakiegoś disko z tą łopatką i dzieckiem, otwierają się drzwi w których pojawia się Igrek. Na szczęście jego już nic nie zdziwi.

O 16:30 sprawdzam telefon, 8 nieodebranych połączeń i 4 smsy. Jak zwykle o treści: “Dzwonię do Ciebie i piszę tyle razy, nie potrafisz nawet odpisać. Obraziłaś się?” – właśnie dlatego moi drodzy ostatnio wpisów mniej. Dlatego nie odpisuję na smsy, dlatego z opóźnieniem odpisuję na maile – prawdopodobnie podryguję z dzieckiem w ręku albo dobijam kolejne zwierze na patelni. Nie obraziłam się na Was – po prostu aktualnie jestem na URLOPIE macierzyńskim. Wypoczywam z jajami do góry.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

30 Responses

  1. Kochana wypróbuj nosidełko, co prawda nie matkowałam jeszcze ale niańkowałam siostrzeńca i polecam nosidełko, ręce wolne, młody blisko a i plecki w miarę proste bo nosidełko twardsze i szybko można ubrać/zdjąć 🙂

  2. Czytają stwierdzam, i cieszę się, że nie opuszcza Cie poczucie humoru i spokój w podejściu do tej normy 🙂
    Reszta – nie ważna. Ważne, by w miarę przywyknąć (ja akurat miałam z tym problemy) i nie dać się zwariować i z patelnią, i co do reszty życzliwych 😉
    Pozdrawiam gorąco 🙂

    • Ja też miałam problemy z przywyknięciem, ale wydaje mi się, że tylko dzięki temu, że poczucie humoru jest – nie kłócimy się z Igrekiem. I jakoś dajemy radę 😀

  3. Taaaa urlop macierzyński…Ktoś miał chujowe poczucie humoru,pewnie facet 😉 A tak przy okazji – wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Matki 😀

  4. Przeczytałam z nostalgią. Mam już ten okres dawno za sobą ale wspominam go często. Dobrze że tak szybko minął. Nie martw się, człowiek to taka istota że do wszystkiego może się przyzwyczaić. Trzymaj się i wykorzystuj innych do pomocy przy Juniorzy. Pozdrawiam

  5. 🙂 Jesteś 🙂 A już się zaczynałam martwić. Ale widzę, że wszystko w normie. Tak, niestety, to jest norma 🙂 W końcu wyczaisz, kiedy możesz coś na patelnie wrzucić bez strat. Iksinka a chustę masz? Obie ręce wtedy wolne 🙂 Za moich czasów nie było, ale ostatnio widziałam na mieście. Laska sobie chodziła, oglądała coś w sklepie a dzieciak taki zamotany, “dociśnięty” do niej. Zastanawiałam się czy mu tak wygodnie, dopóki nie podeszłam. Spał a jego twarzyczka wciśnięta w biust wyrażała tylko szczęście. To musiał być chłopczyk 🙂 Albo nosidełko. Też wolne ręce. Tylko pamiętaj, że jak będziesz coś robiła w jednym miejscu (gary, prasowanie) to pod jedną stopę malutki stołeczek albo nawet duży garnek do góry dnem postaw. Kręgosłup wtedy nie nawala. Tak, wiem, że lubisz dobre rady 🙂 A workiem ze śmieciami musisz wieczorem zablokować drzwi wejściowe. Wtedy Igrek rano wyniesie.

    • Jak zablokuję workiem drzwi to rano śmieci będą na całym przedpokoju – sama wiesz, Uszaty 😀

      Co do tego, że to jest norma to już chyba przyswoiłam ten fakt. Chusta niestety nie jest moim przyjacielem, ale myślę nad nosidełkiem. Choć na myślenie też czasu nie mam 😀

  6. Witaj. 🙂 jeszcze trochę potrwają te Twoje prywatne Seszele, ale tu nikt się na Ciebie nie obraża, a już nie powinna osoba, która odchowała małe jazgoty. Jedynie, co czekamy, jak kania dżdżu, na Twoje nowe wpisy. 🙂

  7. Kochana,nic się nie przejmuj 😀
    Dopóki nie spalisz kuchni,nie zatopisz łazienki,nie wyrzucisz psa oknem-żeby miał szybciej na spacerek-jest O.K 😀

    • kochana,
      Z okazji Dnia Matki,który w tym roku jest pierwszy raz Twoim Świętem

      Dużo zdrówka,całe pokłady miłości-nie tylko do dziecia ale i ojca jego
      Tone cierpliwości i dożywotni zapas melisy i farby do włosów

      życzę Ci ogromnie :**********************************************

  8. łojezuśku, toż to dniówka moja opisana 😀
    tyle, że na dobijanie fauny w kuchni już mi rąk nie starcza. Jesteś o tyle do przodu! pozdrawiamy, ja i krzykacz, aktualnie lulany przez łojca. z nim to kurna może przez godzinę program o hitlerowcach oglądać i wydać z siebie jedynie “oooo”, a żeby matce dał pół godziny dziennie na życie to nieee, bo po co…

  9. Taaaa….skąd ja to PAMIĘTAM…. A słyszysz już komentarze w stylu “TOBIE TO DOBRZE NIC NIE ROBISZ” “CO TY ROBISZ W DOMU CAŁY DZIEŃ” “NIE NUDZISZ SIĘ?” “JAK MOŻNA SIEDZIEĆ W DOMU” “NIKT PRZY ZDROWYCH ZMYSŁACH Z WŁASNEJ WOLI NIE REZYGNUJE Z PRACY ZAWODOWEJ” i moje ulubione “TOBIE TO DOBRZE ŻE NIE MUSISZ NIC ROBIĆ”

          • No Tobie raczej argumentów też nie braknie 🙂 Wyobraź sobie miny znajomych kiedy odpowiadam

            NIE NUDZISZ SIĘ W DOMU??” (-Inteligentni ludzie się nie nudzą”) albo „CO TY ROBISZ CAŁY DZIEŃ?” (Leżę i pachnę) albo kolejne, moje ulubione „TOBIE TO DOBRZE, NIE MUSISZ IŚĆ JUTRO DO PRACY…”(To się zwolnij tez nie będziesz musiała iść)

          • Pewnie urażone miny, jak zawsze jak człowiek zripostuje 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *