Matka Torpeda
Matka Torpeda

Rodzicielskie prawo Murphy’ego.

Murphy czyli wiecie… kanapka spada masłem do dołu, kolejka zawsze szybsza w drugiej kasie i cała ta reszta. Ostatnio zaobserwowałam inne prawo:

I. Dziecko obudzi się zawsze gdy:

– Siedzisz na porcelanie i skupiasz się nad jedynką lub dwójką. Kiedy jesteś w trakcie bądź momencie kulminacyjnym masz jak w BANKU, że z łóżeczka dobiegnie odgłos płaczu. Dzieci mają radar, taki na siku.

– Zaczynasz coś jeść. Poważnie, mój syn w momencie kiedy ja zasiadam do jedzenia zawsze zaczyna swoje arie. Im bardziej ja gryzę kanapkę tym bardziej on trenuje swoje struny głosowe. Przestanę jeść – on przestaje płakać. To niby jest śmieszne, ale jak się człowiek tak zastanowi – to do śmiechu nie jest. Weź i chodź głodnym cały dzień.

– Się szturchasz. Tu full depilacja, racice gładkie jak pupcia Juniora, tu ciałko wybalsamowane, szpitalna koszula poszła w kąt. Zalegasz w łożu, szturchasz nie-męża, że może by coś tego albo tamtego, że jakby co to Ty chętna, że dziś ładna pogoda, że może by tak coś? Nie-mąż, że jasne, że pewnie, że chętnie się poszturcha i tutaj następuje szturchanie wstępne gdzie Ty rozkręcasz się do granic możliwości, a równocześnie z Tobą do granic możliwości rozkręca się dziecko. Że “łeee”, że “łaaaa”. Ewidentnie chce być jedynakiem.

II. Dziecko zrobi kupę zawsze gdy:

– Akurat wychodzisz. Jesteś umówiona na spacer, spotkanie, imprezę rodzinną, do lekarza. ZA KAŻDYM RAZEM kiedy JUŻ wychodzę moje dziecko czerwienieje, skupia się, wydaje jęki i stęki po czym dom wypełnia dźwięk tzw. “Rometa” – powszechnie zwanego giga pierdem kończącym się kupą. Ja wiem, że XXI wiek, że pampersy, że wygoda. I tutaj pojawia się gwiazdka, aneks o którym nikt nie wspominał. Dzieci, tak, nawet te małe, słodziutkie z pupą jak orzeszek potrafią OBSRAĆ – nie zrobić kupę – OBSRAĆ się po pachy. Śmierdzi dziecko, śmierdzisz Ty, śmierdzi mieszkanie, śmierdzą jego ubranka, a on leży i się cieszy wymachując nogami, a przy okazji brudząc sobie stopy. Kupskiem oczywiście.

– Jesteś w gościach. To nic, że zrobił kupę przed wyjściem, no i co z tego? Towarzystwo takie fajne, takie “ą” “ę” bo rodzina ze STOLYCY przyjechała (STOLYCĘ kocham, żeby nie było). Tutaj, że słodziutki, że do taty podobny, a tak słodziutko brew unosi. Dziecko oczywiście na imprezkę wypachnione, wyczyszczone. Ciocia ze STOLYCY z fioletową trwałą ondulacją na głowie “cmoka” w stronę Syna, Syn spogląda na mocny fiolet. Czerwienieje, marszczy czoło i uaktywnia się dźwięk odpalanego Rometa. Poszło kupsko. Ciocia ze Stolycy mówi, że się zdarza, ale szybko się odsuwa. Nagle wszyscy zgodnie twierdzą, że czas wyjść na papierosa.

– Jesteś u lekarza. Już w poczekalni myślisz o tym, że on dzisiaj nie robił KUPY. Nie było rometa, nie było niespodzianki w pampersie. Pocisz się bo znając poczucie humoru Twojego dziecka on zrobi to u lekarza. A może nie? A może dziś oszczędzi matkę? Lekarka w kitlu białym jak śnieg, bada to tu, a to tam. Co chwilę dźwięk gazów – jak to Pani doktor ładnie mówi, ale każdy kto dziecko posiada to wie, że są to BONCURSKA jak u chłopa w wieku lat 40+. Kupy nie zrobił, oszczędził matkę. Ale kto powiedział, że Pani doktor nie można obsikać? No kto? No nikt.

III. Dziecko jest grzeczne zawsze gdy:

– Ty, po nieprzespanej nocy chcesz się wyżalić koleżance/matce/babce/teściowej o tym jak bardzo daje Ci w kość. Że marudzi sam nie wie o co, że spać nie chce, że to, tamto, sramto i owamto. Rozmówczyni spogląda na Twoje śpiące jak anioł dziecko. Nie jęknie nawet, nie stęknie nawet, śpi jak zabity z rączkami u góry – wywołując zachwyt u każdego.

– Daje Ci w kość od 6 rano do 15-stej. Zmierzłe dziecko nie wiadomo od czego, Ty marzysz żeby usiąść choć na chwilę. Marzysz o SEKUNDZIE ciszy. Wraca ojciec z pracy, zostawiasz dziecko, jedziesz na zakupy i słyszysz: “Ja nie wiem co Ty narzekasz, przecież on grzecznie sobie siedzi, zdrzemnie się i pogęga”. Z uśmiechem stwierdzasz, że następny Twój wypad będzie do sklepu z bronią i przy kolejnej okazji strzelisz sobie w łeb.

Wszystko ma po ojcu. Buzię, oczy, usta, miny. Cały ojciec, skóra zdjęta – próbowałam się oszukać, że nie, że trochę do mnie, ale cóż… trzeba przyznać, że się Igrek syna nie wyprze. Jedno wiem na pewno: poczucie humoru to ma po matce.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

31 Responses

  1. Z opowieści mojej mamy:
    byłam uroczym,łysym jak kolano, tłuściutkim dzieckiem.miałam ok.8m-cy. i wg. mamusi nic mnie tak nie zajmowało jak darcie gazety. Po tym odkryciu mamusia coś mogła, gotowała, namaczała, jakieś pół godzinki…
    czymś się zajęła, zeszło więcej czasu, ona leci, w wyobraźni,że się nażarłam tej gazety i może się zadławiłam…a ja, to łyse dziecko, siedzę w tym drewnianym, szczebelkowym łóżeczku, szczęśliwa i zdrowa. W międzyczasie darcia gazet wysmarowałam każdy,KAŻDY, szczebel łóżeczka, siebie i to co mogłam sięgnąć największą kupą świata. Stała ta mamusia nade mną i płakała…
    Pamięta to do dziś, a jest już babcią.
    Wiwat wszystkie dzieci i ich kupy!!!
    pozdrawiam gorąco Juniora.

  2. Zima, ostra zima. “Młoda wychodzimy, może łazienkę zaliczysz?” “Nie, nie chce mi się”. Nie wierzę, sadzam, czekam, nic. Rajtuzki, bluza, spodenki, kombinezon, buciki, rękawiczki na sznurkach, szaliczek, czapeczka. Teraz wyścig z czasem, żeby się nie spociła: kurtka, buty, czapka, szalik, rękawiczki. Wychodzimy, wychodzimy z bramy. Chłodem zawiało. “mamo siku chcę”. Nosz, k… wracamy. Rozpakowuję siebie, rozpakowuję ją. Sadzam. 3 krople i od nowa, rajtuzki, bluza… Czasem mnie ktoś pytał, dlaczego ubieram dziecko w za duże ciuchy. BO SZYBCIEJ WCHODZĄ I SCHODZĄ! A propos nocnika. Różowa foka z wielkimi oczami i z z pozytywką od chrzestnej. Przecudna. Młoda siadła, zamyśliła się, foka zagrała melodię. Szlag jasny mnie trafił, bo młoda była szybsza, żeby zobaczyć, co tak ładnie gra. Do wyposażenia matki należy dodać długie szczypce, żeby dziecko z odległości metra chwycić i przetransportować bezpiecznie do wanny.

  3. “Ewidentnie chce być jedynakiem” 😀
    Ej, nie pleć bzdur, bo do Ciebie też jest podobny! No nie tak bardzo, jak do Igreka, ale trochę Iksiny też w sobie ma 😉 Bo fakt, poczucie humoru to na pewno po Tobie 😀

  4. Mój Dziecek miał zsynchronizowaną swoją paszczę z moją – podobnie jak u Ciebie – ja otwierałam dzioba żeby ugryźć kęs a ten zaczynał wrzeszczeć 🙂 One wszystkie tak mają ?? Już wiem dlaczego wtedy ważyłam 48 kg

  5. Hej, u mnie w pracy są dziewczyny po wychowawczym… jem dzisiaj sobie śniadanie, bułka z ziarnami , a te Zaczynają nawijać o kupie…(bułka jest brązowa) a że jeden ma ciemna drugi taka jak bułka MOJA…. myślę dobra, dam radę, zjem….. ale kur. .a jedna do drugiej mówi pół szeptem pół dupa -a wiesz że mój to ZADNYCH ziaren i orzechów nie trawi?!… mhmmmm… dieta cud…. niech żyje dzień kupy:);p

    • Współczuję Ci, serio. Wiem sama jak mnie to irytowało jak w robocie nawalały o kupskach konsystencji twarożku, a ja właśnie jadłam twarożek z pomidorem. Serio, wiem co czujesz 😛

  6. Hahahaha! Płaczę! Ze wszystkim się zgadzam, wszystko przeżyłam. Jeszcze jedna rzecz. Wymiotowanie/ulewanie. Zawsze, ale to zawsze jak wystroiłam Dżona w coś ładnego bo święto czy inna dżampreza to wymiotował albo w drodze albo mu się ulało. Czekam tylko jak zacznie dobrze popylać aby moć tak samo powiedzieć o wyjściu “w kościołowych” ciuchach i jego upadnięciu w kałużę bądź w psią kupkę. Po prostu tego wyczekuję! 😛

  7. Eee czytalam trzy razy..przeczytam czwarty raz.. Nie wiem przy ktorym razie najglosniej sie smialam 😀 a ja jestem nie matka nie zona moze dlatego leze i kwicze:-P

  8. WSZYSTKO! Wszystko to u mnie się sprawdzało, znaczy się, u syna. O dziwo, córka nie miała takich fanaberii (miała inne, ale to osobna historia). A co do podobieństwa – gdy po cesarce położna przyniosła mi dziecko na salę, rozległo się soczyste “K*a MAĆ, Marcin!” – wyobraź sobie, że nawet włosy miał ułożone tak, jak w tamtym czasie miał mąż. Jakim cudem – nie pytaj. Tylko położna stwierdziła, że pracując kilkanaście lat na poporodowym, nie widziała jeszcze dziecka, tak bardzo podobnego do ojca.

  9. U mnie to zawsze było tak,że jak gdzieś wychodziłam i w biegu zapomniałam uzupełnić wyjściowy zapas pieluch to na bank się przesikali albo zasrali.Jak wymienne miałam to ani kropli nie puścili.
    To samo z ciuchami-miałam na przebranie-czyści; nie zabrałam-lepiej nie wspominać.

    • A to to miałam ostatnio! Nie zabrałam ciuchów na przebranie, a ten jak pojechał po bandzie to aż pod pachy mu podeszło ;P

      • Poczekaj jak zaczną się soczki,deserki,ciasteczka,bananki,lody 😀
        Sobie nawet nie wyobrażasz jak bardzo dziecko potrafi się wysmarować małym serkiem 😀
        I tak jak przeczytałam kiedyś na jednym blogu–przy małym dziecku słowo “puste”nabiera nowego znaczenia 😀

          • Nie 😀 😀
            Powtarzając za autorką tego stwierdzenia
            “puste to taki pojemnik ,z którego żadną miarą nie da się już napić
            za to bez najmniejszego problemu nadal można się z niego oblać” (cyt.za autorką bloga “swiatlosekunda”)

            I to jest najprawdziwsza prawda 😀

  10. Uśmiałam się niesamowicie, ale przyklasnę Ci ręką, nogą i czym tam jeszcze się da…. – wypisz-wymaluj moje dwa Szoguny. Jedynie stwierdzę, że pomimo skończonych 2 i 4 lat – wcale, ale to WCALE nie przestało to wszystko obowiązywać, a doszedł jedynie jeden “MALEŃKI”element – “ależ babci/ciociu/….siedziałem i czekałem, i czekałem taki piękny i elegancki i cały czas chciałem do ciebie, a mama tylko krzyczy,biega i nie umie się ubrać…” (i wtedy nie wiesz, czy umordować na miejscu czy odczekać aż ci przejdzie…)
    Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *