Matka Torpeda
Matka Torpeda

My cyganie, co mieszkamy w kawalerce

To, że my całe życie po swojemu i wbrew rodzinie to już nudne. Nawet mnie nudzi to wysłuchiwanie “byście o legalizacji pomyśleli”, “o mieszkaniu większym” – rzygam watą cukrową z owocami akai jak to słyszę. Masłem shea też już umiem rzygać.

Urywając się z domowej dżungli na mega ekscytującą wyprawę do Biedronki, a potem do piekarni – fuck yeah, tyle wygrać – szykuję się jak na spotkanie z prezydentem. Po drodze spotykam Ją, którą wielbię od dziecka. I pyta czy jakaś kawa na szybko, czy by mogła zobaczyć jak mały.

Mówię, że jasne, ale czekolady nie kupuj bo on jeszcze nie je. On na mleku. Serio, na samym mleku, odłóż czekoladę. Po drodze mijamy stada młodzieży odstawionych jak wu-eski na przegląd. Tanie piwa w rękach, śmiech i czekanie na autobus, którym pojadą bez biletu w stronę diskotrzasków, a po drodze będą się modlić żeby kobucha nie było bo Matka za mandat zabije. Pierwotnie, pieniądze za które większość kupiła tani browar były na bilet. Jak zawsze, historia zatacza koło.

Hyc, hyc: kilka kroków dalej kolejne stadko: starsze, mój rocznik. Stoją wyżelowani, napakowani w swoich BEEMKACH czekając na ostatniego Dżonego z ich paczki. Są dojrzalsi, wiadomo – w końcu jadą BEEMKĄ, a nie jakimś tam autobusem. Wyruszają na łowy biednych sarenek czy innych loszek, które wpadną w ich sidła i raczej nie spędzą z nimi romantycznego wieczoru przy świecach.

Przecież w końcu jest pijątek, pijąteczek, pijątunio, ale nie dla mnie. Dla mnie to kolejny dzień tygodnia.

Wchodzimy na piętro, zapraszam Ją do środka – mówię, że sorry, że bałagan, ale wiesz trochę nam przybyło. Powodzi się. Luksus wypływa nam z szaf w postaci zabawek, pierdyliona grających miśków i kolejnego pierdyliona nie grających miśków. “Przecież miałaś nie kupować” – mówi Ona.

Wszyscy przychodzą i rzucają standardowym tekstem: “bo nie wiedzieliśmy co kupić” i przekazują w nasze ręce grającego słonia, drudzy grającego smoka. Trzecia tura to miś koloru białego, czwarta miś koloru srakiego w okularach, kolejny też koloru srakiego, ale bez okularów. Znalazł się również tasior koloru LAZUROWEGO z pomarańczowym ogonem. Jest też miś w kolorze jeloł bahama. Weź i poupychaj to dziadostwo gdzieś.

Młody grającego słonia się boi, a słoń wygląda na drogi prezent więc Matka ma radochę skoro dziecko nie ma. Siedzę i wygrywam melodyjki na jego trąbie. Leżaczek na środku naszego salonu, w leżaczku kocyk i pielucha tetrowa. Pałąk zabawek dynda wesoło wygrywając do znudzenia tę samą – pierdoloną – melodyjkę, która kiedyś wydawała mi się słodka. Teraz dostaję zrzygu jak słucham jej przez godzinę.

W naszym SALONIE również wózek bo na klatce nie zostawię.

– Chodź, chodź śmiało nic się nie przejmuj, jakiś kąt się znajdzie żebyś usiadła. Najwyżej usiądziesz w dużym pokoju, a nie w salonie.

No i co z tego, że salon to też duży pokój, sypialnia i pokój dziecięcy w jednym ?

Tajm na kąpiel dziecka więc do SALONU wjeżdża 524-ry graty więcej. To to tam pół biedy, byście widzieli jak my gdzieś jedziemy… Tabor normalnie.

Generalnie jak wchodzą do nas niespodziewani goście to brakuje nam tylko tabmurynów w dłoniach. Byśmy przynajmniej stwarzali pozory. I dywanów na barkach też brakuje, ewentualnie podrabianych perfum pod płaszczem.

Gdybyście gdzieś na swojej drodze spotkali dwójkę dorosłych ludzi z dzieckiem i psem, obładowanych torbami jakby właśnie rozkładali stoisko na bazarze Różyckiego to MY. Z pewnością to MY. Po prostu właśnie gdzieś się wybieramy i zebraliśmy pół chaty do torby. A jakbyśmy stali gdzieś na ulicy i walili w tamburyny rzućcie nam proszę pieniążka.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

48 Responses

  1. Nie narzekaj, nie narzekaj…. – jak będziesz się pakować na wakacje to wtedy zobaczysz, i nie ważne, czy pół roku, czy lat kilka ma dziecię – potrzebny jest autobus….i wtedy Ty z Mężczyzną swego życia zmieścisz się w torebkę, którą upchniesz na stertę zabraną dla swej Pociechy 🙂
    Pozdrawiam 🙂

    • No właśnie po tym jak gdzieś jedziemy z Młodym na cały dzień to nie wyobrażam sobie wakacji. Ja wynajmę auto do przeprowadzek albo poproszę Igreka żeby tirem z pracy przyjechał i na wakacje go wypożyczył – może wtedy, EWENTUALNIE się pomieścimy 😀

    • A także po to aby się już nigdy nie nudzić. Kiedyś to podobno się robiło bo pilotów od telewizorów nie było i nie miał kto kanałów zmieniać :DD

  2. Oj Iksina musze podrukowac Twoje wpisy i dac mojej mamie… Niedlugo nasza Juniorka przyjdzie na swiat, mieszkamy w 3 pokojowym mieszkaniu…a mamam… Ze mamy maly miejsca…ze lazienk taka malutka…ze nawet nie bedzie gdzie malenstw wykapac…jak to w salonie na stole??? A wozek gdzie schowax??? Ech to wasze mieszkanie za szybko je kupilscie…trzeba bylo wieksze szukac przestronniejsze… No szlak trafia czlowieka!!! Czy zeby byc szczesliwym trzeba domku z garazem, ogrodem i dwoma piwnicami???? Najwazniejsze ze Wam jest dobrze, ze jestescie szczesliwi, ze sie kochacie 🙂 umiecie sie z tego smiac i oby tak dalej!! Nie ma co przejmowac sie gadaniem, kazdy zawsze bedzie mial cos do powiedzenia…a czemu?? Bo Wam zazdrosci!!! A rodzice…oni chcieliby dla nas jak najlepiej… Ale moze w koncu niech zrozumieja ze mamy juz swoje rodziny… Moja mama mowi przujedz do nas bo tak siedzisz sama w domu…urodzisz wezmiesz mala i u nas zamieszkass,my Ci pomozemy… A ja…mamo pamietasz ze jest jeszcze moj maz??..ze ja mam kogos??…ze dziecko ma tate…?? Echhh….

    • Kochana, a myślisz, że my słyszymy coś innego niż Ty? Całe życie nad uchem nam lata “oj, za szybko ten samochód wybraliście” , “oj można się było zastanowic nad mieszkaniem, a nie tak hop siup” i tak w kółko. Jedyna złota rada, którą mogę Ci sprzedać: jednym uchem wpuszczaj, drugim wypuszczaj – to działa. Najważniejsze jest to, co WY chcecie, a nie reszta. Wiadomo, że rodzina nie chce źle, ale jak widać na naszym przykładzie można mieszkać w kawalerce i jeszcze mieć masę miejsca – wszystko to kwestia organizacji 🙂

      Buziaki :*

      • Moja siorka mieszkała 5 lat w kawalerce (w tym przez 2 ostatnie lata z 2 dzieci – DWÓJKĄ!!!) I powiem było ciasno. Ale za to jak się przeprowadzała do 3 pokoi to ja mam wrażenie że miała tego tyle że 3 pokoje (#!! ;] nadal mało i nie chce się rozciągnąć.
        Za to kawalerka… To jest jak tam magiczne pomieszczenie, że jak potrzeba to się wszystko zmieści. WSZSTKO!! :]

        Tak więc, dont worry. ;]

        • Wydaje mi się, że to jest właśnie dlatego, że człowiek KOMBINUJE. Po prostu uruchamia szósty zmysł upychania wszystkiego tak, żeby miało ręce i nogi. I o dziwo udaje się :DDD

  3. No tak, wszechobecne miśki. Spakuj do wora póki nowe, odwieź do szpitala na izbę przyjęć albo na pedriatrię /chirurgię dziecięcą jako pocieszacze dla dzieci. Podziękują. A srebrną łyżkę ktoś dał?? Moja młoda nie dostała, ale jak się pojawił problem z jedzeniem, dostała od eks teściowej jej ulubioną łyżkę z dzieciństwa. Łyżka ma jakieś min 70 lat. Mamy ją do tej pory. Chuda, “zlizana” maksymalnie, czarna taka, długa, wąska i głęboka. I magiczne: zjedz tylko 7-10 łyżek (to cały talerz zupy 🙂 A ten cały majdan, to tylko kwestia potrzeb. Tylko czyich??? Na tym etapie do zabawy wystarczy łyżka miodu na rączki i Uszaty 🙂 W kolejnych etapach zamiast tryliona grających zabawek polecam: garnuszek, łyżeczkę i kilo cukru, kilka garnków i drewnianą łopatkę, miskę z wodą i 1 kaczuszkę. Zaje.. są dwa garnuszki, ziarna fasoli i grochu, ale to wymaga interwencji laryngologa na nocnym dyżurze 🙂 Jak idziesz “w gości” spakuj tylko 2-3 pampersy, smoczek, mleko, butelkę, 1 pieluchę tetrową i sobie bluzkę na przebranie. Każdy w domu ma wodę, , mydło, ręczniki i mąkę ziemniaczaną 🙂 I gospodarz będzie się cieszył, że mógł się przydać w kryzysowej sytuacji 🙂

    • Dorota, ostatnio zastanawiałam się czy rzeczy po młodym zostawiać czy co z nimi zrobić. Szpitale… czemu ja o tym nie pomyślałam?

      • Ja miałam taki zbieg,że w połowie mojej ciąży zaciążyła koleżanka,też potomek męski więc co młodemu przestało wchodzić na 4 litery to prałam,pakowałam i podsyłałam jej.
        Przy młodej to mnie koleżanka znosiła torby ciuchów.
        Ja większość wydałam.Sobie zostawiłam tak z sentymentu jakieś 3-4 szt od jednego i drugiego. Jak będą się wynosić to dostaną na pamiątkę razem z albumiszczem ze zdjęciami od dnia pierwszego.
        Ciuszki,które zostawiłam to poprałam,poprasowałam i zapakowałam w worek próżniowy i wcisnęłam w kąt pawlacza 😀
        Pare śpiochów i kaftaników zaniosłam do szpitala na położnictwo,a koleżanka zawoziła do domu małego dziecka.
        A możesz też wystawić na oxl 😀

        • Też prawda, ale wiem, że pieluchy tetrowej w którą był zawinięty w szpitalu NIGDY nie sprzedam. Do końca życia będę trzymać. Taki sentyment mam… 😛

    • Jesteś czarownicą z Hogwartu i albo na miejscu machałaś różdżką wyczarowywując co potrzebne alba ta jedyna torba była bez dna 😀

  4. Rozczaruję Cię – nie jesteś odosobnionym przypadkiem . Torby, toboki, reklamóweczki, pakuneczki, siateczki, plecaki i torebeczki i objuczenie przy każdorazowym wyjściu z domu niczym pakowny wielbłąd to nieodzowny element w wychowaniu dzieciorka. Jeszcze niedawno w torebkach znajdywałam resoraki i gryzaki – dobrze że zużyte pampersy wyrzucałam na bieżąco (Dziecek studia kończy i jakieś 15 lat nie bawi się resorakami ) I przysięgam na wszystko co mi cenne w życiu, że po przeprowadzce do domu milion razy zastanawiałam się jakim (….) sposobem upchaliśmy tyle zgrachów na 40 m2 ?? Zaśmieciłam całą 200m2 chałupę wypakowując to co zgromadziłam w mieszkaniu a przecież jeszcze przestrzeń do życia miałam.

  5. A Ty sobie tak nie przywłaszczaj cygańskiego epitetu :p Toż to każda matka przejść musiała – cygański etap 😀
    a tak serio – ja też to mam, serio serio – akurat ten jeden raz nie wzięłam ciuszków jadąc do teściowej, bo mi się zapomniało, a jak się skapnęłam, to nie chciało mi się zawracać… I co? No jak nic młody obsrany po pachy.. Dobrze , że ciepło było to szybkie pranko i doschły na lince…
    Ale kocham tego mojego małego obsrajtucha 😀 Co poradzić :*
    Buziaki dla Was i dużo, dużo cierpliwości – szczególnie przy piszcząco-grająco-szczekających zabawkach 😀
    ps. Przy młodej zrobiłam propagandę, że żadnych tego typu sobie nie życzę, mają wymyślać inne i się udało (tylko moja mama się nie słuchała). 🙂 Przy młodym chyba powtórzę ten zabieg 😀

    • No bo tak jest zawsze. Ze wszystkim! Weźmiesz – nie przyda się. Nie weźmiesz – potrzebne na gwałt 😀

      No ja też powiedziałam, że nie chcę. Zapytajcie co potrzebujemy, ale kogo to obchodzi? Kupią to, co potrzebuję i MISIA też.

  6. Tak, tak książka to jest to aleee obiecaj ze jak ją wydasz spotkasz sie ze mna na kawe i dasz autograf:-D noo i czekam na wpisy:-D 😀

      • Jak rozumiem mnie pytasz ? Zresztą napisałm odpowiedź ale nie wiem czy kliknęłam opublikuj,bo mnie dzisiaj kac męczy więc nie wiem… Ale tytuł Nie kocham swojego dziecka? miałby branie.Zresztą niekoniecznie to musi być książka o dziecku.Wierzę w Ciebie ;*

          • Kochana nie mów dwa razy 🙂 Szkoda że moja córcia nie może jeździć autobusem,bo bym dawno się wprosiła zwłaszcza że Junior to anioł przy ciociach 😉 No chyba że albo mi Go “podrzucisz” albo mieszkasz blisko mnie 😀

  7. A Twoje wpisy zawsze poprawiają mi humor choć miałabym dzień podły jak k….. A jeżeli chodzi o grające zabawki to chyba wymyślił je ktoś kto nie ma dzieci,słuchaj tego piasku,rynku i innych odgłosów cały dzień :'( Pa i trzymajcie się z całym majdanem 😉

    • Cieszę się niezmiernie, że poprawiam humor 🙂

      Tak! Na bank ktoś kto nie ma dzieci. Jak będę chciała komuś na złość zrobić to kupię dziecku gitarę 😀 ewentualnie gary 😀

  8. Kochana,dziś Cyganie mieszkają w mieszkaniach 😀 😀 😀
    Taaaa,też pamiętam te wyprawy,toż alpiniście na Mont Everest mniej zabierają ze sobą.
    Przy młodym skład wyglądał mniej więcej tak:termos z ciepłą wodą,butelka z mm w stanie sypkim razy dwa,butelka pusta,soczek ew.herbatka,pieluchy zapasowe razy 3,chusteczki zwykłe,mokre,pielucha tetrowa sucha,pielucha tetrowa mokra w woreczku,dwa komplety ciuchów do przebrania plus ciuchy dla mnie jakby szanowne dziecko raczyło mnie przyozdobić.Do tego grzechotka,miś,dinozaur,w czasie późniejszym zamiast mm dochodziły herbatniczki,biszkopciki,chrupeczki kukurydziane ,bananki,serki,łyżeczki.

    Przy młodej o tyle lżej że mm odpadło.Ale cała reszta bez zmian-soczki,herbatki,bananek,cukierek,batonik(ale musli,bo innych nie chce,żadne tam księżniczki kokosowe,księcia oryginalne,grześki,jacki czy inne małgorzatki). Pieluch już wozić nie muszę za to jak najbardziej ciuchy,mokre chusteczki,dodatkowe skarpetki bo moja młodsza nagminnie je ściąga i wyrzuca.Potrafi nawet siedząc w wózku sklepowym ściągnąć buty i wypierniczyć skarpety.

    Ogólnie na bliższych trasach młoda zasuwa na własnych szczudłach,na takie dużo dalsze trasy targam jeszcze bolid i toto wszystko upycham pod wózkiem. Ale już ze łzami w oczach myślę o tym że trzeba fure sprzedać.I kupić wielbłąda bo nikt normalny tego na plecach nosić nie chce 😀

    • No to u mnie – mniej więcej ten sam skład. Daj spokój, ja się dziwie, że ja kiedyś miałam swoją malutką torebkę załadowaną po brzeg jak ja dziecka nie miałam. Teraz to mi by się walizka na kółkach na każde wyjście przydała, a i tak by brakło. A najlepsze jest to, że wszystko jest potrzebne. WSZYSTKO!
      A weź tu czegoś zapomnij… Ja na przykład ostatnio stwierdziłam, że nie biorę ubranek na przebranie bo po co ? dziś kupa była więc OK.

      Tak, młody się ojsroł po pachy, a ja bez ubranek 😀

  9. Twoje posty są takie wciągające…. ;D potrafią rozbawić, ale też wywołać ulgę, że ja jeszcze mam czas na przeżycie takich historii. Chyba, że coś się zdarzy, że sytuacja wymknie się spod kontroli… 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *