Matka Torpeda
Matka Torpeda

Naszły i nadejszły mnie przemyślenia. Takie, które pojawiają się zawsze raz w miesiącu. W konkretnym dniu miesiąca. Zaczęłam zastanawiać się nad związkiem moim i łojczyska.

Niestety, przykro mi to stwierdzić, ale nasz związek nie ma sensu. Nie, że się wypaliło. Nie, że się popsuło. Nie, że kryzys. Po prostu zaczęłam bawić się w archeologa i grzebać w przeszłości. Powyciągałam kilka spraw na światło dzienne, przejrzałam, przemyślałam, wyliczyłam sinusy i cosinusy i okazało się, że nie da się już nic uratować.

Zabrakło w naszym związku podstawy, budulca tego, fundamentu. Najważniejszego, pierwszego, świeżego jak pomidory z targu. A co ja mogę jak tego nie ma? Nic nie mogę. Nie udźwignę, nie podniosę. Sprawy zaszły za daleko.
Tyle lat, tyle wspomnień, tyle wspólnie wypitych kaw. Owoc naszej grzesznej nie-małżeńskiej miłości rozmawia z zabawkami w łóżeczku, pies spogląda smutnymi oczami, bulgocze woda w czajniku, dywan dalej nie odkurzony – życie toczy się dalej. Rozpada się, rozpada się MUSK, rozpada się szuflada w łóżeczku – rozpada się związek.

Psycholog by powiedział: “Wypisz SE pani plusy i minusy” – nic nie będę wypisywać. Nic nie będę ratować. Jedynie mogę się cieszyć, że w porę się opamiętałam. W porę otworzyłam oczy i ściągnęłam różowe okulary z nosa. Są rzeczy, których się nie wybacza, no umówmy się.

Do tej pory nie wiem jak mogliśmy wytrzymać ze sobą tyle lat. Jak mogłam być taka głupia? Alzheimer? początkowe stadium?

Czy wy wiecie, że ta łajza, łojczyskiem zwana – NIGDY NIE ZAPYTAŁA MNIE CZY BĘDĘ Z NIM CHODZIĆ?!

Czyli by wychodziło na to, że my się dalej spotykamy. Randkujemy. A ja z facetem, który się zdecydować na “chodzenie” nie potrafi być nie będę! Co to, to nie.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

49 Responses

  1. Witam , ja rozumiem , że maleńkie dziecko , że brak czasu , ale proszę zrozumieć osobę uzależnioną od Pani bloga ja czekam , zaglądam z nadzieją , że nowy wpis ,nowe wieści , a tu nic i jak tu żyć . Czytam wszystkie wpisy rzadko komentuję , ale książkę też chętnie zakupię

  2. Iksina ja wiem że Dziecko, wakacje i facet….. Ale ja usycham już bez Twojego pisania. Proszę ogarnij się, bo mój mąż już głupio patrzy na mnie jak milion razy dziennie sprawdzam czy coś napisałaś:-( i podejrzenie patrzy na mnie.

  3. Kochana… Luby też mnie nigdy nie zapytał. On po prostu dnia pewnego, tego co to w nim od 6 lat rocznicę bycia razem obchodzimy, stwierdził, że “Przyjebie zaraz temu gościowi, co się pluje do mojej dziewczyny”. Nie zapytał, nie poprosił. A teraz po ptokach, jak zaobrączkowani 🙁

  4. O nie!!!! To przecież tak być nie może! 🙂 Bierz go w obroty! Niech zapyta w końcu! 🙂

    Rzadko tu ostatnio zaglądałam ale obiecuję poprawę. Nadrobię zaległości. 🙂
    Ale wiesz co….ten dywan!!! Swój przed chwilą odkurzyłam ale powiem Ci, że te rozkruszone biszkopty, te kawałki paluszków, te resztki niedojedzonego chleba… Czasem mnie to przerasta! 🙂 Dywan to złoooo! 🙂

  5. Z jednej strony przegiął, to fakt 🙂 Ale się bestia sprytnie urządził. A może nieśmiały?? To mógł chociaż na buta Ci nadepnąć i wbić cielęce ślepia w Twoje oblicze. Kiedyś, to też się liczyło 🙂 Tylko uważaj z tymi deklaracjami. Bo faktycznie chcesz, żeby on z Tobą chodził?? Niech się lepiej zadeklaruje, że nie będzie chodził, tylko grzecznie siedział. A najlepiej w domu, z Młodym, jak Ty będziesz chciała sobie wyjść. Czyli powinien Cie poprosić tradycyjnie o chodzenie, Ty zamień to od razu na siedzenie. Dopiero jak się zgodzi na siedzenie i się sprawdzi, możesz negocjować leżenie 🙂 O kinie, spacerze i kolacji już nie wspomnę…. Hahaha

  6. Hahahahahah, ale się uśmiałam 🙂
    A chwilę potem przyszła refleksja, że ja też nie usłyszałam nic o chodzeniu….słowem, nigdy…. – to epidemia???
    Pozdrawiam 🙂

  7. Witaj. 🙂 Czy, Ty chcesz doprowadzić starszą panią do zawału??? 🙂 Dobrze, że się wczytałam, bo byłabym padła. Pozdrawiam. 🙂

  8. Tyle czasu Cię nie było, to musiało coś się wydarzyć…piszesz pół żartem pół serio…znowu ktoś Ci namieszał.
    broń swego!!!!
    kilka wpisów wcześniej, już wiesz co robić, walcz o swoje szczęście.
    a Igrek może by się oświadczyny, a Ty go przyjmiesz, albo i nie…
    pozdrawiam ciepło…

  9. Iksina!!!!! kuuuurrrrrddddeeeee Kobieto!!!! Dzisiaj mam dość emocji a tu taki wpis…wrrrrrrrrr
    Ale pierwsza myśl – koniec bloga…
    Uduszę Igreka,że funduje takie jazdy 😉

  10. A wiesz, że mój też się nie zapytał? Kurna, 28 lat i nic! Dwoje dzieci dorosło, a on nic!
    On mi się chyba nawet nie oświadczył! Jakim cudem myśmy w końcu ten ślub wzięli, skoro nawet nie zapytał? – No to jak mnie wreszcie zapyta, to mu chyba powiem “NIE”

  11. No nie.
    Nie wiem czemu ale jakoś mi toto pod koniec zapachniało GPSem.
    Jak coś to wiesz,adresa masz,możesz skrobać :***

  12. no niii… co za chłop 😛 toż to Ty stanu wyjątkowo wolnego jesteś, matko swego syna 😀 czas poważnie porozmawiać, bo jak to takto 😛

  13. Ta kobieto weź nie gadaj głupot? Serio? Z Igrekiem kaput?! 🙁
    Ale jeśli to miałby być związek z przymusu to lepiej tak, niż kisić się i żreć na każdym kroku.

      • Czytam od roku i prawie za każdym razem czuję jak bym czytała dobrą książkę. Niby wszystkiego można się domyślić, niby oczywiste, człowiek przeżywa, martwi się, a na koniec powalasz czytelnika na łopatki hahaha. Co do Igreka masz racje ! Fundamenty to podstawa, a On niech się nie miga !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *