Matka Torpeda
Matka Torpeda

Faceci na porodówce.

Temat mężczyzn, którzy “rodzą wspólnie z żoną” wciąż żyje, wciąż jest tematem rozmów i wciąż jest aktualny. Nie wiem dlaczego, ale zawsze to Igrek jest oblegany ciągłymi pytaniami: “Jak było?!”. Nie uważam jednak, że trzeba wywierać presję na swoim parterze, skoro on tego nie chce. Jeśli ktoś nie czuje się psychicznie czy emocjonalnie gotowy, to lepiej nie dokładać mu do pieca i potem żałować, że nie potrafił się zachować na sali porodowej. Żyjemy w XXI wieku i jesteśmy istotami myślącymi, więc taki mąż czy nie mąż, który jest sprawcą ciąż to akurat sam powinien doskonale wiedzieć czy chce być przy narodzinach dziecka czy nie.

Świetnie sytuację mężczyzny przy porodzie opisał Lew Starowicz, który twierdzi, że: większość Panów uczestniczących w porodach, czuje się później bardziej męskimi. Natomiast 10% Panów dostaje traumy, co wiąże się z niechęcią do partnerki bo pozostaje im w głowie obraz porodu, który kłóci się z ich zmysłem estetycznym.”


Na porodówkę zajechałam o 5 rano z bólami takimi, że już mi nawet “kurwać mać” pod nosem nie pomagało. Zgięta w pół, powłócząc nogami, przepraszam małżeństwo siedzące w poczekalni i wpycham się w Izbę przyjęć.  Leżąc na kozetce, podpięta pod KTG, widzę jak do środka zapraszane jest małżeństwo, mijane przeze mnie wcześniej. Nie dalej jak pół godziny później, wychodzę przebrana w stronę Igreka, który ma minę jakby go ktoś z krzyża zdjął.

– Jak tata rodzi z mamą to się przebiera i na górę zapraszamy – rzuca w stronę Igreka położna

– Państwa również zapraszam na górę – dodaje do małżeństwa, które siedzi obok.

Nagle mężczyzna zaczyna płakać jak dziecko. Szlocha, chowając twarz w dłoniach. Kobieta nieruchomo patrzy przed siebie, twarz nie wyraża kompletnie nic. Tam gdzie ja jadę po szczęście, tam oni jechali po żałobę…


Mężczyźni na porodówce. Typ pierwszy – książkowy: 

Krocząc po korytarzu w spoconych słonikach na mojej koszuli, co chwila mijam faceta, uśmiechniętego jakby właśnie wygrał w totka pół miliona. Z wyglądu przypominał mi Stue z “Kac Vegas” bo miał identycznie przyklejony uśmiech. Mijał mnie jakieś tysiąc razy na korytarzu, co chwila ciesząc się jak łysy do grzebienia.  W końcu przemówił: “Da Pani radę! Nawet sama! My już prawie kończymy! Jest super! Extra jest po prostu!!!” – zacisnął pięści ku górze i tyle go widziałam.

Robię kolejną rundę korytarzową. Chłop znów wyłazi po kawę:

– I jak tam? My już na końcówce! – rzuca z niezmordowanym uśmiechem od ucha do ucha

Działał mi na nerwy jak mało kto. Był uprzejmy, owszem. Problem w tym, że chyba nie wie w jakim momencie jest kobieta, która właśnie przechodzi kolejne pierdolnięcie pioruna, jakim jest skurcz. Ostatnie, na co miałam ochotę to miła pogawędka ze Stue, który dalej ma ten przyklejony uśmiech.

Żona owego Pana rodziła boks obok. Z jednej sali do boksu przenosili ją na rękach bo kobieta nie była już w stanie przejść na własnych nogach. Pamiętam dokładnie jak przeraził mnie widok bladej i mdlejącej rodzącej oraz uśmiechniętego Stue obok:

– 7 centymetrów. Dasz radę dziewczyno! Jesteś dzielna!Pamiętaj, siódmy minie to już jest końcówka, wtedy już masz metę na wyciągnięcie ręki! – krzyczy położna
– Wydaje mi się, że moja żona o tym wie. Czytaliśmy o tym w poradnikach ciążowych. A tak w ogóle Proszę Panią, przeglądam spis witamin jakie dziecko ma dostać po porodzie. Ja się tutaj na to nie zgadzam, ale to Pani przypomnę później. O 7 centymetrze czytaliśmy w książce, kochanie pamiętasz? Rób to, co radzili przy tym kryzysie? Pamiętasz? Mazakiem na żółto zaznaczałaś.

Za chwilę krzyk i wołanie o pomoc:

– Robimy nacięcie dziewczyno bo inaczej może być źle – spokojnym głosem mówi położna.
– Absolutnie. Nie zgadzam się żeby moja żona miała nacinane krocze. To w ogóle nie wchodzi w grę. Agnieszko, nacięcie to ostateczność. Absolutnie wybij to sobie z głowy. Pamiętasz co czytaliśmy? To nie jest koniecznością – rzuca poważnie

W tym momencie Igrek szturcha mnie w ramię, odwracam się w stronę jego twarzy, którą widziałam podwójnie:

– Ty to słyszysz? Ten chłop ma coś z deklem. Czemu nikt go nie wyprosi?

– Ja chcę znieczulenie błagam Was – dobiega głos z boksu obok
– Absolutnie! Proszę jej nic nie podawać ona jest w tym krytycznym momencie, w którym już bredzi. Żadnego znieczulenia, żadnych witamin i nacięcia. Ma być naturalnie. Tak sobie WYMARZYLIŚMY. Agnieszko, psujesz plan. Napisaliśmy plan porodu i tego się będziemy trzymać, jasne?

– Panie, idź Pan mi stąd. Tu jest porodówka. Kobiecie się pomaga jeśli sobie tego życzy, a Pan ma tutaj gówno do powiedzenia. I może mnie Pan zaskarżyć, może mnie Pan straszyć sądem MAM TO W DUPIE. Proszę albo stać cicho albo stąd wyjść. Jak Pan będzie rodził dziecko wtedy Pan sobie może decydować o kroczu i znieczuleniu. Proszę sobie poczytać o zaklinowaniu dziecka, niedotlenieniu mózgowym i całej reszcie, która dzieje się w momencie jak główka nie chce przejść. A teraz proszę mi zejść z oczu i wrócić jak już Pan będzie musiał urodzić dziecko – podsumowała położna.

Oczywiście żona zgodziła się na wszystko i dzięki temu, córka pojawiła się na świecie lada moment.


TYP POTULNY:

Kroczę korytarzem, a słonikom na piżamie pot już nawet z dupy leci. Z impetem otwierają się drzwi sali porodowej numer pięć:

– Jak Ja Ci kurwa jebnę! Ja Cię kurwa nienawidzę! To dziecko nigdy nie wyjdzie! No przecież zaraz ocipieje! – krzyczy blondyna, ze słonikami na piżamie
– Kochanie przepraszam, dasz radę. Jezu, kochanie przecież ja nie wiedziałem. Pomyśl, że jeszcze trochę i zobaczymy nasze dziecko. Skąd mogłem wiedzieć, że Ciebie tak to będzie boleć? – rzuca przerażony mąż, którego stereotypowo nazwałabym łysym dresem, jeśli mijałabym go na ulicy.

Facet postury szafy trzydrzwiowej, głowa polerowana cifem, twarz z kroniki policyjnej, a tu proszę. Zdziwienie. Opiekuńczy, czuły i na każde skinienie.

Nagle kobieta odbiera telefon:

– No halo mamo? Ani mnie kurwa nie denerwuj. Czekaj – aaaaaaaaaaaaaaaa kurwa!!!!!!!!!!!!!!! – nie, nic nie idzie do przodu, czekaj – aaaaaaaaaaaaaa kurwaaaaaaaaaaaaa! – no już.

– Madzia, dasz radę. Wiesz, że gdybym mógł wziąłbym ten ból na siebie, ale nie mogę. Słoneczko moje, Boże kochany, jak mam Ci pomóc? – rzuca, głaszcząc po głowie żonę

Jak to słyszałam to płakałam. Poważnie. Igreka nie było, ja dreptałam sama i umierałam z bólu., nie mogąc się doczekać aż w końcu moja łajza przyjdzie. Wzruszał mnie ten facet niesamowicie.

Kobieta należała do tych krzyczących (być może sprawiało jej to ulgę), a facet był oazą spokoju. Na oko, wydawało mi się, że gdyby mógł to by ten poród przejął na siebie.


Znam jeszcze jeden typ: Żartownisie.

– Jak już Pani tam szyje, to może jej jeszcze Pani te drugie wargi zaszyje, co? – rzuca Igrek do lekarki, trzymając Młodego, który miał dopiero dziesięć minut życia.


Spodobał się wpis? Czekam więc na Twoją reakcję. Możesz go skomentować, polubić lub udostępnić o tutaj👉Matka Torpeda 

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
PREVIOUS POST Koniec.

14 Responses

  1. Nie spodziewałam się takiego zakończenia, ale jest ono genialne jak cała Wasza trójca <3 😀
    PS Kiedy kolejne spotkanie na szczycie dwóch patologicznych rodzin? 😛

  2. Wkońcu jestes!
    Ciekawa jestem do której grupy będzie zaliczał się mój mąż 🙂 Jeszcze 2 i pół tygodnia (teoretycznie) i się dowiemy 😉

  3. Jak to pozory potrafią mylić 😉 No żartowniś to pojechał po bandzie 😀 I brawa dla położnej,taki mąrala się znalazł…

  4. Hahahahahahahahahhahaha,ostatnie najlepsze 😀
    A tak na pół serio-jak facet coś tam bełkota bez sensu to zawsze można powiedzieć”on nie rodził-on się nie zna.Pieprzy bez sensu jak zupę mleczną”.
    A co jak wkurza teściowa? Wszak baba,też rodziła to powinna wiedzieć jak się człek wtedy czuje.
    Ja w szpitalu,czekam aż się potomstw zdecyduje na eksmisję a tu co chwila pika mi tel i es od teściowe ” No i jak tam? Jest już coś?Coś się dzieje?”Po dwóch dniach kazałam mężowi coś z tym zrobić bo już nawet nie miałam ochoty odpisywać do niej.
    Mąż opierniczył mamusię i ta tak się obraziła,że jak już dostała wiadomość że potomstwo oddycha naszym luftem to nie napisała ani słowa a dziecię zobaczyła ponad pół roku później.
    Zresztą obrażona jest po dziś dzień 😀

  5. nie wiem, czy będe w stanie robic notatki z porodówki, ale Twoje pokażę mężowi – żeby mi przypadkiem znieczulenia nie zabronił, czy coś 😉 słyszałam też o weterynarzu, który tak się przejął, że zaczął przejmowac kontrolę i tłumaczyć rodzącej żonie, że krowy robią to lepiej – więc go lekarz pogonił, tłumacząc, że żona to nie krowa i niech wróci, jak się ogarnie 🙂

  6. Litości!!! Iksina, jak można? Tyle czasu nic? My tu wszystkie czekamy, zaglądamy, kombinujemy co się dzieje…no, ale wróciłaś z tych wakacji…
    nie zostawiaj nas samych, bez Ciebie internet to bezdenna pustka.
    pozdrawiam ciepło 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *