Matka Torpeda
Matka Torpeda

Dzień zaczynam z moim 3-miesięcznym budzikiem o godzinie 6-tej. Czasami po kilku próbach negocjacji o 6:30. Ogrom atrakcji mam już od pierwszych minut. Młody mymla pieluchę tetrową, a pies mymla swoją gumową kość. Ja natomiast mymlam kubek z kawą.

Kawa jest niezbędna, ponieważ ładuje mój poziom baterii aż do 70%. Potrzebuję tych 70% po to aby mieć siłę przez kolejną godzinę śpiewać: “Głowa, ramiona, kolana pięty – kolana, pięty – kolana, pięty”. Dostaję w nagrodę bezzębny, obśliniony uśmiech. To jest jakieś kolejne 10% baterii. Tak jakoś do godziny 9-tej, jestem w stanie osiągnąć nawet 98%. Nie różnię się niczym innym od reszty Matek: od rana jestem perfekcyjnie uczesana, mam makijaż jakbym właśnie wylajzła od kosmetyczki. Codziennie, obowiązkowo nakładam na paznokcie świeży lakier i pół godziny zastanawiam się jaka bluzka pasuje do spodni. Potem już tylko wpuszczam Panią od sprzątania, Panią od gotowania i Pana, który masuje mi stopy. Nie, że mnie bolą – tak dla relaksu.

Jak o godzinie 11-stej spoglądam w lustro zawsze mam migotanie komór. Nie daj Bóg by jakiś listonosz zapukał, chłopa bym na sumieniu miała. Jako, że pół dnia snuję się po mieszkaniu w niezbyt ładnym opakowaniu – tak w południe staram się ogarnąć. Coś tam się oko podmaluje, z szczotką do włosów się pogodzę i nawet odświeżaczem o zapachu “tatrzańskiego potoku” się pod pachą psiknę. Potem prowadzę godzinną rozmowę na tematy “A guuuu” – POLECAM, lepsze niż rozmowy w toku.

Gdyby mi ktoś, kiedyś powiedział, że zmienię całe swoje życie pod małego człowieka – wyśmiałabym krztusząc się ze śmiechu. Jestem i zawsze byłam silną jednostką, której nie dało się podporządkować. No więc, srali muchy bydzie wiosna, bydzie trawa lepiej rosła – taka ze mnie silna jednostka.

Nasłuchałam się pierdolamentów, że macierzyństwo jest piękne. Że wiecie jednorożce z tęczą w gębie, a dookoła tona waty cukrowej. Ja nie wiem co te matki ćpają, ale ja też bym poprosiła. Zastanawia mnie, czemu większość kobiet tak lukruje codzienność? Po co? Komu, na co i dlaczego?

Przecież to jest tak ciężkie jak 160 na klatę przy ósmej serii. Od wkurwienia po żałowanie. Od wkurwienia po zachwyt. Od wkurwienia po miłość. I nikt mi nie wmówi, że jest inaczej.

Za mną ciężki tydzień, ciężki jak te 160 w ósmej serii. Ktoś tam, coś, że skok rozwojowy i dlatego mi się dziecko w szatana zamieniło. Już chciałam na widłach łajzę wynosić, ale Igrek zaprotestował, że się trochę napracował nad nim.

Drodzy Państwo, podkówka. Podkówka ewryłer and ewrytajm. Nie ma szans, że do kibla na szybko wyskoczę bo dzieć aż purpurowy. Nie ma szans, że ciepła kawa bo podkówka i łzy. Nie ma szans, że śniadanie bo ryczy jakbym go na grillu przypalała. I nie wiem, nie wiem dlaczego te reklamy są słodkie, dlaczego kobiety kolorują macierzyństwo, dlaczego nie powiedzą głośno: “Dziś było chujowo” – nie wiem.

Junior przechodzi coś, zwane skokiem rozwojowym. Protestuje kiedy w dzień odkładam do łóżeczka. Na początku myślałam, że oszalał, że mi go podmienili, a potem zaczęłam czytać. I drze się bez przerwy bo taki ma dzień. I drze się w leżaczku i drze się na łóżku i drze się co raz bardziej. I drze się ile fabryka dała. I drze się tak, że wiem iż płuca jego rozwinięte chyba bardziej od moich. I drze się tak kolejną godzinę.

A ja patrzę na obrazki na fejsbuczku innych matek: “Macierzyństwo, jedna z najpiękniejszych ról” – noooo kuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuurwaaaaaaaaaaaaaaaaaaa. Daj namiar na dilera.

W ciąży przeczytałam chyba wszystko o dzieciach, a jednak gdzieś umknęły mi “skoki rozwojowe”. Zrozumiałam z czym to się je, dopiero jak dowiedziałam się co to właściwie za etap. Cały mój czas przeorganizowałam dla Juniora i okazało się, że nie musi być tak źle. Jednak jest trochę człowieka w tym małym człowieku.

Cóż, musiałam się dostosować do wymagań Jaśnie Pana Niemowlaka. Więc przez godzinę chodzę po mieszkaniu i pokazuję fikusa w doniczce. Tłumaczę dlaczego pralka wiruje w prawą stronę, a nie lewą. Opowiadam jak przestałam lubić przez niego gołąbki i ile nocy nie przespałam przez jego kopniaki. Opowiadam też, że ten poród trochę bolał, ale za złe mu tego jednak nie mam. Tłumaczę związek przyczynowo-skutkowy włącznika światła, rozumiecie “pstryk – jest światło, pstryk – nie ma światła”. Przez kilka godzin, organizuję mu takie atrakcje żeby po prostu nie miał kiedy płakać.

Oczywiście, mogłabym w tym czasie coś zjeść, napisać, napić się kawy czy ewentualnie zrobić siku. Jestem niedostępna dla wszystkich, a dostępna tylko dla niego. Bo wiem, że ten czas, który jest teraz… On ucieknie bardzo szybko. A ten mały człowiek stanie się dorosłym człowiekiem, a ja będę żałować, że byłam zmierzła bo nie miałam czasu dla siebie. Wiem, że po czasie żałowałabym, że nie czerpałam tych chwil, kiedy te wielkie-małe oczy cieszą się na szeleszczący papierek.

Opadam z sił, jestem zmęczona i brak mi już pomysłów na zainteresowanie Juniora. Nagle, dotyka rączką mojej twarzy, patrzy w moje ślepia najgłębiej jak potrafi. Mam wrażenie, że rozumie więcej niż ja. Intensywnie wbija wzrok w moje oczy, a po chwili w górę unoszą się jego usta. Pokazuje dziąsła tak mocno, jak tylko umie. Mała główka opada na moją pierś, a małe rączki opadają na moje ramiona. Zasypia wtulony.

Bo tak serio to Macierzyństwo jest jednym wielkim eksperymentem. Możesz funkcjonować bez wystarczającej ilości snu i jedzenia, czerpiąc energię jedynie z adrenaliny i dziecięcego uśmiechu.

I wtedy rozumiem. Rozumiem sens tego wszystkiego. Sens zmęczenia, sens wkurwienia, sens radości i sens zachwytu. Rozumiem, co ćpają te matki.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

32 Responses

  1. “to nasz dzień, nasz dzień” – stęka chłop mój pod nosem, czytając wpis. nawet powiedział, że podejrzewać zaczął, czy to czasem ja po kryjomu notek nie smaruję, bo to aż niemożliwe, żeby wyglądało identycznie 😀 ale niii, to skrobie matka juniora na tym samym etapie co nasz szkodnik. i jestem pełna podziwu, że daje radę, bo te chwile wolności mogłaby przeznaczyć na walenie głową w ścianę z pytaniem “i po co nam to było? źle było w duecie z kudłatym, no źleee?” Na szczęście jest dzielną mamuśką i rozładowuje emocje wyżywając się twórczo, za co jesteśmy jej wdzięczni 😀
    skok rozwojowy – yeah, słowo-klucz… nic dodać, nic ująć 😛
    pozdrawiamy, my, rodzice i zadowolony z życia (zapewne chwilowo), śliniący się (teraz to już permanentnie) dzieć, kilka dni przed swoją trzymiesięcznicą… 😀

    • Walenie głową w ścianę i pytania były na samym początku 😛
      U nas również zadowolony, śliniący się NON STOP (w dodatku odkrył, że można robić “brrrrr” i tą śliną dzielić się ze starymi) 😛

  2. Sama się czasem zastanawiam co daja tym kobitom w reklamach, że tak się uśmiechają i wszystko wygląda kolorowo, łącznie z ciążą w ostatnich tygodniach. Nam zostało 1,5 tygodnia do rozwiązania, a Młoda uparta po matce, nie zamierza jeszcze wychodzić. Zastanawiam się jak to będzie jak juz przywitamy ją na tym świecie, czy da pospać, czy będzie grzeczna czy raczej rozdarta? No cóż, trzeba nam czekać aby się dowiedzieć 😉 Pozdrawiam Wasza czwórke 🙂 Wyczochraj Uszastego ode mnie 😀

    • Tego nie przewidzisz. Na ogół wyobrażamy sobie słodziutkiego bobaska, który ciągle śpi – nic bardziej mylnego. Ja miałam zderzenie z rzeczywistością, ale…. może u Ciebie będzie inaczej? :*

      TRZYMAM KCIUKI!

  3. Iksina myślałam że dostanę zawału jak mi się wyświetliło że blog nie istnieje :'( Kobieto nie rób tego więcej! A co do macierzyństwa to kobieta wszystko przeżyje i jeszcze jej mało, znajdzie
    sobie zajecie-faceta 😉

    • No niestety, myślałam, że blog.pl przekieruje was na nowy adres, a tu klops.

      A to też prawda, my kobiety wszystko bierzemy na klatę 😛

  4. Dziś o mało zawału nie dostałam jak mi wyskoczyło że blog nie istnieje dopiero z konta córki na fejsie się dogrzebałam że zmiana adresu. Dobrze że jesteś.

    • Kurczę, strasznie was przepraszam. Myślałam, że “blog.pl” automatycznie przekieruje was na nowy adres, a tutaj dupa blada. Więc poinformowałam na facebooku, ale domyśliłam się, że nie każdy facebooka ma. Nie mam jak poinformować większości czytelników, że blog istnieje i wcale nie został usunięty. Niestety ;/

  5. Takie rekalmy słodkich bobasków i pięknych ,usmiechniętych mamusiek są rzeczywiście wkurwiające.Co prawda u mnie nieprzespane noce zaczęły się kiedy córka poszła do przedszkola ale rozumiem ból, rozumiem.Zresztą teraz jest przejebane,po prostu…Ech…
    Czemu pralka wiruje w prawo a nie w lewo??? 😀

  6. Młoda właśnie molestuje tatę.Przyniosła mu książeczki do czytania a że stawiał opór to mu jedną przyłożyła.
    Musiałam wyjść z pokoju 😀 😀

  7. Jak mi pokażesz,gdzie Ci pisałam że to sam miód,cud,malinki i orzeszki to możesz mnie pod sąd dać 😀
    Wyrok przyjmę z radością i sama się odstawię pod więzienną bramę.
    Ostatnio żeby młodą rozładować to musiałam ją przeciągnąć do Oszołoma,potem do Casto,a wracając jeszcze do Cara.10m od domu odmówiła przebierania nogami.Padła spać o 19. Za to wstała o 6.
    Załamka.
    Dziób jej sie nie zamyka,i nie da się zbyć byle czym.Żadne tam “yhy”,”aha”.
    Momentami mam taki wkurw na wszystko że nawet pies mnie unika.
    Ale wtedy ten mały potwór przychodzi się przytulać,daje buziaczki ( takie rybie,buźka otwarta jak u świątecznego karpia i próbuje Cię dzieć wtedy zassać),patrzy w oczy i gada “maaaaaamaaaaaa” ,głaska po twarzy-wtedy się naprawdę ładują baterie i jest się w stanie przenosić góry.
    Tylko że od tego bardzo się człowiek uzależnia i kiedy dzieć jest starszy to człowiekowi łezki się kręcą że to już nie to,że coś się skończyło,minęło.
    I wtedy robi się kolejnego dziecia 😀 😀 😀

    • Dobra, byłaś drugim wyjątkiem, który nie kolorował macierzyństwa 😛

      “Tylko że od tego bardzo się człowiek uzależnia i kiedy dzieć jest starszy to człowiekowi łezki się kręcą że to już nie to,że coś się skończyło,minęło.
      I wtedy robi się kolejnego dziecia” <3

  8. Jesteś całkowicie rozgrzeszona z zamałej ilości wpisów, tak czy siak zaglądam kilka razy,czeka się a tu taki prezent!!!! Jesteś niesamowita!!
    Pozdrawiam z uśmiechem…

  9. Łapiemy muchy w paluchy
    kładziemy muchy na blachy
    lepimy z muchy racuchy
    i ubaw mamy po pachy…
    i tak 46797646799x dziennie ( z pokazywaniem na palcach jak łapiemy i jak kładziemy i jak lepimy……….+ śpiew)
    wspominam bo Młoda juz podrosła i na innym etapie jesteśmy 🙂 teraz sie bawie w dom i księżniczki pewnie dlatego ze sama jako dziecko wolalam motory i auta 🙂

  10. Wiesz co było moim dragiem przy pierwszym dziecku? Powrót do pracy. Praca i 7 miesięczne dziecko to był taki hardcore, że tęskniłam za czasami macierzyńskiego, kiedy to masz prawo nie ogarniać, chodzić w dresie czy piżamie, czas Cię nie goni. Do tego wiadomo – matka i jej skrajne emocje. Niby radość wyjścia z domu, ale i totalny smutek bez tego brzdąca. Hiper wyrzuty sumienia. Dobrze, że teraz macierzyński trwa rok, bo wtedy te pół roku to była jakaś masakra. Mając w pamięci to rozstanie teraz przy drugim dziecku staram się cieszyć każdą chwilą, bo doświadczyłam, że są one strasznie krótkie. Nie wiadomo kiedy ten czas mija.
    Ps. U nas też skok rozwojowy chyba, bo znów zaczął w nocy jeść. Dzień zaczyna 4-5. Koło 6 idzie spać ale wtedy lubi budzić się pierworodna 😉 Niedługo jedzie na wakacje z dziadkami to matka z jednym z deka odsapnie 😀 (Tak nie wyobrażałam sobie kiedyś tego, że bycie z jednym dzieckiem to odpoczynek ;))

  11. Co Ty pieprzysz-ja Ci częściej niż co drugi dzień mówiłam, że daje po dupie.
    A teraz z taką częstotliwością mówię, że daje po dupie lub coś sobie robi.
    I u mnie jeszcze poziom hard bo żadnego dotykania rączką i uśmiechów nie było!
    Odwiozłabym na reklamacje (wiesz jak to lubię robić) ale nam, Kuźwa, porodówkę+noworodki zamknęli:/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *