Matka Torpeda
Matka Torpeda

Zgaście mi proszę światło.

Mogłabym napisać, że zaczęło się niewinnie, że prozaicznie wręcz.

Dziecko nasze jedyne, umiłowane, wycałowane – po kąpieli i ostatnim posiłku, odpada. Low battery, mnie już dzisiaj nie ma. Nauczona rytuałem: kąpiel, karmienie, sen – mogę zaplanować sobie wieczór. A przynajmniej mogłam.
Ki czort, o 1-szej w nocy budzi się dziecko. JAG TO ja się pytam? Budziło się co godzinę Bóg jeden raczy wiedzieć czemu. W związku z tym rano kontaktowałam tyle co nic. Dzieć stał się płaczliwy, nie chce spać i jest zmierzły jak jego matka przed okresem. Obudzona z samego rana, czułam w moczu, że dzień będzie dla mnie na “NIE”. Czułam, że ten poniedziałek wypnie na mnie przysłowiowe, że tak brzydko nazwę – dupsko.

Syn stwierdził, że od 6 rano nie opłaca się spać. No w porządku, jestem w stanie zrozumieć. Niestety, o godzinie 14-stej dalej stwierdził, że drzemki nie mają sensu. Kto dzieci posiada ten wie, że od 6-tej do 14-stej NIE SPANIE oznacza terror. Ryk taki, że spokojnie słyszało nas sąsiednie miasto. I tutaj: I zasada niemowlaka: To, że chce mi się spać i ledwo widzę na oczy, wcale nie oznacza, że pójdę spać.

Z dzieckiem na ręku (no bo łóżeczko jest be, leżaczek też, łóżko matki również. Tylko ręce me okej) wstawiam biednego umarniętego kurczaka na patelnię. Olejem skraplam, przyprawami zasypuję. Z dzieckiem na ręku wciąż, wstawiam drugie pranie, które wychodzi mi z pralki w sposób bezczelny.

Dziecko zaczyna arię operową gorszą od tłuczonego szkła, pies leży pod drzwiami i piszczy z utęsknieniem wpatrując się w zamknięte drzwi. Niejaka 4-ro letnia FUNIA zamieszkująca drzwi numer piętnaście, piętro trzecie – przechodzi właśnie trudne dni przez co mój pies dostaje kurwicy, ze mną włącznie. Okresy menstruacyjne FUNI przyprawiają połowę sąsiadów, psich samców właścicieli, o wściekliznę. Próbowałam psu tłumaczyć, że chłopie nie da rady, ale na nic.

Pies więc dalej leży i piszczy, dziecko trenuje płuca, ja latam jakby mnie pszczoła w dupsko moje ugryzła. Lewa część mojej twarzy pulsuje tak jakby mi serce lokalizację zmieniło. Tak, to jest ten etap kiedy: “Ty zapomnij, że ja pójdę do dentysty” zamieniłam na: “Niech już będzie środa i mi zrobi porządek w tej paszczy bo mnie chuj jasny strzeli”

Zegarek pokazuje 11-stą więc do powrotu Igreka jeszcze trochę mnie czeka. Przewracam kurczaka, dziecku śpiewając: “Jadą jadą misie” co chwila rzucając “Zamknij już ten pysk Ty durny psie”. Przypomina mi się, że pranie. Twarz pulsuje strasznie. Myśli biegną jak dobry biegacz w maratonie:
“Boże, a co jak Lucyna powie, że będzie bolało?” , “Matko, ja mam w środę dentystę”, “Czemu Ty dziecko nie śpisz i ciągle jesteś niespokojny?”. Ból wierci dziurę we łbie, więc ładuję w siebie kolejny środek niszczący moją wątrobę. Chociaż z tym na chwilę spokój.

Dziecko zaczyna wrzeszczeć co raz bardziej, puka listonosz:
– Mandacik przyniosłem dla Pana Igreka
– Nikogo nie ma w domu – odrzekłam uprzejmie i zamknęłam drzwi. Gdyby choć raz jakieś PINIENDZE mi przyniósł, a nie wiecznie podwyżki i mandaty bo przekroczył.

Próbuję już chodzić z tym dzieckiem do tyłu i jednocześnie grać na tamburynie, ale to też mu nie pasuje. Odczytuję smsa: “Ja dziś będę później z pracy” – oczywiście w myślach przesłałam pracodawcy Igreka życzenia wszystkiego najlepszego i dużo zdrowia z okazji nadchodzących dni.

O godzinie 15-stej zaczynam srać po gaciach, że środa już niedługo. Z jednej strony doczekać się nie mogę bo ulga – z drugiej nadchodząca kupa ze strachu, wysyła maila do moich gaci, że spotkanie jest w spodniach. Próbowałam negocjować z dzieckiem, że ząb boli, że to masakra jest żuchwowa i litości człowiecze. Na nic.

Wchodzę do kuchni, a moim oczom ukazuje się kurczak. Surowy jak był tak jest dalej. Odpalam gaz, który nie pali. P-I-Ę-K-N-I-E! Tego mi dziś brakowało. Zero organizacji, nawet mycia zębów sobie dziś nie zorganizowałam, a w dodatku nie będę miała co żreć. Dopiero teraz czuję jak mój żołądek krzyczy, że nawet surowe jajko byłoby rarytasem.

Po godzinie walki, skapitulowałam i postanowiłam uśpić Juniora na rękach. Mymlając rytmicznie smoczek odpadł w krainę snów, śniąc o pampersie, który serio wchłania. Jezusie słodki, Matko wszystkich bolących zębów już 15-sta i hyc hyc Igreczek w drzwi zawita. Korzystając z okazji, żem oczywiście ZA DUŻO miała dziś czasu wolnego, stwierdzam, że muszę posprzątać w szafie. Bluzy, koszule, koszulki, marynarki, garsonki – to trzeba poprać dziadostwo.

Otwierają się drzwi, pojawia się Pan i Władca. Niestety, na dzień dobry informacja, że ajm soł sorry, ale butla gaz, nie ma obiadu przez to i te sprawy, gnaj do Castoramy po butlę. Sprawdzam czy krzykacz dalej w objęciach Morfeusza, a jakże. Rączki do góry, buzia aniołka – nic tylko zrobić zdjęcie i wysłać na konkurs “najgrzeczniejsze dziecko śląska”.

NIGDY w dzień nie chodzę na palcach jak Młody śpi. NIGDY. Normalnie trzaskam garnkami, mam włączone radio i całą resztę osprzętu. Dziś, niestety zmuszona byłam do absolutnej ciszy i ograniczenia dźwięków do minimum.

Gramoli się Igrek z butlą. “To ja zmienię” słyszę z kuchni.

JEB, JEB, JEB kluczem o butlę. CO DO CHUJA WACŁAWA?! Słyszę rozchodzący się brzdęk butli, słyszę rozpoczynający się wrzask z łóżeczka, słyszę moją nadchodzącą kurwicę macicy.

Dzień kiepski, pogoda kiepska, humor podły. Igrek zaległ na kanapie, oddając się swojemu hobby w stylu: “Przecież nie śpię”. Słyszę rytmiczne pochrapywanie wydobywające się z jego nozdrzy.

Karmię dziecia. Dzieć skończył jeść, mlaskając uroczo i tym samym zdobywając po raz enty serce matki, rozgląda się po pokoju. Spokój, cisza… Nagle moi drodzy państwo, z uroczej pupci gładziutkiej jak lustro wydobywa się mega, giga, soczysty pierd rozpoczynający arcydzieło w pampersie. W tym samym czasie Igrek zrywa się z kanapy jakby go ktoś kwasem oblał:

– Chrystusie jedyny co to było?!

Wystraszył się pierda. Mało tego, ten pierd go obudził. Dom wariatów z piszczącym psem pod drzwiami i bolącym zębem.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

22 Responses

  1. Oj Iksina, wiesz jak rozweselić 🙂 Uśmiałam się czytając tego posta 😀 Wiem, że dla Ciebie to mało śmieszne bycie niewysaną, z niewyspanym niemowlakiem i psem jojczącym pod drzwiami, ale Twój styl pisania po prostu rewelacja 🙂

  2. Znów słońce świeci!!!!
    jesteś, nie przepadłaś, żyjesz i to z kumulacją pełną samych,, radości,,.
    wiem że Ty wiesz, że będzie lepiej…

    • Nie miałam was jak poinformować. Zmieniłam adres bloga i powinno was przekierować na nowy, a widniała informacja, że “blog nie istnieje” 🙁
      Informowałam na fan page, ale wiem, że nie każdy ma konto na tym portalu.

  3. Czytając, po raz “ENTY” utwierdzam się w przekonaniu, dlaczego jestem tak strasznie na “NIE” na więcej Ludzi w wielkości “mini”. Tak, moje ciut odrośnięte tez potrafią mi dać w kość i mieć zły dzień, nawet razem (niestety najczęściej razem),ale to już ujdzie. Bo nawet tidu-didu-tidu-didu i cała litania żałości w języku kosmitów i płaczów jest już lepsza, bo do tego działa paluch wskazujący na przyczynę nieszczęścia.
    I że nie zagryzłaś wszystkich dookoła, a tym bardziej po powrocie z pracy Szacownego Mężczyzny – medal!
    Jak wrócisz dziś od zębologa i pełna dumy i werwy będziesz potrzebowała uznania za wytrzymałość daj znać, a wyślę zrobię i wyślę medal np. podobny jaki robię moim Szogunom za zasługi dla Ludzkości. Podobny, bo niestety wytrzymywanie bólów zęba a i w konsekwencji wizyty u zębologa, cierpliwość do otoczenia, walka w kuchni z pożywieniem i oczywiście znoszenie z cierpliwością zatoczonego rąbka kocyka i focha u Dzidziaka nie jest tak znamienite jak bycie najwspanialszym synkiem, poukładanie zabawek na półce i inne światowej wagi sprawy, ale po znajomości medal przyznamy 🙂
    Pozdrawiam 🙂

  4. Moje, wówczas dwutygodniowe, dziecko tak się przestraszyło swojego bąka puszczonego przez sen, że aż się skrzywil, jęknął i go wzdrygnęło 😀

  5. Osz w mordkę. Jakbym swój dzień dzisiaj widziała, ale bez udziału starego (no bo jak jest z dzieckiem kijowy dzień to jego nie ma). Z taką różnicą, że mój Dżon wściku dupy dostawał. Ani jeść, ani spać, bawić też nie. Płakaaaać! A ja ryczałam razem z nim. Serio! Drugi raz w życiu ryczałam razem z dzieckiem :/
    Rozumiem Cię doskonale i trzymam kciuki, żeby jutro było lepiej! :*

  6. Ostatnio bolała mnie głowa.Nie,nie bolała-ona normalnie się rozpadała,potem łączyła żeby z jeszcze większym hukiem się rozpierdolić.
    I błagam to młodsze,żeby się uciszyło,nie darło,nie latało,i psa żeby poszedł gdzieś do Afryki najlepiej i prosiłam starszego żeby się zamknął,i kierownika tego całego rozgardiasza żeby zabrał to towarzystwo w kosmos.Olali mnie wszyscy!!!
    Młody cały czas coś chciał”mamoooooooooo”,stary gonił młodą z wojennymi okrzykami,młoda z rozwartym otworem gębowym latała w panice po mieszkaniu,pies gonił oboje drąc mordę jak popieprzony.
    Głowa mi eksplodowała ale jak się wydarłam…….A teraz czekam na zemstę-niech no tylko który się pożali że go coś boli.
    A ja dentysty nadal szukam 😡 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *