Matka Torpeda
Matka Torpeda

Ojciec w natarciu.

Pamiętam jak zaczęłam spotykać się z łojczyskiem. Pamiętam do dziś jedną sytuację:

Wychodzę z łazienki, chcę pomalować paznokcie u nóg, o czym Igrek był poinformowany bo cały mój pierdolnik z lakierami i pilnikami leżał obok niego. Wchodzę, grzebię w pierdolniku. Przekopuje się przez 4586-ty lakier i szesnasty pilnik:

– Czego Ty szukasz? – pyta On.
– Separatora do stóp – odpowiadam.

Milczał, a w głowie NA BANK kołatała myśl “Co to kurwa jest separator?”:

– Dziwna jesteś – mówi On
– Bo?
– Żeby od psa zabawki w lakierach trzymać.

Taaaa, mój separator czyli gąbkowy “oddzielacz paznokci” właśnie żarł pies bo Igrek stwierdził, że to takie gąbkowe i kolorowe to pewnie zabawka od psa. Ostatecznie, palce oddzielałam zwiniętym w rulon ręcznikiem papierowym. Do dziś zamiast: “weź mi podaj separator” mówię: “Weź mi podaj zabawki od Uszatego”

Za każdym razem, za każdym KURWA razem, w każdy wieczór: “Chcesz bułkę?” pytam, a w odpowiedzi: “Nie, nie chcę. Nie jestem głodny”. Więc robię tylko sobie. Nakładasz te sery, szynki, pomidory, ogórki, szczypiorki. Syf i armagedon potem sprzątasz, blat przecierasz – chowasz wszystko i siadasz z talerzem:

– Daj gryza.

I weźmie Ci tę bułkę, “kęsa” upierdoli takiego, że jedynie zostaje dyndający plaster ogórka, a Ty z żołądkiem na wierzchu i mordem w oczach, ostatkiem sił mówisz: “Przecież pytałam czy chcesz!”
– A bo nie chciałem, ale jak już zrobiłaś taką dobrą to zjem.

Dnia wczorajszego, w końcu słonecznego, zebraliśmy tyłki, cały cygański majdan, psa z miską wody i wyruszyliśmy na spacer. Autem – no bo spacer po ładniejszym parku niż nasz tutejszy park. Oczywiście jak to z dzieckiem się człowiek wybiera – trylion rzeczy o których zapomnieć nie możesz.

Gotuję wrzątek i ładuję w osobny kubek mleko:
– Czemu zamiast odmierzyć równe łyżki żeby potem przesypać prosto z kubka w butelkę, to sobie utrudniasz? – pyta.
– Bo ja tak nie lubię. Wole przesypać więcej łyżek, a potem odmierzyć i sypać
– Ale to jest bez sensu
– Ja się nie pytam czy to ma sens i milcz na chwilę bo liczę.

I łazi nad uchem z dzieckiem na ręku i trajkocze, że bez sensu, że dodatkowa robota, że po co, a na co. A czy bierzemy krem, a po co, a na co, a dlaczego i łazi i ględzi i łazi i ględzi…

– Zamknij jape w końcu bo się skupić nie mogę!
– Ale co się denerwujesz?

W końcu pozbierani z całym cygańskim majdanem wyruszamy. W samochodzie grobowa cisza, jedynie radio przygrywa. W lusterku wstecznym posyłamy sobie oczami, stalowe miecze.

*

Środek parku, Młody kwęk. Drugi kwęk, trzeci i czwarty… głód Panie, głód! Ale spokojnie Matka na wszystko przygotowana. Wyciągam cały osprzęt, butelkę z ciepłą wodą, mleko, pieluchę, krople na kolki i….

– A Ty wzięłaś łyżeczkę do mleka, żeby nasypać? – pyta Igrek.

Zrobiłam się spocona, blada i zielona jednocześnie. Już wiedziałam, że nie wzięłam. Oczywiście Igrek i jego mądrości:

– Mówiłem odmierz równo! To by problemu nie było!
– Gdybyś mi nie pieprzył kocopołów nad uchem to bym się skupiła i wzięła łyżeczkę!
– No najlepiej moja wina, bo mówiłem odmierz, mówiłem!

Gdyby nie to, że dziecko z nami i ludzie dookoła to nie wiem co by się tam stało, ale z pewnością ktoś musiałby wpłacić kaucję żebym życia w kratkę nie oglądała.

– Bo nigdy się mnie nie posłuchasz! – reprymenda Igreka
– Taki jesteś mądry? Taki przewidywalny i nieomylny?! Obcinasz dzisiaj Młodemu paznokcie u stóp!

Pobladł. Tak moi drodzy, mądrość i nieomylność w ojcostwie faceta kończy się wtedy kiedy dziecku trzeba obciąć paznokcie. Ament.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

17 Responses

  1. Z opowieści mojej mamy:
    byłam mała, jeszcze nie chodząca, zostawiła mnie z tatą… Masz tu przygotowane i to i to tylko mężu podgrzej i podaj dziecku i w ogóle się nim zajmij.wracała ponoć galopem, bo coś tam się jej przedłużyło, już mnie widziała zapłakaną, zaniedbaną bo przecież ojciec nic nie potrafi. Otwiera po cichu drzwi i słyszy mój perlisty śmiech, tatuś mnie karmił, ale nie tym przygotowanym tyko sam upichcił zupkę dodatkowo memlając samodzielnie, bo były za duże kawałki. I ta miazga przeżuta przez mojego tatę była najlepszym daniem na świecie…
    w zupce było wszystko co tato znalazł: kawałki kiełbasy, ziemniaki,trochę jarzyn, wędzony boczek…
    Pozdrawiam gorąco

  2. Hm…. a ja uważam, że powinnaś dać się bardziej wykazać Mężczyźnie. Źle sypiesz mleko? – niech pokaże i sam nasypie, źle ugotowałaś wodę? – niech pokaże i ugotuje, za dużo rzeczy wzięłaś? – niech weźmie te co uważa a później stoczy walkę z sytuacją… tak jest najprościej i najzdrowiej. Fakt mój Mąż nie wtrącał się jak i co szykowałam, ale i sama doszłam do wniosku, ze tez niech się uczy i ja twierdząc, zę muszę jakoś ludziom na oczy się pokazać siedziałam w łazience robiąc makijaż, którego nie chciałam, a On pakował wszelkie manele. Nie twierdzę, ze w między czasie słysząc wszystkie odgłosy szlak mnie nie trafiał, ale trzeba zagryźć zęby dla dobra nauki. W końcu jak kiedyś uświadomiła mnie koleżanka na studiach : “skoro robię coś inaczej od ciebie przecież nie znaczy to że robię to źle”. Dało mi wtedy w mordę, ale i nauczyło – skutecznie.Więc przed otwartym na nowe Rodzicem, też jest nadzieja na skuteczną naukę 🙂
    Gorąco pozdrawiam i apeluję o głęboki oddech i oddanie większego pola Mężczyźnie. ( w ramach doświadczenia powiem, ze nie raz zaskoczona byłam, jak dobrze można “wypełniać” Ojcostwo, przy którym macierzyństwo wypada blado ).

    • U nas nie ma “ról”. Nie jestem od wszystkiego. Dziecko nie jest moje – dziecko jest NASZE. Po prostu każde z nas inaczej się nim zajmuje 🙂

  3. Mój mąż akurat zawsze był od paznokci 🙂 Ja trzęsłam się ze strachu ale on dawał radę. Do tej pory natomiast…. ja pakuję wszędzie dzieci…dzieci, jego i siebie zazwyczaj. Nie ważne czy do parku, do mamusi na obiad, na zwykły spacer, na zakupy… robię to ja! I jak gdzieś słyszę tekst typu “a zabrałaś mu koszulkę na zmianę/a ma jeszcze coś do picia/ a zabrałaś zapasowy smoczek/ a gdzie ona ma czapkę?” Nosz ku******! 🙂 Za każdym razem obiecuję sobie, że to koniec! Następnym razem ja stanę pachnąca z ubranymi dzieciakami w drzwiach i będę go poganiać, a potem zadawać te durne pytania! Tyle, że nic z tej obietnicy nie wychodzi! I tak już 4,5 roku 😀

  4. Standard.
    Młoda nie lubi myć włosów,ryki,wrzaski,łomot.
    Tatuś też miliard rad i porad.No to zostawiłam ostatnio towarzystwo w łazience -“To weź i umyj jak takiś mondry”. Larmo,ryki,wrzaski-włosy suche 😀
    A czyzbyś wczoraj zwiedzała majne okolice? 😀

  5. O! Hahahaha! Skąd ja to znam 😀 Dżon ma 16 miesięcy a ani razu łojciec nie obcinał mu paznokci 😀 a o czyszczeniu uszu nawet nie wspomnę 😛 takie bohatery z tych łojców 😉 “ale ja nie umiem” i “boję się, że mu krzywdę zrobię” u nas króluje 🙂

  6. Witam. Pamiętam, jak gdzieś się wybieraliśmy z Młodym, to mój małżonek za każdym razem twierdził, że to wszystko jest niepotrzebne, że tylko trzeba dźwigać (auta nie mieliśmy), że pod wózkiem już więcej nic się nie zmieści. Tak było do momentu, gdy trzeba było wracać do domu i w tym momencie słyszałam Jego głos, że On z tak brudnym dzieckiem, to się nigdzie nie pokaże, a tym bardziej nie wsiądzie do autobusu, czy tramwaju. Za każdym razem wyciągałam torbę z pod wózka i myłam dziecko wilgotną pieluszką, lub wsadzałam w miskę, żeby Go umyć i przebierałam w czyste ubrania. Wtedy jakoś nie marudził, że wzięłam za dużo rzeczy ze sobą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *