Matka Torpeda
Matka Torpeda

Szuflada vs Igrek – 1:0

Kiedy w ósmym miesiącu ciąży, stanowczo i kategorycznie zażądałam poskładania łóżeczka, wydawało mi się, że właśnie poprosiłam Igreka o zniesienie czterech pianin z osiemnastego piętra. Oczywiście “zaraz” towarzyszyło nam od dobrych dwóch tygodni. Igrek czyli człowiek trytytka.

Łojczysko wychodzi z założenia, że wszystko można naprawić trytytką. Mamy w szafie zapas trytytek na wypadek wojny. Normalni ludzie kupują psu obrożę przeciw kleszczom, przycinają i pies zadowolony sobie chodzi. U nas nie. U nas, Igrek idąc za myślą technologiczną swojego umysłu, zakładając psu obrożę, stwierdził, że jak ją przywiąże trytytką to psu się będzie lepiej nosiło. Tu założył, tu poprzycinał – psa kark, zdobi obroża i kawałek trytytki.

W aucie coś się poluzowało, okraszone trzema kurwami jego maciami i sześcioma by to chujami, Igrek przewiązał trytyką. “No na razie niech tak jest, potem to zrobię”. Trytytka jeździ z nami już przeszło rok.

Jak wybieraliśmy łóżeczko, szukaliśmy takiego z szufladą. Wiadomo, kawalerka więc każda przestrzeń się przyda. Szuflada idealna na wszystkie dziecięce patyczki do uszu, zapasy chusteczek, podkładów i całej reszty.

Pięć miesięcy temu, czyli dokładnie w ósmym miesiącu mojej ciąży – Igrek zabrał się za składanie dziadostwa zwanego potocznie łóżeczkiem. Co kurw i chujów poleciało to nawet Boguś Linda w całej swojej karierze tego nie przebił. Bo co za debil te łóżeczko produkował, co za kretyn dał więcej śrubek niż jest, co za półmózg nie opisał dokładnie instrukcji. Jaki idiota nie daje do tego kluczy, a co jak ja bym takich nie miał?

Dzielnie wspierałam, przytrzymywałam szczebelki – upocona jak świnia po korycie.

Przebierając młodemu pampers-niespodziankę, otwieram szufladę. Nie da się. Tu strzela, tam pyka, a szuflada jak stała w miejscu tak stoi:

– Igrek, popsuło się tu coś. Szuflady nie umiem otworzyć
– Zaraz to zrobię.

O dziwo, jeśli chodzi o rzeczy młodego “zaraz” SERIO następuje “zaraz”. Wyposażony w cały sprzęt śrubek, kluczy, trytytek i całego dziadostwa do majsterkowania, uklęknął przy szufladzie niczym ratownik medyczny przy pacjencie.

Szarpnął raz, szarpnął drugi. No, nie działa – pierwsze odkrycie Einsteina. Po pół godzinie kurwy jebane leciały aż miło, a szuflada dalej się nie wysuwała. Na osiem westchnięć i sześć sapnięć robił kolejne podejścia. “No nic trza będzie trytytką” podsumował, ale widząc mój wzrok, podjął kolejną próbę.

Cierpliwie gmerał, cierpliwie kręcił, cierpliwie próbował. Ostatecznie, szuflada dostała z buta, a w moją stronę poleciało: “Se zadzwoń do tego sklepu i złóż reklamacje, bo żeś się uparła na szufladę z łóżeczkiem! Niech Ci przyjadą i robią. Gówno na resorach”.

Podchodzę, próbuję otworzyć – szuflada śmiga jak nówka.

– Ty naprawiło się od Twojego kopa – mówię, szczerząc jedynki
– Przecież mówiłem, że naprawiłem. Ja nie wiem co Ty byś beze mnie zrobiła…

 

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

23 Responses

  1. Uwaga! – “na pewno nie miałabyś tak wspaniałego Dziecia gdyby nie ja ” – To słyszę ja za każdym razem, a płytka odpadnięta w kuchni jak stała z boku tak stoi….Nawet starszy Szogun niedawno zapytał, czy każdy tak ma w domu, taką jedną stojącą z boku? Tylko popatrzyłam, i odprawiłam by poszedł zapytać o to swojego Rodziciela i Sprawcę.
    A z tą ilością magicznych słów… to możemy pokonkurować chyba…. Bo ile można zaklęć nasłuchać się w ciągu 5 min przykręcania rączki do rowerka…. to nawet czarodzieje tego nie wiedzą i nie ogarniają 😉
    Pozdrawiam 🙂

  2. U mnie to ja czytam rysunki,instrukcje,dopasowywuje ścianki,półki,cokoliki.Ja podłączam wieże,telewizor,kompa,globus,drukarkę. Ja zrzucam zdjęcie,kataloguję,wysyłam,odbieram odbitki.Ja ostatnio zmieniałam okablowanie do kinkietu.Ja podłączałam pralkę.
    Moja menża świadczy usługi typowo siłowe czyli weź i to mocno dokręć tylko nie przekręć bo jak złonaczysz to nawet ten łon nie pomoże.
    Ostatnio kupił etui do fona i w domu stwierdził że do dupy bo tel się nie trzyma.Zabrałam,zobaczyłam-okazało się że trzeba odpiąć tył i zamiast klapki wpiąć etui.
    Jak coś łączę,podłączam,instaluję,ściągam lepiej nie podchodzić,nie gadać do mnie ,nie patrzeć nie oddychać.
    Jak nie chce się zadziałać OD RAZU lecą kurwy macie,pojebane ciule,upośledzone huje a nie spece.Gryzę,drapię,warczę i normalnie morduję samymi myślami. A potem dziadostwo dalej męczę aż zrobie.
    I na koniec można usłyszeć” NO gadałam,że tak to ma być.”
    Igrek ma za dużo części? Mnie na początku zawsze jakiegoś dupsla brakuje.

      • Kochana,sytuacja z dziś.
        Mieliśmy kupić młodemu siedzisko do biurka. I moja menża strzeliła rasowego focha bo ja ZACZĘŁAM ROBIĆ TRUDNOŚCI. Jakie?
        Zaczęłam się zastanawiać czy aby podłokietniki wjadą pod biurko.Bo jak nie wjadą to nie kupuję bo młody się nie da rady dosunąć.
        Menża focha miał całą godzinę i 18 minut.

  3. Iksina po zeszłorocznym remoncie mieszkania zapamiętałam jedną najważniejszą rzecz: ROZWIĄZANIA PROWIZORYCZNE TRWAJĄ NAJDŁUŻEJ , AMEN.

  4. Hahahahaha! Leżę i nie wstaję 😀 mój mąż do wiertła to jak ja do gotowania 😀 a apropro tyrytytek to ja też je lubię. Choć mój wujek wszystko przebija. Ma manię kółek. I wszystko co ma, tzn. skrzynki i inne pudła z narzędziami (a jest mechanikiem samochodowym) jest na kółkach 😀 ile razy szliśmy do Lerła albo Kasto to padał tekst “chodź idziemy na kółka zobaczyć” 😛

  5. Przynajmniej nie jest stolarzem.. ociec mego dziecka pół życia zarobkował jako hydraulik, instalacje ludzom w domach kładł… a w naszym domu bateria w umywalce nieczynna sześć miesięcy i nie wiem, czy stanie się czynna przed narodzinami młodej bo trzy miechy tylko zostały 😉

    • A to też znam, Igrek zna się na samochodach jak mało kto. Wszystkim dookoła pomaga i naprawia, a u nas pozwiązywane trytytkami 😀 “A bo nie mam czasu”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *