Matka Torpeda
Matka Torpeda

Janusze handlarzu.

Godziny, a raczej dni i kilometry polegają na szukaniu samochodu. Jeździmy z miejsca “A” do miejsca “B” oddalonego o półtorej godziny drogi. Tysiące ogłoszeń “sprzedam auto” mieszają mi się już w oczach. Oczywiście każde auto tzw.
“Igła” bo przecież “byle czego bym nie sprzedawał”.

– “Paaaaaaaaaaaaaaani, córka tylko z górki do piekarni nim jeździła”, “Paaaaaaani, ja tu wszystko na bieżąco wymieniałem, nawet jak się nie psuło”.

Znaleźliśmy “igłę”, rocznik 2011 (co ważne w tym wypadku). Dzwonię:
– Witam, ja z ogłoszenia blablabla, czy blablabla.
– Aktualne, zapraszam.
– Wie Pan, mam do Pana 180 km, a jestem z małym dzieckiem. Niechże Pan powie co z tym autem nie tak, żebym na darmo nie jechała
– Zarysowanie wielkości paznokcia na błotniku i to wszystko, możemy sprawdzić auto w serwisie.

Jadę więc. Kilometrów od cholery bo Igrek zjazd przegapił na autostradzie. Dojeżdżamy na miejsce, auto faktycznie piękne. Świeci się jak psu jajca, powala bogatym środkiem. To tak z tej pięknej strony. Igrek zaczął auto oglądać “głębiej”. Jedyne, jak można to podsumować to: “Paaaaaaaanie, a kto to Panu tak spierdolił?!”

Rocznik, proszę Państwa, 2011 – auto pognite miejscami, ale handlarz Janusz stwierdził, że to złoty luksus, a nie rdza. Silnik pluje olejem, a turbina ewidentnie wysiadła sześć wieków p.n.e. Klepane to te auto chyba jedynie na lusterkach nie było bo lusterka wymienione. Oczywiście Janusz na serwis się nie zgodził:

– Tu za płotem stacja kontroli pojazdów, tu możemy podjechać. Na serwis się nie zgadzam.

Oczywiście “za płotem” stacja diagnostyczna szwagra, a jakże by inaczej. Handlarz Janusz jak się domyślił, że nie ma styczności z “frajerami” postanowił nas olać. Po prostu.

– No na zdjęciach wyglądał faktycznie jak igła, ale mógł Pan powiedzieć, że on po takich przejściach – mówi Igrek
– Jest jaki jest – rzecze Handlarz Janusz.
– No to powodzenia w sprzedaży
– I tak znajdę frajera co te auto kupi.

I tutaj, nie mam zamiaru kryć miejsca kupna. Jeżeli kiedykolwiek będziecie szukać auta i traficie na komis z Paczkowa (woj. Opolskie) – SPIERDALAJCIE jak najszybciej. Wystarczy wpisać u wujka google “Oszust z Paczkowa” i będziecie w temacie. Typowy Janusz z Paczkowa ma PIĘKNE samochody. Gorzej, jeśli ktoś się nie zna i pochełpi się na ten “piękny” samochód, a jemu wytasuje grubą kaskę.

Żyjemy w czasach gdzie kupując samochód, trzeba się dokładnie przyjrzeć czy przód nie jest z poloneza, a tył z malucha. To jest śmieszne, ale jednocześnie przerażające co te cepy są w stanie zrobić z autami. I będzie Ci wciskał , że Niemiec płakał jak sprzedawał, a tak w ogóle to jeszcze biegł za Januszem aż do granicy bo się rozmyślił. No i oczywiście do dziś Niemiec dzwoni żeby silnika posłuchać. Zarysowania? Pani! Niemiec, sygnetem porysował.

Drugi Handlarz Janusz, lat ok. 50, z wąsem w który zaplątał mu się makaron z zupki chińskiej, a pod pachami miał województwa Polski, na dzień dobry uraczył mnie tekstem:

– Kobieta takim autem jeździć? Dla kobiet to cinquecento, a nie taką krowę wielką, HEHE. Gdzie baba taką furą, HEHE. Zaraz zarysuje albo lusterko urwie, HEHE.

HEHE, nie sprzedał Janusz auta. Dostał ode mnie życzenia wszystkiego najlepszego w wyplątywaniu makaronu z wąsa, HEHE.

Gdzieś w połowie tygodnia, po obejrzeniu X aut, które “igłę” przypominały tylko z zewnątrz, odechciało mi się. Każdy ściemniał jak mógł byleby grata i padło za razem, wcisnąć. “Pani, na wesele zajechałem to Młody limuzynę kazał odwołać”

Ostatni raz postanowiłam poszukać. Trafiłam na właściciela prywatnego, nauczycielkę. Nie, niemiec nie płakał jak sprzedawał, ale kobieta podeszła, pogłaskała samochód i powiedziała żeby służył tak, jak jej służył. Żeby jechał z nami tak bezpiecznie jak z nią jeździł.

Spełniłam swoje marzenie. Stoi w garażu. I tak, “Ślązara będzie płakać jak będzie kiedyś te auto sprzedawać”.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

25 Responses

  1. Świetnie się czyta te teksty. Humor i ironia połączone razem ze sobą dają ciekawy efekt dla czytelnika 🙂 Coś czuję że będę tutaj częstszym gościem 🙂 Pozdrawiam serdecznie.

  2. Iksina, raz w życiu kupowaliśmy nowe auto w salonie (“autoryzowany” salon opla – Wrocław ul. Muchoborska). Po 8 latach miałem wypadek tym autem, oddałem do naprawy w “autoryzowanym” servisie, przy “autoryzowanym” salonie. Dowiedziałem się, że auto było bite. “Przemili panowie mechanicy” pokazywali, gdzie i jak zostało przemalowane. Panowie przestali być mili, kiedy powiedziałem, że auto kupowałem w ich salonie i przez te 8 lat nie miałem żadnego wypadku. Ups…

  3. O matko z córką! gratuluje wytrzymałości i życzę dobrego użytkowania. Jestem przed tym samym horrorem. Nie, że skradzione czy rozpadnięte – ale młoda była nieplanowana, więc do małego miejskiego nie wejdzie gondolka. mnie to nie rusza, w końcu chłop prowadzi, ja siedze z tyłu z drzymordą w ramionach, nasi rodzice całe życie tak jeździli, w czym rzecz? no i okazało się, że za taka akcję można stracić prawo jazdy. więc chłop przy całym cyrku letnim jeszcze wozu musi szukać. bo mnie sie nie da wysłac, nieogarnięcie motoryzacyjne mam dramatyczne. Twój powinien Cię ozłocić, że się tematem zajęłaś 😉

  4. Kochana gratuluje zakupu i od razu zycze szerokosci 🙂
    Tez jestem na kupnie, poniewaz moje sie wysluzylo, wiec moge przyuszczac co przeszliscie…
    Moge opisac komis z BB autko co cycus pyrtus miod malina alee na podlokietniku slad lakieru, wiec pytam goscia (taki prawie playboy) skoro niebite to czemu bylo malowane po zlozeniu, bo chyba w fabryce maluja podzespoly i pozniej skladaja a tu wsio na hura mac malowane. A on z mina najwiekszego cwaniaka: a skad Pani twierdzi ze niebite? Ja: no z ogloszenia. A on: to niemozliwe, bo ja nigdy nie znacze ze niebite. Noszzz kur..
    Rozumiem ze auto ma jezdzic, skrecac i hamowac no ale bez jaj, ze po intensywnej polerce spod lakieru wychodzi inny kolor.

    • Otóż to, każdy wie, że kupując auto używane – musi się liczyć, że coś będzie nie tak, ale bez przesady. Moi znajomi kupili auto w trzech odcieniach czerni. Auto było tak wypastowane, że przy kupnie nikt się nie zorientował.

  5. Jak przeczytałam początek, to myślałam, że szukacie tego skradzionego autka 😛

    Ale koniec był lepszy, niż się spodziewałam 😉

    No i niech Wam tam się układa jak najlepiej, a przeciwności losu przynoszą jeszcze więcej siły!

    Pozdrawiam,
    Ewa

  6. Oooo moja siostra teraz szuka auta i jak mi opowiadają ona i jej narzeczony, co przeżywają, to się włos na głowie jeży, jak można tak ludziom kity wciskać… paranoja!
    Ja pamiętam taką scenę z dzieciństwa, rodzice kupili pierwsze autko, naprawdę zadbane, ładne, ale zapomnieliśmy od właściciela książki, więc podjechaliśmy do niego jeszcze raz, jak on się ucieszył, że auto nadal zadbane, jaki był szczęśliwy, jak poklepał ten samochód, jak starego przyjaciela i mimo, że była wtedy smarkulą, to mnie jakoś to wzruszyło…
    Buziaki :* i niech wam się dobrze jeździ!!!

    • Bardzo rzadko zdarzają się tacy ludzie. Ja płakałam za moim skradzionym, Igrek był w szoku. Przywiązuję się do samochodów.

      • Ojejku… przypomniałyście mi jak rozwaliłam samochód wujka, którym uczyłam się jeździć (oczywiście już po zdaniu prawka i nie z mojej winy) no i zamiast go naprawiać to go sprzedał.. ryczałam jak bóbr gdy nowy właściciel odjeżdżał nim. Też sentymentalna jestem, szybko przywiązuję się do samochodów i nadaję im imiona 😀

  7. Coś kupiła???????????? 😀
    No to tera jak ja będę poszukiwać to tylko od nauczycielek 😀

    W ubiegłym wieku kupowałam w komisie.I nie powiem-autko się sprawdzało superowo,wytrzymałe jak czołg było.A potem zaczął jeździć nim mój ojciec,grzebać choć się nie znał i tak zrobił złomka.
    Mnie ogólnie bez auta żyje się dobrze,wszędzie na pieszo a jak muszę busem to też spoko jest.Najgorzej tylko jak leje ( jak dziś np) a ja muszę się targać z młodą 🙁

    • Ja od kiedy pamiętam autem jeżdżę więc jakoś ciężko by mi chyba było bez.

      Kochana, jak co kupiłam, wiadomo, że stówami się podcieramy to i nowy leksus czy tam inne ferrari :DDDD

      • No ja to taki dinozaur jestem-wolę piesze wędrówki,poważnie.
        No myślę że porządne teraz maseratti kupione i to kolorem pasujące do lakieru na paznokciach u nóg 😀

  8. Gratuluję !!! – Cierpliwości również 🙂
    I “pocieszę”, że niestety nie tylko Makaronowy Obwieś ma “cacka”, i nie tylko po Waszej stronie globu. Ja jak kupowała swojego Mańka, niestety też byłam w komisie. No piekny jest do tej pory, no istne szaleństwo, bo służy nawet moim trzem Mężczyznom, choć miał być tylko dla mnie, ale 1,5 miesiąca odbierałam go od Żelusia z komisu, bo za każdym razem nowy problem znajdował – nie mam tego, czy tamtego… w końcu byłam tak zła, że wysłałam swego Padre, by go przyprowadził te 60 km co nas dzieliło realnie a z 1000 km co się najeździłam. A “wspaniałemu, uśmiechniętemu, do rany przyłóż Żelusiowi” to na do widzenia powiedziałam w niewybrednych słowach co myślę o takich”geniuszach handlu”. A za te “baba to powinna seicentem jeździć hehe..” to bym od razu powiedziała, ze niech se te seicento najpierw w dupę wsadzi, a później sam pojeździ, bo reszta to zbyt przekręcona przez niego, hehe…
    Pozdrowionka 🙂

    • Osobiście do seicenta nic nie mam bo jeździłam, ale koleś był tak chamski, że aż w oczy szczypało!

      Kurczę, super, że od razu trafiłaś na dobre auto

  9. O matko! To samo przechodziłam kilka lat temu. Podjechałam z wujkiem do komisu oglądnąć samochod. Samochód kosztował 10 tysięcy. Wiadomo. Pierwszy samochód dla świeżynki. Po jeździe próbnej wujek stwierdził X usterek. Poszłam negocjować cenę. Z 10 tysięcy zrobiło się 3,5 tysiąca. Niżej to juz się nie dało bo i tak prawie darmo. Oczywiście nie wzięłam i jeździłam samochodem starszym niż ja. Do tej pory za nim tęsknię 🙁 także w nówka sztuka, igła, nieśmigany na długich trasach nigdy nie uwierzę. No i szczerze to będę miala problem z kupnem samochodu dla siebie. Chyba kupię taki jak mój pierwszy, zabytek już 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *