Matka Torpeda
Matka Torpeda

Bitwa stulecia, a instynkty prehistoryczne.

Siedzimy spokojnie. Dupy przed telewizorem, bo znów nadają M jak Zdrada. Młody między nami, pożera z namiętnością swój palec wskazujący i serdeczny, co chwila wydając z siebie westchnięcie, okraszone długim: “hyyyyyyyyym”.

Zacznijmy od tego, że nie cierpię pająków. Nie wiem czy się boję, obrzydzają mnie. Człapią na tych nitkowych nóżkach, a zapieprzają lepiej niż usajn bolt. Nie zabiję pająka bo wiem, że w niego nie trafię, a on zaraz będzie mi zasuwał po ręce. To jeden z najczarniejszych scenariuszy, pewnie latałabym jak polana benzyną i podpalona, krzycząc ile sił w płucach. No nie cierpię dziadostwa i tyle.

Igrek nie cierpi “helikopterów” czyli os/pszczół i całej tej reszty fruwającej. Macha wtedy rękami jakby toczył walkę o złote gacie. I na nic tłumaczenia żeby się nie ruszał. On wie lepiej. A, że wiecznie prowokuje osy i pszczoły to nie raz wyglądał jak endrju gołota po walce bo go pszczoła w brew ugryzła.

Siedzimy więc spokojnie. Żremy kolację, luz, spokój i dobre żarcie. Nagle coś mi obok ucha przeleciało, spoglądam – helikopter wielkości trzech pszczół.

– O kurwa! Szerszeń! – Igrek oczywiście automatycznie zaczął taniec godowo-obronny odstawiać.

Tutaj następuje dramatyczny przebieg sytuacji. Normalnie gdyby groziło nam niebezpieczeństwo, jakieś gangstery z bronią, bomba atomowa pod drzwiami czy żywioł natury – zrozumiałabym. Ale nie, po prostu do mieszkania wleciał szerszeń: “Bierz Młodego i schowajcie się w łazience!”

– Ty żartujesz? Daj mi laćka to go zabiję – odpowiadam ze stoickim spokojem.
– Weź dziecko, ja go zabiję. Trzy ukąszenia i możemy umrzeć, rozumiesz?

Matko wszystkich szerszeni latających. Dorosły facet, ojciec, głowa rodziny. Tłumaczę, że przecież on ma cela jak zezowaty. Jak poluje laćkiem na komara to zawsze laciek leci w prawo, a komar w lewo. Generalnie, Igreka walki z wszelkiego rodzaju robactwem kończą się wynikiem 0:1 – dla robactwa.

“Czy Ty nie rozumiesz, że to jest SZERSZEŃ?! SZ-E-R-SZ-E-Ń!” – no tak, pozabija nas wszystkich, podetnie gardła, ograbi mieszkanie, a potem jak gdyby nigdy nic wyleci oknem. Policja go nie znajdzie, sprawę umorzą, a my będziemy wąchać kwiatki. W gazetach będą opisywać historię “tajemnicze morderstwo, sprawca nieznany”. I będą sobie rodziny z dziada, pradziada opowiadać historię tajemniczego mordu.

Zostałam stanowczo oddelegowana z dzieckiem na ręku i psem, do kibla. Zamknął nas i stwierdził, że dopóki nie skończy to mam nie wychodzić. Zakaz mam. Instynkt mężczyzny, który zabija zwierzynę na obiad. Tylko, że z szerszenia to gulaszu nie będzie.

Cep stary, wziął dezodorant i zapalniczkę, z powagą stwierdził, że – tutaj cytuję: “spali chuja”. No tak, lepiej spalić mieszkanie niż dać wygrać szerszeniowi. Siedząc w kiblu już 15-stą minutę, z dzieckiem na ręku i piszczącym psem pod drzwiami, zastanawiam się jak to się stało, że dotarliśmy do tego momentu w naszym życiu.

Oto ja, chronię młode i czworonożne, a samiec alfa toczy walkę. I żeby z niedźwiedziem, lwem, żubrem, ryjówką czy dzikiem. Nie, z szerszeniem, który w ogóle nie atakuje tylko siedzi w miejscu. Igrek nie trafił, ani dezodorantem, ani laćkiem. Po 20 minutach, wychodzę – Igrek zapieprza z laćkiem i wali w powietrze.

– Co Ty do kurwy nędzy robisz? Głodna jestem, nie będę siedzieć pół wieczora w kiblu – cedzę przez zęby
– Ja nie wiem gdzie on jest, stracił mi się z oczu – odpowiada, upocony Igrek.

Już nie chciałam mówić “a nie mówiłam”. Westchnęłam. Wręczyłam dziecko, zabrałam laćka. Chodzę po mieszkaniu i szukam.

– A zabiłeś go chociaż? – pytam, przeczesując kąty
– No! Takiego SZCZAŁA dostał, że na pewno nie żyje.

Mhm, dochodzę do kuchni. Szerszeń spokojnie i bez stresu, siedzi na sztucznym kwiatku. Trzasnęłam cztery razy prostego, laciem. Padł, ruszając ledwo jedną nóżką. Ostatni prosty, krew na świeżym obrusie, szerszeń zdechł.

– Ale dobry byłem, jak go jebłem to aż usiadł!

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

27 Responses

  1. W końcu Cię znalazłam! Jezu jestem przeszczęsliwa! Myslałam że to już koniec i zaprzestałam szukania. A dzisiaj cos tak mnie wzięło żeby poszukac jeszcze raz. I jest! Czytam zaległosci i płaczę ze smiechu 🙂 Jestes cudowna!!!!! Poprawiłas mi humor w ten okropny dzień 🙂 dziekuję!

  2. Widzę, że u was nadal “Życie jak kabaret” 🙂 Nie śmiej się z Igreka, bo ja się żadnego robactwa nie boję poza pasiastymi “helikopterami” i też taniec obronny zawsze jest grany. Na pewne rzeczy nic nie poradzisz, to instynkt 😛
    Moja kocica za to kiedyś chciała szerszenia siedzącego na ścianie zaatakować. Na szczęście wrzasnęłam, zlapałam kota a ojciec dobił potwora “laćkiem” 😀

  3. Ty Kobieto się ciesz, że Mężczyzna życia nie posiada broni w chaupie…Bo jakby miał amunicją na dzika, bądź jelenia obezwładniać małe latające…. to byście z remontu nie wyszli, albo mieli bardzo ekstrawagancko wyglądające ściany 😉
    Ale, dla pocieszenia, to chyba wszyscy, albo przynajmniej większość, mężczyzn ma takie zapędy. Moja Męża ostatnio nie wierzyła że zabiłam muchę w locie, bo to on jest myśliwy, a do tego nie było ciała, dla potwierdzenia faktu….
    Pozdrawiam 🙂

  4. Kobieto wymiatasz! 🙂 Uśmiałam się szczerze 😀 U nas to mąż nienawidzi pająków, że jak zobaczy dziada to z taką pasją zabija że oh ah 😉 Mnie te małe stworzonka nie przeszkadzają, przynajmniej koty mają żywe zabawki 😉

  5. Oj, łączę się w pająkowym bólu. O ile z resztą fauny żyję w miarę spokojnie ( za wyjątkiem tłustych, brzęczących much, które razem z moim psem ganiamy do upojenia i utraty tchu), tak PAJĄKÓW NIENAWIDZĘ. Któregoś pięknego wieczoru (w zasadzie nocy , północek był jak nic), wróciłam z pracy po drugiej zmianie i zapragnęłam kąpieli. Okej, wanna w ruch, sole, płyny i olejki… piana na pół metra i moje pławiące się cielsko w tym. Nagle patrzę coś czarnego na skraju siedzi… zapomniałam dodać, że ja bez soczewek jestem jak ten gruziński wynalazca okularów ( Gównowidze ). W pierwszej chwili myślałam, że może sadza z piecyka (wtedy mieliśmy piecyk gazowy, teraz jest ciepła woda z sieci), więc zbliżyłam twarz aby cholerstwo strząsnąć i stanęłam oko w oko z paskudnym, włochatym pająkiem. Mimowolny wrzask, jaki z siebie wydałam, było chyba słychać w sąsiednim województwie… Wszystko co żyło w w naszym domu (z psem na czele) wwaliło się do łazienki, o mało nie zabijając w drzwiach… no i ten wyraz twarzy, jak usłyszeli tłumaczenie mojego wrzasku, bezcenne…W każdym bądź razie, to co usłyszałam pod swoim adresem, nie nadaje się do publikacji ( no jak tak można budzić ludzi w środku nocy… 3 zawały domowników oraz psa, o sąsiadach nie wspominamy…)

  6. Ciekawa sprawa z tymi robakami! Swego czasu bywało u nas na wsi stado nastolatków. Oooo, robak, albo pająk, to był wrzask i piski przerażenia! Ale kiedyś pojawił się młodociany entomolog, który te dziwne stwory łowił, klasyfikował, katalogował i zbierał do gablotek swoich. Dziewucha, która mu przyniosła jakieś wielkie obrzydliwe stworzenie, w stylu nastrosz topolowiec albo dyląż garbarz, była godna zainteresowania i rozmowy co najmniej, nie mówiąc o oglądaniu wschodów słońca! I się wielki lęk u fruwajek skończył! Na widok niedźwiedziówki podrywały się na równe nogi żeby ją złapać, a nie żeby wiać, gdzie oczy poniosą. To samo z pająkami – pędziły w dyrdy, żeby pokazać!
    A szerszenie mieliśmy w budce na ptaki, 3 metry od domu – zero problemów – nie ubiliśmy ani jednego! Za to osy się nie uświadczyło tego roku, a osy potrafią użreć bez powodu!
    Pozdrawiam bywalców! 🙂

  7. Wyborna historia, uwielbiam Cię czytać <3

    U nas jest podobnie – ja się boję pająków, a mój "Igrek" – bzyczadeł. Bo nie wie, czy nie jest uczulony. Ja raczej nie jestem, bo kiedyś, jak dorabiałam w wakacje sprzedając lody, to chyba z dziesięć os na raz mnie pogryzło i przeżyłam 😉

    Ale szerszeni to i ja się boję, kiedyś jakiś wleciał do kuchni, wpierw zamknęłam się w pokoju, licząc na to, że spokojnie wyleci przez uchylone okno. Niestety, usiadł gdzieś w kącie. Musiałam wyjść, otworzyć okno będące parę centymetrów od niego i liczyć, że tym razem zrozumie sugestię. Na szczęście się udało 😉

    Jeśli chodzi zaś o pająki, to parę dobrych lat temu, jak wynajmowaliśmy mieszkanie ze znajomymi, ale byłam akurat sama w domu i do powrotu kogokolwiek było minimum pięć godzin, wszedł taki pająk, taki dziwoląg, że bałam się w ogóle do niego podejść z tym dezodorantem i zapalniczką, więc szybko zgarnęłam torebkę i książkę i udałam się do pobliskiego baru 😛 na szczęście było lato, więc sączyłam powoli piwo w ogródku, udawałam, że jest mi fajnie tak siedzieć i czytać/pisać i wróciłam dopiero, jak ktoś był w mieszkaniu ;)))

    Teraz mam kota, to problem pająków, much i innych żuków mnie nie dotyczy, aczkolwiek muszę uważać na osy, żeby mi futra nie zabiły…

    Pozdrawiam z uwielbieniem!
    Ewa

    • “więc szybko zgarnęłam torebkę i książkę i udałam się do pobliskiego baru 😛 na szczęście było lato, więc sączyłam powoli piwo w ogródku, udawałam, że jest mi fajnie tak siedzieć i czytać/pisać i wróciłam dopiero, jak ktoś był w mieszkaniu ;))) ” – jesteś moją bohaterką! <3 Myślałam, że tylko ja wpadam na takie pomysły.

      PJONA!

  8. Iksina po raz kolejny wymiatasz:D. Ja tak dwa w jednym bo i pająków się boje i wszelkich os i szerszeni. A gdybyś chciała się pośmiać troszkę to jakiś disco wariat wydal piosenke pt. Helikopter 😉 pozdrawiam 🙂

  9. Obrzydzają mnie gołe ślimaki-te bez własnego M.
    Wkurw mam na komary żrące żywcem 24/h.Wszelkie muchy tępię aż do skutku.Ale mam odruch wymiotny na widok lepów czy innych urządzeń zbierających musze truchła,więc najczęściej morduję laciem -potem wołam ekipę sprzątającą bo mnie odrzuca na 20000 mil morskich.Ewentualnie jak mam dobry humor to otwieram okno i szmatą wyganiam.Czasem much (szczególnie to ogromne,tłuste) nie przeżywają spotkania ze szmatą-umierają na zapalenie płuc od przeciągu.
    Nie cierpię pająków(obrzydliwe,pełno chudych nóg,włochate coś pośrodku),glizd (jak toto się ciągnieeeeeee,takie obleśne) i żab.
    Znaczy jak żaba nie narusza mojej przestrzeni osobistej to niech se jest. Z nimi mam największych problem po opowieści( za czasów młodości ojca mego) jak to łapali toto zielone,w tył wkładano słomkę i dmuchano żaby.I byłoby ok,gdyby ojciec nie opowiedział o koledze co zamiast dmuchnąć zasssał….
    Od tego czasu widząc żabę mam od razu obraz kolegi wciągającego żabie podroby……..

    Co do os,pszczółek,szerszeni,bąków i innego rodzaju stworów-większych problemów nie mam,tylko takie niefajne uczucie jak za blisko ucha przeleci.

    Za to jakbym w mieszkaniu minęła się z myszą to zarządzam ewakuację.NATYCHMIASTOWĄ.
    Aaaaaa,i żadnych przerośniętych koników polnych czy innych świerszczy.
    Ty wiesz jak to w nocy głośno tupie?
    Śpię.Budzi mnie jakiś tupot.Wstałam,robie światło-pusto. Gaszę-znowu coś łazi.Oświecam-pusto.Gaszę i znowu-tup,tup. Wkurzona na maksa robię światło.Patrzę wszędzie a tu na ścianie,nad moją poduszką siedzi takie kurwa zielone coś na 10cm długie.I jak teraz to coś złapać? PO długiej i zacietej walce udało mi się toto nakryć takim wielkim sitkiem-komplet z miską i nakładką z tarką.Jakim cudem wsunęłam pod spód gazetę- nie wiem do dziś.W każdym razie na śmietnik z tym poszłam o 2 w nocy i wywaliłam świerszcza,gazetę i sitko.Nie wiem po jaką cholere to wlazło na drugie piętro……

    • Ja jedynie mam obrzydzenie do pająków. Ale to obrzydzenie takie od serca, najszczersze.
      W nocy – najbardziej denerwują mnie ćmy. Jezus, jakie to dziadostwo jest denerwujące. Gasisz światło – pyk, pyk, pyk. Zapalasz – cisza. Gasisz – pyk, pyk, pyk. I nie lubię zbierać martwych ciem – NIE NA WIDZĘ!

  10. No na końcówce sie przyśniałam, a to mi sie rzadko ostatnio zdarza.

    Ale z przerażeniem stwierdzam, ze przypominacie starego.
    Na widok pająka drze mordę. Raz przybiegł jak przestraszona 100kg siedmiolatka i kazał mi zabić pająka który siedzi w wannie. Kazał mi go spalić właśnie przy pomocy dezodorantu i zapalniczki.

    Choc chyba nie powinnam uskuteczniać szydery (przynajmniej z Was ;)… Kilka dni temu do uda, w okolicy pachwiny przyssala mi sie pijawka. Następnego dnia z trzcin wyplynela zdechla ryba. W obu przypadkach nie podeszłam póki ohyda nie zniknęła mi z oczu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *