Matka Torpeda
Matka Torpeda

Puść smycz i biegnij.

Nikt nie ma prawa osądu co do tego jaką jestem matką. NIKT, poza moim dzieckiem. Podobno nie pasuję do wizerunku matki: mam czelność o siebie zadbać, wyjść (o zgrozo!) bez dziecka. Mało tego, pozwalam sobie na to żeby zostawić dziecko z ojcem. Jego ojcem.

“Przecież On pracuje! też jest zmęczony!” – ja za to, siedzę całymi dniami i maluję paznokcie. Dobieram bluzkę to koloru majtek i podśpiewuję szanty, litości.

Większość osób chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, że matka – jako człowiek jednak, dalej człowiek – ma też prawo do odrębności i swojego życia. Kawałka siebie, bez względu na to czy jest to godzina w łazience, zimne piwo z drugą matką, godzinne zakupy czy (jeśli Cię to relaksuje) trzepanie dywanu pod blokiem.

-> WYLUZUJ.

Podstawa, której wcześniej mi brakowało. Wizja wyjścia na zakupy przyprawiała mnie o klekot serca w dwóch komorach. Zostawić go? ale jak? że co? że bez niego? A po co?

A po to, żeby wyjść do ludzi. Rozmawiać, mijać blondynki i szatynki. Spotkać sąsiada spod trójki i dowiedzieć się, że auto mu się zepsuło. Po to, żeby wymienić kilka zdań z kimś dorosłym. Nawet gdyby to miał być rom, który właśnie kradnie koło od roweru.

Nie rozumiałam dlaczego większość matek, cieszy się z wyjścia do warzywniaka. Serio. Co to takiego? To takie super?
Tak, to jest super. To jest mega super wyjść, przewietrzyć się, pomalować, ubrać, uczesać – wyjść do ludzi. Być dawną sobą.

-> NIE NARZEKAJ.

W dzisiejszych czasach, ciężko jest powiedzieć co się czuje.

“Chyba wiedziałaś z czym wiąże się macierzyństwo”, “Dziecko na świat się nie prosiło”, “Przesadzasz”. Często i gęsto, właśnie takie “wsparcie” dostaje każda z nas. Oczywiście, lepiej być sfrustrowaną matką, która spędzanie czasu z dzieckiem traktuje jak karę bo od tygodnia śpi po trzy godziny, pije zimną kawę i słucha krzyku dziecka.

-> Szczęśliwa matka = szczęśliwe dziecko i tutaj żadnych wątpliwości nie ma.

W okresie połogu, położna wyprawiła Igrekowi kazanie: “Daj jej wolność. Chce krzyczeć, niech idzie do łazienki i krzyczy. Niech idzie do sklepu, na spacer, do ludzi. Nie pozwól jej zamykać się w domu, mimo, że będzie tego chciała”

KAŻDA z nas, za własne dziecko oddałaby życie, wątrobę i obie nerki, bezapelacyjnie.
Ale każda z nas ma prawo do tego żeby wyluzować, oddychać.
Prawdopodobnie dzięki “kazaniu” położnej, od początku korzystam z instytucji “ojciec”. Bez wyrzutów sumienia zostawiam dziecko, wychodzę gdziekolwiek. Gdzie mnie nogi poniosą czy rydwan zawiezie. Odzywam się do bezdzietnych koleżanek, wychodzę na zakupy, spędzam godzinę w łazience.

-> RUTYNA

Każdego dnia mam to samo, wstajemy – bawimy się. Jemy – bawimy się. Śpiewamy, rozmawiamy. Dziś, właśnie dziś – kiedy młody uciął sobie popołudniową drzemkę, zrozumiałam, że gdzieś tam, jakaś część mnie umiera.
Uwielbiałam pisać, nic nie dawało mi takiej radości jak Wasze komentarze, nowe wpisy, które wędrowały po sieci. Chciałam to pisanie “pchać” dalej. Chciałam pisać felietony – od zawsze. Teraz? nawet nie mam pojęcia gdzie i jak mogłabym to robić. Zdusiłam i zabiłam w sobie chęć samorealizacji.

Dziś?

Dziś została Was garstka, która czeka, a tutaj świeci pustkami. Bo nie mam czasu. A jeśli mam to muszę go przeznaczyć na coś innego. I duszę w sobie tęsknotę za kawałkiem “mnie”. Kawałek, który musi czekać aż znajdę chwilę.

Dostałam kopa i chęć do działania. Skoro już siedzę w domu, NA URLOPIE, postaram się to wykorzystać. Dla siebie. Dla mnie, dla tej, która najbardziej na świecie kocha wypuszczać swoje “pierdolamento” w świat.

Trzymajcie za mnie kciuki.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

50 Responses

  1. Iksinko, nie było mnie tutaj chyba od lutego… ale nigdzie mnie przez ten czas nie było. Wróciłam do pracy i mój passionatkowy świat zamknęłam na kłódkę. Na ciężką ołowianą kłódkę, osnutą pajęczyną braku czasu. Nieważne. Myślę, że jeszcze wrócę. Nim to nastąpi nadrabiam zaległości i nie mogłam nie zacząć od Ciebie 🙂 Przecież tyle się wydarzyło. Wielkie, wielkie gratulacje! Niech Twój Pierworodny rośnie jak na drożdżach, co rusz stanowiąc natchnienie do kolejnych wpisów. Obiecuję poprawę i częstsze odwiedziny, a przede wszystkim nadrobienie zaległości. Cieszę się niezmiernie, że masz wciąż siłę i energię by wśród kupek, czkawki i kolejnych cudnych, dziecięcych uśmiechów znaleźć czas na pisanie. Trzymam kciuki i cieszę się, że jesteście 🙂

  2. Jak się znika bez słowa, to się nie ma co dziwić. Trzeba wpisać w google: Iksina, Igrek, Młody, Uszaty żeby znowu trafić 🙂 A z mitem matki polki masz rację. Teraz taka moda, żeby pchać wózek w dresie, w tłustych włosach, z wypiętym dupskiem i miną cierpiętnicy. Do tego technologa XXI wieku, która po porodzie zamienia mózg z macicą i masz to, czego społeczeństwo oczekuje. Dobrze, że jesteś odporna 🙂 Nie zwracaj uwagi na ludzi. Rób tak, żeby Tobie było dobrze. Bo taka jest sprawiedliwa kolejność: szczęśliwa mama=szczęśliwe dziecko + trochę bajery/uśmiechu/kilku słów doceniania/ dobrych uczynków/wsparcia obustronnego/chęci na seks jak wcześniej/wzajemnej pomocy przy dziecku= szczęśliwa rodzinka. Takie proste a czasem takie skomplikowane?

  3. Niektórzy to całe internety przekopali żeby dotrzeć do nowego adresu bloga także jesteśmy wierni cierpliwie czekamy z wyrozumiałością a Ty działaj kiedy masz czas.Pozdrawiam

  4. Nastąpiła chwila przerwy w byciu matką- potomstwo zajeżdża pluszowego delfina-więc mogę coś dorzucić.
    A ja uważam,że to wcale nie bycie matką nas wciska w rolę takiej zamęczonej,rozczochranej,poplamionej służby domowej tylko nasze własne lenistwo 😀
    Malować się? Po co? Maluch nas kocha saute. Kilogramy? No cóż,przecież byłam w ciąży,urodziłam,to normalne że przybyło. Mam wyjść na ploty??? Nooooooo ludzie,gdzie,jak ,MATKOM JEZDEM!
    Pan i władca leży przed tv,idzie na mecz,na piwo z kumplami bo my im na to pozwalamy.Jakoś tak mamy zaprogramowane,że im się należy a my mamy zapomnieć bo MAMY DZIECKO.

    Kiedyś nie było pralek automatycznych,zmywarek,piekarników inteligentnych i kobity miały niby więcej roboty a jednocześnie miały więcej czasu dla siebie.Paradoks?
    Sama osobiście nie raz używałam wymówki”bo dziecko…..”,i wiem doskonale że to tylko wymówka.

    Z dzieckiem masz stworzony taki mały własny świat i choć człowiek wie,że musi czasem opuścić jego granice to czyni to niechętnie.
    Kiedyś były inne czasy.Ja jeszcze pamiętam czarno-biały tv,telefon tylko na poczcie albo w budkach dwa dni wołami od domu,franię krecącą się w sobotę od rana.(Dżizus,jaka ja stara jestem!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ),a coś takiego jak komputer i internet to w filmach s-f bywało. Ale tęsknię za tymi czasami.Chętniej człowiek wychodził z domu i to nie koniecznie bez smyczy.Szło się na spacer z innymi “uwiązanymi”,puszczało dzieci na trawe i można było pogadać.Każda z nas pilnowała wszystkich dzieci i w awariach zrywałyśmy się na zmianę-nie ważne które było biologiczne a które przyszyte 😀

    A teraz też mamy ze sobą zawsze smycz– która z Was wychodzi z domu bez telefonu????? 😀 😀
    A polecam spróbować-zabrać rozryczanego potworka i “zapomnieć” fonu 😀

  5. Jestem jedną z tych, która stale tu zagląda i czeka na kolejne wpisy 🙂 Wiadomo, że dziecko wywraca świat do góry nogami, ale trzeba pamiętać też o sobie i o swoich potrzebach 😉 Trochę zdrowego egoizmu nikomu jeszcze nie zaszkodziło :-p Trzymam bardzo mocno kciuki i w 100% popieram 😀

  6. Trzymam… i mam nadzieję, że będziesz pisać, albo cokolwiek robić, co daje Ci radość. Tobie i tylko Tobie. Ja też korzystam z funkcji “ojciec”, tylko, że to ja byłam tą podłą wredną babą, co stwierdziła, że:”sama sobie dziecka nie zrobiłam i sama go pilnować nie będę” – efekt? Ciągła woja i docinki, wypominki i to nie od “Rodziciela” tylko od całej reszty, która nie potrafi albo zrozumieć, albo pogodzić się z tym, że Kobieta mimo, że staje się w pewnym momencie TEŻ Matką, nie przestaje być Kobietą. Kobietą z marzeniami, pragnieniami, wizjami samej siebie – siebie jako Kobiety,a nie TYLKO Matki i Kucharki i osoby zamieszkującej i sprzątającej przestrzeń domową. Przecież nikt nam podczas porodu “jaj nie uciął” ! Niestety tylko obserwuję często, że “Matka Polka” wyzuta z kobiecości, zapuszczona, w pieluchach, kaszkach, obiadkach, praniu i innych “rozrywkach” domowych to ciągle “obowiązujący trend”, od którego odstępstwo musi owocować grubą skórą na dolnej części pleców,niewspółmierną siłą i niewyparzonym jęzorem by bronić swoich racji i to najczęściej kierowanych ze strony właśnie innych kobiet, dziewczyn, matek, koleżanek itd…..
    Więc mam nadzieję, że nie pozwolisz umrzeć swojej tak ważnej cząstce siebie, i będziesz robiła nadal to co sprawia Ci radość i spełnienie, jako Ludziowi/Człowiekowi 🙂
    Pozdrawiam 🙂

    • “TEŻ Matką, nie przestaje być Kobietą. Kobietą z marzeniami, pragnieniami, wizjami samej siebie – siebie jako Kobiety,a nie TYLKO Matki i Kucharki i osoby zamieszkującej i sprzątającej przestrzeń domową.” – lepiej bym tego W ŻYCIU nie ujęła.

      Wychodzenie z domu, dbanie o siebie, relacje z innymi – czek, ale samorealizacja w głębszym znaczeniu gdzieś mi się tam zagubiła. Bo po co teraz? Teraz? on jest za mały. Lepiej nie – wymówek nie brakuje. I w dodatku sama je sobie wymyślam, o zgrozo.

      • Nie szukaj wymówek! Później będziesz żałowała, że nie zrobiłaś tego wcześniej. Tak jak ja żałuję, że nie oddałam Dżona do żłobka jak skończył rok. Teraz na każdej rozmowie o pracę widzę, jak patrzą, że za długa przerwa w cv…

      • I właśnie, nie wymyślaj!!! Najpierw milion naszych wymówek, a już najgorsza to “co inni powiedzą/pomyślą…”Dziecko ponoć chowa się lepiej jak się za bardzo nie ingeruje w jego wychowanie. A sądzę, że maluch będzie znacznie szczęśliwszy, jak będzie miał Mamę z zapałem, spełnioną, realizującą siebie… no i piękną i zadbaną wspaniałą Kobietę…. wbrew pozorom już od przedszkola jesteśmy oceniane przez rówieśników-małolatów…. A najwyżej później będzie Ci rósł mały Urwipołć co będzie gryzmolił jak Mamusia….i chyba coś w tym jest naprawdę, bo jak byłam z drugim Szogunem w ciąży to jeździłam do szkoły florystycznej (oczywiście wszyscy ciosali mi kołki na głowie, jak mogę, nie dbać o siebie w ciąży, i zostawiać małe dziecko z ojcem na weekendy. Mogliby mnie zlinczować, gdyby nie fakt brzucha…Jedynie Męża ma mnie przymusiła nawet bym ruszyła dupę i zrobiła to czego pragnę, skoro i tak mam czas, a daję rady.) I co teraz? Mam nowe wykształcenie i dziecko, przed którym muszę chować wszelkie ziele i kwiatki bo intensywnie je przesadza….
        Więc Laska, żadnych wykrętów i smaruj po klawiaturze czy papierze ile wlezie, bo dobrze to idzie, a grzechem byłoby gdybyś to zaniedbała 🙂

  7. Jesteśmy wierni jak Uszaty 😀
    Felietony?Chyba żartujesz!!!Książkę masz pisać,a nie jakieś tam felietony.Dobra – muszę zacząć grać w tego totka i jak wygram to wyłożę kasę na Twoje dzieło.A tak na poważnie – od czegoś trzeba zacząć 😉 Trzymam kciuki – za wszystko,za Was ;*
    Pisałam Ci już kiedyś,że bardzo żałuję że nie wstrzeliłyśmy się z urodzeniem dziecka w ten sam czas.Ale i tak dajesz mi dobre lekcje 😉 Ja nie byłam taka mądra,chociaż nie bardzo miałam wybór ale teraz już jest dobrze.Jesteś Iksina moją Idolką ;* Twój blog ma moc!!! 😀

    • Niestety, to wszystko nie jest takie proste jakby się wydawało. Obojętnie czy chodzi o książki, felietony czy napisy na torty urodzinowe 😀

      Zgłupłaś? Ja też nie jestem mądra. Jadę na czuja w wychowaniu tej małej łajzy :p

  8. Trzeba wychodzić bo to daje mega dużo energii 🙂 No i moc na dalsze siedzenie z Młodym.
    Za namową męża ja się zapisałam na angielski i ściankę wspinaczkową (miałam ponad rok przerwy przez ciążę i mega tęsknię) i teraz regularnie będę wychodzić do ludzi. I jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa 🙂

  9. Trzymamy kciuki obu rąk bezapelacyjnie!!!!! Pisz, samorealizuj się i nikomu nic do tego !!! Czekamy na wpisy, jak kania dżdżu. A na marginesie… ten kto wymyślił nazwę “urlop macierzyński”, to po pierwsze musiał być mężczyzna, a po drugie idiota…

  10. Iksina, jesteś super i tak trzymaj! Uwielbiam Cię czytać i czytam już naprawdę długo. Masz świetny styl pisania, potrafisz rozmieszyć do łez, ale i wzruszać. Jestem stałą i wyrozumiałą czytelniczką- czekam zawsze cierpliwie na nowy wpis;-) Piszę, byś wiedziała że masz naprawdę spoooro czytelniczek:-) Trzymaj się ciepło i do zczytania! ( taaak, i kolejna czytelniczka ze śląska:-))

  11. Trzymam kciuki 🙂
    Myślę, że jest nas cała garść:-) A było nas cały wór tylko ktoś kiedyś skasował bloga i nie wspomniał o tym słowem… Zeszłam prawie na zawał, ale cuuuudem Cię odnalazłam. Masz szczęście kobieto, a właściwie to ja mam szczęście:-) Dzięki, że jesteś!

  12. Wypuszczaj swoje pierdolamento jak tylko masz czas i ochotę. Ja cały czas śledzę i czytam. tylko dawno znaku po sobie nie zostawiałam. Ale wiedz,że kilka tysięcy kilometrów od Ciebie jest przynajmniej jedna duszyczka, która śledzi Cię cały czas i której poprawiasz humor jak tylko zobaczy,że Matka Torpeda dodała wpis 🙂 Pozdrawiam z emigracji i dziękuję za to że robisz to co robisz 🙂 Buziaki i uściski dla całej Iksinowej rodziny

  13. Trafiłam tu z onetu kilka razy czytalam wszystkie wpisy i zawsze czekam na nowy! Najważniejsze to sie nie poddawać!;-)

  14. i tu kochana masz całkowitą rację. doskonale pamiętam pierwszy ‘dzień wolności’. to był 3 maj, szkodnik miał dwa tygodnie, a ja pojechałam na wypad ot, tak, bez celu. mogłam się ubrać, wyszykować, a kiedy wsiadłam do auta i mogłam sama ruszyć przed siebie gdziekolwiek, poczułam się szczęśliwa 🙂 i oczywiście po godzinie był sms do domu, jak tam sobie chłopcy radzą – ale info ‘spoko jest, śpimy’ zupełnie wystarczyło. w całym tym szaleństwie trzeba w końcu przypomnieć sobie o sobie. o kobiecie, którą byłaś, zanim zyskałaś imię matki. a mały ludzik wcale nie musi w tym przeszkadzać. wręcz przeciwnie – mama zadowolona, to zadowolony maluch. nawet, jeśli to oznacza mniej niż 24 godziny na dobę gotowości do poświeceń. zwłaszcza, że na stanowisku jest też tatuś i nie wygląda na takiego, którego rola skończyła się na poczęciu. korzystaj, trzymam kciuki mocno! sama też zabieram się za powrót do zamiłowań, choć jest ciężko… ale wiem, że tego potrzebuję. dla dobra własnego i otoczenia 🙂

  15. Jeśli miał by tu być tylko najmniejszy kawałek Ciebie to warto go lubić i czekać codziennie co ten Twój kawałek napisze. Już znikałas,zaklinam Cię na wszystkie blogi świata,nie znikaj znowu,wcale nie jest nas tu garstka,jest nas więcej niż myślisz….
    Siadaj,pisz,może zapal,wypij,pomaluj się przy tym pisaniu,to jak spotkanie,na które przecież czekamy…pięknie dzisiaj,i takowo pięknie Cię pozdrawiam.

  16. Matko Toredo, torpedka w dupke i do dzieła! A tak serio to co wieczór wchodzę i lukam czy nie ma nowego wpisu. Poza tym doskonale Cię rozumiem. Siedzę ze swoim młodym już półtora roku. Ocipiałam. Staremu robię awantury, nic mnie nie cieszy. W kółko tylko pranie sprzątanie gotowanie i darcie japy dzieciocha. Od początku tego tygodnia wysłałam go do żłobka. I co? Nawet wyjście po niego sprawia mi więcej frajdy. Zakupy raz na miesiąc nie dawały takiej frajdy. Koleżanek tu nie mam za wiele, a jak są to przykładnematkipolki, które bez dziecka ani rusz bo jak to tak. A jeśli już się spotkamy to tylko o dziecku gadać chcą. Bleh.
    Pisz dla mnie, ja na Twoje posty czekam z utęsknieniem!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *