Matka Torpeda
Matka Torpeda

Dziś prawdziwych cyganów już nie ma.

Bałam się, że macierzyństwo zablokuje w pewnym stopniu moje życie. Wiadomo, otworzy oczy na wiele spraw – ważniejszych spraw – ale jednocześnie odbierze mi dotychczasowe przyjemności.

Nie będę mogła w sobotni poranek, spontanicznie spakować tyłka i wyruszyć na drugi koniec Śląska po to, żeby zobaczyć wschód słońca w górach. Nie będę mogła zjeść niedzielnego obiadu w jakieś chatce na uboczu. Nie będę mogła – bo mam dziecko.

“Z dzieckiem to już nie jest to samo, sama rozumiesz – to jest blokujący obowiązek” – usłyszałam w ósmym miesiącu ciąży.

Aktualnie, naszemu dziecku leci szósty miesiąc. Sobotę spędził na koncercie, a niedzielną, popołudniową drzemkę – uciął sobie na szycie Beskid. Można? można.

Nasz syn jest już przyzwyczajony do koczowniczego trybu życia, fotelik samochodowy obwieszony zabawkami – najlepszy przyjaciel na podróże. Wózek oczywiście zbędny bo lepiej podziwiać świat i jego widoki na ojcowskich rękach.

Wszystko siedzi w głowie.

Początki nie były tak łatwe jak teraz. Na samą myśl wyjazdu z dzieckiem, ciarki to mi pół ciała zdobiły. Boże, cały ten majdan, ta graciarnia, a czy to wzięłam, a czy tego nie zapomniałam. A osiemset par bodów na przebranie w razie konkretnej kupy. A czy mi starczą cztery pampersy ? Może wezmę jednak szesnaście? Ale jemu przecież najwygodniej jest w łóżeczku!

Teraz wstajemy rano, pijemy kawę, karmimy dziecko i wychodzimy. Raz trafimy w Beskidy, raz na koncert, raz na wieczorne ognisko z bandą motocyklistów, raz syn jeździ na kucyku – nieco większym od naszego psa.

Oczywiście, nie raz widziałam jak sąsiadka spod siódemki dziwnie patrzy. Godzina pokazuje 22-gą, a Igreki wyciągają z auta stos toreb, dziecko i psa.

NO BO PRZECIEŻ O TEJ GODZINIE DZIECKO DAWNO POWINNO SPAĆ

Rili? a dlaczego? A co to za różnica czy dziecko najedzone śpi w wózku czy w łóżeczku ? A co to za różnica czy zostanie wykąpane i uspane o 23 czy 20 ? Że co, że mój syn postuka się w niewidoczny zegarek i powie: “Matka, chyba przeginacie pałę, już jest po 22-giej”

Sztukę przewijania kupy w samochodzie mam już opanowaną do perfekcji. Podgrzewacz samochodowy to strzał w dziesiątkę bo gwarantuje zawsze ciepłe żarełko dla dziecka, miski dla psa – zawsze jeżdżą w bagażniku.

Nie zdobywam z dzieckiem na ręku, szczytu Mount Everest, nie przepływam z nim Amazonki, nie jeżdżę na Safari i nie wystawiam na pożarcie lwom. Ja pozwalam mu uciąć sobie drzemkę na beskidzkiej polanie. Słyszeliście śmiech dziecka, którego trawa łaskocze w stopy?

Widzieliście minę dziecka, któremu migają tony świateł na koncercie? Nieskoordynowane ruchy kiedy motocyklista odpala motor?

Oczywiście, jak był młodszy – większość wypraw przespał. Teraz na ojcowskich rękach podziwia widoki, a matka pcha wózek i trzyma psa, który pragnie pozostawić ślad po sobie na szlaku.

Więc jeśli widzicie faceta, który wywija dzieckiem w powietrzu, a obok idzie brunetka z czarnym psem i ciągnie go, nie pozwalając mu zrobić dwójki w parku narodowym – to my. To z pewnością MY.

* Wpis powstał tylko dlatego bo mam nadzieję, że większość osób go przeczyta. Osób, które mijając nas wczoraj szeptali do siebie “O Boże, z takim maleństwem !” – no tak, z takim maleństwem (ja nie wiem gdzie oni to “maleństwo” widzieli) to najlepiej zamknąć się w domu, a świeże powietrze pokazać dopiero jak skończy rok.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

38 Responses

  1. Popieram w stu procentach, chociaż z doświadczenia wiem, że z tymi młodszymi jest łatwiej niż z większymi, głównie własnie dlatego, że przesypiają drogę. Starsze już się nudzi, wierci, w krzesełku mu niewygodnie i chce się wypiąć… Nie każde dziecko tak ma, moje niestety, dlatego czasem planujemy podróże z premedytacją w porze drzemki, żeby mieć szanse gdzieś w spokoju dojechać.
    PS: Chciałabym was kiedyś zobaczyć na tym szlaku 😉

  2. SIę ciesz, ze to nie skandynawia, tam za mniejsze szaleństwa odbierają prawa rodzicielskie 😉 / akurat na sztym młoda to by wnosił małż, niech tez coś ma chłop z życia, rozumiem, że internety się oburzały, że kobieta, ciężar, słusznie, od tego powinien być meżczyzna 😉 / jak za rok woodstocka nie zamkną to jedziemy z młodą i nie ma, że boli – za 5 lat owsiak może się poddać i żal, że młoda nie widziała – a generalnie, to cieszę się, że są matki takie, jak Ty – życzę wytrwałości 🙂

  3. Witam czytam Twojego bloga juz jakis czas .Swietnie Cie rozumiem sam pakuje dzieci i zdziwiona zone w bolid ku ogromnemu sprzaciwowi tesciowej i calego swiata i jade przez cala polske by w sobotnie popoludnie dzieci zamoczyly stopki w morzu .pozdrawiam

  4. No i o to chodzi żeby nie siedzieć z Maluszkiem w domu, tylko już od małego pokazywać mu świat.
    Byłam zafascynowana jak w sierpniu na szlaku na Tarnicę widziałam matkę, która niosła w chuście małe dziecko. No coś niesamowitego, nie dość, że szlak męczący jak sto pieronów, to jeszcze małe dziecko. Jak się chce to nie ma, że się nie da 🙂
    p.s. a który to szczyt zdobyliście?

  5. I tak właśnie być powinno.
    Ja kiedyś byłam na festiwalu z dziwną dla większości świata muzyką, takim na otwartym powietrzu, gdzie się ludzie w namiotach rozbijali jak np. na Woodstocku i też tam niektórzy z dzieciaczkami (bardzo małymi) poprzyjeżdżali (ja własnych jeszcze nie miałam). Takich ekstremalnych wypraw nie praktykuję wprawdzie dla własnej wygody (będąc na festiwalu chciałabym się napić piwka, a nie opiekować dzieciarnią, więc jeśli jest opcja zostawić je z babcią to czemu nie?), ale popieram tych, którzy to robią. Czerpią radość z życia z dziećmi, a nie z własnej świadomej woli zamykają się w czterech ścianach i narzekają przez internet jak to ich życie się strasznie zmieniło.
    A propos tego wpisu przypomina mi się zdjęcie Jerzego z bloga “Krystyno nie denerwuj matki” leżącego na molo z głową na klapku, okrytym kurtką (jest 10 dni starszy od mojego Kulka ;)). Nie wiem czy czytujesz ten blog, bardzo pozytywny.

    • Za takimi ekstremalnymi wypadami też nie jestem bo tak jak mówisz – człowiek chciałby się napić czy po prostu wyluzować. Ale młodego staramy się targać ze sobą wszędzie gdzie nogi nas poniosą.

      Dokładnie! Tacy ludzie potem narzekają, że życie im się zmienił.

      Podczytuję, ostatnio rzadko, ale kilka wpisów czytałam 🙂 Jerzy spał na klapku? 😀 U nas młody na ojcowskiej koszulce 😀

  6. Takie włojaże czemu nie?Ale koncert czy zlot motocyklistów – nie.Ale jeżeli Juniorowi taki hałas nie przeszkadza…Mama jesteś,to wiesz najlepiej 🙂
    Napisz rano wpis – kierunek tam i tam… 😀

  7. Witaj. 🙂 Powinnaś, na takich ludzi, co się Tobie dziwią patrzeć z góry i olewać. Dzięki temu, Młody będzie otwartym na świat dzieckiem, a nie mimozą, która boi się patyczka na drodze. 🙂 Pozdrawiam

  8. No i prawidłowo 😀
    Inaczej by sprawa wyglądała jak Młody by się bał głośnej muzyki,płakał,łkał,histeryzował a Ty byś nie reagowała tylko dalej się bawiła.No to byłoby grubo.
    Ale jeśli dziecko fajnie się bawi,śpi i nic mu nie przeszkadza to czemu nie?
    Gdyby Młody miał zdrowotne przeciwwskazania do łażenia po górach to byś go nie ciągała.

    My z naszymi potomnymi chodzimy na imprezy dni miasta,koncert kończą się po 23 i jest spoko.
    Rok roczni jesteśmy na BeerFest-tak długo jak się da. Jak młoda była w wózku to po prostu zasypiała i miała w …. że grają.W tym roku niestety gwiazda miała występ na taką godz.zaplanowany że sama nie dałam rady.Młoda zasnęła nam na rękach a że trochę waży to ewakuowaliśmy się.Zresztą szczerze to dwie “grupy” usadziły atmosferę. Ale w zeszłym roku Młoda robiła furorę wymiatając przy Big Cycu 😀

    • Ciekawe czy na Beer Fest się nie minęłyśmy gdzieś 😀

      No my przeginać to nie przeginamy, mamy ustaloną swoją “godzinę policyjną” i do tej pory maxymalnie młodego targamy. Co prawda wózek już jest “be”, ale w foteliku samochodowym jak starzy z wypraw wracają – śpi się najlepiej 😛

      • A może,może gdzieś się mijaliśmy 😀
        Za rok kolejny to może jakiś soczek walniem 😀

        Moja młoda o 21 to już przeważnie ma odlot,tak że to nasza godz.graniczna. Choć jak raz na ileś tam wróci do domu o22,30 to tragedii ni ma 😀

          • Na spcera to już Cie zapraszałam daaaaaaaaaaaaaawno daaaaaaaaaaaaaawno temu…………………………….. 😀

  9. Witam.

    Przeczytałam z wielką przyjemnością i zrozumieniem. Jeśli właśnie to daje Wam radość – nie oglądajcie się na innych. Nasze Młode las “zobaczyło” pierwszy raz w wieku dwóch tygodni (wśród lamentów i pukania się w głowę całej prawie kraczącej rodzinki). W prezencie od Dziadka dostało “wózek trapera” – mogliśmy nim jeździć po polnych drogach, dzikich nabrzeżach bez kolebania :), a na swoje pierwsze urodziny zjadło tort w Pradze 🙂
    Dziś – po nastu latach – nie żałuję, że nie daliśmy się zamknąć w domu, bo “dziecko wymaga ple, ple…”
    Grunt to kochać i być dobrze zorganizowanym i… chcieć.

    Pozdrawiam 🙂

  10. My już słyszymy, że “skończy się beztroskie życie”, a teściowa wczoraj Lubego zjopkała, że jak to? On chce sobie wyrobić kartę wędkarską i jeździć na ryby w przyszłym roku, a mnie z niemowlakiem zostawić samą?! Przytkała się, jak ją uświadomiłam, że Luby też będzie miał samotne wieczory z Kropkiem, a ja będę robić babskie wypady do kina czy na pizzę.

  11. trochę żal wypraw, na których się nie było. trochę żal świata, którego się nie widziało. trochę żal… a potem patrzysz, jak ten mały szkodnik wsadza sobie stopę do buzi z uśmiechem od ucha do ucha i myślisz, że nosz pieronie jasny, on nie będzie wiecznie miniaturką człowieka i przecież zdążymy ten świat zwiedzić – razem 🙂 a zacząć można już teraz 🙂 my już siedzieliśmy na trawniku. pierwsze wyplewione trawska mamy za sobą. skosztowane też… 😛

  12. I tak wlaśnie ma byc!! Podoba mi sie Wasze podejście 🙂 my czekmy az nasza kruszynka podrosnie bo mam dopiero 2 mce ila jest wczesniakiem i bierzemy z Was przykład. A powiedz mi jak radzicie sobie z dziadkami hehe, bo u nas ponysl wyjazdu z dzieckiem to marudzenian tyle ze… I jak to miec cierpliwosc 🙂 p.s uwielbiam Wasza rodzinke 🙂

    • Dziadki za dużo do powiedzenia nie mają 🙂 Gdybyśmy ich słuchali to do dziś bym musiała zakładać czapeczkę po kąpieli “bo się zaziębi”. Nie wyciągałabym z domu dziecka po 19 “bo za późno już”. Nie słuchać, słuchać serca. Twierdzimy z Igrekiem, że chcemy dać Młodemu takie dzieciństwo, jakie sami chcielibyśmy mieć 🙂

  13. Nam mówili chyba z dzieckiem to już przestaniecie po górach chodzić. Jak mówiliśmy w sierpniu Karkonosze ale z NIM?
    A teraz jesteśmy już po i było super 🙂 dziecko w chustę i chodzimy. Pewnie że musieliśmy trochę ograniczyć trasy, ale fajnie jest chodzić w trójkę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *