Matka Torpeda
Matka Torpeda

Życie na czterech.

Zet, wszedł na etap pełzania. Pełza mi po całym mieszkaniu niczym dorodna dżdżownica, pozostawiając po sobie mokrą ścieżkę śliny. Dzięki temu, dochodzę do tego jak dostał się np. pod szafkę z telewizorem. Wychodzę Ci ja do łazienki, dziecko pozostawiając na puzzlach między zabawkami. Wracając ocieram się o herz-klekoty bo puzzle puste. Biorę trzy wdechy. Słyszę pisk i chlapanie wody. Czyli zabawa w miskach Uszatego. Dotarł do kuchni, a konkretnie pod kuchenny stół, gdzie króluje paśnik domowego czworonoga.

Tak, operuje psimi smakołykami. Tak, już skosztował – żyje, nic mu nie jest. Pies tylko nam posmutniał bo rządy dziecka już nawet do niego dotarły. Nie biegam za pełzającym dzieckiem, nie zwracam uwagi na to, że ślini psa i z uporem maniaka chce targać go za uszy. Pies jednak biega szybciej niż Syn mój pełza.

Ostatnio moje dziecko żuło mojego kapcia. Ułożył się również w legowisku dla psa. Targając gumową kość i piszcząc z radości, że kość też piszczy.

Do dziś pamiętam: JA, mając lat sześć zjadłam kluskę, która spadła mi z rąk na dywan. Żyję. Ludzie, żyję i żadnych objawów tego DRAMATYCZNEGO zdarzenia, nie-sterylnej kluski, nie posiadam. Otrzymałam wtedy za to również poklask dziadka, a babcia o mało na zawał nie zeszła: “Jak to tak?! Z podłogi?!”

Wychodzę z założenia, że uszy psa to nie arszenik, dziecku nic nie będzie. Ewentualnie się skrzywi, spostrzegając, że jednak nie warto tego wkładać do buzi. Żeby nie było: tragicznym tworem czy prototypem matki nie jestem. Nie polewam mu Finlandii ani Krupnika do kieliszka, nie częstuję marlborem lajtem. Zwracam również uwagę czy przypadkiem nie pije domestosa albo nie bada szczotki do czyszczenia kibla.

Zbieram więc na klatę każde zdanie: “A nie ma mu zimno od paneli?”, każdy szept: “A w tym nie ma glutenu?”, każde przypomnienie: “Tu wszędzie jest sierść”. Biorę to na klatę, zbierając po raz kolejny dziecko, które wpełzło między meble. Uśmiecham się, widząc jak piszczy z radości urywając kolejny liść draceny. Cieszy mnie, że z bliska może obserwować jak pies wyżera chrupki. Cieszy mnie, że oni się kumplują. Bez względu na sierść i “zarazki” psa.

Sorry, że mnie ostatnio nie ma. Staram się fundować mojemu dziecku najlepsze dzieciństwo na jakie tylko mnie stać.

PS: Myślicie, że psie smakołyki zawierają gluten?

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

28 Responses

  1. Wczorajsza wizyta u babci, można powiedziec, że zainspirowała mnie do napisania tu komentarza. Czytam Cię regularnie, ale rzadko kiedy komentuje.
    Mam psa. Czarna, sporej wielkosci suczkę, troszkę wredna ale kochana dla swoich. Z racji tego, ze to takie moje dziecko zabieram ja ze soba do babci bo w sumie czemu nie.
    U babci pojawiła się tez ciocia z wujkiem. Ogólnie maja 4 dzieci, w wieku 19, 15, 9 lat i najmłodsza ze stycznia tego roku. Dopóki dziecko się nie urodziło 9 latka miała kotka w domu, potem jeszcze psa. Maja dobre warunki mieszkaniowe. Wczoraj dowiedziałam się, ze odkad najmłodsze pojawiło się w domu kot ani pies nie maja wstępu do domu. Szczerze mowiac zamurowało mnie. Pamiętam jak ciotka wychowywała starsze dzieci i nie była aż tak zafiksowana zarazkami i pies i kot normalnie przebywały w domu, chociażby w kuchni żeby się zagrzac zima. A teraz, wydaje mi się że od wczoraj zostałam czarna owca w rodzinie bo smiałam psa do babci zabrac. Ze względów bezpieczeństwa i nieprzychylnych spojrzeń ludziów pies siedział grzecznie w kagańcu, pod stołem i nie zwracał nawet uwagi na dziecko.
    Jestem w takim wieku, że sama zaczynam powoli poważniej mysle o dziecku, wiesz o co chodzi ;). Tylko nawet przez mysl mi nie przeszło, że mogłabym nie pozwolic na kontakt dziecko-pies. Tym bardziej, że pies czysty, domowy ale wybiegac na podwórku też się lubi.
    Aż się wczoraj zbulwersowałam. Sorki za przydługi komentarz, ale dzięki temu wpisowi widzę, że moje myslenie o wychowaniu dziecka i posiadaniu przy tym psa, nie jest nieprawidłowy.
    Pozdrawiam was serdecznie 🙂

    • Moim zdaniem, Twoje myślenie o wychowaniu dziecka w towarzystwie psa – jest jak najbardziej właściwe. Dzieci, które wychowują się z psami podobno lepiej się rozwijają. Zet jak robi “cacy cacy” Uszatemu to aż piszczy z radości. W dzisiejszych czasach, “książkowych” czasach każdy patrzy pod innym kątem. Ja akurat jestem zwolennikiem współpracy psa i dziecka 🙂

      • Też tak własnie mysle. 🙂 Bulwersuje mnie bardzo fakt, że w przypadku mojej ciotki wszelkie zwierzęta zostały eksmitowane z domu na dwór do szopki gdzie maja spac bo dziecko. Nad pozostała trójka dzieci się tak nie cackała. I jest to często spotykana praktyka w okolicy z której pochodzę, ze wsi. Pojawia się maluszek a pies laduje na podwórku. To niezbyt miłe również dla zwierzaka, który może odebrac dziecko jako wroga.
        Popieram Cię w 100% 🙂

  2. Nie pamiętam już czy mój syn dbał o nasze obuwie, ale mój nowy współlokator (od miesiąca mam małego kota) przypomniał mi młode lata mojej latorośli. Otóż, kiedy się robi w domu cicho, lecę na wyskoki i szukam delikwenta. W 90% zasadnie. W obu przypadkach. Nawiasem mówiąc psów też to dotyczy, tyle, że w “mniejszych” procentach. Wyżeranie psu z miski to standard był. A tak poza konkursem to i tak nie nadążysz, a szybciej się rozchorujesz od stresu. Kiedy mój młody zaczął chodzić, zatrudnił całą rodzinę przy pilnowaniu go. Obłożyłam CAŁY pokój kocami (łącznie z kaloryferem). Żaden kant (w sensie narożnik) mi nie uszedł, a i tak nabił sobie guza. O pedały od pianina…. Nie nadążysz…. Pozdrawiam. Piszę rzadko, ale czytam wszystko.

  3. Hahaha, wszystko to brzmi znajomo, mloda ma juz 20m-cy ale nadal ja rajcuja buty, chyba lizanie podeszw ma za soba ale sznurowki as najlepsze do zucia I nie tylko…. tak wiec buty sa u nas wysoko, wysoko. Co do zarcia psa u moich rodzicow tez pies czekac musial na smakolyki az mloda odpadla od sciany, tzn. Zasnela by w spokoju mogl skonsumowac np to cos do czyszczenia zebow psich,ulubiony gryzak mlodej.

  4. Aś postawiła wszystko na głowie 😀
    A jakaś wylaszczona w tym kółeczku obok drwala i potomka 😀
    Rozwijasz się kobito :**

  5. PS. powalił mnie na łopatki 😀 Ale jedno wiem na pewno,że w jedzeniu dla psa jest mniej chemii,niż w naszym.Także niech Zetkowi wyjdzie na zdrowie 😉 Moja córka też jadła i żyje.Ale z tą draceną to rzeczywiście bym uważała,bo nawet jeśli nie je to na rękach zostają toksyny,a wiadomo ręce pcha do buzi.I pamiętam jak mi pediatra powiedziała,że najzdrowsze dzieci to te które mają od małego kontakt ze zwierzętami 🙂

    • Akurat muszę przyznać, że kontakt dziecko i pies, bardzo mnie cieszy. Często przy płaczu Młodego, Uszaty podchodzi i dziecko już szczęśliwe 🙂

  6. A co za różnica, czy chrupki zawieją gluten czy nie? mniemam,że gluten to wymysł więc nie ma się czym przejmować 😉 – ja czekałam, aż małe zacznie samo szczekać lepiej i głośniej od zwierza.
    Co do ubikacji, hm…. z doświadczenia wiem, ze szczotka jest mniej interesująca niż sama woda w środku – na dnie, która “super” pluska i tyyyyyle można tam wepchnąć…że głowa mała, i na zaś polecam łapkę do obracania pieczonych rzeczy ;). Naprawdę świetny wynalazek!
    A stawiam miliona, że małe pełzające będzie szybsze od czworonoga, jak położysz w zasięgu wzroku pilota/komórkę…. – te przedmioty mają magnes tak wielki, że 80% obniżka butów marzeń to pikuś, i małe wyprzedziłoby kazdego w takim wyścigu na pewno, i nie ważne, że pełzająco 😉
    Pozdrawiam 🙂

  7. Nie wiem, jaką masz karmę, powinno być w składnikach ładnie wypisane 😉 mój futer, kot znaczy, z pewnościa ma lepsza karmę niż ja mięso, bo ok 85% rzetelnego mięsiwa, a jak patrzę czasem na swoje wędliny to nie mam tej pewności. Pomyśl – zwierzak schudnie, jak się będzie musiał do miski z konkurencją ścigać, same plusy 😉

  8. Wszystko super że dracena jest szkodliwa – zresztą wygoogluj sobie . Kiedy miałam pełzaka w domu wszystkie rośliny wylądowały w koszu bo miałam traumę

  9. Czy mają gluten -nie wiem. Ale moja Młoda chrupała razem z naszym psem i żyją oboje. Nie mieli biegunek,zatwardzeń ani wymiotów 😀
    Młoda jak wyczaiła gdzie “śpi” żarcie od psa jak nie ma go w misce to zaczęła tam chadzać i się częstować jak czipsami.
    Teraz ten etap mamy już za nami,pies o miskę jest spokojny.
    Podejrzewałaś kiedyś,że toto maleństwo,które same się na bok nie odwróci może tak szybko się przemieszczać? 😀
    I kochana,niech mu te zarazki na zdrówko idą 😀 Bo jakby nie to to byś musiała zamieszkać w przychodni/szpitalu bo by ciągle chorował.

    I taki mały z brodą:
    ” Babcia z wnuczkiem w piaskownicy.
    babcia- Jasiu,co tam masz?
    Jasiu- mięsko.
    babcia- a skąd masz?
    Jasiu- samo przypełzło ” 😀

  10. Biedny Uszaty nawet zjeść teraz spokojnie nie będzie mógł 😉 Moja córka dopiero na etapie podnoszenia główki (2miesiące skończyła), ale podejrzewam że jak zacznie pełzać to futra będą na meble lub parapet wskakiwać przed nią 😉 U nas kocia sierść to przyprawa 😉 co bardzo nie podoba się moim teściom, ale oni nie mają nic do powiedzenia 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *