Matka Torpeda
Matka Torpeda

Rzut mięsem na odległość.

Pewnie większość z Was jest przyzwyczajona do “kurew” i “chujów Wacławów” w moich wpisach. Nie raz otrzymywałam komentarze, że to jest w złym smaku. No nie wypada kobiece, nie wypada tego publikować. Serio? 

Jeśli tylko chcecie, mogę Wam sprzedać bajkę o perfekcyjnej matce, pani domu, właścicielce psa długowłosego i idealnym szato w borowikach do obiadu. Wszak każdego dnia kiedy wstaję rano, naciągam na siebie satynowy szlafrok, wkładam stopy do kapci za sześć stów i biorę filiżankę dobrego Espresso, z drogiego jak chata na Bemowie, ekspresu do kawy. Mogę.

Mogę też Wam napisać, że mój związek jest tak idealny, że aż dziw iż gazety się tym nie interesują. Powinnam napisać książkę o idealnej miłości. Motylki to nam po całej chacie fruwają, takie ajloviu mamy!

Oczywiście, że mamy kupę hajsu. Jak mi papieru braknie, to automatycznie wołam Igreka żeby podrzucił kilka stówek. Mąki w szafce kuchennej też nie znajdziesz bo się banknoty wysypują. Już mi brakło na gumki recepturki żeby robić rolady z tych grubych hajsów.

Mogę, ale po co?

Lubię ludzi, którzy przeklinają. Problem polega na tym, że większość osób popada ze skrajności w skrajność.
To, że dziś wam napiszę: “Jak mnie ten człowiek wkurwia” nie oznacza, że idąc po chodniku z kiepem w gębie, kłaniam się sąsiadce słowami: “O kurwa, dzień dobry”.

Mało tego, może Was to zadziwić, ale odbierając resztę w sklepie nie mówię do sprzedawczyni: “O w chuj dzięki”.

Zazwyczaj przeklinam jedynie przy ludziach, których znam. “Kurwy” nie używam jako przecinka, a moje dziecko pewnie pierwsze “kulwa” usłyszy z podwórka, ewentualnie z przedszkola. Czym oczywiście doprowadzi mnie do zawału. Od pojawienia się Zeta, nauczyłam się wypowiadać słowo “Kurwa” bez dźwięku. Z uśmiechem i dyndającą gulą frustracji. Mało tego, jeśli krzyczę na Igreka to po cichu. W dodatku zawsze w łazience.

Nie wyobrażam sobie życia bez przeklinania.

I niech mi tu ktoś pierwszy rzuci kamieniem, jeśli kiedy na świeżo umytą podłogę, spadnie cały tłusty obiad, reaguje słowami: “Psia kość! No co to się stało!”

Myjesz naczynia, upocona jak świnia przy biciu. Kończysz, przecierasz zlew, dopieszczasz, obracasz się i widzisz jeszcze patelnię. Co mówisz? “No masz Ci los! Jeszcze patelnia” ?

Ja na ten przykład zawsze mówię: “No kurrrrrrrrrrrwa mać!” – oczywiście ilość “rrrr” zależy od poziomu mojej frustracji.

Jeśli znajdę się w danej sytuacji o wiele łatwiej mi uwolnić emocje za pomocą “kurwy” niż wygłaszając elaborat o moich uczuciach. Czasami po prostu wydaje mi się, że nie ma słów, które są w stanie opisać moją sytuację. W takie właśnie miejsce lubię wstawić słowo: “Ani mnie nie wkurwiaj”.

Czemu skrajność?

Generalnie przeklinanie większości osobom kojarzy się z patologią. Zupełnie nie potrzebnie. To, że jakaś piękna pani z telewizji wystylizowana tak, że kapcie spadają, opowiada o swoim idealnym życiu nie znaczy, że wracając do domu nie rzuciła do męża: “Kurwa, ileż można pierdolić głupot w tej telewizji”.

To jest tak jak z robieniem kupy. Przecież Dżordż Klunej jest tak idealny, tak większości kobiet macica furgocze na jego widok, że aż nie możliwe, że on… sra. A jednak, z pewnością “wypróżnia swoje jelita” w sposób śmierdzący. Generalnie wszyscy robią kupę. Oprócz kobiet oczywiście, wiadomo.

Mogę kreować siebie na idealną matkę, która nigdy się nie denerwuje na swoje dziecko. Mogę wykreować osobę, której absolutnie nie wkurwia kolejka w banku. Ty też możesz. Możesz stwierdzić, że “kurcze pieczone” jest odpowiednim słowem w momencie, kiedy jakiś buraczany osiemnastolatek w beemce swojego ojca, ochlapie Cię od stóp do głów, brudną wodą z kałuży. Nie muszę chyba dodawać, że właśnie szłaś do pracy? Możesz, ale podejrzewam, że pierwsze określenie, które przyjdzie Ci do głowy to z pewnością nie będzie: “Kurcze pieczone!”.

Poza tym, jedno jest oczywiste: KOBIETY nie przeklinają. One rzucają zaklęcia.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

26 Responses

  1. Ale trafiłam, dziś gadali my na ten temat. Ogólnie nie rzucam mięsem, ale jak już rzucę to jest efekt, każdy się dziwi i wreszcie zaczyna mnie słuchać 😉 Uwielbiam Cię czytać, Twoje teksty to dla mnie relaks po całym dniu

  2. No bez jajów noooo, czasami to rrrrrr to niczym wisienka na torcie, nie da sie bez.
    Pisz Kochana jak serce z rozumem dyktują, stali i wierni czytelnicy na to czekają 🙂

  3. Nie ma tego złego… Starałam się nie przeklinac przy dziecku, ale jak usłyszałam z pokoju donosne “K… wszystko się wysypało” to radosc w mym sercu nastala. Piękne drżace rrrrrr pierwszy raz w życiu 🙂 I wada wymowy się naprawila 🙂

  4. A co se będę żałowała 😀
    U mnie po domu też kurwy i huje latają,a jak.Rzadko,sporadycznie ale jak już polecą to z prędkością światła.Nie nadużywam,otwierając lodówkę nie gadam “o kurwa,margaryna zamrzła”,jak śmieci same idą na hasiok nie wołam za nimi “ino zamknijcie drzwi w uj”.Ale jak mi ciśnienie dekiel wybija,para uszami leci,wszystko widzę za czerwoną mgłą to wolę kurw nawrzucać niż komuś łeb urwać.
    Ale generalnie jest tak,że jak się przy mnie nie przeklina to ja też “piękną mową ojczystą”.A jak komuś wylatują to i mnie się częściej zdarza:D
    To jak z papierosem-jesteś sama w domu,wypalisz np 5szt.Ale jak już siedzisz z innym palaczem to w tym samym czasie wyjarasz 12.
    Poza tym tłumienie emocji jest podobno bardziej szkodliwe niż stosunek przerywany więc te zaklęcia to jakby nie patrzeć dla zdrowia 😀
    Buziaczki dla Zecika :*** Czekam na małe co nieco 😀

    • Tego mi w tym wpisie brakowało, idealnie to podsumowałaś: “Wolę kurw narzucać niż komuś łeb urwać” i to jest cała kwintesencja tego wszystkiego!

      Ps: Postaram się jeszcze dziś podrzucić co nieco 🙂

  5. rzucanie zaklęć! to muszę zapamiętać. rzucałam dzisiaj, kiedy moje szczęśliwe półroczne dziecko z buźką pełną marchewkowej papki odwróciło głowę i cały swój pomarańczowy uśmiech wytarło w jasny sweter swojej matki. oj, cóż to było za zaklęcie… ale z uśmiechem, nie powiem, bo komedia w tej tragedii była całkiem przyzwoita 😀

  6. Ja nie przeklinam przy dzieciach, starszych, rodzinie. Przy obcych mi się zdarza rzucić “no kurwa szerzej stańcie na tym chodniku” jak zlot moherów z rowerami uniemożliwia przejście, bo musi sobie o hemoroidach opowiedzieć. Bardzo często słyszę, że nie tyle nie wypada mi przeklinać jako kobiecie, o ile nie wypada przeklinać mi jako osobie wyglądającej tak młodo i dziewczęco. No w dupe Wacława, moja wina, że wyglądam na 14 lat i mi męża o pedofilie chcą oskarżać?
    A przeklinać lubię, tak po prostu.

    PS “Reply to Szefowa” <3

  7. I święta racja! Ręką, nogą i czym tam jeszcze wystającym mi Cię Laska popieram! A wszystko jest przecież dla ludzi, tylko trzeba używać głowy do ‘używania’ ….i rozumienia- a ani jednego ani drugiego uważam Ci nie brakuje…. mam tylko jedno ‘ale’- nie łudź się że małe Zetowate nie załapie ‘bezgłośnego’ mięska…Załapie, szybciej niż ustawa przewiduje a światło objawienia do Ciebie dotrze po walnięciu pioruna, ale to trzeba przeżyć jak kolejną grypę żołądkową i z uporem maniaka działać każdorazowo i doraźnie:-)
    I nie ustawaj w zaklinaniu klawiatury:-)
    Pozdrawiam

      • Porzuć wszelkie nadzieje… dzieciątka są spryśne i łapią wszystko to co jest wypowiedziane nawet bezdźwięcznie i wypowiedzą gromko w najmniej niespodziewanym momencie. Przykład: dość dawno temu razem z najlepszą przyjaciółką poszłyśmy sobie na Rynek posiedzieć w lecie, biorąc przy okazji najmłodszego jej brata ( on miał jakieś 3-4 lata, my ze 22,23 ), którego w tym dniu niańczyła, bo mama była na 2 zmianie. My sączyłyśmy piwko z maliną, brat jadł lody. Niedziela to była, na Rynku w ciul ludzi ( z dziećmi, a jakże). Kulturalnie piwko pijemy, mały pożera te lody, spokój, delikatny szmer rozmów wszystkich siedzących pod parasolkami, aż tu nagle z miejsca braciszka poszło gromko w eter: KURRRWA, SKAPŁO MI… Ten wzrok wszystkich na nas… myśl miałyśmy jednakową w tym momencie… zostawić bachora i uciec, nie przyznając się do niego 🙂

      • Prawie się udławiłam ze śmiechu. …taka duża a taka naiwna…-zacznij prostować mmyślenie, bo pewnego pwwnego dnia łyżka może Ci wpaść gdy nie Twe Dziecię zamiast np:MAMO żuci pięknym ‘kurwa’ z usmiechem bezzębnej japy. I mimo seplenienia R będzie bardzo wyraźne i soczyste….a i na pewno spalisz się ze wstydu, bo z pewnością dobierze sobie w tym czasie najznamienitsze audytorium-to albo 58 zmysł albo srogi test miłości Rodzicielskiej:-D. …ze może nie sprzedaż go gdy dorzuci: “no żesz…mać”;-)

  8. tak,tak popieram w 10000000%!
    uwielbiam! wpis o mnie 🙂

    tyle że ja raczej mówię
    “noo kuuuuuuuuuuuuuuurwa mac” 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *