Matka Torpeda
Matka Torpeda

Specjalne miejsca w piekle.

Wczoraj, parząc sobie czarnucha i otwierając lodówkę w celu dolania kapki do kubeczka, spostrzegłam, że mleka ni ma.
Pod nosem poszło wszystkiego najlepszego i dużo zdrowia dla Igreka, który wychlał mleko rano przed wyjściem do pracy. Bezczelnie, korzystając z okazji, że ja przewracałam się na drugi bok. I to jest miejsce numer jeden: Dla takich ludzi jest specjalne miejsce w piekle, obok kotła i w dodatku z funkcją miziania diabła po genitaliach.

Numer dwa: KURTKI DLA DZIECI.

Nie wiem kto wymyślił kurtki. Szczerze powiedziawszy nie będę zaglądać do wujka Google bo mi się nie chce. Mało mnie to też interesuje bo mój blog to nie serwis informacyjny, ale powinien za to smażyć się w piekle.
Szkurwa co ja się upocę jak zakładam dziecku kurtkę. Nie dość, że sama już muszę być ubrana to jeszcze muszę się nagimnastykować.
Jako, że jest nasza kochana polska, padająca jesień: W płaszczu, butach i szaliku (dodajmy do tego, że w domu ciepło jak w piekarniku bo kaloryfery grzeją) zabieram się za ubieranie dziecka. Ryk taki jakby świniobicie u nas było bo nasz syn wprost UWIELBIA się ubierać. Szczególnie kurtki i czapki lubi. Kurtka z podszyciem (takim co się zwija jak ubierasz, dziadostwo nad dziadostwami. Nie widziałam jak kupowałam, niech mnie szlag.). Pot mi po dupie cieknie, Młody się drze w niebo głosy bo aktualnie ma dramat życiowy, że mu matka kurtkę zakłada, a ja kombinuję jak by to zrobić najszybciej.
Nie da się, Jezusie KRISTUSIE nie da się. Z utęsknieniem wspominam więc lato kiedy body było całym ubraniem przed spacerem. Zawsze przy ubieraniu mam ochotę płakać razem z nim.

Numer trzy: ZABAWKI GRAJĄCE.

O zabawkach mogłabym napisać trylogię. Zanim się urodził to twierdziłam, że kupować mu zabawek nie będę. Powód prosty: każdy mu tego dziadostwa naznosi, a potem mi się szafa nie domknie. Gdybym ja na dzień dzisiejszy to wszystko posprzedawała to z pewnością byłoby mnie stać na dobre wakacje w Meksyku. Co za Janusz wymyślił te wszystkie zabawki? Po co, komu i na co ?
Uśpisz dziecko, zaśnie w końcu po walkach i trudach. Odwracasz się od łóżeczka, na palcach ewakuujesz się z miejsca “szengen” i co ? I jajco, stopa akurat ląduje na jakiejś zasranej krówce, która ma ochotę pośpiewać: “Old Makdonald hef e farm, ijaaaa ijaaaa joooo”. Zabawki grające dzielę na te “już trudno, niech będą” i te, które najchętniej poszłyby za okno.
Te “już trudno, niech będą” to zabawki, które mają magiczny pstryczek do wyłączenia. Te, które za każdym razem mam ochotę rzucić o ścianę to cuda, które muszą się “wygrać”. Wiecie, dopóki nie skończy brzdękolić to się nie uciszy.
I mówisz każdemu: “NIE kupujcie już nic bo mamy tego za dużo”. Czym uraczy Cię przy następnej wizycie osiem na dziesięć Januszy? Oczywiście zabawką, która świeci, gra i miga w kolorach tęczy. Wielkie fak z mojej strony dla tych zabawek. Naprodukujcie tego jeszcze sześć milionów i zróbcie przecenę przed świętami, a ja sobie chyba w łeb strzelę.

Numer cztery: FLIPSY

Czy producenci tego czegoś mieli w planach stworzenie kropelki? Czy ich myślą przewodnią było stworzenie mazi idealnej do sklejenia wszystkiego, ale po drodze nie wyszło i powstał chrupek ? Przecież takim wymymlanym flipsem to okna można uszczelnić i się będzie przez następne dziesięć lat trzymało, daję słowo. Weź to dziadostwo wygrzeb z dywanu jak zaschnie. Już nie mówię o tym, że jak mi wsuwa te flipsy na spacerach to kurtka wiecznie brudna. One są wszędzie, na Boga ONE SĄ WSZĘDZIE, a Zet jeszcze nawet nie chodzi. Igrek ostatnio o mało na zawał nie zszedł jak zdrapywał flipsa w samochodzie. Nawet przy wymianie klocków hamulcowych się tak nie nagimnastykował.

Numer pięć: ŚLINIAKI

Tutaj może akurat autor do piekła iść nie powinien, ale ja się zastanawiam po co one zostały wymyślone?
Żeby się dziecko nie ubrudziło ? To albo ja mam w domu unikat, który brudzi wszystko albo ten wynalazek jest do dupy. Nawet gdybym go całego obłożyła śliniakami i tak brudny jest Zet, Ja i pies w dodatku. Oczywiście o infrastrukturze domowej nie wspomnę bo przecież wszystko trzeba dotknąć, wymymlać i popluć.
Już się przyzwyczaiłam do tego, że dziecko i “czysto w domu” nie ma prawa bytu, ale śliniaki mnie nurtują.
Serio, zastanawia mnie sens tego wynalazku. Jak byłam w ciąży nakupiłam tego dziadostwa cały pakiet. Wiecie z tymi napisami “Mondej, tjusdej” i tak dalej. I co? Jajco, mogę sobie podłogę tym myć. Aktualnie jestem w poszukiwaniu śliniaka silikonowego z rynienką bo mam wrażenie, że to może być ratunek. Jedyny ratunek.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
PREVIOUS POST Wstyd mi.
NEWER POST Słoneczko.

16 Responses

  1. Hahahaha a tu dopiero jesień!Pot po dupie mi cieknie – jak dobrze że mamy to już za soba (kurde czemu nie da się wszystkich polskich znaków napisac?).
    Miziac dibła po genitaliach?Wow jestes najlepsza;*

  2. ha ha ha , miałam to samo! a najlepsza przygoda ze szczeniaczkiem uczniaczkiem który chyba zwarcie miał jakieś i często gadał sam. Uśpiłam córę , wychodzę z pokoju na paluszkach a tu z kąta “WIIDZZZEEEEĘ CIEEĘ!!!!” ja 5 zawałów , młoda w ryk i od nowa usypianie…dziś się ztego śmieję ale wtedy miałam ochotę wywalić zabawkę przez okno i podać do sądu Fisher price!

  3. Zamiast kurtki kup za duży kombinezon. Kładziesz młodego, zarzucasz klapę, zapinasz zamki po bokach-15 sekund. On ma luz i cieplo, Ty spokoj.
    Zamiast sliniaków kup kilka pieluch tetrowych, jak nie będa już potrzebne zaj… scieraja kurze.
    Wkurwiajace zabawki umyj albo wypierz, zanies do szpitala na oddzial dzieciecy. Na pedriatrie albo chirurgie. Nie kazda matka ma jedno dziecko, z ktorym moze siedziec caly dzien. Niektore dzieci leza same. Zawsze sie przydaja, bo dzieci czesto zabieraja do domu jak wychodza z oddzialu.

    • Co do oddziałów szpitalnych nie raz już o tym myślałam żeby te graty i za małe ubranka tam zanieść, ale jednak tutaj dalej toczą się negocjację na temat rodzeństwa (rzecz jasna nie teraz). Jeśli zrezygnujemy albo coś się pozmienia, oddaję na oddziały dziecięce w szpitalu ewentualnie do domu dziecka.
      Wolę żeby się przydało biednym dzieciom niż posprzedawać, a ktoś to potem wyrzuci.

      Mamy ten kombinezon, dziś zakładaliśmy. Z tym, że taki mamy na zimę, a jak są cieplejsze dni to mi się dzieć zapoci w tym, niestety.

  4. 1. Nie wiem co to bo mam maszynkę do kawy i problem z głowy 🙂
    2. Dopiero mnie to czeka. Narazie zakładam bluzę z kapturem, wrzucam do gondoli i paszli w długą 😉
    3. Z zabawek grających narazie ma karuzelę na łóżeczko i konika morskiego z kołysankami. Koniec, więcej nie chcę!
    4. Flimsy – będę omijać jak diabeł święconej!
    5. Śliniaki mam 10 sztuk i… leżą w szafie nieużywane!

  5. Numer jeden mnie nie dotyka 😀
    Od czasu pojawienia się potomnych kawę pijam tylko z sypką śmietanką.Powód?Płatki śniadaniowe. A suchej śmietanki mi nie zeżrą 😀

    Numer dwa.
    Dla obojga na początku miałam kombinezony.Potem weszły kurtki,z tym że dla młodej kombinezon też jeszcze mam.Bo zimą wolę jednak takie.Dla starszego niestety nie mam 🙁 Nie znalazłam jednoczęściowego zimowego na 152cm 😀
    Ja też miałam saune na początku,potem ubierałam się do butów,ubierałam młode,wystawiałam na drugą stronę drzwi i siebie już dokańczałam na sieni 😀

    Numer trzy.
    Moi rodzice wręczali mi z uśmiechem wrzeszczące dziadostwo do czasu aż im wszystkie te cholerne zabawki włączyłam na raz,oczywiście u nich w domu żeby nie mogli wyjść.Już nigdy więcej od nikogo nie dostałam.
    Młoda miała w spadku kaczuszkę,która po naciśnięciu robiła “kwa,kwa,kwa” ale było to znośne i w miarę ciche,poza tym kaczusia jest miękka z gumowym dziobem więc idealna na spacery bo oboje namiętnie ją po tym dziobie gryźli i NIE USZKODZILI 😀
    Lalka śpiewająca alfabet tego samego dnia przeszła operację i śpiewać przestała 😀

    Numer cztery.
    Ja młodzieży kupowałam biszkopciki,oblaty,suche wafle.Chrupki kukurydziane zaczęli dostawać jak przestali się ślinić 😀

    Numer pięć.
    Śliniaczki były……nieużywane:D
    Jeden i drugi bardziej był zainteresowany tym co ma pod brodą niż na talerzu więc przestałam im zakładać.

    • 1: Nigdy nie piłam z sypką śmietanką, serio.
      2: Mam kombinezon, ale jak ciepłem przygrzeje w takie ciepłe jesienne dni to mi się młodzieży poci w tym więc wtedy wchodzi “ukochana kurteczka”.
      3: Ja to wypróbuję. Przy następnej okazji to wypróbuję.
      4: Muszę spróbować z biszkoptami.
      5: Tak! choćby nie wiem jak był głodny i tak NAJBARDZIEJ interesuje go śliniak.

  6. 1.My mleko kupujemy po kilka kartonów więc jak mi mąż wywinie taki numer to muszę pokonać tylko 15 sztuk schodów do piwnicy
    2.Z tym większego problemu nie było mimo że dziecko majowe, tylko czapka nie mogła być wiązana bo wtedy był bunt.
    3. Schowałam w najwyższej szafce i mam nadzieję,że się córa pytać nie będzie co w tej szafce jest.
    4. A myłaś już swoje włosy z flipsów? Niełatwe zadanie.
    5. Teoretycznie są po to,że gdy dziecko się ślini mają nie dopuścić żeby zmokło mu ubranie. Praktycznie to nie wiem. Mi to córka sama ściągała a bodziaki zmieniałam co trzy godziny mokre po pas.

    • Czapka i kurtka dla mojego dziecka to ZUO największe. Czapkę od razu targa z głowy i to takie kółko: Ja zakładam – on ściąga.
      Włosów z flipsów jeszcze nie myłam, wszystko przede mną jak widzę.
      Fakt, śliniaki to też najlepsza rzecz do ściągania i targania na wszystkie strony. U nas bodziaki też mokre po pas, także ze ślinieniem też rady sobie nie dają ;<

  7. Punkt pierwszy pominę, przyzwyczaiłam się już.
    Punkt drugi: będę miała ten sam problem, gdyż każdy wszem i wobec ogłasza, że dziecko wiosna/latem urodzone i do kurtek/czapek/szalików nieprzyzwyczajone, szału dostaje jesienia i zima, gdy mu je zakłada trzeba.
    Punkt trzy: już wszystkim mówię, że jak kupia, to wyrzuce, więc maja nie kupowac, bo będę wyrzucac i BĘDĘ!
    Punkt czwarty: zgadzam się już, tak na zapas.
    Punkt piaty: sliniaczki sa głupie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *