Matka Torpeda
Matka Torpeda

5 rzeczy, których mi szkoda.

Czasami chcę napisać coś mądrego i elokwentnego. Naprawdę, momentami mam nieodpartą chęć podzielenia się z Wami czymś MONDRYM. Wiecie, rzucić tutaj elaborat mądrości i pokazać, że ja wcale nie jestem taka “zwichrowana psychicznie”, że potrafię też całkiem mądrze coś napisać.
Ale po chwili (na całe szczęście) przechodzi mi myśl mądrości. 

Zawsze staram się pomagać słabszym. Choć nie: raz miałam odchył z pomaganiem. W podstawówce moja matka została wezwana do szkoły bo znęcałam się nad słabszą koleżanką. Na lekcji wychowania fizycznego krzyknęłam w jej stronę bo nie potrafiła grać w piłkę i przez nią przegrywaliśmy. Wtedy miła pani wychowawczyni stwierdziła, że jestem osobą bezwzględną, która po trupach idzie do celu i nie wyciąga ręki do słabszych. Litości, ja miałam jakieś dziesięć lat i o ile mnie pamięć nie myli, nie do końca znałam sens zdania: “Po trupach do celu”…

… ale do rzeczy: rzeczy, których mi szkoda w moim domu.

1. Piętka chleba.

Myśleliście kiedyś o piętce chleba? Dżizys, jaka ona jest biedna. Nigdy jej nikt nie je bo:
ani na nią szynki nie położysz
ani się nie najesz.
Kiedyś jak robili chleb o smaku chleba to jasne: świeża, pachnąca i chrupiąca piętka z masłem – błogostan, panie. Teraz, nie wiem jak Wy, ale dla mnie piętka może nie istnieć.
Ilekroć kupuję chleb to piętkę wrzucam do chlebaka, luzem. Wstaję rano w niedzielę: nie mam pieczywa, za to mam kilogram piętek. Kopulują w nocy na bank i się rozmnażają, łajzy. Leżą tam czerstwe bidulki, czekając na lepsze jutro.
Właściwie to ja nie wiem, po jakiego grzyba chleb ma piętkę skoro nie ma nóg?

2. Dupki warzyw.

Już spieszę z wyjaśnieniem słowa “dupka”: po mojemu to końcówka. Końcówka pomidora to “dupka”, końcówka ogórka? również “dupka”. Odkąd pamiętam – nie jem dupek. Wszystkie lądują do śmieci, ewentualnie przywołuję Igreka, który je wszystko. Taki domowy utylizator z pomocnikiem w postaci psa. Gdyby ktoś chciał się kiedyś nade mną poznęcać to śmiało daję przepis: Talerz pełen dupek, a takie “HARD” znęcanie: dupki z jajek. Wiecie, ta końcówka białka. Nawet jak o tym piszę to mam odruch wymiotny.

3. Ślewki.

Końcówki napojów. NIGDY nie wypijam kawy do końca, choćby była najpyszniejsza na świecie. Po pierwsze: końcówki są zimne, a zimna kawa jest obleśna. Po drugie: zawsze łyknę tego mułu z fusów. Bo przecież nie ma nic piękniejszego niż zimne fusy. W dodatku trzeszczące niczym piasek między zębami.
Końcówki napojów gazowanych: w połączeniu z talerzem pełnym dupek, zabiłyby mnie na miejscu.

4. Końcówki tuszu do rzęs.

Jak na typową babę przystało kupuję nowe kosmetyki nim skończą się stare. Tusz do rzęs się kończy? A to kupię nowy żeby mi nie brakło. Jak już kupiłam to się nim pomaluję żeby sprawdzić jaki efekt.
“No i to jest tusz, a nie te dziadostwo poprzednie!” – za każdym razem w mojej łazience. Oczywiście resztki starych tuszy piętrzą się w moim “kosmetycznym pierdolniku” czekając na lepsze jutro, które nigdy nie nadchodzi. W ostateczności przypomnę sobie o nich kiedy uschnięte z tęsknoty bidulki, nadają się jedynie do kosza na śmieci.

5. Farfocle w zupie.

Na litość boską nigdy nie zrozumiem po co to tam pływa. PO CO BÓG STWORZYŁ SITKO, ja się pytam?
Jak dodaję por do zupy, zawsze wyłapuję dziada widelcem żeby przypadkiem mi potem po brodzie nie fruwał. Odpadł kawałek mięsa w garnku ? Jak mi wpadnie do miski, będę tyle grzebała aż go wygrzebię. Szkoda mi takich farfocli bo one jednak po coś są, tak?
Taki listek pora, co on biedny ma zrobić, że się rozpada? No nic chłopina nie zrobi.
I teraz najgorsze: kończysz jeść zupę z miski, a tam kumulacja farfocli. Farfocle ewryłer.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

26 Responses

  1. Piętki sa spoko jak sa cieplutkie i chrupiace- wtedy jest w domu wojna, kto był pierwszy w kolejce do niej. Ostatnia najczęściej idzie na przerób dla pierzastych obsrajadchów teścia lub różowiutkich szyneczek w chlewiku znajomych. Choć bywają chwile i to dosyć częste,kiedy me dwie pociechy ciągają zamiast obiadku/zupki/deserku suche kromki chleba (włącznie z piętką) jakby matka nie dawała nic innego. Już nie wspomnę, że zapijają to zwykłą wodą…
    Wszelkie dupki są raczej tez zjadane, bo warzywka typu ogórek, pomidor itp… to muszą zniknąć by się odczepili, więc najczęściej moje dzieciaki robią za śmietnik…
    Kawę najczęściej i tak piję już zimną… więc co za różnica czy do końca czy nie 😉
    Kosmetyki… hm…tak, u mnie tez potrafia leżeć latami, bo tak często korzystam…
    A zupa? – ma wszelkie “zielone wrzuty”. Te tylko do smaku są wyławiane, pietruszki nie dodaję chyba tylko do deserków, więc niestety moi Panowi mają ją na codzień i chyb ajuż sie przyzwyczaili…
    I jednego czego do tej pory nie umiałam sobie przyswoić, to jak można zjeść kanapkę z salcesonem i majonezem jak mój Mąż???? Noszszsz to się kuźwa za cholerę nie składa i patrzeć na to nie mogę, a to raczej on zawsze zarzuca mi że mieszam dziwne rzeczy ze sobą.
    🙂

  2. U nas to mąż zostawia piętki, końcówki wszystkiego i resztki napojów, a ja robię za odkurzacz, bo nienawidzę, ale to NIENAWIDZĘ wyrzucać jedzenia… A d… rośnie

  3. Z piętkami nie ma problema- ze świeżego pieczywa,mimo że nie mogę ,zjadam,znaczy mymlam aż zmymlam 😀 Starsze,zeschnięte pożera majne pies -zresztą chleb czy inne pieczywo to on zeżre w całości,nieważne- świeże,stare,z piekarni,glina z marketu,posmarowane,suche,w całości,jako prototyp bułki tartej.

    Dupki mnie nie przeszkadzają.Wolę gotowane warzywa niż gotowane mięso.
    Napoje,soki,mleko to u mnie jakby mogli to by opakowanie wywalili na lewą stronę i wylizali. Końcówka kawy–toż chyba wolałabym arszenik.Jak “po polskiemu turecku” zalewana wrzątkiem-łykne grunt i zaraz mogę oddać wszystko co wypiłam i zjadłam. Jak reszta rozpuszczalnej-to błeeeeeeee.Zimne,bez smaku,ohydne,fuj.

    Tusze i inne cuda =jakoś zawsze mi żal 😀 Ja chyba od dwóch lat mam w kosmetyczce coś co było kiedyś tuszem.I przysięgam sobie ,że wymyję szczoteczkę bo taka zajefajna była.I odkładam do “następnego razu”. A na kosmetycznym śmietniku znalazłam puder z “constans carol” 😀 😀 Nawet nie chcę myśleć ile on ma lat.On tam to już chyba jako obiekt muzealny.

    Farfocle mi mało przeszkadzają.Za to jak mi jakaś zielenina pływa to się czuję jakbym zupe na trawie gotowała.

    A,mnie to jeszcze szkoda galaretki.Fajnie toto wygląda,fajnie pachnie a jakoś w gębie rośnie.
    Ale kupuję bo reszta lubi,ślubny robi,potem świeta trójca zjada a moja stoi smętnie w lodówce i czeka na litość.

  4. 1. Piętki zazwyczaj ja wcinam, czasami mąż jak on otworzy pierwszy pieczywo (czyt. jak na niego wrzasnę, że piętka to też chleb), ewentualnie dostają je ptaszki nad jeziorkiem 🙂
    2. ‘Dupkę’ ogórka zjem, pomidora już nie. Za to mąż zjada wszystko co mu położę na talerz 😀
    3. Pijam kawę rozpuszczalną lub z ekspresu = fusów brak 🙂
    4. Tusz do rzęs, hmm… Maluję się od święta (dosłownie) 😉 Jeden tusz starcza mi na lata!
    5. Tesz nie lubię! Po co to tam jest? Chyba żeby dłużej zupę jeść 😉

  5. Jak kupujemy chleb w piekarni, a najczęściej to robimy, to pierwsza piętka jest moja – uwielbiam. Ale jak się chleb kończy, to ostatniej nie tknę, bo to już takie suche i stare…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *