Matka Torpeda
Matka Torpeda

Jeśli są tutaj gorliwi katolicy to mnie zjedzą. Polejcie maggi bo z maggi wszystko smakuje. Istnieje ta cudowna tradycja odwiedzania parafian w ich domach. Wiecie, to zainteresowanie, ta dobroć, te grube koperty i brzęczące monety w skrzynkach.

Rok w rok kiedy mamy kolędę, zastanawiam się co usłyszę. Jedno jest pewne: na pewno nie dobre słowo.

Pierwszy podburzył mnie Igrek:

– Srolęda, a nie kolęda. W dupie ma wszystkich cały rok, tylko kasuje w kancelarii za chrzty i całą resztę, a teraz wielce z wizytą duszpasterską – rzuca pod nosem, rozgryzając orzeszka

Sama w sobie jestem dziwna bo skoro kolęda kojarzy mi się źle to po jakiego grzyba ich wpuszczam?
A no wpuszczam bo poszło od pokoleń i tak sama z sobą wewnętrznie bym się pokłóciła gdybym tym śpiewającym chłopaczkom drzwi przed nosem zamknęła. Do rzeczy:

Pierwszym rzutem, który wzbudził we mnie kolejne mieszane uczucia była Grażyna. Grażyna: matka, mężatka, spokojne życie.

– A to drugiego dziecka nie ma? – spytał czarny, notując coś w kapowniku
– Jak na razie nie ma, z pieniędzmi krucho – odpowiada małżonek Grażyny
– Po mieszkaniu widać, że wam się powodzi – rzucił czarny i słowem i okiem po mieszkaniu.

Nastała krępująca cisza.

– Przecież dzieciątko karmi się piersią, a rzeczy to pewnie państwo jeszcze po poprzednim dzidziusiu mają. Jedno to tak smutno się wychowuje – kontynuuje czarny
– Miała być dwójka, jedno umarło – odpowiada Grażyna

Oczywiście w trybie pilnym i natychmiastowym kiecę podwinął, kapownik na kopertę otworzył, zabrał co swoje i tyle go widzieli.

Róbta dzieci, bozia wykarmi, bozia wychowie, ale na dobre słowo nie liczcie. Ja tu tylko żeby was do reprodukcji namówić i pogrozić paluchem, że w kościele was nie widzę.

A wiadomym jest, że każdy zawsze stoi za filarem.

– Ty jak jakaś stara baba stoisz i patrzysz czy idą – rzuca Igrek, przebierając pampersa
– A bo nie lubię tak w nerwówce czekać – odpowiadam
– Przecież zapukają i to głośniej niż policja

Przyszli, najdejszli, a wyszli szybciej niż weszli.

– Lokatorów mamy… ?
– Trzech – odpowiadam i czuję jak pocą mi się dłonie
– Ja tutaj mam zaznaczone, że ślubu nie ma. Jakaś aktualizacja? – pyta, a pytanie jego już mnie nawet nie dziwi

Zadał trzy pytania, na dziecko nie spojrzał. Krępująca cisza waliła po bębenkach, a długopis czarnego to aż się czerwony zrobił od notatek.

“Wizyta duszpasterska z dobrym słowem” trwała całe trzy minuty. Trzy minuty podczas których Igrek usłyszał, że w sumie to z niego nie jest facet. W sumie to nie zasłużył żeby nosić spodnie. W sumie to nawet mu ręki nie poda.

Kiecę w górę zawinął, a w drzwiach zwrócił się do mnie:

– Pani Iksino, Pani to ja życzę wszystkiego co w życiu najlepsze. A przede wszystkim życzę bardzo dużo siły jak Pan Igrek któregoś dnia stwierdzi, że to już nie to i zostawi Panią samą z dzieckiem bo tak pewnie to wszystko się kończy.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

22 Responses

  1. Tak jeszcze w tym temacie-kilka milionów lat świetlnych temu,jak jeszcze dzieckiem będąc z rodzicami mieszkałam i szczęśliwie do 8-letniej podstawówki chodziłam.
    Wykopali naszego farorza,a był super,naprawdę.I parafia dostała nowego zwanego”batman budowniczy”-miał na osiedlu postawić nowe miejsce schadzek.Bo jeden kościół dwa km w lewo,a 1km w prawo kapliczka to było za mało.
    No i chodził sobie po koperty,tuptał od klatki do klatki aż nieszczęsny wlazł w jaskinię lwa znaczy do mojego sąsiada. Szybka śpiewka,trochę wody na ściany i zaczęła się lustracja mieszkania.A oko miał. I w pewnym momencie gada do sąsiadów- “oooo,a ja tu widzę nowy sprzęt grający,potężne kolumny,dobre nagłośnienie,a w Kościele by się takie przydało,bo stary sprzęt już mamy. Nieładnie samemu się bogacić a niedostatku Kościoła nie widzieć”.
    Sąsiad to ciśnienia takiego dostał i nagłośnienia,ze cała sień słuchała-“A gówno mnie to obchodzi,jak chcesz h… sprzęt to samochód sprzedaj i wypier…… mi stąd bo głośnikiem łeb rozwalę”.To była pierwsza i ostatnia “wizyta” u sąsiada.Ja to do dziś pamiętam,bo farorz w naszej sieni kolędy nie dokończył 😀 😀 A przez kolejne 3 lata do nas przychodzili tylko tacy wynajęci z innych parafii 😀
    Jeden pamiętam był taki staruszek,super miły.Jak siedział to normalnie rozmawiał i nie o tym kiedy starzy ostatnio w Kościele byli.I cały czas bawił się krzyżykiem aż urwał Jezusowi rękę.Zostawił mi ją na pamiątkę i gada “Biedny ten Jezusek-nie dość że Go ukrzyżowali to ja mu jeszcze rękę urwałem :D”

    Zauważyłam taką pewną prawidłowość-im ksiądz bardziej ludzki,przyjazny tym krócej jest w parafii.

    • Tak! Ty wiesz, że ja na to wcześniej nie wpadłam? A faktycznie tak jest. Do nas raz przyszedł jeden, który był MEGA miły, absolutnie żadnej koperty i co my w ogóle sobie wyobrażamy. Już go nie ma. Był jeszcze inny, który poczuciem humoru powalał i każdy by go najchętniej u siebie w domu pozamykał, ale wyjechał na misję za granicę 🙁

      No ten co był u nas, to do moich znajomych: “Krucho z pieniędzmi, ale po mieszkaniu widać, że się powodzi” a co Cię to kurwa obchodzi?!

  2. Raz w życiu wpuściłam. Ministranci zapowiedzieli “poduszkę na krzesło”. Nosz k… poduszkę to ja pod głowę kładę a nie pod tłustą d… Położyłam koc na krześle. Musiałam wpuścić, żeby się zapisać do parafii, bo nowe wynajęte mieszkanie na drugim końcu miasta a młoda akurat do komunii miała iść za rok. Chciała iść, ok, ale nie będę jej wozić przez kilka mcy na jakieś zbiórki z dziećmi, których nie zna. Niech idzie ze swoją klasą. Kościół 100m od domu. Oczywiście temat :”gdzie jest tata?”. Rok po rozwodzie a ten pajac mi mówi, że powinnam to przemyśleć i wrócić do męża. No to mówię, “ok, ale może być problem, bo się z jego flamą na jednej kuchni nie zgodzę”. Zerwał się, ale od progu zawrócił i mówi “koperta!”. Dałam. Poszedł. I na tym się nasza przygoda z kolędą skończyła a młodej oficjalna edukacja religijna po komunii też. Otwarty ma umysł i skłania się bardziej w stronę reinkarnacji 🙂 Żeby było śmieszniej (ciekawa była) obleciałam z nią kilka religii z katolicką na czele. Zna więcej faktów z biblii i przypowieści niż cała jej klasa razem wzięta. Teraz jako jedyna z klasy oficjalnie niewierząca, bez bierzmowania zagina koleżanki, kolegów i katechetkę na religii negując “oczywiste” fakty i dyskutuje, bo na każdy temat ma swoje zdanie. Prosiłam, żeby się trochę przymknęła, żeby sobie w liceum nie narobiła kłopotów ale pani od religii wg niej lubi ją i te dyskusje. To niech sobie dyskutuje 🙂

    • Masz wrócić do męża? To już widzę poziom wyżej, mówił Ci co masz robić. Widząc Cię pierwszy raz, przez kilka minut.
      Mnie nigdy księża w szkołach nie lubili bo zawsze najgłośniej się kłóciłam. Zawsze znalazłam argument czy tam pytanie, na które po prostu nie byli w stanie odpowiedzieć. Skończyć studia to jedno, ale żyć to drugie i niestety te dwie sprawy w ogóle nie mają ze sobą związku. Osoba, która nie ma rodziny i dzieci – raczej nie powinna pouczać ludzi co mają robić i jak mają robić.

      Choć nigdy nie zapomnę życiowej perełki w mojej “kłócącej się karierze”, czasy liceum: “Jak idziecie do spowiedzi i uprawiacie seks to musicie to powiedzieć. Ale nie “współżyłam” tylko dokładnie w jakiej pozycji” – nie chcesz wiedzieć jaka dyskusja się potem wywiązała 😀

      • Hahahahahahahahahahahahah,normalnie Cię kocham 😀 😀
        My standardowo na pierwszej lekcji reli w liceum,ze świeżo wyświęconym zaczęliśmy temat aborcji 😀 Przez miesiąc był na zwolnieniu 😀

        Ale jak widzę Dorota zrobiła to samo co ja-Młody po Komunii zakończył edukację religijną.A Młodej nie chrzciłam nawet-będzie pełnoletnia,będzie chciała to niech sama decyduje.

  3. Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku. A jeżeli chodzi o wizytę duszpasterską to od jakiegoś czasu nie wpuszczam księdza i mam spokój, nikt nie wchodzi nam z butami w życie.

  4. Once upon a time, bez chronologi.
    Ja: dumna, młoda, szczęśliwa-On, Corka,Pies,DOM . No to jeżeli sukcesy w: obiedzie dla Teściów (umownych , bo ślub lata świetlne przed nami), upocone Święta paczłorkowe (że mi się szczęka nie starła w proch,cusz geny ),to przecież kolęda do pełnego dolce vita mast bi. I…Naiwna, trzy podejścia. 1. “Poczekajcie aż pierwsza żona umrze,wtedy będziecie mogli się pobrać “. Spózniła się -On był pierwszy. 2. “Możecie włączyć TV-Małysz skacze. A i coś od bólu głowy “. 3. Pies, mój madrulek,wlazł pod sutannę, i spowodował Paryż – Dakar bez koperty . To se ne wrati. I nadeszło nowe: jedno łóżko przygotowane do snu, w drugim-zalegające Dziecko wsrod materiałów,bo jutro kolokwium. Pies Nr 1 dyszy, bo Pieska Nr 2 ma TE dni. Matka z siatami,dzwonek 😨. I słyszę, na moje przepraszam, nie szkodzi, następnym razem, szczęść…i pogłaskane Pieski. Można? Można.

  5. Mój stosunek do batmanów znasz 😀
    Kiedyś wpuszczałam-takie zboczenie z domu wyniosłam.
    Potem wpuszczałam bo się Młody do Komunii szykował.
    Ekipa “czarnych” nawet spoko była-do niczego się nie czepiali.
    Ale komuś to nie pasowało,ekipę wymieniono całą-od farorza po kopidoła.
    Nowa miotła,nowe porządki,zlewanie w potrzebie to i ja ich zlałam i już trzeci rok jak całują klamkę.A upierdliwi są……… Nie dość,że dzwonią na domofon,dzwonią do drzwi,dzwonią dzwoneczkami to jeszcze łomot drzwiom spuszczają.
    Ostatnio otwarłam,jakiś tam w sukience do mnie” Ksiądz po kolędzie”.Więc grzecznie pytam czy drzwi moje otworem przed nimi stały.Słyszę ,że nie. Odp.”No właśnie” i zamknęłam.

  6. Hm… nikogo nie będę bronić, ani na piedestał wsadzać. Duchowni to też TYLKO i jedynie ludzie i jak cała reszta zdarzają się wsiej maści… Mnie najbardziej trafia hipokryzja, którą dość często widać gołym okiem. Choć i zdarzają się i ci logiczni i normalni. W swoim życiu spotkałam na szczęście więcej tych drugich. A na przyszłość radzę mniej stresów – nie warto, a za to warto czasem powiedzieć co się myśli… i że w domu to nie stacja pendolino – można dłużej posiedzieć i nie koniecznie płacić z robioną własnoręcznie herbatę.
    Pozdrawiam 🙂

    • Jak kilka lat temu powiedziałam co myślę, to dostałam kontrę, że wyjdę z domu – auto mnie walnie i pójdę do piekła z grzechem ciężkim. Czasami trafiają się jednostki, które muszą mieć ostatnie zdanie i koniecznie muszą mieć rację. Niestety.

      • To trzeba było zapytać, czy on Bóg???? bo to tylko zdaje mi się On rozstrzyga gdzie się idzie to z jednej, a z drugiej, czy ma zamiar cię tym samochodem przejechać sam, skoro takie rzeczy wie????…. Matko, głupota ludzka nie zna granic, a tym bardziej jak na swoim chce postawić…

  7. Nie wpuszczaj ich. Po co? Nam w tym roku 10 minut pod drzwiami dzwonili, aż Ł. otworzył i powiedział, że nie przyjmujemy. Szwagierka szok, że “jak to? Ale to chyba z powodu remontu i za rok przyjmiecie?”. Nie, nie przyjmiemy, bo mi żaden hipokryta nie będzie mówił, jak mam żyć.

  8. No ja na każdej kolędzie jestem przyszykowana na księdza, ponieważ mój jest rozwodnikiem. I muszę przyznać, że póki co jeszcze nic złego nie usłyszeliśmy (zawsze jestem tym zaskoczona) nawet ksiądz bez słowa, któregoś roku wykreślił byłą i wpisał moje imię. W tym to już czekałam na jakiś atak bo niedługo urodzi nam się dziecko i jak się na mnie spojrzy to balona nie ukryję 😛 a tu ślubu brak. I znów ksiądz mnie zaskoczył, tylko zapytał ile jesteśmy razem, życzył wszystkiego dobrego i nawet koperty nie chciał zabrać bo nam bardziej się przyda. Kolejny raz miło byłam zaskoczona ale za każdym razem liczę się z jakimś uszczypliwym komentarzem. Wiem, że np. w jednej parafii ksiądz otwiera koperty przy ludziach i komuś zwrócił uwagę, że w zeszłym roku było więcej. Wg mnie ta kolęda nie byłaby niczym złym czy niektórych gorszącym gdyby nie zbierali kasy i mieli podejście do ludzi normalne bez wyrzutów bo sami kurna żyją w grzechu a potem komuś zwracają uwagę.

    • Że co słucham? W zeszłym roku było więcej?! Ja bym chyba lacie zjadła jakbym coś takiego usłyszała.
      Swoją drogą, każdy ksiądz inny – nam niestety się tacy trafiają. Taki urok naszej parafii 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *