Matka Torpeda
Matka Torpeda

Matka matce matkom.

Czas w którym mnie tutaj nie było to czas kataru godnego wodospadu Niagara i kaszlu rodem z reklamy “kaszlu palacza”. Słowem: młody mi smarkał i szczekał na okrągło. Co ja się w przychodni nasiedziałam to moje, co nocy nie przespałam to moje i co człowiek się nauczył to też jego.

Nie mam zamiaru tutaj opisywać objawów, dokładnych tez i hipotez. Jak na dolnych dziąsłach pojawiły się dwa tik-taki, tak wszystko przeszło jak ręką odjął. CUT panie, CUT!

Będąc po raz X w przychodni, siedzę między mamusiami:

” Twoja DOPIERO w piątym miesiącu?! Boże, mój już w trzecim!”
” Jak to dopiero chodzi?! Moja chodziła jak miała dwa miesiące!”
” Boże Boże Bożenko rozbierz to dziecko bo Ci się zapoci!”
” A może ona Ci kaszle od kaloryferów skoro nie używasz nawilżacza?! No wiesz, My to zawsze używamy!”
” Jak to dajesz gluten?!”

Nowy-rok-nowa-ja-nowy-bullshit

Jestem osobą miłą i kulturalną toteż siedziałam cicho, grzecznie wycierając smarki swojego syna, które uwalniały się co dwie sekundy. Naokoło szczebioczą, że te cudowne dziecko robi to, a tamto cudowne robi sramto. To po prawej robi bardziej brązową kupkę niż te, a te po lewej robi bardziej gęstą niż to po prawej. Szach mat druga matko!

Umówmy się, dla każdej matki jej dziecko jest idealne. To jest kwestia niepodważalna i absolutnie nie ma do niej żadnego aneksu. Problem jednak polega na tym, że powinnyśmy to wiedzieć wewnętrznie, a nie dopierdalać innym matkom jakie są złe i straszne bo nie robią tak jak my. Nie lubię się wtrącać, nie lubię pytać nie proszona toteż siedziałam i milczałam, a na każde kolejne: “Boże! mój w tym miesiącu już pełnymi zdaniami mówił” – miałam ochotę puścić pawia koloru różowego w czarne kropki z domieszką olejku arganowego.

Żeby tego pawia nie uwalniać postanowiłam pochodzić z synem “na dwóch”. Dreptamy wzdłuż i wszerz przychodni, aż tu nagle drepta do nas podobny “wielki mały człowiek” ze swoją mamą.

– Normalnie do łba można dostać jak się słucha tych rozmów – wypala Matka, wielkiego małego człowieka

ANIELE! krzyczało serce, a usta rozszerzyły się w najszerszy uśmiech świata.

– “Mój siedział najwcześniej! Nie bo mój! Mój!” – zaczyna przedrzeźniać nieznana mi kobieta
– Męczące bardzo. Moje dziecko samodzielnie i prosto zaczęło późno siadać – dopowiadam
– No kochana daj spokój, mój jak usiadł to mieliśmy ochotę z mężem to opijać przez tydzień!

Przykre jest to, że tak wiele kobiet zamiast się wspierać, wymieniać doświadczeniami – woli sobie po prostu dorzucać do pieca. Każda matka uważa, że jej dziecko jest “naj”, ale zupełnie nie rozumiem dlaczego tak bardzo czujemy wewnętrzną chęć utarcia nosa innej kobiecie.

Mój syn bardzo wcześnie raczkował i bardzo wcześnie chciał dreptać “na dwóch”. Pediatra nie raz mówiła, że “za szybko”, że “jak to możliwe”. Natomiast bardzo późno zaczął samodzielnie, prosto siadać. Błąd, nie ma czegoś takiego jak “za wcześnie”, “za późno” – każde dziecko rozwija się swoim tempem.

Nie tempem, którym Ty byś chciała Mamo. Nie tempem książek. Nie tempem pediatry. Rozwija się swoim tempem, którego nikt nie jest w stanie mu narzucić.

Nie ścigajmy się, nie ma w czym. Jesteśmy od tego, żeby sobie pomagać nawzajem. Wymieniać doświadczeniami, nieść pomoc i wspierać. Nie róbmy z siebie nieskazitelnych i kryształowych matek bo każda z nas dobrze wie, że takie nie istnieją.

Szanujmy się wszystkie trochę bardziej.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

25 Responses

  1. nie ma to jak dzieciowy wyścig zbrojeń 😀 mamy tę przyjemność, że w otoczeniu jest dwuosobowa konkurencja nieco starsza od naszego bobo (a to nasze bobo niecałe 2 tyg młodsze od Zecika). konkurencja chodzi po czterech, po dwóch, gra, buczy, tańczy i huczy. a bobo nasze po pół roku dopiero zaczęło się kulać na boki i dla nas było to święto. a teraz potrafi usiąść, o ile bardzo czegoś chce (telefon jest fajny, pilot też :D) albo bardzo czegoś nie chce (zmienić pampersa, chociażby ;P) I to są sukcesy, i fajnie jest, bo ma 9 miesięcy z czego 5 spędziliśmy na rehabilitacji. i niech se dzieci konkurencji nawet na rękach chodzą, my ze swojego jesteśmy dumni, bo wiadomo, że i tak najlepsze 😀 a, no i 5 zębów mamy, a podwójne siły konkurencji nawet do kupy tyle nie mają, ło. nie fikną nam ;P

    grunt to nie dać się zwariować. babcia twierdzi, że gadałam w wieku 10 miesięcy. cóż, bobo drze się mama, kiedy czegoś chce i am am, kiedy chce bardziej. czego chcieć więcej? dogadujemy się, starczy ;D

    pozdrawiamy! całusy dla Zeta, świetny jest, nikt mu nie podskoczy 🙂

  2. No ja ze swoją pociechą też już zaliczyłam lekarza i nawet antybiotyk! Na szczęście w moim otoczeniu nie ma takich mamusiek bo bym chyba oszalała! 😉 Moja córa ma 5 miesięcy i potrafi sama usiąść, oczywiście jak jej się chce, a że jest leniuszkiem to czeka aż ja ją posadzę 😉 Na brzuszku leżeć nie lubi, a zamiast raczkować to pełza po parę milimetrów jak ślimak 😉 Nie pospieszam jej, osiągnie wszystko w swoim czasie 🙂 Ważne, że jest szczęśliwa 🙂

  3. A potem poczekalnie pełne dzieci przed drzwiami z napisem “psycholog/psychiatra dziecięcy”.
    Takie mamusie cierpią na przerost ambicji najwyraźniej.

    Mój syn nie raczkował.Siedział na dupie na dywanie pomiędzy badziewiem zwanym zabawkami,chwycił za szczebelki łóżeczka,dźwignął dupsko w pampersie i poooooooooszedł.Zrobił całe 3 kroki nim siedzeniem nie próbował przebić przejścia do sąsiadów pod nami. Nasza Lekarka się śmiała ,że Młody szanuje kolana.
    Młoda za to polerowała panele aż miło. Za to nadal gada do nas jakimś swoim kodem i ma w czterech czy my rozumiemy.
    Jedno dziecko szybciej chodzi,inne wcześniej zacznie preferować wc zamiast pampersa,jeszcze inne do 10 roku życia będzie uważane za debila intelektualnego by potem wszystkich zagiąć geniuszem na miarę Einsteina,Gatesa i Onasisa razem wziętych.

  4. A ja myślę, że jeśli Kobieta sama w sobie jest dowartościowana i pewna siebie to w żadnym wyścigu szczurów nie uczestniczy, a tym bardziej dotyczącym jej dziecka. To durnota i nikomu nie potrzebna farsa, a już najmniej dzieciom, którym stawia się od najmniejszego pędraka coraz wyższe poprzeczki, by dorównały otoczeniu, a nie były po prostu sobą. A potem płacz, depresje, obsesje i manie…. Ok, mogę ciut koloryzować, ale czy aż tak bardzo skoro widzi się dzieci jakie widzi np: w przedszkolu?
    Oczywiście moje własne to dwa geniusze i wymiatające Szoguny, obłędne i nie do skopiowania. Wyprowadza mnie z równowagi jak jakaś koleżanka maluje idealny obrazek swojej pociechy. A już najciekawiej robi się, jak słyszę później o tym samym dziecku od niani, która pilnowała i moje i toto “cudowne” dziecko i jakoś “spore” rozbieżności słyszę….
    O jeżu w kołnierzu…. Najlepiej niech Kobiety te od “super-cudownych” dzieci zajmą się sobą, swoim rozwojem, swoimi potrzebami i przyjemnościami, a wszyscy będą szczęśliwsi… w końcu szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko!!! A pewna siebie mama przekaże takie same wartości dziecku, które będzie rosło na naprawdę wspaniałe dziecko, które nie potrzebuje porównywania się, tylko spełnia siebie i swoje marzenia i jest szczęśliwe!

    • Dokładnie, te dzieci najmniej tego potrzebują. Każde idealne, każde “naj” – ale dla swoich rodziców. Swoją drogą, chciałabym zobaczyć za kilka lat dwa podziały: Te matki siedzące na ławeczce, a dzieci w piaskownicy. Dialog:

      – To prawda, że zrobiłeś zieloną kupę ostatnio?
      – Prawda, ale nie mów mamie bo będzie zła, że się wydało. Moja musi być najbardziej brązowa ze wszystkich
      – Spoko, rozumiem. Ze mnie matka robi światowego geniusza, a ja jem piasek.

  5. Soo true 🙂
    Cudny, cudny wpis. Mnie też się rzygać chciało jak słyszałam takie licytacje kto lepiej, więcej, wcześniej, dalej, mocniej. Miałam jednak to szczęście, że u lekarza bywaliśmy bardzo rzadko, a w najbliższym sąsiedztwie nie było dzieci w wieku naszego malucha. Spośród znajomych to my byliśmy pierwsi (szach mat!) 😉
    Nie rozumiem czemu to właśnie wśród matek, kobiet, które powinny się wspierać jest taka nienawiść, taka chęć udowodnienia, że jest lepsza. I chyba nigdy tego już nie zrozumiem 🙂

    • Też tego nie zrozumiem. U Igreka w pracy “młodzież posypała” się zaraz po naszym dziecku. Myślisz, że jest taka fala nienawiści?
      Jeden przez drugiego rzucają sobie rady, pomagają i w razie “w” wypożyczają sprzęty dla dzieci.

  6. Najgorsze, że często najwięcej komentarzy dostajemy od własnych matek. Przykład z życia: Moja mama pyta czy mój syn robi to czy tamto. Na odpowiedź, że nie, jest pauza i “yyy, no w sumie ma jeszcze czas…”. A ja jako debiutująca matka zaczynam schizować, czy z młodym wszystko w porządku. I po przeczytaniu tony literatury dowiaduję się, że np mało które dziecko siedzi mając 5 miesięcy…

    • U mnie było to samo. Młody mi raczkował, robił wiele rzeczy, ale żeby samodzielnie usiąść – noł łej.
      Kiedyś ktoś życzliwy: “Jeszcze nie?! No dziwne, a byłaś u lekarza?”.

      No błagam. Przecież żadna z nas nie narzuca dzieciom tempa rozwoju, sami decydują. Każde dziecko jest pod opieką pediatry więc w razie nieprawidłowości jesteśmy o tym poinformowane i kierowane do specjalistycznych lekarzy. Ale to nie ma znaczenia, bo wiadomo, że ktoś i tak wie lepiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *