Matka Torpeda
Matka Torpeda

Nie masz nic do powiedzenia w wychowaniu swojego dziecka.

Nie miałam planu dotyczącego wychowania. Kurde, ja nawet nie miałam żadnego planu. Chociaż nie, miałam jeden: żeby dziecko było najedzone i szczęśliwe, serio. Wydaje mi się, że tak myśli każdy kto staje rodzicem się po raz pierwszy.

Naiwna jak pracownik czekający na podwyżkę, myślałam, że poród to NAJCIĘŻSZE co mam do przeżycia. Panikowałam już kilka miesięcy wstecz, uparcie powtarzając, że go nie urodzę bo nie dam rady. Koleżanki powtarzały: “Urodzić pół biedy, ciężej wychować”.

Dziś, kiedy znacznie wyluzowałam, wszyscy są szczęśliwsi. Wszyscy poza ludźmi, którzy chcą postawić na swoim. Już pomijam dobre rady (choć uwielbiam o nich pisać i na nie narzekać), ale chodzi mi o upór ludzi, którzy dzieci nie mają.

ABSOLUTNIE nie mam nic do bezdzietnych bo sama byłam jedną z nich i wydawało mi się, że wiem lepiej od matki dziecka – przecież byłam osobą trzecią, widziałam wszystko inaczej.

Jestem ta trzecia, MAM RACJĘ.

Dziecko urządza scenę w hipermarkecie, matka nie reaguje – kiedyś bym spojrzała, szkoda by mi się dziecka zrobiło, a jej za chiny ludowe bym nie zrozumiała.

Dziecko od pięciu minut woła “mama mama mama mama” zupełnie jakby się zacięło – kiedyś bym zapytała wprost: “Czy Ty go kurwa nie słyszysz czy udajesz?!”

Wszystko dlatego, że widzę to jako obca osoba. Problem polega na tym, że ja widzę sytuację trwającą pięć minut, a nie sześć godzin i to jest właśnie ta różnica. Każde zachowanie matki to praca. Praca nad wychowaniem dziecka. Nie komentuję sposobów bo każda z nas ma inny plan.

Problem pojawia się wtedy, kiedy ktoś jako osoba trzecia za wszelką cenę chce Ci udowodnić, że ZROBI to lepiej.

Trę marchewkę, Młody gryzie kółka z ciężarówki. Koleżanka co chwila na niego spogląda. Widzę, że jej żyła skacze, próbuje na niego nie patrzeć, próbuje milczeć, ale w końcu emocje wzięły górę:

– Iksina, on sobie zęby połamie
– Nie połamie.
– No przecież aż słyszę jak mu trzaskają o te kółka
– Nic mu nie będzie.

Olała całkowicie moje słowa, podeszła i zabrała dziecko.

– Słuchaj, zostaw go tam gdzie się bawi.
– Nie, bo zrobi sobie krzywdę.

Nie dalej jak pół godziny później, Młody stoi przy stoliku i krzyczy bo mu zła, wyrodna matka (czyt. JA) nie chce dać telefonu do zabawy.

– Chodź kochanie, Ciocia Ci da swój.
– Słuchaj, jeśli ja mówię, że NIE to znaczy NIE.
– Ale on płacze.
– Jak będzie się chciał bawić kablem pod napięciem i zacznie płakać, też mu dasz?
– Ale mi go szkoda – mówi, wyciągając telefon i przekazując go dziecku.

Najgorsze co można zrobić to próbować ingerować w wychowanie czyjegoś dziecka. To, że spędzasz u kogoś pięć minut i będziesz chciała pokazać jaką jesteś dobrą ciocią, a jaka mama jest zła – to droga donikąd. Nie zmienisz sposobu wychowania czyjegoś dziecka.  To, że na coś mojemu dziecku nie pozwalam to NIE jest objaw robienia mu na złość. Że dziecko tego nie rozumie to okej, ale osoba dorosła? Serio ? Całe dnie ktoś pracuje na to żeby ten młody człowiek wiedział co jest dobre, a co złe. Co można, a czego nie można. To jest praca, która może okazać się nieskuteczna, ale każdego dnia jest szlifowana.

– On sobie przytnie palce!!!! – krzyk taki, że aż Młody podskoczył.
– Szafka jest delikatna, ma cichy domyk. Przytnie to będzie wiedział żeby nie otwierać

Gabryśka bieg w stronę Młodego, zabiera go od szafki. Jestem miłą osobą, ale są pewne rzeczy, których nie lubię. Rozumiem, że nie masz dzieci i się martwisz (też taka byłam), ale jeśli rodzic mówi “A” to choćby Ci się to nie podobało, musisz to zaakceptować. Jeśli nie jesteś w stanie, po prostu więcej nie przychodź.

Kiedyś zwróciłam uwagę znajomej, sama wtedy dziecka nie miałam. Jej słowa pamiętam do dziś: “Będziesz miała swoje, pogadamy. Jak na razie uszanuj moją decyzję i ugryź się w język”

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

17 Responses

  1. Przyznam się bez bicia, że swojej sześciomięsiecznej córce daję swój telefon do zabawy (oczywiście wyłączony), bardzo podoba jej się etui z kotem w okularach 🙂 Przekręca go sobie w rączkach, a ja mam pół godziny żeby cokolwiek zrobić 🙂 A z koleżankami mamy ustalone: co u cioci w domu, zostaje u cioci 😉 Tyle że nie wtrącamy się w wychowywanie dzieci.

  2. Jestem za niewtrącaniem się, ale tylko do momentu, kiedy dzieciak przegina. Do szału doprowadzają mnie mamusie, których dzieci latają po sklepie jak oszalałe, drą się, zrzucają rzeczy z półek, perfidnie patrząc w oczy kopią innych w autobusie itp. Czyli zawsze wtedy, kiedy dzieciak po prostu nie umie się zachować a jego wiek pozwala sądzić, że jakieś normy społeczne powinien mieć opanowane. Albo jego matka powinna zareagować a ma to w dupie. Kiedyś skończyło się wielką awanturą w autobusie jak po grzecznym zwróceniu uwagi ani matka ani dziecko nie zareagowało. Po prostu gnojkowi oddałam. Może za mocno i też złośliwie w łydkę. Skopał mi gówniarz całe spodnie i głupawo się cieszył, bo matka udawała, że nie widzi. To matki zakichany obowiązek wytłumaczyć, że idziemy do sklepu, przychodni, kościoła albo pojedziemy z innymi ludźmi autobusem i jakie tam obowiązują zasady. Niemowlak jest wytłumaczony. Jest mu gorąco albo głodny, trudno, inaczej niezadowolenia nie umie pokazać. Dzieci od 5-6 lat wzwyż mają obowiązek uczyć się zachowań społecznych.Koniec kropka. A jak ktoś sobie małpę wychował, to niech siedzi z nią w domu. I zawsze zwracam uwagę ludziom, którzy wsadzają z buciorami dzieciaka do wózka, gdzie ja kładę chleb. Przecież jest siodełko. No ale tam mamusi torebka zwykle siedzi.

    • Takie samo mam zdanie. Najbardziej (jak dla mnie) wkurwiające jest to, że niektóre dzieci po prostu biją dorosłych, a rodzice nie reagują. Ja w dupie mam czy to dziecko się bawi czy się złości. Ja sobie tego nie życzę, ale rodzice nie bardzo są w stanie to zrozumieć bo przecież “On nic takiego nie robi”

  3. No i jak się z Tobą nie zgodzić ? 😀
    Sytuacje w sklepach są mocno wkurwiające.Tylko ja nie rozumiem specyfiki-bo jak się dziecko drze,to ja bym nie umiała robić spacerków wokół półek tylko olałabym zakupy i wyszła.
    Tylko o ile rozumiem,że się ignoruje dziecka chcice to nie umiem do dziś pojąć jednej matki-dziecko dreptało za nią pół godziny po sklepie z płaczem aż do zadławiania.Wyciągało rączki a ona je odpychała.Jak już praktycznie cały sklep zaczął babie wytykać zachowanie to z łaską wzięła małą na ręce-płacz ucichł w sekundę.Niestety tylko na minutę po “mamusia” zaczęła spacer dalej odpychając ponownie dziecko.Uwierz,serce mi pękało.

    Ja czy dzieciata czy nie to starałam się nie wtrącać-rodzice są od wychowywania.Choć bywały sytuacje że język świerzbiał. Tak jak u koleżanki-syn ją kopał na nogach,ugryzł a ona nic.
    Ale nie moje dziecko,nie wiem może potem ona pogryzła jego 😀
    U mnie była raz sytuacja ze szwagierką-młoda miała jakiś rok,łaziła,chrupała flipsy,za każdym razem- jeden do buzi i po jednym do każdej rączki.A szwagierka jej wyrywa,bo “masz już jednego”,zabiera miskę “dostaniesz jak zjesz te co masz”.Wkurw mnie chwycił i jej powiedziałam że nie życzę sobie wtrącania i dyrygowania moim dzieckiem,jak bedzie miała swoje to niech sobie wtedy ustala zasady a teraz ma się zamknąć.
    Już i tak nie miałam z nią dobrych stosunków.Od tamtej pory nie istniejemy wzajemnie 😀

    • No i właśnie to jest to. Z drugiej strony ja tak naprawdę nie wiem kiedy reagować jeśli chodzi o supermarkety. Nie dalej jak miesiąc temu, jakaś dziewczynka chciała chrupki, ciągnie mamę za rękaw, na co matka: “Kurwa nie mam pieniędzy żeby Ci wiecznie to gówno kupować. Kurwa ileż można tłumaczyć, chuj człowieka strzela”. Wszyscy dookoła zaczęli się obracać w jej stronę bo raczej dyskretnie się nie zachowywała. Nagle ojciec wziął paczkę chrupek, poszedł do kasy, wyszedł ze sklepu razem z dzieckiem, a matka została.

      • Brawa dla tego pana 😀
        Szkoda tylko że żonce nie zwrócił uwagi na słownictwo.Mnie się już zdarzało panów w autobusie poprosić żeby te panie zostawili na przystanku bo moje dzieci nie muszą słuchać a co gorsza powtarzać.
        Nie powiem,serce mi waliło,ręce się trzęsły ale o dziwo usłyszałam “przepraszamy”.
        Ciężko jest w takim sklepie reagować bo nie zna się dokładnie sytuacji.
        Ja pod swoim adresem ostatnio usłyszałam “masakra” i potępiające spojrzenie. Za co? A za to,że młoda dostała po łapach.Od pewnego czasu skubie usta ale tak,że aż krew się leje.Potem płacz,krew.A na prośby ,żeby nie robić nie reaguje.No i w sklepie wykorzystała chwilę nieuwagi,że mąż przymierzał kurtkę i krew się polała.
        Ale tamto było ewidentnie widać,że mamusi sprawia przyjemność to błaganie dziecka o uwagę,o przytulenie.
        Wiesz,takie “proś a może będzie ci dane”.
        Tak samo ostatnio-ten sam sklep.Mamusia,babci i dziewczynka-na oko 6 lat.Dziecko kaszle,dusi się,wypluwa jakąś żółto-zieloną flegmę,z tego wysiłku cała czerwona,spocona,spłakana.Nawet ochroniarz pyta czy to dziecko się dusi.A mamusia z babcią młodą za rączkę i spacerek miedzy półkami.Jak wychodziłam to jeszcze słyszałam ten kaszel.
        I co zrobić?

        • Daj spokój. Serio ciężko wyczuć sytuację kiedy można się odezwać, a kiedy można zebrać w gębę.
          Ja pamiętam sytuację gdzie w biedrze stoi babka z noworodkiem. Noworodek alarm na pół biedry. Ludzie ją w kolejce przepuszczają, a ta “ja poczekam”. Dziecko jeszcze głośniej, a ona dalej swoje: “ja poczekam” no i co zrobisz? Czasami jest też tak, że chcesz pomóc, ale nie zawsze ktoś pomocy chce

  4. Skąd ja to wszystko znam, to chyba o mnie:) z tą tylko różnicą, że na mnie tekst “będziesz miała dzieci to pogadamy” niemiłosiernie irytował.
    W kwestii wychowania boję się, że wszystko to, co wpajam Młodemu weźmie w łeb z chwilą pójścia do żłobka

  5. Muszę ci powiedzieć, że masz absolutną rację i jeszcze dodam że czas na wychowywanie jest mocno ograniczony, bardzo prędko przychodzi taka chwila, że wszelkie twoje słowa odbijają się od uszu młodego jak od betonowej ściany. Może teraz jak on jest taki malutki uznasz że to głupie, ale teraz wychowujesz najwięcej, potem można tylko doszlifowywać. Teraz musi się nauczyć co jest dobre i złe, i jak daleko może przekroczyć granice. Sytuacja, gdy np dziecko rzuca się w hipermarkecie na podłogę i drze się bo chce żeby mama coś mu kupiła może zdarzyć się tylko raz, i tylko jedno możesz wtedy zrobić – pójść dalej nie oglądając się za siebie chociaż w gardle masz wielkiego klucha. jeśli tak nie zrobisz będzie problem. Im dziecko będzie większe tym problem będzie większy. Mądra jesteś na szczęście. Trzymam kciuki za ciebie i młodego no i oczywiście za ygreka.

    • I ja się pod tym podpisuję rękami i nogami. Zanim byłam matką wydawało mi się, że LEPIEJ ustąpić niż pozwolić dziecku. Dziś sama wiem, że to praca. I wcale nie uznam, że to głupie. Sama taka byłam, to co wpoili mi rodzice było filtrowane przez znajomych i otoczenie. Co zostało z ich wychowania to zostało, ale jak poszłam w dorosłe życie dużo się pozmieniało. Są też rzeczy, które wpojone raz – pozostaną mi do końca życia.

      “Ale on jest jeszcze malutki” jest najczęstszym argumentem osób trzecich. Na całe szczęście to My z Igrekiem go wychowujemy, a nie osoby trzecie.

  6. „Będziesz miała swoje, pogadamy. Jak na razie uszanuj moją decyzję i ugryź się w język”
    najmądrzejsze słowa jakie słyszałam w tym temacie… Do wykorzystania 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *