Matka Torpeda
Matka Torpeda

W naszym mieszkaniu wszystko ma swoje miejsce. Dracena, kubek na szczoteczki, gąbka do kąpieli, talerze and szklanki company i cała reszta. Gdyby mi ktoś, kiedykolwiek coś poprzestawiał to bym chyba ubiła jak dziką świnię i to w ogóle bez mrugnięcia okiem. No weź tu sobie człowieku sięgnij mokrą ręką po ręcznik papierowy, a tu Ci go ktoś przestawił i on sobie teraz ten ręcznik, żyje dajmy na to w pokoju. Nie ubiłabyś? Ja bym ubiła.

Co Twoje to moje, a co moje nie ruszaj

Bardziej niż mnie, przekładanie rzeczy drażni Igreka. Co ten człowiek cholery dostaje jak mu coś przełożę to nie pytajcie. Nie raz przy sprzątaniu coś, nie żeby specjalnie, tak zwyczajnie przez nieuwagę przełożę. KLYNKEJTA narody. Z dobre dwie godziny ma potem focha jak księżniczka na ziarnku grochu.

Zaczęło się niewinnie, od pytania: “Widziałaś gdzieś mój notatnik?”. Ten notatnik to mnie tyle interesuje co nic. Teoretycznie według zeznań Igreka, notatnik leżał pod stolikiem, na półce. Leżał od dobrych dwóch tygodni, ale musiał ktoś tymi łapami przełożyć (że niby chyba o mnie mu chodziło, ja nie wiem).
Nastąpiła krępująca cisza. Widziałam ten notatnik. Wiecie to jest to uczucie, że wiesz gdzie to jest, widzisz to, ale znaleźć nie umiesz, ni chuja. Poczułam się winna bo faktycznie chyba go przełożyłam. W notatniku były same ważne informacje, jakieś pierdoły, numery i ogólnie zaginięcie było wagi państwowej.

Zaproponowałam telefon do Rutkowskiego i do “Ktokolwiek widział..”, ale ostatecznie Igrek stwierdził, że ma to gdzieś i notatnik ma się znaleźć. Ludzie, co ja się naszukałam. Mieszkanie całe albo i jeszcze więcej przeszukałam. Wszystko. Nawet kurwa w szafce z pościelą szukałam, wyobrażacie sobie?

– Moja maść z witaminą A widzę też wsiąkła? – poirytowany pyta Igrek
– Jest tam gdzie zawsze – odpowiadam równie uprzejmie
– No właśnie jakoś jej nie widzę. Sobie szafkę załatwię i na klucz zamknę – warczy pod nosem.

Poltergeist na bank. Przecież rzeczy nie znikają od tak, prawda? Na bank jakieś demony się zalęgły i teraz przekładają gdzie popadnie, a wszystko idzie na mnie bo na kogóż byż?
Przekopałam mieszkanie, ale zgub nie znalazłam. Atmosfera w domu napięta jak guma w gaciach. Jedno na drugie warczy, jedno na drugie spod byka patrzy. Postanowiłam wywiesić białą flagę (z racji poczucia winy oczywiście)

– Słuchaj Igrek, przepraszam Cię, ale czy mógłbyś poszukać w samochodzie? Albo może w pracy zostawiłeś? – pytam polubownie
– Na pewno tego nie ma w samochodzie. Wiem gdzie co odkładam w przeciwieństwie do Ciebie. Tyle razy prosiłem zostaw na miejscu, ale nie Ty musisz po swojemu. Nic w tym domu znaleźć nie można.

Notatnik ani maść nie zostały odnalezione. Sprawa została przedawniona, śledztwo umorzone, a ja sama już dawno zapomniałam o sytuacji. Wszystko między nami wróciło do normy, aż któregoś pięknego dnia Igrek wraca z pracy i pyta o długopis, a w ręku trzyma notes.

– Co to jest?!?!?!?!? – pytam  z nastawieniem do walki
– A no notes. Zapomniałem Ci powiedzieć właśnie, znalazłem go. W pracy jednak zostawiłem.
– A maść?!
– A no też była… Jakoś mi tak z głowy wypadło żeby Ci powiedzieć.

To ja tutaj szafy przekopuję, poczucie winy nie daje mi spać po nocach, a on sobie zapomniał.
Jakbym się przestała odzywać to znaczy, że dostałam 25 lat bez możliwości wyjścia warunkowego. 

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

10 Responses

  1. Skąd ja to znam? 😉 U nas jeszcze doszły rzeczy Młodej, zwłaszcza smoczki. Zawsze poukładam je tak żeby w razie czego mieć je w zasięgu ręki: jeden na karuzeli od łóżeczka, drugi na stoliku, trzeci na macie edukacyjnej, czwartym się zazwyczaj bawi 🙂 Ale jak jest pod opieką ojca to on nigdy nie może ich znaleźć, normalnie rozpływają się, wsiąkają, dostają nóg i wieją! 😉 I drze się, jak to stare prześcieradło, żebym przyniosła smoka bo nie ma. No czasem mam zamiar go ubić, ale szkoda mi dziecka, bo cieszy się jak ojca widzi 🙂 Przynajmniej póki jest mała 😉

  2. … nie, no spoko, uniewinnią Cię na bank – jakby oczywiście do jakich straszliwych rzeczy z horrorów doszło. Jak będzie chwila zawahania, to jedno głupie pytanie do sądu: czy kiedykolwiek szukał czegoś, czego nie dotykał, żyły wypruwał, o klocki po dziecku się przewracał, psu w japę zaglądał, szedł prawie sam na szafot, jak lud na barykady się kładł żeby tylko Lowe swojego uszczęśliwić….a tu przy tylu alfabetach, technice, możliwościach ani słowa? ani literki????
    – Przecież ciśnienie nie uchodzi jak w kreskówkach uszami, a do tego nie może Ci żyłka nerwowa wyskoczyć ….. gdziekolwiek…., bo jak byś pokazała wizerunek pięknej, wspaniałej, troskliwej i przejętej Matki Polki, prawie – Żony oddanej i Kochanki jedynej odganiającej loczek frasobliwy z twarzyczki- wyglądając jak monstrum. Znerwicowane do tego…. no nie, nie da rady tak….to i tak JEGO wina 🙂

    • Co za komentarz <3 "bo jak byś pokazała wizerunek pięknej, wspaniałej, troskliwej i przejętej Matki Polki, prawie – Żony oddanej i Kochanki jedynej odganiającej loczek frasobliwy z twarzyczki" - uśmiałam się, dzięki!

  3. Jesooo ja to mam non stop.Bo na pewno mąż tego nie ruszał czyli ja wzięłam. A po chwili się okazuje ze sam to przełożył. I nagle cisza a przed chwila mordę darł jak koty w marcu

  4. Będę Ci paczki posyłać 😀
    Ja kiedyś miałam pismo sądowe,takie bardzo szalenie ważne,z podpisami,czerwonymi pieczątkami .Potrzebne mi było,więc dobrze schowałam.Tak dobrze,że mimo dwóch przeprowadzek do dziś nie znalazłam.Ile się musiałam natłumaczyć,że odpis chce.A okazało się,że od tego nie ma czegoś takiego jak odpis,tylko musi być kolejna sprawa.
    U mnie też wszystko ma swoje miejsce,swój odcisk na półce.I biada przesunąć nawet o milimetr.Nie że pedantka jestem,nic z tego,absolutnie.Po prostu mam pamięć wzrokową i jak ktoś mi coś poprzestawia to potem własnych skarpet nie umiem znaleźć.
    Tak średnio raz w roku zaczynam porządki w papierach.Wszystko oglądam po 10 razy,każdy karteluszek,zapis,numer.Odkładam na kupki-ważne,mniej ważne,nieważne ale może być ważne,nieważne ale się przyda,nieważne ale na wszelki wypadek…. i śmieć ewidentny.
    Jakoś dziwnym trafem na tym ostatnim jest najmniej.A i tak po jakimś czasie się okazuje że wypierniczyłam coś co by się właśnie przydało.Jeszcze trochę a będę się bała chusteczkę wywalić żeby się ważna nie okazała 😀

    • Ja nigdy nic nie wyrzucam tylko wrzucam do teczki “nie wiem po co to”. Tam się gromadzi wszystko co nie wiadomo po cholerę w ogóle mamy.
      Raz jedyny pamiętam, że jak nam auto ukradli to szukałam umowy z samochodu. Kurwa, zielona byłam ze stresu, że wyrzuciłam. Okazało się, że to był taki “świstek”, że wrzuciłam do “nie wiem po co to”.

  5. Ja jebie 😛 moja gorsza połowa znowu wszystko rozpierd… gdzie popadnie, nigdy nie wie gdzie co jest, założyłam dziadowi segregatory na papiery wszelkie, przegródki podpisane zrobiłam żeby szukać więcej nie trzeba było, to przyjdzie taki jeden, wyciągnie co chce zadowolony, co wypadnie to wypadnie jebnie w szufladę i idzie w pizdu… tak że ten Ty się ciesz, że Igrek ma prawie wszystko na swoim miejscu, co ja bym dała za takiego chłopa co porządek lubi 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *