Matka Torpeda
Matka Torpeda

Pan Stanisław, Pan Mieczysław.

Nie ma nic gorszego niż imprezy firmowe z żonami. Ja żoną nie jestem, ale na imprezy firmowe zawsze jestem zapraszana, niestety.
Tona jajek w majonezie, sałatki z tuńczykiem o smaku pasztetu i bigos na mięsiwie: zawsze obecni.
Multum napuszonych dyrektorów, którzy dupsko noszą wyżej niż nos: zawsze w nadmiarze.


Uwielbiam. Uwielbiam te posiadówki gdzie przy każdym stoliku jest rżnięcie dyrektora, a w momencie jego nadejścia jest gromkie: „Witamy Pana Mieczysława!”
Uwielbiam te wszystkie żony, co to udają, że są zadowolone, a tak naprawdę bardziej ekscytujące byłoby nawlekanie nitki na igłę i dojenie kóz w kolejności alfabetycznej.
Uwielbiam tych dyrektorów co to jeden Mieczysław przez drugiego Stanisława pokazuje jaki hojny, dobry i wspaniałomyślny.
Uwielbiam tych pracowników co przy flaszce są najlepszymi kumplami, a jak nadejdzie dyrektor są tylko współpracownikami.

I wszyscy tacy „oh” i „ah”. Bułkę przez bibułkę, a bigos świetny w tym roku. Pan Stanisław z tym bigosem się postarał, ale za to pan Mieczysław z golonką to już przeszedł sam siebie!

Te wszystkie żony uśmiechnięte. W ogóle nie wkurwione, że wypłaty poucinane. W ogóle nie wkurwione, że mężowie znów sześć godzin dłużej w robocie. One uśmiechnięte, w sukienkach dopasowanych i włosach wyprostowanych. W powietrzu unosi się zapach damskich perfum pomieszany z golonką.

Z tej całej sztuczności w której szczerzy są tylko współpracownicy z jednego działu, pojawia się Ona. Znudzona całym wieczorem, bez dobrej miny do złej gry. Lejąca sikiem prostym na kaczkę z jabłkami i wywracająca oczami na hasło: „Wznieśmy toast za kolejny sukces firmy!”.

Obserwowałam ją dłuższy czas. Obserwowałam głównie dlatego, że była inna niż wszystkie. Nie uśmiechała się na zawołanie. Widać było, że sra na imaż i „ohy ahy”.

Aż w końcu się nawaliła jak PKS do Lichenia.

„A Panie Stanisławie, a Mieczysławie, a chuj! Darek wiecznie nadprogramowo w robocie siedzi, dzieci dwójka, ja się pytam gdzie ojciec jest?!” – „troszkę podniesionym głosem” szeptała w stronę dyrektora firmy.

„Te wasze obiecanki, że podwyżka, że premia. Słuchaj Stasiek, tak Stasiek. Bo dla mnie Ty nie jesteś Pan Stanisław tylko Stasiek. Masz Stasiek żonę? Masz? A dzieci masz? Masz. Słuchaj, zaczynałeś jak zwykły Janusz rozwożąc paczki. Dorobiłeś się? Dorobiłeś, ale gdzie Ty człowieku masz godność? gdzie kurwa rozum Twój ja się pytam? Ty byś tylko chciał żeby oni w robocie pro bono siedzieli. A kolejny sukces firmy, a podwyżka będzie jak przetarg wygramy. Wiesz co, w dupie mam te pieniądze. Nie chcę tej kasy za nadgodziny, koło tyłka mi latają te wasze sukcesy. Chcę ojca moich dzieci, a mojego męża”

Cisza przy stoliku się zarobiła jak makiem zasiał. Wytrzeźwiało pół działu prócz żony Darka. Ja prawie udławiłam się kanapką z serem, a Igrek był posikany ze śmiechu. PAN DYREKTOR STANISŁAW spalił buraka, a że był po „kilku głębszych” nie chciał awantury i przytaknął żonie Darka.
Pogratulował Darkowi małżonki, podziękował za imprezkę i napisałabym, że odszedł, ale on ewidentnie po prostu spierdolił od naszego stolika.

Podobno następne imprezy firmowe będą bez małżonek. Niby cięcia w budżecie bo baby najwięcej na tych imprezach piją.

Udostępnij ten wpis...Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

10 Responses

  1. Jakbym widziała siebie na naszych firmowych imprezach (pracuję z mężem w jednej firmie) tyle że ja nie piję… Jedynie mam właściwą do sytuacji minę i przewracam oczami, chociaż myślę dokładnie to samo co żona owego Darka 😀 😀

    PS: Myślałam, że przestałaś pisać… Dobrze że cie znalazłam 🙂

  2. o ja Cie 😀 😀
    W poprzedniej robocie mojego prezes w głębokim żalu poinformował,że ” na karpia” nie będzie bo cośtam nie spłynęło a może spłynęło tylko gdzieś indziej.Tak że wicie,rozumicie.
    Ale „spotkanie opłatkowe” było.W takiej knajpie,co ja tam nawet na siku za „bogata” jestem. Na to prezesio miał.
    I po kolejnym kilonku zaczęło pierdolamento jaka to firma biedna,jak nie zarabia.No więc skoro nie zarabia to kilku pracowników prezesiowi od ręki złożyło wypowiedzenia 😀

    W jednym zakładzie były modne „pikniki rodzinne”.Nie chodziłam.Bo tam było tak,pijcie,pijcie,dużo gadajcie a pomiędzy stolikami podpierdalacze 😀

    Za to moja ostatnia praca 😀 Miodzio.
    Z jakieś tam oficjal imprezy tylko dla Elyt nam się dostało po 100 zeta nagrody.Ojej,co tu za to zrobić? 😀
    Koleżanka se kupiła bluzkę i kamizelkę,druga poleciała do słynnej pani Joli na super fryz,ja kupiłam dziecku buty.
    Przyszła wypłata.A tam na pasku od wypłaty odjęta stówka na jakieś tam coś czego nikt nie umiał wyjaśnić.
    Dobrze że też nie poszłam do fryzjera bo bym chyba wyłysiała.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *