Matka Torpeda
Matka Torpeda

Z okazji walentynek, wyrzucę Cię z domu.

Któregoś wolnego popołudnia kiedy Zet ucinał sobie drzemkę, stworzyłam wpis o miłości. Miałam zamiar go udostępnić w walentynki żeby chociaż raz na tym blogu było tematycznie. Że walentynki, że ajlovju, że soł macz.


Plan jak zawsze w moim wypadku jasny szlag trafił. U mnie zawsze uczucia wygrywają z racjonalnością. Wiecie: mam kurwicę to ją tutaj przelewam, mam amorki to też je tutaj przelewam. Wpis walentynkowy powstawał kiedy miałam amorki, a dzisiejszy no cóż…

Ale ja nie o tym, jak zawsze.

Walentynki zaczęły mi się chujowo poprzez break dance na lodzie pod biedronką. Próbowałam wysiąść z samochodu i tak jak wystawiłam jedną nogę, tak już nie potrafiłam wstać. Ja pominę już ludzi, którzy z zaciekawieniem obserwowali moje poczynania taneczne, ale z łaski swojej mogliby mi chociaż pokazać dziewiątki. Nie pokazali. Jedynie parsknięcia w szalik jakiejś baby co taszczyła siatę ziemniaków, plus okrzyk Igreka: “Jezus Maria, żyjesz?! Co Ty robisz, nie umiesz się dźwignąć?”

Na moje pełne miłości: “Nie no co Ty, umiem, tylko przy okazji się wysikam skoro już jestem na czterech”, odpowiedział mi jego śmiech. No tak, dźwignie mnie, ale dopiero jak przestanie się śmiać.

Z miłości…

Oznajmił, że chce pobyć z nami tak na full wypasie 24/24 więc z tej okazji wziął sobie tydzień urlopu i będzie grzał zad w domu. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie to, że wszedł mi o dziesiątej rano do mieszkania z trzema kartonami wielkości lodówek. Myślałam, że może walentynkowe róże sztuk milion, z miłości. Może miś walentynkowy wielkości lodówki razem z zamrażarką.

Niestety, na kartonach widniał napis Dolby Surround, zawrzałam. Co ja piszę, zawrzałam? Zagotowałam się jak zupa jarzynowa.

– Ja mam tylko nadzieję, że miałeś inną babę i ona się dowiedziała o Twoim podwójnym życiu. Dlatego też wleczesz te kartony do naszego mieszkania bo u niej już masz drzwi zamknięte. Ale jeśli w środku jest to, co ja myślę to uwierz, że się stąd wyprowadzisz w trybie pilnym, a nawet rzekłabym natychmiastowym. Przemyśl więc lepiej swoją odpowiedź.

– A mogę chociaż to rozpakować, zanim sam się spakuję?

Jakiś czas temu zepsuło nam się kino domowe. Ja tam jakoś specjalnie nie płakałam za sześcioma głośnikami i jakimś zasranym subwoofer’em, ale Igrek z rozpaczy po nocach nie spał. Jak przyszło do naprawy to się okazało, że bez sensu, że “Panieee, a kto to panu tak spierdolił” i ogólnie nie warto.
Słowem: kino poszło na straty.

Igrek chodził struty jakby mu właśnie ktoś ćwierć serca wyrwał i przeboleć straty nie mógł. Ewidentnie ktoś zabrał cząstkę jego, a wredne babsko nie chce kupić drugiego (czyli, że chyba, niby ja). Apetyt stracił, markotny się zrobił i widziałam jak łzy ociera przeglądając oferty sklepów z artykułami RTV.

Zanim mnie wyrzucisz…

Ustawiając to grające dziadostwo połamał mi dracenę, która wypuszczała nowe listki. Dracena poszła na śmietnik. Kartonami zapełnił pół mieszkania no bo drugie pół zajmują głośniki.

– Proszę Cię, posłuchaj. Bądź racjonalna. Z okazji walentynek kupiłem sobie, Ci, znaczy się NAM prezent: nowe kino domowe, koleś w sklepie mówił, że lepszego Pan nie znajdziesz w okolicy.

– Igrek, nie pogrążaj się. Prawie połamałam nogi pod biedronką, połamałeś dracenę, mam kiepski dzień, a Ty jeszcze przytargałeś mi zestaw kolumn i jakiś cholerny amplituner, który wygląda jak stare radio?!

– Ty się w tej chwili kobieto opanuj. To jest sprzęt grający o którym marzyłem od małolata, rozumiesz?! Dlatego właśnie z miłości postanowiłem go sobie kupić.

Wiecie co jest najlepsze?

Że syn z ojcem zachwyceni. Uśmiechy sobie posyłają. Stary bo ma “sprzęt grający życia”, a młody bo ma nowe pokrętła i guziki do wciskania, a w dodatku “Pszczółka Maja” gra mu milion razy głośniej. Super. Już nigdy nie zaznam ciszy.

Ale dobrzeeeee, ja sobie poczekam. Niech Igrek załapie kaca, któregoś pięknego poranka. Wtedy to Ja wypróbuję jego nowy sprzęt grający, o szóstej rano.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

16 Responses

  1. Nie wyrzucaj go 🙂 facet jest jak dziecko – od czasu do czasu trzeba mu pozwolić na jakąś nową zabawkę. Ale możesz dać mu do posłuchania głośnej muzyki na kacu – zemsta najlepiej smakuje na zimno , no i pamiętaj, że dla Ciebie był gotów zjeść surowe frytki i spalony kotlet 🙂

  2. Popłakałam się ze śmiechu. Tylko nie z Twojego tańca na lodzie tylko z tego ostatniego zdania.
    Poproszę więcej takich felietonów. Uwielbiam Cię!

    Stała czytelniczka 🙂

  3. Ojeeej, twoj Igrek to chyba kuzyn mojego hasbenda, wszystko co nowe, glosne, z bajerem i łooo panie, lepszego nie znajdziesz -to musi byc jego. Musi. Dzien sie jeszcze nie skończył, ciekawe czym mnie zaskoczy- dla nas oczywiscie. Bo konsola ps4- dla nas byla na Wielkanoc. Zachwyt mi wprost głos odebrał….. Łatwo sie domyslec co bylo jak głos mi juz wrócił:)

    • Hahahahahahahaha! U nas jest to samo, serio! Xbox był KONIECZNOŚCIĄ bo wiesz, jest nam niezbędny do życia. Teraz to dziadostwo. Ja czasami mówię, że żyjemy jak Karol i Alina w miodowych latach. On ma wieczne pomysły, a ja się wiecznie nie zgadzam 😛

  4. Ja nie wiem co z tymi facetami, że tak chcą się poświęcać i siedzieć z nami w domu, ale mój wziął do końca tygodnia zwolnienie bo od wczoraj twierdzi, że obłożnie chory. Bukiet róż co prawda przyniósł, kina domowego na szczęście nie, ale zobaczymy czy pozostałe dni tygodnia jakkolwiek poświęci dla mojej skromnej osoby 😛 A pomysł z wypróbowaniem głośników w chwili słabości Igreka to pomysł iście szatański 😀

  5. Ja widzę, ze te skrzywienie na sprzęt grający, głośniki etc to wszyscy z YY mają…. Matko jedenasta….! I wojna w chałupie, bo słuchać tylko mogą, jak matka poza domem, bo nie zrzędzi, że za głośno…Bo czystości dźwięków im nie pozwalam dosłuchać…., melomany… A nie dość, że dwa Szoguny głośne jak odrzutowce tylko te działające F, to jeszcze co by nie było włączone to ryczy na cały regulator, że w całym bloku słyszą co u nas na początku słuchają…. A u mnie w mózgu to tez nie dość że nerw, to jeszcze komórki skupić się nie potrafią od natężenia dźwięków. Może to jakaś choroba ogólna?- no ja wiem, że Nasza, bo melomani to i zdrowi i kulturalni…. ale ja doskonale Cię Kobietko rozumiem, popieram i tylko dziwię się, że to “Y” nie zatańczył przed sklepem, co by mu na przyszłość do muzy dobre było….No i nie miej tu człowieku nerwów zszarpanych, a umysł zdrowy do tego….

    • Ja Ci powiem, że ciszy dawno nie zaznałam, ale to co Igreczysko mi teraz chce zafundować to się kwalifikuje na terror uszny.
      Ale co ja mogę? Dwóch chłopów w domu, pies też samiec – ja jestem tylko rodzynkiem 😛

  6. Jak to dobrze,że ja do biedronki nie chadzam 😀
    Pod Lidlem u mnie lodu brak 😀
    Ja nie jestem ani posiadaczem ani współwłaścicielem tegoż cudu techniki.
    Owszem,mój ojciec miał-nawet sama byłam po toto w sklepie i biednego żuczka sprzedawczyka pozaginałam znajomością parametrów,przepięć,spięć,dojąć,ujść tak że mnie nie poczarował sprzętem gorszym ale droższym.Ale to było kiedyś,gdy nowinki techniczne mnie interesowały nim je wygryzły zęby moich potomnych.
    Sprzęt został zamontowany,rozmieszczony,podłączony i obejrzany JEDEN film.Po czym nikt przez toto oglądać nie chciał. Nie ten metraż na takie atrakcje.
    Mój ślubny chciał kiedyś przywieźć cholerstwo od rodziców.Na szczęście wspólne mieszkanie z głośnikami nie zyskało akceptacji,głośniki się zostały u teściów a ja mam w domu spokój:D
    Czasem tylko mącony muzyczką z MOJEJ wieżyczki 😀

    • U mnie muzyka w domu leci od rana, od zawsze. Z tym, że nie czuję potrzeby żeby sąsiedzi z parteru słuchali razem ze mną, ale Igrekowi nie przetłumaczysz. On sobie z miłości kupił i z miłości będzie teraz słuchał, szmatką głośniczki przecierał i co pięć minut ich pytał czy dobrze im się u nas mieszka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *