Matka Torpeda
Matka Torpeda

Przypałowe rzeczy z okresu nastoletniego.

Są takie decyzje, które podejmujemy w wierze, że będą słuszne. Wydają nam się idealne, odpowiednie, a dopiero po kilku latach dochodzi do nas myśl: „Co ja miałam wtedy w głowie?!”

Jak byłam nastolatką, KAŻDA moja decyzja była słuszna. Może okresu buntu nie przechodziłam, ale uwielbiałam stawiać na swoim. Nie dałam sobie nic powiedzieć, a z perspektywy czasu, zastanawiam się jak moi rodzice to wytrzymali, serio.

Ostatnio z przyjaciółką (kobietą z którą robiłam wszystko co najgłupsze) podsumowałyśmy listę z przeszłości:

1. Odkrycie fluidu.
 Pamiętam do dziś, że jakaś cizia w szkole przychodziła w pełnym makijażu. Obie z przyjaciółką stwierdziłyśmy, a czemu nie spróbować ?
Obie podebrałyśmy matkom fluidy przed wyjściem do szkoły. Kto tam wtedy myślał, że to będzie źle nałożone? Co to za sztuka? Wsmarować jak krem.
W efekcie przez tydzień chodziłam do szkoły wysmarowana o trzy tony za mocnym fluidem. Wyglądałyśmy jak kretynki z nutellą na gębach. Oczywiście fluid był tylko na twarzy, więc wiecie: gęba brązowa, szyja blada. Z tego okresu zostały nam tylko zdjęcia, których na całe szczęście nikt nie widział.

2. Przypałowe adresy e-mail.
Po co kiedyś komuś maile? Po nic. Stwarzało się bo tak. Każdy jakiś tam miał, ale nigdy nie używał.
Minęło x lat, wybrałam się z przyjaciółką na rozmowę o pracę w banku. W pewnym momencie osoba rekrutująca pyta o adresy e-mail.
Przyjaciółka szybko odpowiada, że nie ma. Po wyjściu z rozmowy pytam czemu skłamała, a co ja kurwa miałam powiedzieć? „CrazyBlondyna buziaczek.pl” ?!

3. Noszenie ubrań za dużych o cztery rozmiary.
Miałam taki etap, pamiętam do dziś. Płakałam rodzicom miesiąc żeby mi kupili męskie spodnie.
Jak Gabryśka dostała pod choinkę, byłam załamana. W końcu dostałam i ja. Wyglądałyśmy jak dwa pajace w za dużych spodniach i bluzach z kapturem, ale wiadomo żyłyśmy w przeświadczeniu, że wyglądamy zajebiście.
Okres noszenia się na „męsko” skończył się kiedy Gabryśka pochlapała tłustym rosołem spodnie. Głupio mi było łazić tak samej, a jej rodzice już nowych gaci kupić nie chcieli.

4. Koncerty.
Pojechałyśmy kiedyś z Gabryśką na koncert, dowody w kieszeni, dorosłe dwie.
Po imprezie do domu wracałyśmy tramwajem. W tramwaju była jeszcze lepsza impreza niż na koncercie. Cały tramwaj śpiewał, każdy rzucał repertuarem. Nagle, moja przyjaciółka geniusz, wypaliła: „To ja zapraszam wszystkich do siebie!”. Najgorsze było to, że ćwierć osób chętnie przystała na propozycję i Gabryśka pół drogi gryzła paznokcie, rzucając co chwilę, że ojciec ją zabije.

5. Podbieranie fajek.
Moje ulubione wspomnienie. Boże, jak można być takim jełopem, żeby uwierzyć, że nikt się nie kapnie?
Zaczynałam od podbierania jednej, oczywiście limit zwiększałam bo ojciec nic nie komentował.
Moim szczytem głupoty było podebranie, uwaga, POŁOWY paczki. Z nowej paczki!
Jak to się skończyło to lepiej pisać nie będę.

6. Pierwszy wspólny trip.
Najbardziej niedojrzała rzecz jaką zrobiłyśmy, ale do dziś wspominamy z uśmiechem. Cud, że przeżyłyśmy, cud, że nic nam się nie stało, ale wtedy człowiek o tym nie myślał.
Zapakowałyśmy się z moim ówczesnym „ukochanym” i jego kolegą do auta. Kolega chciał odwiedzić dziewczynę gdzieś na jakimś zapizdajewie. Żadna z nas nie zapytała czy koleś ma prawo jazdy, po godzinie drogi już siedziałyśmy spocone, modląc się, żeby to przeżyć.
Na całe szczęście był otwarty sklep z alkoholami, a wiadomo strach najlepiej zabić alkoholem.

7. CHODZĘ z nim.
Każda, no kurde chyba każda ma w swojej karierze faceta, który był okropny. Pamiętam moje pierwsze „chodzenie”. Ani to było ładne, ani śmieszne, ale trzeba było kogoś mieć, w końcu miałam już 16 lat!
Powoli czułam się jak stara panna, bo każda jakąś łajzę miała, a mi się ciągle coś nie podobało.
No to wybrałam, a jak wybrałam to do dzisiaj mi Gabryśka wypomina.
Ja do dziś udaję, że tego incydentu nie pamiętam.

Udostępnij ten wpis...Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

14 Responses

  1. Baza i ognisko w stogu siana, zapałki na szczęście były mokre. Rzucanie smoczków „Saturn” wypełnionych kilkoma litrami wody z wieżowca pod nogi ludzi. Zabawa w chowanego w kanałach (nowo budowane osiedle, klaustrofobia bo zgubieniu włazu do dzisiaj). Zabawa w ganianego po dachach wieżowców. Przystawianie ucha do torów, żeby sprawdzić, czy pociąg jedzie, jechał ku… bo go było widać. Włosy z długości prawie do pasa obcięte na jeża (4 dziewczyny i 14 chłopaków z jednej klasy, wszyscy na jeża w jeden dzień-wielka afera w szkole i 6 miesięczny zakaz przychodzenia do rodziców do pracy, żeby ludzie nie zobaczyli, że córka jest po tyfusie 🙂 mieliśmy po 15 lat). Jarocin w wieku 15 lat (mama do tej pory twierdzi, że musiała mieć pomroczność jasną, zero wiary w moją siłę przekonywania, na Woodstock jeżdżę z młodą). Zjeżdżanie z górki na oponach z traktora albo worków po nawozie wypełnionych sianem przez rów, ulicę, rów, do rzeki (tu ostra reakcja Babci zakończyła zabawę). Kąpiele cała bandą w morzu nocą-totalny kretynizm. Nie wiem, kto mi takiego Anioła Stróża podstawił, ale uważam, że limit wyczerpałam za kilka dzieciaków. Aktualnie jestem grzeczna 🙂 Wyrazy współczucia dla Mamusi, miała chyba nienormalne dziecko.

    • O popatrz, ja te akcje pominęłam. Nie raz rodzice w szkole się stawiali „żeby dziewczyna dobrze się uczyła, a taki łobuz była” bo brałam zawsze udział w akcjach, które nie były godne pochwały.
      Uważam, że takie czasy są najlepsze, serio. Mamy co wspominać. Nikt nie miał telefonu ani internetu, ale jakoś się człowiek z człowiekiem zawsze trafił ;))

  2. Ja z tego zaliczyłam grzywkę kąpaną w wodzie utlenionej (na usprawiedliwienie mam, że Babcia mnie tego nauczyła!!!!!) i noszenie czarnej bluzy i spódnicy do kostek (na dole wystawała biała koronka) przez dwa lata non-stop. Z imprezek to mnie kiedyś rodzice przyłapali z chłopakiem na rogówce u nich w dużym pokoju, i na pyanie jakżesz inteligentne mojego chłopaka „jak tam był na imprezie?” mój Kochany Tatuś odpowiedział „a jak tam było na rogówce?” Mina obydwu – bezcenna;))))

    • A wiesz, że mi babcia pierwsza włosy zafarbowała? Znaczy grzywkę tylko, ale rodzice zabronili. Oczywiście broniła się potem, że jej „kapło niechcący”
      ŁO MATKO, przyłapali Was? 😀 Ale Tatuś dobry refleks ma z odpowiedziami 😀

  3. A czy ktoś pamięta spodnie tzw alladynki albo rozjaśnianie włosów na wodę utlenioną? 😉 Ja to zaliczyłam 🙂 A i jeszcze kolorowanie włosów na bibułę! Żeby mieć falowane włosy to z koleżanką zapletłyśmy sobie warkoczyki, po rozczesaniu wyglądałyśmy jak dwa duple przed wizytą u psiego fryzjera 😉

  4. Haha sporo z tego przypomina mnie i moją przyjaciółkę 😀 Uśmiałam się 😀 Bluzy i luźne ciuchy były w 6/7/8 klasie. Potem ubieranie w stylu drum’n’bass czyli głównie na czarno, z trampkamki adidasa (te czarne w białe paski) i podkolanówkami, do tego bluzy oldschoolowe do czarnych wąskich spódnic lub spodni i czarne topy. Wielkie koła w uszach i czasem chustka na głowę 😀 Uważałyśmy, że jesteśmy najlepsze, a nie to co brokatowe densiary 😀
    Z głupot w stylu tej jazdy samochodem – na obozie w Hiszpanii wyszłyśmy z dyskoteki z jakimiś dwoma Niemcami, szczęście nie byli jakimiś zboczeńcami, a jak skapnęli się, że nic z tego co planowali nie będzie zwinęli się cichcem chyłkiem w trakcie naszego pobytu na plaży ;D Generalnie co obóz podpisywałyśmy upomnienia, że jak się powtórzy jakiś następny nasz wyskok będziemy odesłane do domu samolotem na koszt rodziców 😉 Na obozie w Grecji jeździłyśmy motorami z Ukraińcem i Gruzinem. Naprawdę to wszystko było mega nieodpowiedzialne jak pomyślę teraz jako matka.
    Zamiast fajek podbierałyśmy spiryt rodziców D.i dolewałyśmy do butelki wody by uzupełnić braki 😀 Piłyśmy go potem z sokiem pomarańczowym. Oj działo się.

  5. Wszyscy mieli dres,taki kurde ortalionowy,też chciałam.Dostała biało-czarny.To nic ,że wyglądałam jak pingwin,góre ubierałam do wszystkiego 😀
    Koleżanka zrobiła sobie trwałą,mnie matka nie pozwoliła.Więc zaplotłam na noc z milion warkoczyków a rano to rozczesałam……….
    Papieroski…..pierwszego znalazłam pod szafą,więc skoro bezpański to z kumpelą wypaliłyśmy..
    Potem podbierałam,potem kupowała mi koleżanka bo miała znajomą w kiosku.I najgłupsze tłumaczenia jak ojciec znalazł w kurtce-” to koleżanki,ja je tylko mam na przechowanie”.
    Pamiętam jak kupiłam takie owocowe „KISS”y.Żeby nie było przypału w domu to je zamknęłam w szpindzie na praktykach 😀
    Mój najlepszy numer- sylwester u koleżanki,same dziewczyny,procenty,dobrze szumiało, i w takim stanie poszłam starym złożyć życzenia.Na szczęście tylko przez domofon bo co się nasłuchałam o pijanej koleżance to moje 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *