Matka Torpeda
Matka Torpeda

Przerobiłam już dwa mieszkania, a w najbliższych planach jest kolejna zmiana. Do tej pory miałam setki zmieniających się sąsiadów, których albo od razu pokochałam albo miałam ochotę wyeksmitować.

1. Wieczny problem.
Typ sąsiada u którego są wieczne awantury. Pamiętam jednego, który nie pierdolił się w tańcu i najczęściej prócz krzyków było również słychać tłukące się szklanki, dźwięk jakby przewracanych mebli i ogólnego armagedonu. Kłócił zazwyczaj się z żoną, a potem równie głośno się godzili. Do wszystkiego szło się przyzwyczaić więc zazwyczaj po prostu dawałam głośniej muzykę. Do pewnego dnia w którym sąsiad wyrzucił przez okno telewizor. Taki z kineskopem, huk pamiętam do dziś.

2. Głośny orgazm.
Również nie zapomnę. Próbowałam zasnąć, a z góry leciały ohy i ahy. Do dziś też pamiętam, że te upojne chwile trwały ponad godzinę. Zastanawiałam się czy on jej tam przypadkiem gaśnicy nie wkłada bo darła się jak dzika świnia. Wiecie, to jest ten moment kiedy nie wiesz czy oni serio uprawiają seks czy jej się krzywda dzieje. Kiedy padło hasło „mocniej, mocniej” stwierdziłam, że muszę nałożyć słuchawki na uszy bo inaczej nie zasnę choćbym chciała i w grę chyba raczej nie wchodziła gaśnica. Zawsze mi się wydawało, że seksu nie słychać. Moje życie legło w gruzach kiedy okazało się, że jednak słychać.

3. Miłośnik meloman.
Wieczna muza. Wstajesz rano, a u niego „Majteczki w kropeczki ohoho”. Gotujesz obiad, a u niego „Bielyje rozyyyyy, bielyjeee rozyyy”. Obojętnie jakiej pory dnia nie wskażesz, jakiej godziny nie pokazuje zegar, u niego wiecznie dudni muzą. Gdyby słuchał jej na poziomie normalnym byłoby w porządku, ale słucha jej On i cała klatka. Nigdy nie otwiera listonoszowi bo go nie słyszy. Nawet jak policja przyjeżdża zwracać uwagę to są odprawiani z kwitkiem. Czasami mam wrażenie, że tacy sąsiedzi to organizują w domu małe wesela, bo zazwyczaj taki weselny repertuar leci.

4. Łobdartus.
Każdy ma takiego sąsiada co lubi sobie w palnik dać. Nie mówię, że alkoholik na potęgę, ale wiecznie podchmielony. Twarz jak pomidor, zawsze uśmiech i zawsze „Dzień dobry sąsiadeczce!”.
Nie mam nic do takich typów, każdy prowadzi tryb życia jaki mu odpowiada.
Łobdartus zazwyczaj jest też typem sąsiada dyskutanta. Po flaszce z rana przychodzi ochota na dyskusję i nie daj Bóg trafić na niego na klatce. Jak już słyszę „szefowo” to wiem, że powinnam się ewakuować.

5. Dyskutant.
Ja już uciekam przed takimi z daleka. Wiedzą wszystko: kto, z kim, czy mieszkanie wykupione czy wynajem, czy rozwód czy ślub, czy dziecko męża czy nie męża. Wiedzą kto podpisał zgodę na domofon, a kto ostatnio śmieci nie posegregował. Jak trafisz na takich, masz jak w banku, że godzinę postoisz na klatce ewentualnie przed klatką.
„Paniiii, ona to się pruje jak stare prześcieradło” – usłyszałam ostatnio takiego newsa od Pani po pięćdziesiątce, na temat Pani, która została sama z dziećmi. Dyskutanci są lepsi niż CBŚ.

6. Typ cygański.
Albo im płacze dziecko albo szczeka pies. Albo dziecka się chichra przez godzinę albo o godzinie trzeciej nad ranem wyje jak syrena. Jeśli pies nie szczeka, a dziecko nie piszczy – znaczy, że nie ma ich w domu. Są też dni kiedy pies szczeka, dziecko piszczy, a w dodatku leci muzyka. Typ cygański to ludzie u których NIGDY nie ma ciszy. Chyba, że ich dziecko aktualnie nie ząbkuje, a pies aktualnie nie wariuje na samą myśl o suczce spod szóstki. W dodatku wiecznie trzaskają u nich drzwi: ktoś wchodzi, ktoś wychodzi, ktoś wyszedł? spoko, zaraz ktoś wejdzie.

7. Incognito.
Ich nie ma. Oni teoretycznie są, ale praktycznie widziałaś ich może raz, no może trzy razy w życiu. Przemykają jak cień, wracając z pracy. Rzucają szybkie „dzień dobry” vel „dobry wieczór” i znikają na kolejne pół roku. Najbardziej neutralny typ sąsiada.

Dobra, a teraz się przyznawać jaki z Was typ. My to zdecydowanie typ cygański. Na całe szczęście sąsiedzi głaskają naszego psa, uśmiechają się do syna i nie wzywają na nas policji. To chyba jednak nas lubią.

Udostępnij ten wpis...Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

23 Responses

  1. Właśnie uświadomiłaś mnie, że my to ten typ cygański… Chociaż staram się tą cyganerię zapędzać raczej w ramy czasowe do 22 max.. Ale tak:
    – pies sztuk 1 – na szczęście na tyle ogarnięty, że nie wyje jak zostaje sam, a i normalnie nie drze japy jakoś specjalnie uciążliwie (na szczęście albo i nieszczęście mamy porównanie w klatce – pies, który reaguje na każdy praktycznie ruch an klatce schodowej)
    – głośniki dają radę jak trzeba – uwielbiam sprzątać przy głośnej muzyce (bynajmniej nie takiej, że szklanki się w szafkach przesuwają), uwielbiam drzeć japakę przy lataniu na odkurzaczu.. cóż, taki urok..
    – dziecko co prawda sąsiadom czasowo oszczędziłam.. ale już niedługo 😉

  2. My od poniedziałku do piątku incognito o 16stej wychodzę z biura jade do mamy na obiad, zakupy, trening o 21 w domu mycie i spanie aleee w weekend sasiadzi wiedza ze zyjemy albo impreza u nas albo w nocy wracamy i mój śmiech pewnie nawet w bloku obok słychać:-P

  3. ja żyję jakbym byłam incognito ale mój pies charakter ma cygański, jakoś dajemy radę, zaprzyjaźniamy się z psiarzami oprócz jednej pani z yorkiem, o ile można go nazwać górnolotnie psem która na nasz widok łapie psa na ręce i ucieka. za to diler co mieszka obok grzecznie mi się kłania, chociaż on akurat z tych co to wieczny problem

  4. Ja to typ emerytalny 😀
    Jak mam muzykę trochę głośniej to ale tak z 10 min bo potem mi przeszkadza.
    Dziecku czasem piszczy,chichra,śmieje ale to wina tatusia.Albo się drze jak sierżant w defensywie-to zabawa z bratem.Ale też nie za długo,nie za głośno bo interweniuję.
    Pies jest dziwny,z natury nie szczeka.Może dlatego ,że jak komuś otwieram drzwi i go zobaczą to z automatu robią jakieś dwa do tyłu 😀
    Przeprowadzałam się już razy kilka-z rodzicami,potem od rodziców,potem już ja zmieniałam i czeka mnie jeszcze mam nadzieję ostatni raz.

    Miałam sąsiadkę melomankę-24/h,7/7 cała okolica słuchała ” piję drinki z pomarańczą”,długo nie pomieszkali.
    Za ścianą mam sąsiadów,których ogólnie nie widać,dzień dobry to im tak ciężko z gardła wychodzi że ja już dawno ich mijam jak luft.Za to kiedy mają gości to nadrabiają.
    Śmiech że umarłego obudzi,sylwestra to mieli od 17 do 6 rano i w dupie mają innych że chcą spać.Drzwi się nie zamykały,całą noc tylko „dup,dup,dup” drzwiami z mieszkania,drzwiami z sieni bo pielgrzymowali palić.OOOOOOOOOczywiście pety leżą do dziś bo państwo zza ściany brzydzi się sprzątaniem.Oni z dwa lata nawet wycieraczki nie sprzątnęli.

    Ogólnie nie czepiam się o ile nie muszę uczestniczyć w życiu sąsiadów.

    Mieszkając z rodzicami mieliśmy sąsiadów co to najpierw razem pili,potem on robił porządki-wywalił przez balkon dwie wielkie draceny z doniczkami,oraz takie dupne białe kapusty co miały iść do kiszenia 😀

    I tak mi żal,że nie wygrałam w totka bo bym poszła mieszkać do lasu 😀

    • Ja tak samo, nie czepiam się sąsiadów dopóki nie muszę uczestniczyć w ich życiu. Z reguły rzadko zwracam sąsiadom uwagę, głównie chyba dlatego, że sama zdaję sobie sprawę, że nie jestem najcichszym sąsiadem. Trafiam też na wyrozumiałych, choć wyjątki są 😛

      • Każdemu się zdarzy,że puścisz głośniej muzykę,zaprosisz znajomych,zrobisz lekcję wychowawczą mężowi/partnerowi/królowi czy dzieciom,albo pies dostanie wyjca.
        Ale jakbyś wiedziała że za ścianą jest małe dziecko to zrobiłabyś imprezę na całe miasto przez 13 godzin?
        Odmówiłabyś sąsiadom odpoczynku?
        Ja ogólnie nie lubię jakiś imprez w domach 😀
        To już ten wiek 😀

        • Ja ogólnie mam uraz do hałasowania po 22. Serio, nie robiłabym głośnej imprezy po 22 bo wiem, że to może przeszkadzać. Są jednak sytuacje kiedy hałas jest nieunikniony czyt. dziecko 😉

          • Dziecko to nie hałas nieunikniony tylko życiowa mądrość 😀
            Ja bym dziecka nie włączała do tych kategorii bo takie maleństwo żyje na innych prawach.No chyba że dzieć ma lat już powiedzmy z 6 i dobrze rozumie co wolno a co nie 😀

          • Oczywiście, że tak. Dlatego ja tam nigdy nie będę przepraszać za hałas w naszym mieszkaniu. Jest hałas bo tu mieszkamy i żyjemy 😉

  5. Przerabiam trzecie mieszkanie w bloku i masz rację, że zawsze się takich spotka 😀 My to tryb incognito, przynajmniej jeszcze przez +/-10 tygodni 😀

  6. Świetne 🙂
    my tez to raczej cygańscy, tyle, że bez psa….. Od momentu powrotu z pracy/żłobka/przedszkola rejwach roznosi się po całości bloku chyba….- Ale fakt, jak do tej pory nie zastukała do nas policja…- może za głośno było??? no i odpoczywają jak odwiedzamy szpital – tak, wtedy mają sąsiedzi małe wczasy.
    Ja to tez taki typ „incognito”… sama nie znam nikogo, praktycznie widuję tylko dwie/trzy osoby, bo wychodzimy razem o tej samej do pracy 😉
    Teraz to sobie naskrobię, ale – uważam tez, ze wiele/czasem mnóstwo osób nie powinno trzymać psów w blokach. Tak, wiem, jestem poda i zła, ale na ostatniej stancji mieszkała pod nami „rodzina” co to i cyganie i melomani i łobdartusy i bezstresowo wychowywana „młodzież” i jeszcze do tego dwa psy , ze trzy koty i chyba papuga, które wiecznie stały w oknie, a że parter – wszystko widać co i jak i gdzie się rusza, więc na przemian to wyły to ujadały póki „właściciele ” się nie pokazali w drzwiach by ich pościć wolno na klatkę i do wyprowadzenia się….Wtedy wyły i ujadały na trawniku i pod blokiem i na klatce (bo często zapominano wpuścić je do domu), a że bez smyczy i kagańca – wrrrrrrrr.
    ….no i teraz to się faktycznie zaczęłam zastanawiać nad stwierdzeniem, że seks to słychać….

  7. Chyba też jestem neutralna, chociaż muzyka u nas czasem dudni tak, że się meble przesuwają 😀 Dzień dobry sąsiadom mówię, czasem nawet zagadamy o pogodzie. Generalnie przeprowadzałam się też trzy razy i chyba wszystkie typy poza cygańskim znam 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *