Matka Torpeda
Matka Torpeda

Kiedy Ci się nie chce.

Jestem dynamitem. Chodzącą energią i optymizmem, bez względu na to, co wyraża moja twarz. A wyglądam na osobę, która wiecznie ma minę „bez kija nie podchodź”. Zazwyczaj rozsadzała mnie energia, której nie miałam jak spożytkować. Wiem, wiem… myślicie, że teraz poleci esej na temat sportów walki czy fitnessu.

Nie miałam gdzie spożytkować mojej energii więc powstał syn, który nie zostawia mi nawet 1% baterii. Biorąc pod uwagę, że jest połączeniem mnie i Igreka: ma energię na poziomie nie do obliczenia. Skutecznie sprawił, że wieczorami mam „low battery”.

Nie będzie to litania o umęczonej, udręczonej i znużonej życiem Matce Polce, nie ten blog.
Ostatnio miałam jeden z tych dni gdzie nie chciało mi się nic. KURDE, tak dobitnie nic.
Pierwsza kawa pomogła na trochę, druga została wypita bardziej z przyjemności niż podładowania energii. I wtedy mnie naszło!

Jest prawo, które rządzi się swoim życiem, a mianowicie:

1. Zawsze kiedy jesteś nieumalowana (czy tam wyglądasz po prostu źle) spotkasz kogoś znajomego.
Jak wyjdę z domu „naturalnie” spotkam tysiąc osób, które na gwałt chcą ze mną porozmawiać. Człowiek chce przemknąć w kapturze, niezauważony, szybciutko hyc hyc do domu – nic z tego.
Zawsze Cię trafi jakiś Janusz, co to całe życie udaje, że Cię nie widzi, a teraz go interesuje ile miesięcy ma Twój syn. Bo mu Halina powiedziała, że syna rodziłaś jakiś czas temu.
Jestem raczej z tych osób, które na co dzień używają makijażu więc ZAWSZE kiedy wychodzę z domu „jak mnie Bozia stworzyła” spotykam 9/10 osób, których nie lubię. ZAWSZE.

2. Zawsze kiedy zrobisz perfekcyjny MEJKAP, nikogo nie spotkasz.
BORZE szumiący, jak mi raz w życiu kreski na powiekach wyjdą idealnie, rzęsy mam jak te chude baby z reklam, a gębę jakby mi sam Michał Anioł dłutem haratał bo kupiłam nowy fluid – nigdy nikogo nie spotkam.
NIKOGO. Idę sama, samiusieńka do sklepu po ziemniory, a dookoła tylko miauczące koty, które trenują do Marca albo podchmielony sąsiad, który ledwo mnie widzi. I choćbym tip-topami szła, noł łej.

3. Zawsze jak masz dzień lenia, ktoś postanawia wpaść z niezapowiedzianą wizytą.
Mój ulubiony punkt, który sprawdza mi się zawsze. Serio.
Jako była pedantka, a aktualnie osoba posiadająca dziecko: mam w domu wieczny bandżaj. Nie chce mi się tego sprzątać bo skoro moje dziecko dobrze się bawi to nie będę mu tej radochy odbierać.
Ilekroć z Igrekiem łazimy „w pół nago” (czyt. piżamy czy ewentualne bokserki) i jemy obiad, pozostawiając talerze na stole, nasze dziecko o 15-stej biega w piżamie, a dookoła sterta zabawek – ktoś postanawia zadzwonić na domofon, że dryń dryń „My na kawę”.
W XXI wieku takie coś powinno być karane. SĄ TELEFONY!

4. Odwiedziny dalszej rodziny.
Nie zapomnę jak urodziłam Zeta. Obolała, usiąść nie mogłam, godzinę usypiałam, a tu nagle telefon, że ciocia Jadzia ze Świebodzina czy innego Pcimia pod klatką stoi bo przyjechała dzidziusia zobaczyć. Nie, że zapowiedziane. Nie, że dzwoniła wcześniej – ona tak niezapowiedzianie bo to grzech nie zobaczyć.
Nie dalej jak tydzień później Helenka czy Krysieńka, córka ciotki Basi czy innej Krysi, przyjechała z rodzicami dzidziusia zobaczyć. Odwiedzają Cię te pielgrzymki, uskuteczniają „ohy i ahy” nad łóżeczkiem, pytają czyś Ty szyta czy cycki spoko, czy karmisz czy fotosynteza.
Jeszcze przed Synem, zazwyczaj miałam niespodzianki w postaci: „My na obiad”, gdzie ja tylko rolady i kluski bo to niedziela była. Chyba nie muszę dodawać, że na dwie osoby?
Swoją drogą: czy jest ktoś, kto robi obiady na więcej osób w razie „w”? Ja nigdy.

5. Nieplanowane, najlepsze imprezy.
Nie chce Ci się. Dzisiaj na pewno nie. Znajomi mogą wpaść, ale posiedzieć kulturalnie. Kawa jakaś, ewentualnie coś gazowanego mogę zaproponować.
Takie imprezy najlepiej się wspomina bo zazwyczaj wychodzi z tego grube posiedzenie.
Nie raz rzucałam zaklęcia pod nosem bo znajomi zawitali nie w porę, a potem o piątej rano mówiłam, że śmiało mogą siedzieć dalej. Oczywiście to również czasy „przed dzieckiem”.
(Aktualnie, za każdym razem kiedy starzy imprezują, Młody grzecznie śpi u babci)

6. Nieplanowane wydatki.
Są takie miesiące gdzie mam dość bycia osobą, która nie podciera się hajsem. Budzę się wtedy rano i pytam dlaczego nie jestem córką szejka arabskiego. Masz zły miesiąc? Na pewno zepsuje Ci się auto.
Masz więcej wydatków w tym miesiącu? Spoko, na bank pralka Ci bęben rozwali i będziesz musiała wytasować trylion zielonych na nową.
Jeśli jest najmniej odpowiedni moment na nieplanowane wydatki, masz jak w banku, że się trafią.

Udostępnij ten wpis...Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

9 Responses

  1. Z makijażem mam dokładnie to samo. Chociaż na co dzień nie maluję się jak na imprezę, to jednak ten tusz, czy tam jakiś puder mam… Twarz jednak wygląda inaczej jak jest trochę wyretuszowana 🙂 Jak wyskoczę „na chwilę” … Ehh standard 🙂
    Moimi obiadami jakoś zainteresowania brak – chyba o czymś to świadczy 🙂 Za to bardzo chętnie odwiedzam mamę w celach obiadowych 🙂 Nie żebym się wpraszała, sama zaprasza 🙂

  2. Ja. ja gotuje tyle,ze całe stado wyglodnialych by się najadło. Ale nie że specjalnie,nie, nie…. Ja chyba po prostu nie umiem gotować dla jednej, góra dwóch osob – wada modelu wyniesiona z domu rodzinnego. A jak mam pięć buleczki z czymś tam od razu sprawdzam ilość miejsca w zamrażalniku….bo to co rozdać za gorącego to swoją drogą….reszta „na później”…. Dziś mam robić pączki,a kolega chciał też że trzy, i drugi….a wyjdzie…lepiej nie mówić.
    A co do nie zapowiedzianych wydatków-osobiscie uważam,ze najgorzej jak na „współpracę” rzeczy nieożywionych a używanych w domu, bądź w garażu -a wybitnie złośliwych należy się chorowanie dziecka…. Żesz ku….wa-bogaty ten co nie wie co to choroba i wiem co mówię. W grudniu poszło nam 8 stów na same wizyty po specjalistach. Nie włączam w to wykupu recept i dojazdem 100km do nich….tak wiem,ze są osoby które mają gorzej,ale mi po dwóch latach debet się skończył,z wykorzystaniem w 89%na wsiej maści lekarzy,leki itp medyczne młodych naszych. – oj szkoda gadać…

    • Ja właśnie nigdy nie gotuję więcej. My z Igrekiem i tak jemy dużo, ale już na oko wiem ile czego zrobić żeby nie zostało czy nie brakło.
      Wydatki zawsze przychodzą w najmniej odpowiednim momencie. One zazwyczaj kopią w tyłek kiedy tylko się człowiek odwróci ;/

  3. Mnie jakoś na co dzień ciężko się malować,bo lenia mam totalnego. Potem nie chce mi się tego zmywać.Tak że u mnie „zrobione oko” to święto narodowe. Ale jak nie chce mi się umyć łba,albo muszę wyjść a z mokrym w zimie nie polecę to zawsze się trafi ktoś za kim tęsknię normalnie.I tylko żałuję że nie jedzie jakiś walec coby tego łonego kogoś wcisnąć między asfalt a ta rola z walca.
    U mnie się nie psuje,za to notorycznie i nagminnie jak portfel świeci pustkami kończy mi się gaz w butli.Jak mam odłożone to kurde te 11kg na pół 4 miechy starcza.A wystarczy zabrać z tego 2 zeta i pusta w ryj po miesiącu.
    Niezapowiedzianych gości nie miewam 😀 Ale jak mam taki dzień „z łóżka to tylko na siku”to jak za złość domofon dzwoni co sekundę-a to do prądu,a to do internetu,a to wodomierz spisać,reklamy położyć a „pani czy tu mieszka ….”.Jeszcze tylko po suchy chleb dla konia nikt nie przyszedł.Może i dobrze,bo suchy chleb pies zżera.
    Imprez nigdy nie tworzyłam,za to miałam koleżankę,która o 15-ej przychodziła na kawę i wychodziła o 3 nad ranem 😀 Przestała jak się odzieciłam 😀

    A co do odwiedzin z powodu rozmnożenia-zakazałam,i powiedziałam że sama kiedyś tam przyjdę.A jak czasem ktoś dzwonił,że „właśnie do Ciebie idę” to słyszał „ale ja właśnie wyszłam”.

  4. Trafiłaś w samo sedno 🙂 Nieplanowane wydatki mam głownie z tytułu nowozakupionego (wcale nie nowego) auta, a im mniej zarabiałam tym droższe gówno się w nim psuło. Od miesiąca siedzę na zwolnieniu i tylko czekam na armagedon 😛 Niezapowiedzianych wizyt nie miewam na szczęście, aczkolwiek jak się młoda urodziła a ja zabroniłam się odwiedzać w szpitalu, to gdy wychodziliśmy ze szpitala po 2 dniach moja matka prawie stała na wycieraczce gdy dojechaliśmy pod dom – więc zapomnij człowieku o normalnej kąpieli czy chwili wytchnienia. A ta część z makijażem sprawdzała się dopóki się nie wyprowadziłam po ślubie – bo tam skąd pochodzę średnia spotkań była 7/10 😛

    • Zawsze tak jest! Im masz mniej kasy tym zepsuta część droższa. To jest chyba złośliwość rzeczy martwych.
      Ja jak wracałam ze szpitala do domu to pielgrzymka już pod blokiem czekała, uwierzysz?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *