Matka Torpeda
Matka Torpeda

Gdybym się miała zastanowić czego mi w życiu najmniej potrzeba to na pewno były by zakupy.
Problem polega na tym, że ja nawet jak niczego nie potrzebuję to i tak czegoś potrzebuję.
Ja mogę wyjść z domu na spacer z dzieckiem, ale jakiś grosik muszę mieć przy sobie bo inaczej czuję się niepewnie. Ale dla mojego dobra, lepiej by było gdybym zawsze zapominała portfela.

Dziś, korzystając z pogody ubrałam syna swego jedynego i zapakowałam w formułę jeden zwaną wózkiem.
A niech sobie dziecko pooddycha świeżym, szarym, śląskim powietrzem pomieszanym z węglem. Niby to przez przypadek, nie, że specjalnie, tak zwyczajnie przez nieuwagę, wrzuciłam to torby portfel. Na swoje usprawiedliwienie mam tyle, że był na miejscu ostatnim. Po smoczku, herbatce, milionie flipsów, chusteczek i telefonu. Uważam to za okoliczność łagodzącą. Wzięłam tylko tak, bo nic nie potrzebowałam, ale niech mi się pić zachce i co wtedy? Muszę mieć przysłowiowy grosik żeby zakupić coś na zaschnięte gardło, no oczywiste.

Gramolę się z drugiego piętra, wózek taszczę, pot łaskocze mi poślady, Młody prowadzi dyskusję na całą klatkę (no bo echo, najlepsza zabawa). Panowie remontujący klatkę, kłaniają się w pas, zamiast do cholery pomóc mi z formułą jeden, ale po co? Papierosa trza zapalić, o pierdołach podyskutować, po dupskach się podrapać i przy okazji zaprezentować „pęknięte rowy” w spodniach roboczych.

Jak tylko wyszłam przed blok, przypomniało mi się, że skończył mi się płyn do prania dla Młodego. IDĘ TYLKO PO PŁYN. Wejdę, wezmę szybko z półki, zapłacę i wyjdę ze sklepu, obiecuję. Poza tym jestem z wózkiem więc za dużo kupić nie mogę.
BIORĘ PŁYN I WYCHODZĘ. PŁYN, TYLKO PŁYN – całą drogę powtarzałam jak mantrę.
Nie no bez jaj, ile ja mam lat. Biorę płyn i wychodzę, nie muszę sobie tego powtarzać jak krowie na rowie, szanujmy się.

Dotaszczyłam się z synem swym jedynym do sklepu. Weszłam więc po ten nieszczęsny płyn.

Obok płynów dla dzieci, była półka z zapachami. Przypomniało mi się, że skończył się olejek zapachowy do nawilżacza i kominka. BIERE.

Obok zapachów była półka z kosmetykami, a ja przecież nie mam eyelinera. BIERE.

Wyszłam z drogerii, a obok: sklep z artykułami dziecięcymi. Czyli NAJGORSZE na co może trafić matka kiedy wychodzi z domu. Nie wejdę tam, nie mam po co, Młody wszystko ma, nic nie potrzebuje. Bez sensu, nie mam potrzeby tam wchodzić. Nie idę tam.

Taki chuj, oczywiście, że weszłam.

Więc jak to było? „Idę tylko po płyn”

– Dwie torby ubrań dla Młodego (umówmy się, jeansy i inne spodnie: zawsze są potrzebne, o śpiochach i body nie wspomnę bo to oczywiste, a kamizelka na wiosnę po prostu była zajebista więc grzechem było nie kupić)
– Pościel do łóżeczka i prześcieradło (no dobra, na to nie mam usprawiedliwienia)
– książeczka dla Młodego (bo serio trafiłam na taką książkę, której nigdy nie widziałam – uważam, to za wystarczającą obronę)

Wracałam do domu jak wielbłąd, a zasapałam się jak stara locha. Przysięgam, że następnym razem nie wezmę portfela.

Udostępnij ten wpis...Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

11 Responses

  1. Na pościel to ja mam usprawiedliwienie: a jak się uleje, albo przcieknie przez pampersa to trzeba mieć zapasową bo w brudnej spać nie będzie przecie, prawda? 😉
    A sklepy dziecięce staram się omijać, ale ni cholery nie wychodzi mi to najlepiej 🙂

  2. Dlatego ja deleguje do sklepu Męża-choc czas operacyjny to min 40min,ale….bez problemu, marudzenia,krzyku o taskanie, bez (nie)zbędnych rzeczy.
    U mnie największym problemem jest internet….tak łatwo, prosto,z dowozem do domu,bez użycia portfela,bo tylko hasło z SMS-a….a wybór-bez ograniczeń…..
    I to są ulepszenia cywilizacji -ponoć,bo weź nie kliknij jak i tak siedzisz i gapisz się i klikasz.

  3. Dostałam esa z obuwniczego że przeceny lecą.Weszłam tylko rzucić okiem bo zima się kończy,wiosenne obuwie mam więc tylko pooglądać.Wyszliśmy z 4 parami butów- w samoobronie powiem,że kupiłam dla każdego i moje były NAJTAŃSZE 😀

    Idę do sklepu sama albo z Młodą-kupuję rzeczy niezbędne plus lizak dla towarzyszki.
    Idę z mężem-wracamy jak bediuni,którym wielbłądy spindoliły na widok siatek.I oczywiście pomiędzy milionem różnych rzeczy NIE MA tego po co poszłam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *