Matka Torpeda
Matka Torpeda

Dwa tygodnie samotności.

Siedzę. Na głowie mam kilogram farby, pochłonęłam serek wiejski ze szczypiorkiem – bo to moje ulubione w ostatnim czasie. M jak Zdrada leci w tle, dziecko śpi, Igrek mizia mnie po nodze.
Wieczór, jak każdy inny. Wieczór jak każdy w naszym domu. Prawdopodobnie wieczór taki sam, jak tysięcy innych ludzi. No dobra, może akurat kogoś innego, mąż/nie-mąż, mizia po plecach (Igrekowi się nigdy nie chce), a w tle nie leci M jak Zdrada tylko Z jak Miłość.

Mieszkam w bloku i znam sąsiadów “pojedynczo”. Tego znałam właśnie pojedynczo, widywałam raz na rok. Mam wrażenie, że więcej go tutaj nie było niż był. A może był tylko nie wychodził?
Nie wiem, w każdym razie był staruszkiem. Cichym, sympatycznym i spokojnym staruszkiem, który mieszkał sam. Nigdy nie dociekałam, nie pytałam innych sąsiadów “dlaczego”.
Jeśli mam być szczera, niezbyt mnie to interesowało.

Dziś, kiedy uroczy Pan strażak zapukał w moje okno, prawie dostałam zawału serca, migotania wszystkich przedsionków i o mało nie osiwiałam. Czujecie: obieram ziemniaki, a mi tu coś czerwono-czarnego puka do okna, mieszkam kurwa na drugim piętrze.

Kiedy się ogarnęłam i otworzyłam okno, moim oczom ukazał się tabun policji i straży pożarnej. Pytanie za pytaniem czy widziałam tego Pana w ostatnim czasie, czy coś mi w domu śmierdzi czy może coś wiem.

W szoku, ale zgodnie z prawdą odpowiadam, że ja nic. Ja tu tylko sprzątam i ziemniaki obieram, ewentualnie udaję konia i śpiewam Olimpiadę w Jarzynowie.

Dwie godziny później, wychodząc na ekscytujące biedronkowskie zakupy, na klatce mijam tabun policji w maskach. Na klatce smród przeokropny, przejść się nie da, oczy szczypią, odruch wymiotny od razu. Sąsiad nie żył od dwóch tygodni, w ciepłym mieszkaniu i pozamykanych oknach. Więc po otwarciu jego drzwi wejściowych wszystko poszło w klatkę.

Ja dzisiaj nie o tym. Tylko chciałam Wam nakreślić sytuację.  

Sąsiad miał dwie córki, rozumiem, że tutaj nie mieszkały. Rozumiem, że każdy ma swoje życie, dorosłe życie, ale na litość Boską, tak ciężko dzwonić do kogoś codziennie? Z głupim pytaniem “Wszystko ok?”. Miałam taki nawyk dopóki żyła moja babcia. CODZIENNIE dzwoniłam, ot tak, po prostu.
Rozmawiałam o pierdołach, czasami narzekałam, ale dzwoniłam choćby skały srały. Spałam wtedy spokojnie wiedząc, że wszystko jest w porządku.

Czy tak ciężko pamiętać o swojej rodzinie? rodzicach? Zwłaszcza wtedy kiedy są starzy i schorowani?
Naprawdę to jest takie trudne? Zadzwonić, spytać, odwiedzić ?

W całej tej sytuacji, nie rozumiem jednego: człowiek, który miał rodzinę umiera. Przez dwa tygodnie nikt o tym nie wiedział. Podejrzewam, że gdyby nie sąsiedzi – leżałby tam jeszcze dłużej.
Rodzina nie dzwoniła? Nie martwiła się ciszą? Tym, że nie odbiera? Że milczy?

Nie ja jestem od osądu, broń Boże. Naprawdę w dzisiejszych czasach tak trudno pamiętać o członkach rodziny ? Bez względu na wszystko. Możecie się gniewać na siebie, ale nigdy nie miejcie drugiej osoby w przysłowiowej dupie.

PS: Wiem, że to inny wpis od wszystkich, ale jestem dzisiaj w ciężkim szoku. To był sympatyczny sąsiad o ciepłych oczach. Jest mi niezmiernie przykro, mimo, że była to dla mnie nieznajoma osoba.
A jeszcze bardziej robi mi się przykro na samą myśl, że człowiek umiera w swoim mieszkaniu i nie wie o tym nikt, dopóki nie zaczyna śmierdzieć na klatce.

Proszę Was: Pamiętajcie o swoich bliskich. Tyle dziś ode mnie,
Ciocia Iksina.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

15 Responses

  1. Strszana sytuacja, ale zycie czasem bywa skomplikowane. Nie mam kontaktu z ojcem od roku bo nie odbiera ode mnie telefonu, listow, niczego. Mieszka 120km ode mnie, od ciotki wiem ze ma sie dobrze ale nie chce miec ze mna kontaktu. I czy mam prawo zmuszac?

    • Okazało się, że historia z sąsiadem nie była taka jak mi się wydawało. Pozornie był przemiłym staruszkiem.

      Oczywiście, że nie masz. Drugiego człowieka do niczego nie zmusisz i tak zrobi co będzie chciał.

  2. Twój wstęp trochę przypomina sytuacje w “mojej” klatce.
    Tylko tu dzieci wcale się nie interesowały,żona za granicą (ale dzwoniła)i schorowany sąsiad,któremu my robiliśmy zakupy jak nie umiał wyjść z domu.Rano jednego dnia gadał z żoną,potem nie odbierał już.Na drugi dzień przyszła (miała akurat zjazd) a sąsiad sztywny,siny,zimny.Też policja,lekarz,karawan.Jakże to dalekie było od tego jak umierała moja babunia- obok bliskich,nawet nie świadoma tego tak jak i my.Oglądając “Madziu,pocałuj pana”.
    Wiesz,kontakt.Nie zawsze się da.Ja np przez dwa tygodnie codziennie dzwoniłam do ciotki,nie odbierała,nie oddzwaniała.Jak w końcu się odezwała to powiedziała że jest w szpitalu,zadzwoni “jutro”.
    Moim dzieciom na pewno nie pozwolę na ciszę 😀
    Przynajmniej jeden es wieczorkiem “wszystko ok,dobranoc”.

    • Dokładnie, jeden sms, cokolwiek. Wiem, że na świecie bywa gorsza śmierć, ale jakoś mi się tak przykro wczoraj zrobiło. Człowiek, a nikt nie wie o jego śmierci dopóki kogoś nieznajomego, nie zainteresuje smród na klatce…

      • My tutaj to mieliśmy tak,że jak żona jechała czyli on zostawała sam,to jak się sąsiada nie widziało z 3 dni to się pukało.
        I to nie tylko tu.W poprzednim miejscu gdzie mieszkałam też.Człowiek jakoś się interesował sąsiadem.

  3. Częściowo się z Tobą zgodzę, częściowo nie. Miał dzieci, ok. Ale skąd wiadomo, że żyli w dobrych czy choćby poprawnych stosunkach? Może te dzieci były przeszczęśliwe mogąc żyć z dala od niego, bo zatruwal im życie, bił, maltretował, znęcał się psychiczne? Może nie miały z nim kontaktu z poważniejszych powodów, niż własne życie. Jeśli nie dzwoniły, bo im się nie chciało, to jest im teraz mega ciężko ze świadomością, że go zawiodły i nie potrzeba im dokładać. A jeśli powód braku kontaktu był poważniejszy, to cóż. Nie nam to oceniać.

  4. Aż mnie ciarki przeszły. Ja z moim Tata jesteśmy sami 17 lat wiadomo raz lepiej raz gorzej ale nie wyobrażam sobie żebym mogła mieszkać bez niego zwłaszcza ze moi chłopcy codziennie wyczekuja kiedy dziadek wróci do domu. Nigdy bym go nie zostawiła samego. Podupada na zdrowiu w jego wieku normalne. Ale wiem że jestem w stanie się zająć nim do końca tak jak on poświęcił mi całe swoje życie.

  5. Starsznie to jest przykre…. Że w czasach gdzie saą telefony, komórki ludzie nie maja chwili nawet żeby zadzwonic do najlbliższych spytać głupie co słychać… bardzo mi żal samotnych starszych ludzi zawsze… Sama wiem, że zawiodłam swoją Ś.p. Babcię wyprowadzając się z domu na studiach choć nie zostawiłam jej samej a z moimi rodzicami i co weekend u nich byłam… Ale jak odeszła mam poczucie, że zawiodłam,że ona była bardzo samotna…. I mimo,że minęlo ponad 6 lat to ciągle o niej myślę… Mam drugą Babcię.i choć nigdy nie żyłam w dobrych relacjach z nią staram sie co jakiś czas do niej wpasć z córeczka bo widzę jaką jej to daję radość.

    • Właśnie. Mamy czasy gdzie są telefony komórkowe. Moja Ś.P. babcia dostała ode mnie na urodziny w prezencie. Zadzwonić i odbierać – tyle wystarczyło do szczęścia. Każdego dnia dzwoniłam, każdego. Nie mówię, że każdy ma ciągle dzwonić, ale chociaż raz na trzy dni.
      To daje radość starszemu człowiekowi, bardzo dużo radości.

  6. Jest, to straszne, ale mogę Ci podać przykład mojej teściowej, którą poszukiwaliśmy przez trzy dni, po całej rodzinie, bo nie wiedzieliśmy, co się z Nią stało, a Ona po prostu nie informując nikogo pojechała do dalszej rodziny w odwiedziny na cały tydzień. Po Jej powrocie awantura i słyszymy – jestem dorosła, nie muszę nikomu się tłumaczyć, gdzie jadę i kiedy wrócę. Po trzeciej takiej akcji, mój mąż i Jego brat przestali się denerwować i Jej szukać.
    Dla odmiany moja Mama, gdy ma zamiar gdzieś dalej wyjść, to dzwoni i informuję mnie, gdzie idzie i o której wróci. Po powrocie dzwoni, żeby się odmeldować, że już jest w domu. Ja robię to samo (od śmierci Męża mieszkam sama z piesem) i dzwonię do Mamy, a córce wysyłam wiadomość, raz dziennie, że wszystko ze mną w porządku, jeśli wcześniej nie rozmawiałyśmy. Różni są ludzie, więc nie wiadomo, dlaczego nikt, oprócz sąsiadów tym się nie zainteresował.

    • I to jest świetne podejście! U nas było praktykowane podobnie. To daje dużo spokoju. Człowiek się nie martwi, nie zachodzi w głowę. Często niepotrzebnie, ale czasami… no cóż.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *