Matka Torpeda
Matka Torpeda

Umówmy się, faceci wbrew temu co mówią, są stworzeniami szalenie delikatnymi. Nie wiem z której strony, ale z którejś na pewno. Wszak w prehistorii to oni byli bohaterami, którzy zabijali dzikie dziki na obiad, wygrywali bitwy i srali po krzakach. Tak sobie myślę, że ta prehistoria to się za nimi ciągnie jak smród po gaciach i dlatego większość z nich, zawsze stara się udowodnić, że da radę. Nie ważne z czym, jak i kiedy. Da radę. 

On jest dorosłym facetem, a ja wątpiąc w jego zdolności, strzelam z łuku w jego męskie ego.
Na litość boską, jest ojcem, nie-mężem i odpowiedzialnym mężczyzną. Goli twarz, zmienia koła w samochodzie, potrafi naprawić pralkę, a w dodatku jest mistrzem wnoszenia zakupów na drugie piętro, a ja wątpię, że poradzi sobie sam w biedronce. To są ewidentne kpiny z jego osoby, wiadomo. 

To nie jest tak, że ja wątpię. Ja nie wątpię, ja po prostu wiem, że jeśli poproszę go o ser z dziurami z KONKRETNEJ firmy, a akurat tego sera nie będzie to on stanie SAM przed półką serów i nie wpadnie na pomysł kupna innego sera, a skąd. On po prostu mi tego sera nie kupi wcale – ot, taki najzwyklejszy przykład.
Jest jeszcze jedna ewentualność: zadzwoni do mnie przy tych serach, ale po szybkim przeglądzie zawartości sklepowych lodówek, stwierdzi, że to jest nie możliwe, że istnieje tyle rodzajów sera.

Oczywiście, jest mężczyzną sprytnym więc ma już opatentowane, jak uratować sytuację kiedy zapomina kupić połowy rzeczy. Otóż pełen zdziwienia, udawanego szoku i smutku, mówi, że tych wszystkich rzeczy brakło, ale był pączek i on mi tego pączka na osłodę kupił właśnie.
I ja wtedy stoję w kuchni, z cyckami kurczaka na wierzchu, które czekają na słoik musztardy, w ręku dzierżę tłuczek i nie potrafię się gniewać. Nie jestem w stanie no bo same rozumiecie, kupił mi pączka.

Reasumując: Nie zbyt po prostu lubię kiedy sam ma wybyć na zakupy, czuję niepewność, mrowienie w rękach i zespół niespokojnych nóg, że wiecie: poproszę o ser, musztardę i śmietanę 18%, a dostanę trzy pączki z serem.

Ale do brzegu…

Strzeliłam z łuku prosto w jego męskie ego i męską dumę. Jest odpowiedzialnym, dorosłym człowiekiem. Nie boję się zostawić go z dzieckiem, a czuję niepewność,  kiedy sam jedzie po kilka rzeczy do biedronki, no litości.
On mi tylko pragnie przypomnieć, że był kiedy ja rodziłam dziecko. Nie mdlał, nie panikował, wspierał.
Jeździł po psikadło do rany, kupował wkładki laktacyjne mimo, że  za cholerę nie wiedział co to w ogóle jest i czy to jest do jedzenia czy do picia, a teraz ja, po tym wszystkim, tak po prostu wbijam mu nóż w serce i mówię, że on sobie w biedronce nie poradzi.
Poprosiłam więc o zieloną herbatę z jakimś owocem. Zapamięta oczywiście i już bez przesady, że mam pisać kartkę, po prostu zadzwoni i wymieni mi owoce żeby kupił „strzał w dyszkę”. 

Nie dalej jak piętnaście minut później odbieram telefon:

– Imbir malina, pomarańcza, mango.. – wymienia Igreczynka
– Ale zielona to jest na pewno?  – pytam bo zazwyczaj takiego doboru owoców w zielonej nie widziałam
– A co ja czytać nie umiem? No pisze jak BYK, że zielona – odpowiada z urazą
– No skoro tak, to weź mi z maliną i imbirem – odpowiadam

Przyjeżdża do domu z tym:

www.matkatorpeda.pl

„A skąd ja mogłem wiedzieć, że to nie jest zielona? Pisze GREEN? PISZE!”

No bo po co doczytywać na dole jaka to herbata? Przecież jak BYK jest napisane Green. Green to zielony więc dla niego się zgadza.


Spodobał Ci się wpis? Czekam więc na Twoją reakcję, możesz go polubić lub udostępnić o tu 👉 Facebook

Udostępnij ten wpis...Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

18 Responses

  1. Hm.. Nie pomyślałabym, że „nie znalazłem” = „nie było w sklepie” a to się Mojemu w owym sklepie zdarza często. 😛 I w sumie o ile po jakieś drobiazgi czy przekąski go wyślę bez obaw, o tyle jakieś bardziej ambitne zakupy muszę nadzorować. Co prawda mam teraz taką sklerozę że sama dla siebie listy piszę, ale to się nie liczy 😀

  2. To mój małż, gdy na karteczce/w sms-ie jest pozycja np.”dżem truskawkowy biedronkowy” to już wie, że taki ma być. Kiedyś kupił „ten lepszy” i co ja w ogóle na tych tanich tak jadę. Jak zobaczył akcję naszej córy, która miała kilkutygodniowy etap dżemu truskawkowego na śniadanie, kolację a czasem na obiad do makaronu/ryżu (potem jej przeszło i jadła wszystko znowu) – że ona tego jeść nie będzie, że fuuuuj, tu jest TRUSKAWKA (truskawki uwielbia, ale świeże, z dżemu i kompotu nie ruszy), ona chce domowy dżem (zmiksowane truskawki z żelfixem, ostatni słoik wyszedł dzień wcześniej) i ona nic jeść nie będzie, a na pewno nie z takim dżemem – to zapamiętał, że tani dżem to nie dlatego że tani (i smaczny), ale dlatego, że tam jeszcze mi się nie zdarzyła truskawka w całości. I jak ma napisany konkretny produkt, to są ku temu jakieś powody.

  3. Trzeba jak krowie na rowie, inaczej może być problem. Krótko po ślubie: „ugotuj ziemniaki”. „Jak?” „Obierz, zalej wodą, dodaj łyżeczkę soli, zagotuj i za jakieś 20 min wbij widelec. Jak lekko wchodzi to ugotowane”. „Głupi nie jestem, nie musisz tak szczegółowo mówić”. Wracam z pracy, podnoszę pokrywkę „co to k..jest, dlaczego leżą wodzie????”. „A powiedziałaś, żeby wylać wodę?? Widelec wchodził, to wyłączyłem”. Drugi hit: (zamieszkaliśmy razem, jeszcze się starał:), złapał odkurzacz i jedzie dywan równo od brzegu do brzegu, zerkając czy podziwiam. Zmienia pomieszczenie, idę za nim i nie wierzę, gały coraz większe, myślał, że chyba z podziwu. W końcu grzecznie pytam „czemu nie odkurzasz podłóg, tylko same dywany?” „Bo dywany się odkurza a podłogi myje”. Kurtyna. Tu mały apel do matek, które mają synów. Nie wypuszczajcie takich kalek w świat, bo na bank im się w życiu „nie ułoży”.

  4. Fajnie macie z komórkami i esemesami. Za tzw moich czasów mój ex brzydzil się kartkami na zakupy więc jak chodził po zakupy i były 4 rzeczy do kupienia to musiał iść 4 razy bo więcej niż jedną rzecz nie zapamiętał. Facet po doktoracie. Uwierzycie?

  5. To ja mam luksus jak mój wlochaty idzie po zakupy to wraca z zakupami tak żeby zapełnić całą lodówkę. Wraca z pracy pot po włosach leci nie musiałam nic mówić żeby zrobił zakupy wchodzi do domu z siatami i mówi bo kochanie widziałem że tego brakuje to kupiłem. Ba ciuchy mi nawet kupuję bez okazji. My mamy uproszczoną sprawę bo mamy takie same gusty co do ciuchów i do jedzenia. Ja to chociaż w tej sprawie mam luksus 😊😊😊

  6. Norma i standard 😀
    Posłałam do sklepu po fasolę-okazało się że nie ma.Normalnie bezczelnie ktoś wykupił całą.Idę na drugi dzień- fasoli 28 tysięcy regałów o każdym kształcie,kolorze,wielkości czy co tam chcesz.Na mój pytający wzrok- ” pewnie w nocy przywieźli”.
    Zdjęcia do robiłam młodemu jak poszedł po płyn do płukania.Posłałam go raz po ogórki kiszone (kup za 6,5 zł) i po bułki ( na ile wystarczy ci z reszty).Wrócił po 5 min z reklamówką bułek( ok 30sztuk) a na ogórki zabrakło.Myślałam że zejdę,zabiję a potem szlag mnie trafi raz jeszcze.

  7. I ja bym mu tą herbatę kazała sobie parzyć – tą ZIELONĄ…
    A z drugiej strony – uważam, że za rzadko jeździ sam po zakupy. Jakbyś wysłała „x” razy i to z tym samym, a do tego potrzebne jemu, nauczy się i czytać. Mężczyźni są naprawdę rokujący, tylko trzeba z nich umieć wydobyć potencjał :). I wiem, co mówię. W razie potrzeby potrafią się zmobilizować i dawać rady, tylko to MY kobiety pozwalamy im być tymi fajtłapami i po stwierdzeniu „no nie wiedziałem, nie umiałem” odpuszczamy…. A to błąd….
    Moja Męża robi sam zakupy – większe, mniejsze, codzienne i od święta. Chyba robi to lepiej ode mnie, a przynajmniej ja się nie przyznaję, bo jeszcze się zbuntuje i nie będzie chciał jeździć.

  8. Potrzebowałam na gwałt przyprawy do piernika , miał być sernik korzenny , wszystko gotowe tylko tej przyprawy brak .Esemes do lubego akurat wraca z pracy , pisze jak byk 2 przyprawy do piernika ,kupił 2 ale proszki do pieczenia , nie ma zmiłuj pojechał jeszcze raz . To był jednorazowy incydent , raczej wie o co mi chodzi .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *