Matka Torpeda
Matka Torpeda

Czym Ty jesteś zmęczona?

Nic nie robienie jest pojęciem względnym. Jeśli pracujesz, ale siedzisz za biurkiem – nic nie robisz. Czym więc się męczysz ? siedzeniem? Pomyśl o osobach, które pracują fizycznie.
Co Ty możesz wiedzieć o zmęczeniu jeśli całymi dniami tylko przekładasz papierki. Co by było gdybyś musiała łopatą węgiel przerzucać? Albo sprzątać po smoku „dwójeczkę” na Wawelu? Wtedy byś wiedziała co to zmęczenie!

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
 Zawsze jest jakiś Janusz, który Ci udowodni, że jesteś cienka jak sik węża.

Wcześniej mnie to średnio dotyczyło bo nie lubię brać udziału w wyścigu szczurów, ale odkąd zostałam matką, często słyszę teksty: „Czym wy jesteście zmęczone?!”

No właśnie czym?

Wiem, że zapanowała moda na trudne macierzyństwo. Przecież mamy dobę internetu, zmywarek, pralek i odkurzaczy, które wjeżdżają pod meble, a ciągle nam źle.
Jesteśmy brane pod lupę jako nic nie robiące babska, które siedzą w domu i jeszcze narzekają na wszystko.
Udogodnień miliony, a mimo wszystko na hasło „jestem dziś zmęczona”, faceci reagują alergicznie. Dramatycznie wręcz. No bo jak to?
On osiem godzin w robocie zasuwał podczas gdy Ty sobie fajnie, wygodnie w domu z dzieckiem siedzisz i jeszcze rzucisz mu takim hasłem?

Na całe szczęście Igrek nigdy mnie nie uraczył czymś takim, ale to prawdopodobnie dlatego, że sam liznął siedzenia w domu z naszym pierworodnym.

– Mam dość, autentycznie mam dość. On myśli, że się te trzy prania same rozwiesiły, sprząta w domu nam sprzątaczka, a obiad można zrobić w pięć minut – żali się Gabryśka
– Do tego dodaj półtora roczne dziecko, które przecież jest na tyle samodzielne, że aż dziw, że do pracy jej nie posyłacie – dopowiadam
– A wystarczy tylko przytulić, okazać trochę zrozumienia i wsparcia  – dopowiada.

Kobiety siedzące w domu NIE mają prawa być zmęczone.

Pracujesz 24h, nie możesz wziąć L4.
Nie masz systemu – dniówka, popołudnie i nocka. Znaczy się masz, wszystkie na raz.
Urlopu na żądanie też nie weźmiesz bo dziecko tego nie uznaje.
W nocy wstajesz do dziecka, w dzień dzieckiem się zajmujesz.
Potem słuchasz pretensji, że chodzisz poddenerwowana, nic Cię nie cieszy i generalnie tylko warczysz pod nosem.

Dam Ci podpowiedź:
Możesz śmiało pierdolnąć wszystkim bo nie jesteś robotem. Nie musisz robić ciągle prania, pachnących obiadów i czyścić okien na błysk. Możesz cały dzień bawić się klockami. Zacznij też robić coś dla siebie, zamiast zadowalać wszystkich dookoła.

Co z tego, że mąż nie będzie miał czystych gaci? To jest jego problem, nie Twój. Pralka nie jest skomplikowanym urządzeniem i każdy jest w stanie ją okiełznać.
Co z tego, że wróci głodny? Bozia mu rączki dała? Dała!
Poza tym od całodniowego żarcia kanapek jeszcze nikt nie umarł.
Nieposprzątane mieszkanie będzie razić Cię w oczy? To je zamknij i sobie wyobraź, że jest idealny błysk, a dziecko w ogóle nie powyciągało miliarda zabawek, kurz w ogóle nie leży, a podłogi się świecą jak psu genitalia.

NIE MUSISZ.

Nie musisz być perfekcyjna, dążyć do idealności za cenę zmęczenia.
Nie musisz ciągle udowadniać, że COŚ ROBISZ tylko dlatego, że ktoś zarzuca Ci siedzenie w domu.
Nie musisz mieć wszędobylskiego błysku, wykwintnego obiadu i uprasowanych na kant rzeczy.
Daj sobie dzień (tydzień nawet) żeby wszystko toczyło się jak chce, a Ty tylko poświęć czas dziecku.

Testowane na ludziach.

teoria

Testowałyśmy z Gabrysią ten plan. Przemęczona i bez chęci do życia, stwierdziła, że nie ma siły biegać od dziecka do pralki, od pralki do garów, od garów do mycia okien.
Nie ma siły zadowalać wszystkich na około, za cenę popadania w ciągłe zmęczenie i zniechęcenie.
Nikt nie jest robotem, który będzie działał całą dobę bez ładowania baterii.
Skoro On twierdzi, że nic nie robisz, to świat się nie zawali jak zaczniesz brać sobie jego słowa do serca.

Zamiana miejsc.

Pranie wisiało na suszarce od czterech dni, zmywarka zapełniona czekała na magiczne przyciśnięcie guzika „ON”. Klocki były nawet na wycieraczce w przedpokoju, a ona bawiła się lalą.
Piła wyimaginowaną herbatkę, czesała lali włosy i śpiewała „Olimpiadę w Jarzynowie”.
Mąż z pianą na ustach zapytał dlaczego tu wygląda jakby tajfun przeszedł, a ona sobie siedzi jak gdyby nigdy nic. I jak to nie ma obiadu? Na kanapkach ma żyć? A co z czystymi ubraniami do pracy?

Może to nie jest męczące zajęcie wstawianie prania, rozwieszanie i prasowanie.
Może przyciśnięcie guzika „On” w zmywarce, a potem jej opróżnianie to nie jest wysiłek życia.
Może gotowanie obiadów i jednoczesne zbieranie klocków nie sprawia, że spocisz się jak świnia.
Może taszczenie wózka, wijącego się na ramieniu dziecka i toreb z zakupami to nie jest spacer farmera.
Może brzmi to idiotycznie, ale niech ktoś zamieni się z Tobą miejscami i wtedy wypowie się na ten temat.

Efekt zamiany był taki, że gdy wieczorem z ochotą na seks, dźgała męża w bok, on ze zmęczenia odwarknął, że jest padnięty i idzie spać. Zapomniałam wspomnieć, że zamienili się miejscami tylko na weekend, w ramach eksperymentu.

Kiedy zadzwoniłam i zapytałam go jak tam idzie zamiana miejsc, odpowiedział, że marzy o poniedziałku i pójściu do pracy.

Zacznijcie wspierać swoje kobiety. One często stają na rzęsach żebyście mieli prawdziwy dom, z ciepłym obiadem, upranymi rzeczami i szczęśliwym dzieckiem.
Wstają w nocy milion razy do płaczącego bobasa, podczas gdy Wy smacznie przeżywacie fazę REM. Trwają nocami przy gorączkujących dzieciach.
Często zmęczone ratują się kawą żeby móc funkcjonować cały następny dzień, ale mimo wszystko, witają Cię w domu z uśmiechem na ustach. Czasami wystarczy po prostu przytulić, pogłaskać po głowie i powiedzieć: „Wiem, że też miałaś ciężki dzień”.
Zacznijcie je szanować i wspierać bo któregoś dnia może się okazać, że będziecie wracać do pustego domu.
Wtedy otworzą się Wam oczy co tak naprawdę „Ona w tym domu robiła”.

Całuję,
Ciocia Torpeda.

Udostępnij ten wpis...Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

24 Responses

  1. Ja mialam tak na poczatku jak urodzilam pierwszego syna ze musze byc idealna ale na szczescie chlop mnie szybko na ziemie sprowadzil i dziekuje mu za to po dzien dzisiejszy. Sam potrafi posprzatac i ugotowac i czasem robi to za mnie bo twierdzi ze ” ty to sie jeszcze dzisiaj przy nich ( jest tez juz drugi syn ) narobisz to teraz odpoczywaj ” I teraz sie nie przejmuje ze dywany wolaja mnie o posprzatanie bo wiem ze za godzine beda wygladaly tak samo.

  2. Ja, oprócz tego, że „nic nie robię w domu”, to dodatkowo mam czas na głupiego bloga, fejsa i inne ścierwa. Na szczęście nie w oczach męża, ani nawet rodziny, a uwaga! W oczach znajomych…

  3. Wiem jedno z doświadczenia. Olać totalnie, to co mówią inni, olać oczekiwania rodziny, spać ZAWSZE kiedy dziecko śpi. Pranie, obiad, sprzątanie można zrobić z dzieckiem w nosidełku/leżaczku. Zupełnie bezinteresownie sprzedaję patent, jak się kimnąć w dzień przy dziecku już większym/kumatym, w taki sposób aby nie spaliło/nie wysadziło w powietrze mieszkania. Kładziesz się wygodnie (padasz na pysk), dajesz dziecku długopis (wkład typu zenit najlepszy, bo nie tnie skóry), prosisz dziecko, żeby namalowało: kotka, pieska, motylka, domek na twojej ręce (jak chcesz się chwilkę kimnąć to w krótkim rękawku, jak dłużej to najlepiej w samym biustonoszu). Efekt: budzisz się wyspana z „tatuażami” na ręce, ramieniu, plecach. Mimo snu czujesz, że dziecko nie odchodzi nawet na metr. Budzisz się wypoczęta, tylko przez tydzień nie wychodzisz z domu bez bluzki z długim rękawem 🙂 Sprawdzone, polecam 🙂

  4. Na szczęście nie mam takiego „wyrozumiałego” męża.
    Mój do pracy na rano wstaje sam,śniadanie robi sobie sam,na mnie czeka cieplutka herbatka w termokubku.
    Sam od siebie czasem proponuje – nie rób obiadu,zjemy jakieś parówki dziś.Albo jak widzi że mnie głowa boli to każe się położyć,poda tabletkę,przykryje i zabierze dzieciaki do drugiego pokoju żebym miała spokój.
    Dlatego od czasu do czasu piekę mu jego ulubione ciasta 😀

  5. Leżę i kwiczę 😀 😀 😀 ZAWSZE miałam w głębokim poważaniu oczekiwania współrodziciela – na szczęście się dostosował i poznał uroki „bycia mamą” – wytrzymał rok. Podziwiam samą siebie, ze ja tez 😉 Nie każdy chłop nadaje się na ojca – oczywista wina kobiet – matek. Synuś, osmy cud świata, a jego żona, to: „przynieś, podaj, pozamiataj”. Niestety, to my, kobiety, tworzymy takich samców. Niektórzy, na szczęście, posiadają naturalny instynkt samozachowawczy i wiedzą, jak prawidłowo reagować ;). Brawo WY 🙂

    • Nie wiem czy długo bym wytrzymała jako super-women, która każdemu dogadza. Wydaje mi się, że nie wytrzymałabym presji i duszenia wszystkiego w sobie.
      Podziwiam te kobiety, serio… Za wytrzymałość

  6. Gdybym miała takiego chłopa jak ten od Gabryśki to bym go w łeb walnęła. Mój mąż jak nie zrobię obiadu, to w pracy idzie na chinola albo bierze dwie kanapki więcej – korona ze łba nie spadnie, bo nie nosi i nawet pretensji nie zgłasza. Co ciekawe w rodzinnym domu siostry go wyręczały, a teściowa jest z tych „5 dzieci urodziłam, a jeszcze poprałam, ugotowałam itd.”.
    A generalnie to nie trzeba odpuszczać na tydzień – ja przez 3 lub 4 dni pozwalam mojej chałupie żyć własnym życiem, a potem jak mnie już kłuje w oczy to sprzątam, a obiad robię jeden na dwa lub trzy dni. Wszystko jest do przeżycia 🙂

  7. Chyba najgorsze jest to, że wpojono nam bycie perfekcyjną i nie dość, że dziecko masz ogarniać to jeszcze dom musi błyszczeć i obiadek i pranko i tak można by wymieniać. Ja myślałam, ze moje macierzyństwo będzie łatwiejsze i w ogóle będzie inaczej. Okazało się,że wszystko poszło nie tak jak sobie założyłam, nie udało mi się karmić piersią, dziecko ma skończone 4 tygodnie z czego 2 spędziło w szpitalu. To jak ja byłam psychicznie po tych pobytach szpitalnych wykończona nie da się opisać, prawie nie jadłam, nie piłam i ryczałam z nerwów i hormonów. Mam to szczęście, że z moim mężem jesteśmy obecnie u rodziców i nie powiem super ułatwienie bo mama obiad zrobi bo siostra pranie Małej zrobi ale ja i tak ledwo żyję, Nasza dzidzia woli spać w dzień a w nocy ją trzeba nosić, nigdy nie sądziłam że będe marzyć jedynie o kilku godzinach snu w jednym ciągu. I szczerze mam to gdzieś, że ktoś uważa że idę na łatwiznę bo dziecko jest dla mnie najważniejsze a że jak ją dostałam do opieki to byłam już strzępem nerwów to nie moja wina. Fakt,że moja mama też potrafi mi coś powiedzieć co powoduje, że się we mnie gotuje (coś z cyklu ja to miałam dwójkę dzieci i posprzątane w domu- czyli wytknięcie, że ja zapewne nie dałabym rady) ale to ich pierwsza wnuczka i czuję, że łatwo nas nie puszczą. W nocy wstajemy my do dziecka, karmię przewijamy i kąpiemy my, od czasu do czasu dziadki ją ponoszą lub z nią zostaną i to już jest super dużo. Mój mąż na szczęście mi pomaga (trochę musiałam go do tego „zachęcić”) i też do niej wstaje i wie jak to jest i jak dziecko bywa absorbujące. Gdyby facet do mnie powiedział, że nic nie robie w domu to miałby jak w banku, że od tego momentu sam się sobą zajmuje i nawet palcem bym przy nim nie ruszyła i do tego koniecznie weekend z dzieckiem non stop. Do pracy idziesz i z niej wychodzisz z dzieckiem tak się nie da, pomijam fakt że jak się pracuje w fajnym miejscu z fajnymi ludźmi to praca potrafi być przyjemnością.

    • Może i ktoś mnie za to zje, ale właśnie kobiety w rodzinie wprowadzają najczęściej taką atmosferę.
      „Bożeeeeeeee, ja miałam trójkę i dawałam radę, a Ty narzekasz przy jednym”. Samo to, powoduje, że kobiety za wszelką cenę chcą udowodnić, że z wszystkim sobie poradzą.
      Niestety, często tak się w to wciągają, że stają się nieszczęśliwe i wiecznie poddenerwowane.
      „Gdyby facet do mnie powiedział, że nic nie robie w domu to miałby jak w banku, że od tego momentu sam się sobą zajmuje i nawet palcem bym przy nim nie ruszyła i do tego koniecznie weekend z dzieckiem non stop” – zrobiłabym dokładnie to samo. DOKŁADNIE.

      Zdrówka dla Was i przespanych nocy :*

      • Masz racje. Moja mama tez podkresla, ze teraz to pralka zmywarka itp. I ja to mam latwiej niz ona kiedys miala, ale slyszalam ze babcia mowila jej podobnie…ale mama nie rozumie ze zmieniaja sie czasy, ze sa inne wymagania, ze kiedys babcia nie wysylala jej do szkoly zeby pilnowala siostry, a teraz to nawet lekcje trzeba z dzieckiem odrobic bo w szkole jest podejscie „trzeba sprawdzac dziecku czy wszystko ma, a jak czegos nie ma to wina rodzicow ze nie dopilnowali, a jak Panstwo sobie nie radza to prosze korepetytora zatrudnic”.

        • Różnica pokoleń. Mam wrażenie, że kobiety przechodzą amnezję.
          Tak, dawały radę, tak były inne czasy, ale z pewnością same czasem miały dość i opadały z sił.
          Po prostu z biegiem czasu widzą tylko te dobre strony: „Dałam radę, ona też musi”.

        • Właśnie wróciłam z zebrania,kl 5 podstawowa.
          I co usłyszałam? Proszę Państwa,ja bardzo proszę sprawdzać dzieciom zeszyty i zadania bo nie odrabiają.A to że w szkole zapisali tylko temat to też pewnie moja wina 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *