Matka Torpeda
Matka Torpeda

Czym Ty jesteś zmęczona?

Czym Ty tak właściwie jesteś zmęczona” skoro siedzisz z dzieckiem w domu? Fajnie sobie siedzisz, telewizorek możesz odpalić, kawkę posiorbać, a taki mąż czy nie mąż, musi chodzić do pracy.

Czym Ty tak właściwie jesteś zmęczona?” skoro może i pracujesz zawodowo, zajmujesz się dziećmi w domu, a po pracy robisz zakupy, ale… w sumie to pracujesz krócej i przede wszystkim, nie fizycznie. Ergo? Nie masz prawa być zmęczona.

Czy do zmęczenia powinno być specjalne prawo?

Czy jest gdzieś ustawa, regulująca to, kto może być zmęczony, a kto nie? Kto na szali życia, ma prawo czuć się chujowo, a kto nie może czuć się tak nigdy?

Czy jest jakiś może paragraf mówiący o tym, że tylko osoby noszące kamieniołomy, mają prawo odczuwać fizyczne zmęczenie bo już taka biurwa czy pielęgniarka, to absolutnie?

Czym Ty jesteś zmęczona?” – pytanie, które dobiło już emocjonalnie nie jedną kobietę. Kaliber, który zwala z nóg i sprawia, że człowiekowi się odechciewa. Bo tak naprawdę, nikt nie ma prawa, żeby podważać nasze emocje czy poziom naszego zmęczenia. W związku/małżeństwie, ostatnia rzecz, którą powinniśmy robić to, licytować się kto ma gorzej. Bo niestety, ale trzeba powiedzieć wprost, że jest to licytacja. Kto teraz ma przebrać kupę, kto jest mniej zmęczony i musi to zrobić, a kto jeszcze może poleżeć i olać sprawę. Kto ma opróżnić zmywarkę, kto odkurzyć mieszkanie. 

Podział obowiązków: hasło, które powinno zastąpić nam licytację w emocjach i poziomie zmęczenia. Pytanie tylko, czy osoba, która zadaje pytanie: „Czym jesteś zmęczona?”, zna i potrafi zastosować słowo podział obowiązków.

Podział obowiązków w domu.

Obowiązki domowe, to tak naprawdę jedne z tych rzeczy, które zwala się na kobiety i przyjmuje, że nie istnieją. No bo, Ty jesteś od sprzątania, prania i gotowania więc w umyśle mężczyzn to trochę tak, jakby się to wszystko robiło samo. Jakby nikt nie musiał wrzucać prania do pralki, później rozwieszać, składać i prasować. To się samo jakoś tak robi.

Takie gotowanie na przykład: co to takiego? Po prostu jedzenie jest na stole i tyle. Samo SIĘ zrobiło. Tak jak pranie samo się robi, prasowanie samo się robi.

Tylko kto to tak właściwie jest ten „się”, który to wszystko robi?

Obowiązki domowe to wciąż częste źródło sporu między partnerami. Okazuje się bowiem, że mimo XXI wieku, wciąż istnieją mężczyźni, którzy mają problem z tym, aby opróżnić zmywarkę czy umyć kibel. Mając w swoim wyobrażeniu wizję, że takie rzeczy to tylko dla kobiet. Specjalnie dla nich, mężczyzna od tego nie jest.

Mąż mnie nie docenia.

Grażynka, razem ze swoimi przyjaciółmi czyli worami pod oczami, stwierdziła, że nie ma siły udawać. Koniec z zadowalaniem wszystkich dookoła, z wiecznie wymytymi oknami, dwudaniowymi obiadami oraz ciągłym uśmiechem, który był jak maska dla jej sypiącego się wnętrza. Mąż, który kompletnie nie docenia ani nie zauważa tego, co żona robi w domu, skutecznie doprowadził do jej lekkiego podłamania.

Skoro On twierdzi, że ja i tak nic nie robię bo przecież siedzę w domu to teraz faktycznie zacznę nic nie robić – rzuciła w stronę mojego telefonu.

Kilka dni później, pranie wciąż wisiało na suszarce, sztywne jak penis podczas wzwodu. Naczynia leżały już na blacie bo nikt nie włączył zmywarki – wrzucić tabletkę i odpalić jeden guzik, czy to taki problem? Najwidoczniej tak, skoro w momencie jeśli nie zrobiła tego Grażynka, nie zrobił tego nikt.

O dziecięce zabawki można było wybić zęby, a śmieci nikt nie przygotował do tego aby je wynieść. A wiadomo, skoro nikt nie przygotował to skąd taki Pan mąż miał wiedzieć, że trzeba je wynieść? Bo przecież bez przesady, że On będzie zaglądał do szafki, skoro żona całymi dniami siedzi w domu i nic nie robi.

Może to nie jest najbardziej męczące zajęcie świata: wstawianie prania, rozwieszanie i prasowanie.
Może przyciśnięcie guzika “On” w zmywarce, a potem jej opróżnianie to nie jest wysiłek życia.
Może gotowanie obiadów i jednoczesne zbieranie klocków nie sprawia, że spocisz się jak świnia.
Może taszczenie wózka, wijącego się na ramieniu dziecka i toreb z zakupami to nie jest spacer farmera.

Ale tak jak wcześniej wspomniałam, nikt nie uregulował prawa, które decyduje, kto może być zmęczony, a kto nie.

Moda na trudne macierzyństwo.

Zapanowała moda na trudne macierzyństwo. Mamy erę internetu, zmywarek, pralek i odkurzaczy, które wjeżdżają pod meble, a ciągle nam źle. Tyle udogodnień, a Ty jeszcze śmiesz powiedzieć mężowi, że „jesteś zmęczona”.

Pracujesz 24h, nie możesz wziąć L4.
Nie masz systemu – dniówka, popołudnie i nocka. Znaczy się masz, wszystkie na raz.
Urlopu na żądanie też nie weźmiesz bo dziecko tego nie uznaje.
W nocy do dziecka wstajesz, a w dzień dzieckiem się zajmujesz.

Zajmując się dzieckiem w dzień, pozwalasz się zdrzemnąć mężowi, który wrócił zmęczony z pracy. Bo jak doskonale wiemy, Ty zmęczona nie możesz być. Absolutnie zabrania się Tobie odczuwania zmęczenia. Zabrania się, rozumiesz? W nocy śpisz mniej niż mąż albo śpisz z przerwami właśnie po to, aby mąż wysypiał się do pracy. Potem i tak słuchasz pretensji, że chodzisz poddenerwowana, nic Cię nie cieszy i generalnie tylko warczysz pod nosem. Bo to za trudne aby się domyśleć, że fajnie by było tę żonę docenić. Okazać jej wsparcie i przede wszystkim, zacząć z nią dzielić obowiązki domowe.

Bo idąc tokiem myślenia męża, który jest bohaterem dzisiejszego wpisu: Skoro się pracuje na etacie to obowiązki domowe są nam odpuszczone niczym grzechy po spowiedzi?

Jeśli tak, to zastanawiam się, jak będzie funkcjonował dom w momencie, kiedy kobieta wróci do pracy z urlopu macierzyńskiego? Kto przejmie domowe obowiązki, skoro kobieta wróci na etat? Święty Mikołaj?

macierzyński

Mam dla Ciebie niespodziankę.

Możesz śmiało pierdolnąć wszystkim bo nie jesteś robotem. Nie musisz robić ciągle prania, pachnących obiadów i czyścić okien na błysk. Możesz cały dzień bawić się klockami. Zacznij też robić coś dla siebie, zamiast zadowalać wszystkich dookoła. Co z tego, że mąż nie będzie miał czystych gaci? To jest jego problem, nie Twój. Pralka nie jest skomplikowanym urządzeniem i każdy jest w stanie ją okiełznać.
Bozia mu rączki dała? Dała! Lodówka więc stoi przed nim otworem, może z niej wyczarować do jedzenia, co tylko zechce. 

Nieposprzątane mieszkanie razi Cię w oczy? To je zamknij i sobie wyobraź, że jest idealny błysk.

 

Nie musisz być perfekcyjna i dążyć do jakiegokolwiek ideału, za cenę chronicznego zmęczenia.
Nie musisz ciągle udowadniać, że COŚ ROBISZ tylko dlatego, że zrezygnowałaś z pracy na etacie i zajęłaś się wychowaniem dziecka.
Nie musisz mieć wszędobylskiego błysku, wykwintnego obiadu i uprasowanych na kant rzeczy. Podejrzewam, że wizytacji z sanepidu nie masz.
Daj sobie dzień (tydzień nawet) żeby wszystko toczyło się jak chce, a Ty tylko poświęć czas dziecku. Zacznij faktycznie SIEDZIEĆ w domu i nic nie robić, tak, jak to twierdzą inni.

Pogoń za byciem idealną.

Zazwyczaj kończy się depresją albo załamaniem nerwowym. I to nie są żarty. Pogoń za byciem perfekcyjną w każdym calu jest męczące. Branie na swoje barki zbyt dużo, również jest męczące. I nie, ja nie mówię o tym, że ugotowanie obiadu to za dużo jak na barki jednej kobiety.

Bardziej chcę uzmysłowić, że jeśli kobieta zostaje „zamknięta” w domu z dzieckiem, ma być uśmiechnięta, ogarnięta i perfekcyjna, piec dwa ciasta tygodniowo i zadowalać męża jak tylko najdzie mu ochota, to niestety, ale może się to dobrze nie skończyć.

Depresja jest jedną z najczęściej występujących chorób. Według ekspertyz WHO, do 2030 roku będzie pierwszą z najpowszechniejszych chorób. Obecnie cierpi na nią 350 mln ludzi, z czego w Polsce aż 1,5 mln. Warto wiedzieć, że depresja dwa razy częściej dotyka kobiet niż mężczyzn

Powyższy cytat pochodzi z mojego wpisu w którym szerzej rozwinęłam temat depresji. Cały artykuł, możesz przeczytać o tutaj: KLIK.

Zamieńmy się rolami.

Efekt zamiany Grażynki i jej męża był taki, że gdy wieczorem z ochotą na seks, dźgała męża w bok, on ze zmęczenia odwarknął, że jest padnięty i idzie spać. Bo cytuję: „Ty sobie nie wyobrażasz ile ja się dzisiaj narobiłem”.

Kiedy słuchałam efektów zamiany, nie mogłam powstrzymać śmiechu. Okazało się, że podanie dzieciom zupy i ogarnięcie zabawek to zbyt dużo dla człowieka, który na co dzień w pracy zarządza piętnastoosobowym zespołem.

Okazało się, że od zmywarki „Pana kierownika” bolą plecy, dzieci dały mu po „przysłowiowej dupie”, a już „ugotować w tym domu obiad i każdemu dogodzić to graniczy z cudem!!”.

Drogi mężczyzno… 

Nie musisz padać jej do stóp każdego dnia i dziękować za każdego obranego ziemniaka. Nie musisz pisać miłosnych wierszy i śpiewać serenad. Po prostu zacznij ją doceniać. Zacznij wspierać. 

Kobiety często stają na rzęsach, żeby stworzyć prawdziwy dom. Dom, pachnący ciastem, ciepłym obiadem i szczęśliwym dzieckiem. Nawet nie wiesz, że Twoja żona pół nocy nie spała abyś Ty mógł się wyspać. Swoje zmęczenie maskuje kawą, aby móc funkcjonować następnego dnia.

Frustracja często zżera ją od środka, a mimo to wita Cię z uśmiechem na ustach kiedy wracasz z pracy aby nie psuć Ci humoru. Myślisz, że Ona naprawdę chce tych nerwów i żali, które się z niej wylewają? Nie chce. Ona się wcale nie zmieniła. Ona po prostu próbuje “ogarniać” podczas kiedy zmęczenie i frustracja robi swoje.

Wystarczy po prostu przytulić i powiedzieć: “Rozumiem. Wiem, że też miałaś ciężki dzień”.
Zacznijcie drodzy Panowie szanować i wspierać bo któregoś dnia, może się okazać, że będziecie wracać do pustego domu.
Wtedy otworzą się Wam oczy co tak naprawdę “Ona w tym domu robiła i czym była zmęczona”

Całuję,
Ciotka Torpedka.


Powyższy wpis nie miał na celu nikogo wyśmiać, urazić ani obrazić. Cieszę się, że dotarłeś/łaś do końca. Mam nadzieję, że znalazłeś w nim coś dla siebie. Będę bardzo wdzięczna jeśli na niego zareagujesz.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

27 Responses

  1. Ja mialam tak na poczatku jak urodzilam pierwszego syna ze musze byc idealna ale na szczescie chlop mnie szybko na ziemie sprowadzil i dziekuje mu za to po dzien dzisiejszy. Sam potrafi posprzatac i ugotowac i czasem robi to za mnie bo twierdzi ze ” ty to sie jeszcze dzisiaj przy nich ( jest tez juz drugi syn ) narobisz to teraz odpoczywaj ” I teraz sie nie przejmuje ze dywany wolaja mnie o posprzatanie bo wiem ze za godzine beda wygladaly tak samo.

  2. Ja, oprócz tego, że “nic nie robię w domu”, to dodatkowo mam czas na głupiego bloga, fejsa i inne ścierwa. Na szczęście nie w oczach męża, ani nawet rodziny, a uwaga! W oczach znajomych…

  3. Wiem jedno z doświadczenia. Olać totalnie, to co mówią inni, olać oczekiwania rodziny, spać ZAWSZE kiedy dziecko śpi. Pranie, obiad, sprzątanie można zrobić z dzieckiem w nosidełku/leżaczku. Zupełnie bezinteresownie sprzedaję patent, jak się kimnąć w dzień przy dziecku już większym/kumatym, w taki sposób aby nie spaliło/nie wysadziło w powietrze mieszkania. Kładziesz się wygodnie (padasz na pysk), dajesz dziecku długopis (wkład typu zenit najlepszy, bo nie tnie skóry), prosisz dziecko, żeby namalowało: kotka, pieska, motylka, domek na twojej ręce (jak chcesz się chwilkę kimnąć to w krótkim rękawku, jak dłużej to najlepiej w samym biustonoszu). Efekt: budzisz się wyspana z “tatuażami” na ręce, ramieniu, plecach. Mimo snu czujesz, że dziecko nie odchodzi nawet na metr. Budzisz się wypoczęta, tylko przez tydzień nie wychodzisz z domu bez bluzki z długim rękawem 🙂 Sprawdzone, polecam 🙂

  4. Na szczęście nie mam takiego “wyrozumiałego” męża.
    Mój do pracy na rano wstaje sam,śniadanie robi sobie sam,na mnie czeka cieplutka herbatka w termokubku.
    Sam od siebie czasem proponuje – nie rób obiadu,zjemy jakieś parówki dziś.Albo jak widzi że mnie głowa boli to każe się położyć,poda tabletkę,przykryje i zabierze dzieciaki do drugiego pokoju żebym miała spokój.
    Dlatego od czasu do czasu piekę mu jego ulubione ciasta 😀

  5. Leżę i kwiczę 😀 😀 😀 ZAWSZE miałam w głębokim poważaniu oczekiwania współrodziciela – na szczęście się dostosował i poznał uroki “bycia mamą” – wytrzymał rok. Podziwiam samą siebie, ze ja tez 😉 Nie każdy chłop nadaje się na ojca – oczywista wina kobiet – matek. Synuś, osmy cud świata, a jego żona, to: “przynieś, podaj, pozamiataj”. Niestety, to my, kobiety, tworzymy takich samców. Niektórzy, na szczęście, posiadają naturalny instynkt samozachowawczy i wiedzą, jak prawidłowo reagować ;). Brawo WY 🙂

    • Nie wiem czy długo bym wytrzymała jako super-women, która każdemu dogadza. Wydaje mi się, że nie wytrzymałabym presji i duszenia wszystkiego w sobie.
      Podziwiam te kobiety, serio… Za wytrzymałość

  6. Gdybym miała takiego chłopa jak ten od Gabryśki to bym go w łeb walnęła. Mój mąż jak nie zrobię obiadu, to w pracy idzie na chinola albo bierze dwie kanapki więcej – korona ze łba nie spadnie, bo nie nosi i nawet pretensji nie zgłasza. Co ciekawe w rodzinnym domu siostry go wyręczały, a teściowa jest z tych “5 dzieci urodziłam, a jeszcze poprałam, ugotowałam itd.”.
    A generalnie to nie trzeba odpuszczać na tydzień – ja przez 3 lub 4 dni pozwalam mojej chałupie żyć własnym życiem, a potem jak mnie już kłuje w oczy to sprzątam, a obiad robię jeden na dwa lub trzy dni. Wszystko jest do przeżycia 🙂

  7. Chyba najgorsze jest to, że wpojono nam bycie perfekcyjną i nie dość, że dziecko masz ogarniać to jeszcze dom musi błyszczeć i obiadek i pranko i tak można by wymieniać. Ja myślałam, ze moje macierzyństwo będzie łatwiejsze i w ogóle będzie inaczej. Okazało się,że wszystko poszło nie tak jak sobie założyłam, nie udało mi się karmić piersią, dziecko ma skończone 4 tygodnie z czego 2 spędziło w szpitalu. To jak ja byłam psychicznie po tych pobytach szpitalnych wykończona nie da się opisać, prawie nie jadłam, nie piłam i ryczałam z nerwów i hormonów. Mam to szczęście, że z moim mężem jesteśmy obecnie u rodziców i nie powiem super ułatwienie bo mama obiad zrobi bo siostra pranie Małej zrobi ale ja i tak ledwo żyję, Nasza dzidzia woli spać w dzień a w nocy ją trzeba nosić, nigdy nie sądziłam że będe marzyć jedynie o kilku godzinach snu w jednym ciągu. I szczerze mam to gdzieś, że ktoś uważa że idę na łatwiznę bo dziecko jest dla mnie najważniejsze a że jak ją dostałam do opieki to byłam już strzępem nerwów to nie moja wina. Fakt,że moja mama też potrafi mi coś powiedzieć co powoduje, że się we mnie gotuje (coś z cyklu ja to miałam dwójkę dzieci i posprzątane w domu- czyli wytknięcie, że ja zapewne nie dałabym rady) ale to ich pierwsza wnuczka i czuję, że łatwo nas nie puszczą. W nocy wstajemy my do dziecka, karmię przewijamy i kąpiemy my, od czasu do czasu dziadki ją ponoszą lub z nią zostaną i to już jest super dużo. Mój mąż na szczęście mi pomaga (trochę musiałam go do tego “zachęcić”) i też do niej wstaje i wie jak to jest i jak dziecko bywa absorbujące. Gdyby facet do mnie powiedział, że nic nie robie w domu to miałby jak w banku, że od tego momentu sam się sobą zajmuje i nawet palcem bym przy nim nie ruszyła i do tego koniecznie weekend z dzieckiem non stop. Do pracy idziesz i z niej wychodzisz z dzieckiem tak się nie da, pomijam fakt że jak się pracuje w fajnym miejscu z fajnymi ludźmi to praca potrafi być przyjemnością.

    • Może i ktoś mnie za to zje, ale właśnie kobiety w rodzinie wprowadzają najczęściej taką atmosferę.
      “Bożeeeeeeee, ja miałam trójkę i dawałam radę, a Ty narzekasz przy jednym”. Samo to, powoduje, że kobiety za wszelką cenę chcą udowodnić, że z wszystkim sobie poradzą.
      Niestety, często tak się w to wciągają, że stają się nieszczęśliwe i wiecznie poddenerwowane.
      “Gdyby facet do mnie powiedział, że nic nie robie w domu to miałby jak w banku, że od tego momentu sam się sobą zajmuje i nawet palcem bym przy nim nie ruszyła i do tego koniecznie weekend z dzieckiem non stop” – zrobiłabym dokładnie to samo. DOKŁADNIE.

      Zdrówka dla Was i przespanych nocy :*

      • Masz racje. Moja mama tez podkresla, ze teraz to pralka zmywarka itp. I ja to mam latwiej niz ona kiedys miala, ale slyszalam ze babcia mowila jej podobnie…ale mama nie rozumie ze zmieniaja sie czasy, ze sa inne wymagania, ze kiedys babcia nie wysylala jej do szkoly zeby pilnowala siostry, a teraz to nawet lekcje trzeba z dzieckiem odrobic bo w szkole jest podejscie “trzeba sprawdzac dziecku czy wszystko ma, a jak czegos nie ma to wina rodzicow ze nie dopilnowali, a jak Panstwo sobie nie radza to prosze korepetytora zatrudnic”.

        • Różnica pokoleń. Mam wrażenie, że kobiety przechodzą amnezję.
          Tak, dawały radę, tak były inne czasy, ale z pewnością same czasem miały dość i opadały z sił.
          Po prostu z biegiem czasu widzą tylko te dobre strony: “Dałam radę, ona też musi”.

        • Właśnie wróciłam z zebrania,kl 5 podstawowa.
          I co usłyszałam? Proszę Państwa,ja bardzo proszę sprawdzać dzieciom zeszyty i zadania bo nie odrabiają.A to że w szkole zapisali tylko temat to też pewnie moja wina 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *