Matka Torpeda
Matka Torpeda

Wydawało mi się, że o pewnych rzeczach będę pamiętać zawsze. Nie będę musiała zerkać na zdjęcia czy pamiątki. Te chwile będą do mnie powracały jak bumerang, siedząc grzecznie w półkuli mózgowej odpowiedzialnej za pamięć.

Jedna z czytelniczek (Niki, buziaki. Tak to o Tobie) wygrzebała niedawno nasze stare rozmowy.
Rozmowy z okresu kiedy moje dziecko dopiero co przywitało świat, zobaczyło gębę matki i swoje łóżeczko.
Zapomniałam już, jak nam z Igrekiem zryło beret kiedy zderzyliśmy się w pierwszej rundzie, w walce zwanej “Bycie rodzicem”.

1. Tryb czuwania.
Nasze mózgi były ciągle w trybie czuwania, CIĄGLE!
Myślałam, że nigdy mi to nie przejdzie, że zawsze już będę miała taki płytki sen i do końca życia będę słyszeć jak ktoś spuszcza wodę w kiblu, dwa bloki dalej albo jak jakiś Marian puszcza bąka trzy osiedla dalej. To było straszne.
Nawet jak miałam okazję przespać się godzinę to raczej było to zamknięcie oczu, a nie spanie.
Byłam w stanie liczyć oddechy syna i wsłuchiwać się w każde jego chrząknięcie.
Wyczerpanie więc zrobiło swoje, a mianowicie…

2. Halucynacje.

Serio, oboje z Igrekiem zaczęliśmy nieświadomie, przez sen opiekować się “dzieckiem”.
Spałam od godziny, nagle czuję postukiwanie łokciem. Otwieram oczy, Igrek siedzi na łóżku. Siedzi i kołysze powietrze. Szturcham, nic.
Wyglądał jakby właśnie uciekł z psychiatryka w dodatku z oddziału dla takich wiecie, już takich co to dla nich pomocy nie ma.
Ciarki mnie przeszły bo się w życiu horrorów naoglądałam, a teraz w środku nocy obok mnie siedzi dorosły facet, który kołysze niewidzialne dziecko.
Zapaliłam światło, Igrek dalej kołysze. Odsunęłam się na bezpieczną odległość i rzuciłam kapciem.
Na następny dzień oboje byliśmy posikani ze śmiechu, ale nie dalej jak tydzień później…
Przez sen, szturchnęłam Igreka dość mocno i kazałam zanieść dziecko do łóżeczka.
Oczywiście ręce ułożone do kołysania, a w rękach przekazywałam mu… powietrze.

3. Kąpiel dziecka.

mum2

To przypomniało nam się wczoraj. Uwielbiam kąpać dziecko bo sprawia mu to największą frajdę z możliwych. Wczoraj Igrek pogrzebał w swojej pamięci i przypomniał początki kiedy bałam się kąpieli.
Jak miałam tego małego człowieka włożyć do wanienki to oblatywał mnie pot.
Się człowiek bał żeby nie uszkodzić, żeby wszystko w dziecku na miejscu pozostało, a weź główkę trzymaj, a weź kikuta z pępowiny dobrze osusz, a weź tego nie urwij. W dodatku moje dziecko miało uczulenie na super, zajebiście zajebiste kosmetyki dla noworodków, biegałam więc z garnkami krochmalu, wszędzie mąka, a farelkę naszykowałeś? A to jest? A to też? A czyste śpiochy na pewno przygotowane?
Człowiek się lepiej przygotowywał do pięciominutowej kąpieli dziecka niż do matury.
MATKOBOSKO, co ja się nastresowałam wtedy to nie zliczę.
Czułam się jak saper, który musi ostrożnie umyć bombę.

4. Płacz.

Na samo hasło: “Poczekaj, niedługo nauczysz się rozróżniać płacz” dostawałam gęsiej skórki. KIEDY? KIEDY się nauczę skoro moje dziecko cały pierwszy miesiąc płakało. Nie, że chwilę. Nie, nie. On wstawał, jadł i płakał. Płakał, robił kupę i jadł. Płakał nad ranem, w środku nocy i w dzień.
Byliśmy przerażeni w zderzeniu z rzeczywistością.
Dobra, wiedzieliśmy, że noworodek to zagadka, ale, że aż taka?!
To już w milionerach są łatwiejsze zagadki, nawet te o milion!
Pamiętam słowa, które wypowiedzieliśmy do siebie z Igrekiem o czwartej nad ranem: “My chyba nie byliśmy gotowi na dziecko”.
A teraz? Panieeeeeee, eksperci w dziedzinie płaczu!
Najczęściej wypowiadane hasło w naszym domu? “No to SE płacz, nie dostaniesz psich chrupek”

5. Nurtujące pytanie: Czy jesteśmy dobrymi rodzicami?

Wiecie, te przemyślenia czy jemu jest dobrze? czy jedzenie smakowało? Czy jemu się u nas podoba? czy myśli, że jego starzy są całkiem spoko? Czy będzie chciał być dalej naszym synem jak skończy 18-lat? Ta konsternacja czy aby pampers go nie uwiera, czy body nie piłuje gdzieś czy śpiochy z dobrego materiału czy się nie poci czy dorobić mleka? czy herbatkę koperkową zamienić na inną?
A teraz? “Krew się nie lała, głowa cała, może iść spać”.

Pamiętam jaka byłam wystraszona, pamiętam jak się baliśmy, że nie damy rady, że to jest na nas za dużo, że do tego małego człowieka powinni dołączyć instrukcję obsługi.
Dzisiaj ten człowiek chodzi po domu i wkłada mi palec do oka, notorycznie.

mum
Za każdym razem ma czerwone czoło bo przecież musi w coś przywalić, pod nosem mówiąc “oj”.
Nie płacze kiedy jego czoło styka się z rozbiegu, z szafką, ale uruchamia syrenę alarmową kiedy nie pozwolę jeść psiego żarcia.

#ZrozumiećDziecko
#ToTakJakbyZrozumiećKobietę
#Niemożliwe.

(*Zdjęcia wykorzystane we wpisie są autorstwa betje.com )

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

24 Responses

  1. Padam ze zmęczenia, bo moje dwa Bąble chore (ale do Ciebie musiałam zajrzeć ;-)), więc napiszę tylko- uwielbiam Cię! I nie przestawaj pisać! :-*

  2. Ostatnio też zastanawiałam się czy potrafiłabym zająć się noworodkiem, bo to trzeba tak ostrożnie etc… A syn ma raptem 8 miesięcy. Szkoda, że to wszystko się tak szybko zapomina

  3. O Wielki Manitou,jakżem Ci wdzięczna za sklerozę 😀
    Takich rzeczy nie pamiętam.
    Strach przed kąpaniem- jak najbardziej.Jak to trzymać żeby nie utopić.Potem już poszło.Przy drugim tego strachu nie było.
    Pamiętam jak sie bałam jak młody zaczynał spacery w terenie.Bałam się że się wywali,coś rozwali do chwili jak przydzwonił zębami na klatce w schody.Krwi jak na świniobiciu.Potem już na mnie wrażenia nie robiło jak brodę rozorał.
    Jak wsadził sobie chrupka do nosa ( u babuni) i zrobili alarm to serce miałam w gardle.Zanim z nim dojechałam do dziecięcego laryngologa to chrupek się rozpuścił.Jak znowu u babuni wsadził sobie do nosa kółko z autka-wyjęłam mu to sama.

    Czujny sen mam do dziś.Najbardziej jak któreś ma kaszel,katar.

    • Ja jak ma gorączkę czy ogólnie infekcję to mam właśnie taki płytki sen, to tak mi się przy okazji chorowitego weekendu wspomniało 🙂
      U nas pierwsza krew była ostatnio, lało się aż po brodzie po przywalił dziąsłem w łóżeczko (skacze ciągle)

      • Młoda pierwszą krew puściła latem pod Carfurem,zaplątały się jej nogi i całowała chodnik,ale nos był pierwszy 😀
        Ja dopiero teraz zauważyłam że jakiś dziwny mam podpis 😀 Nie pokapowałam się że podczas pisania coś mi się mykło i część słowa napisałam w podpisie 😀
        My jakoś tak -od czwartku młody charlo jak tuberok,a młoda od wczorej udaje gruźlika.W przychodni normalna euforia na nasz widok-stęskniły się już za nami.

        • U nas weekend był gorączkowy, ale wolałam młodego wyleżakować i ratować lekami na gorączkę bo w przychodni więcej dzieci niż komarów latem. Poszłabym z gorączką wróciła z czymś gorszym.

          • Ja też tak robię.Najpierw sama leczę a jak nie ma poprawy to przychodnia.My mieliśmy szczęście-cała przychodnia nasza była 😀 Dopiero zaczęli się złazić jak my już po byliśmy.

  4. o MATKO JEDENASTA, ja do tej pory zadaję sobie pytanie, czy jestem dobrą matką???
    Jednak starszemu chyba nie jest tak najgorzej, skoro strasznie wył miedzy innymi, jak nie przemyślałam dokładnie i po straceniu cierpliwości na negację co do mycia odpaliłam, że jak skończysz 18-kę to się wyprowadzisz i wtedy będziesz mógł zarastać brudem jak nie będę cię widziała…Się posypało wtedy: “a czemu wy mnie wyganiacie??? a czemu ja będą musiał bez was mieszkać i bez Kalola??, itd…” A do tego ogromy potok łez jak grochy… -Więc spokojnie, Małe Wasze raczej też nie będzie się tak szybko wyprowadzało.
    I moje starsze też wyło ja opętane od samego początku, a teraz buzia mu się nie zamyka…. I stwierdzić muszę, ze coś jest w tym co powiedział mi pediatra:” Widać mądre bardzo i inteligentne, skoro ma tyle treści do przekazania a inaczej nie umie”. Yhy…. – nie wiem, w kogo aż tak się wrodziło, ale encyklopedię to my będziemy niedługo studiowali, by za nim nadążyć, więc pomału polecam tez się rozglądać za odpowiednim źródłem wiedzy pobocznej…..- dla siebie.
    A odnośnie całego stresu, myślę, ze gdyby i otoczenie nie “wiedziało lepiej” od nas samych, to i my nie bylibyśmy tak zestresowani, by wszystkiemu starać się dorównać. Ja wiem, ze staramy się nie przejmować itd, ale jednak coś na psychice zostaje…
    A chyba najważniejsze – moim skromnym zdaniem – to to, że dziecko ma szczęśliwych rodziców, którzy realizują siebie, są dla siebie i nawet nie dopatrzywszy karmią psimi chrupkami. Ważne, że kochają siebie nawzajem i tego małego Gościa. Reszta to tylko mały dodatek do szczęścia 🙂
    I niech tak zawsze Wam zostanie 🙂

  5. Ostatnimi czasy zaczynam myśleć, że powinnam czasowo zawiesić czytanie Ciebie. Nie to, że się nie podoba czy coś. . Po prostu przerażasz mnie niektórymi wpisami. A stwierdzenie że chyba nie do końca przemyślałam pewne decyzje, tłucze się po głowie coraz częściej. A odwrotu jakby brak ☺ Tak czy inaczej jestem uzależniona od czytania Mataki Torpedy. I mam nadzieje, że zamiast przerażenia niedługo po prostu będę czerpać wiedzę z Twoich wpisów.

    • Ciąża to jak najbardziej jest okres na zaprzestanie czytania mojego bloga, serio. Niki, która niedługo rodzi również dostała zakaz bo wiesz, tutaj emocje, to nie wskazane 😛 Poza tym powinnyście oglądać słodkie reklamy z bobasami, ja oglądałam i w to uwierzyłam 😀

      • Ale ja się nie stosuję! Choć fakt – blog antyparentingowy jak się patrzy 😀
        Nie martw się Kasia, w pewnym momencie bycia w dwupaku każdej z nas przychodzi do głowy myśl “i po ch*j mnie to było?”, ale kiedyś przechodzi i znowu wiadomo, że warto 😉

  6. Za każdym razem, ZA KAŻDYM, płaczę ze śmiechu jak sobie przypomnę to Wasze bujanie powietrza i karmienie Igreka, zamiast Zeta 😀 Ale daj nam chwilę, nadgonimy albo i przegonimy Was z Lubym 😉

  7. Nie mam dzieci, nie mam nawet psa, ale kocham Twoje treści i styl pisania 🙂 Nie ukrywam, że liczyłam na ten kontakt do psychiatry, ale skoro nie masz to daję znać, że treści i tak są w punkt ! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *