Matka Torpeda
Matka Torpeda

Nasz pierwszy raz.

Jestem matką sprytną więc zawsze kiedy chcę poleżeć z dupskiem w górze i siorbać kawkę, pozwalam Młodemu na remanent mieszkania. Dziecko wyciąga wszystko z szafek: rozpoczynając od moich stringów, przez zapas serwetek aż trafi na dział słoików i misek na zupę. Zła matka wtedy spokojnie przełyka kolejnego łyka małej czarnej.

W moim domu muzyka jest od rana, odkąd otwieram zaspane ślepia towarzyszy mi pobrzdękiwanie i szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie inaczej.
I tak siorbiąc kolejnego łyka przy dźwiękach Dżenifer Rush, która śpiewa, że ma pałer of lof, zastanawiam się czy ja podjęłam dobrą decyzję o wyborze piosenki do pierwszego tańca.

No bo tak: ZAWSZE mówiłam, że przy pierwszym tańcu będzie Lady Pank z repertuarem „Zawsze tam gdzie Ty”. To w ogóle było zaplanowane odkąd pokochałam ich miłością najszczerszą i żaden facet nie był w stanie wpłynąć na moją decyzję. Nie ma negocjacji. Nie ma, że to wspólne wesele. Osobiście uważam, że jest to najpiękniejsza piosenka o miłości i wzruszam się za każdym razem kiedy jej słucham.
Porusza mi te strony serca, które są zlodowaciałe jak moja pierwsza szuflada w zamrażarce.
„Zawsze tam gdzie Ty” jest nagrane w moim aucie i gdyby kiedykolwiek, ktokolwiek mi to skasował albo przełączył to popełniłabym na nim zbrodnię z kodeksu karnego i na odczytywaniu wyroku w sądzie w ogóle nie byłabym skruszona, nawet by mi powieka nie drgnęła.

I nie, „Olimpiada w Jarzynowie” ani „Będę brał Cię w aucie” albo jakaś tam „Winda do nieba” NIE wchodzą w grę. Swoją drogą: Ludzie, ogarnijcie w końcu fakt, że „Windą do nieba” to nie jest piosenka o cudownej miłości tylko raczej przykra sprawa, że się babka wydaje za kolesia, którego nie kocha. Także jak na pierwszy taniec to ta „Winda do nieba” raczej jest słaba jak weselny rosół.

Wracając do tego pierwszego tańca: No sami sobie wyobraźcie, wchodzę ja cała na biało. Taka piękna w tej śnieżnobiałej sukni, tutaj mi kosmyczek włosów na twarz opada, cnotliwie spoglądam na Igreka, który pół godziny wcześniej powiedział „Tak”. I on tak tańczy ze mną, wpatrzony we mnie, z miłością gorącą jak bigos na stołach. Dookoła wszyscy wzruszeni i głodni, a w tle Panasewicz tak pięknie, charcząco zaśpiewa, że „… nie ma słów co mają jakiś większy sens”.

Wszystkie ciotki ze wzruszenia będą ukradkiem łzy ocierać, że my tacy piękni, zakochani, że miłość taka kwitnąca i że ja jestem taka piękna w tej sukni, taka szczupła i powinnam w ogóle być modelką i aż dziw, że nie jestem. Potem będą szeptać, że nasze dziecko pewnie urodzi się cudowne bo wiadomo, że najpiękniejsze dzieci rodzą się z miłości i ciekawe ile nam to zajmie bo mają nadzieję, że ustrzelimy już tej nocy*. W końcu nie bez powodu włożyli nam trzy stówki do koperty**.

No proszę Was, nie ma piosenki, która bardziej by do tego pasowała! Ja to mam zaplanowane od dziesięciu lat i właśnie dlatego nigdy nie skasuję tej piosenki z Pedrive’a.

Ale z drugiej strony: Pałer of lof od Dżenifer Rush ma tak piękny tekst i ona tak cudownie przeciąga to: „KOZ ajm jor lejde”, że aż sama się w niej zakochuję. W ogóle to te „pałer of lof” to jest jedna z najlepszych zagranicznych piosenek o miłości jakie słyszałam.

No sami sobie wyobraźcie: Wchodzę ja cała na biało. Taka piękna w tej śnieżnobiałej sukni, tutaj mi kosmyczek włosów na twarz opada, cnotliwie spoglądam na Igreka, który pół godziny wcześniej powiedział „Tak”. I on tak tańczy ze mną, wpatrzony we mnie, z miłością gorącą jak bigos na stołach. Dookoła wszyscy wzruszeni i głodni, a w tle Dżennifer, która tak uroczo przeciągnie „Koooooooooz ajm jor leeeeeejdeee, and ju ar maj meeeeeeeeen” (to jest fragment, który kruszy moje twarde jak skała serce).
W sumie by pasowało.

Boże, już sama nie wiem, którą piosenkę wybrać. To jest takie trudne. Choć w sumie dopiero waham się między dwoma więc nie ma tragedii. Ostatecznie możemy zatańczyć dwa razy albo zrobić mixa z tych piosenek i wszyscy będą zadowoleni. No i głodni bo muszą czekać z żarciem aż Igrek skończy mną wymachiwać na parkiecie.

Jest jeszcze tylko jeden problem: Aj hef nofing od Łitnej Hjuston to jest jednak moc miłości i kultu. Umówmy się: Łitnej Hjuston porusza serca wszystkich, nawet moje rusza. Tak, jestem typem człowieka, który woli „Aj hef nofing” od „Aj will olłejs lof ju”. Kobieto, niech do Ciebie w końcu dotrze, że olłejs to są podpaski i z miłością to one nie mają nic wspólnego.

No sami sobie wyobraźcie: Wchodzę ja cała na biało. Taka piękna w tej śnieżnobiałej sukni, tutaj mi kosmyczek włosów na twarz opada, cnotliwie spoglądam na Igreka, który pół godziny wcześniej powiedział „Tak”. I on tak tańczy ze mną, wpatrzony we mnie, z miłością gorącą jak bigos na stołach. Dookoła wszyscy wzruszeni i głodni, a w tle Łitnej akurat zanuci, że „Aj hef nofing if aj don’t hef ju” i Igrek tak na mnie popatrzy, że niby on nie ma nic – jeśli nie ma mnie i ja wtedy zacznę płakać z miłości, a wodzirej imprezy łącznie z kierowcą autokaru, wstaną i zaczną klaskać.

I wiecie co jest najgorsze? Że jest jeszcze Rod Stewart, który najpiękniej na świecie śpiewa „When I need you”.

Kiedy więc dotarłam do Roda, stwierdziłam, że wybór piosenki do pierwszego tańca jest cholernie trudny i powinno się z tego stworzyć kierunek studiów, jak Boga kocham. Ocknęłam się kiedy łycząc kawy, poczułam fusy na zębach. Co mnie w ogóle obchodzi jakiś pierwszy taniec skoro my nie planujemy ślubu?

I wtedy do tego doszłam: Ja po prostu nie mogę siedzieć i nic nie robić bo z nudów przychodzą mi do głowy same najgłupsze rzeczy.

A tak w ogóle to nie będzie na ślubie bigosu INO ROLADY!

ślub

*Oczywiście w moich wyobrażeniach sprzed dziesięciu lat, w momencie mojego ślubu miałam być orleańską dziewicą, która czeka na księcia z białym koniem, ale zjawił się Igrek na motorze i tak jakoś wyszło, że z synem tośmy się postanowili szybciej uwinąć

** Trzy stówki są UNIWERSALNĄ kwotą na wesele, no umówmy się.

Udostępnij ten wpis...Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

20 Responses

  1. Dopisz do listy: Ed Sheeran „Thinking Out Loud” 🙂 Sama przy tym tańczyłam kilka miesięcy temu 😉
    Pozdrawiam, wierna czytelniczka 😉

  2. Ależ się uśmiałam….. A jak czytałam o kolejnej muzie to jakby film mi się do progu cofał 😉
    A z tytułem, to u nas było tak, ze zajechaliśmy zamówić zespół, no fakt, mojego byłego, ale cóż tam…. i popatrzyliśmy się na siebie z lubym na zapytanie o tytuł i zaczęliśmy się śmiać… Nie no oczywiście nie nie wybieraliśmy nic, poszliśmy na żywioł i wybór muzyków i usłyszeliśmy „zakochanych” Natalii Kukulskiej… by było śmiesznie, tak normalnie bardzo lubię ten film, i podoba mi się jego sedno uwodzenia 😉
    Ale nie pojmuję tylko jednej rzeczy, dlaczego tak wiele dziewczyn ma ciśnienie i to kuźwa przekraczające skalę wszelką na ŚNIEŻNOBIAŁĄ SUKNIĘ ŚLUBNĄ Z WELONEM????? A najbardziej pobiło mnie, bo wchodzimy do salonu (myśmy załatwili sprawę zaobrączkowania w 2,5 miesiąca-tak wyszło, nie z potrzeby jak stawiało 95% osób wiedzących o mym celu) a tam przyszła panna młoda z 5 osobami towarzyszącymi, z brzuchem pod brodą : „tylko śnieżnobiałą i najdłuższy welon, innych nawet nie chce oglądać…” Obróciłam się na pięcie, bez słowa opuściliśmy lokal szybciej niż Bond nawet mruga, a po zamknięciu drzwi śmiałam się tak, ze prawie się nie wywróciłam…Moje Kochanie patrzył na mnie i pewnie się zastanawiał szybko czy nie uciec i jeszcze to odkręcić…..I zaznaczam, ze nie mam nic przeciwko stereotypom, chęciom i potrzebom kobiet – naprawdę. Ale tak, ja jestem ograniczona w wielu, by nie powiedzieć bardzo wielu kwestiach, i mam skrzywioną psychikę i myślenie, ale o tym informuję swego Męża regularnie i już nie robi to na nim żadnego wrażenia….
    A jakbyś/cie nie umieli się zdecydować na muzę (jak mówi mój starszy Szogun) to pykniesz sobie tylko adekwatną ilość kiecek do ilości wybranych utworów i będziesz tyle razy wchodziła, aż wyczerpiesz swój repertuar, bo przecież wolno Tobie, a jak inni nie rozumieją, niech sobie przyniosą bigos w termosie – by nie osłabli w zachwytach i klaskaniu 🙂

    ps.
    a jeszcze poprę Cię ręką, nogą i wszelkimi częściami wystającymi, że z nudów rodzą się najbardziej pogibane pomysły 😉

    • Zakochani to jest jeden z najpiękniejszych filmów o miłości, uwielbiam go! Tylko w telewizji zawsze jest jakoś cicho nagrany albo taką kopię dziwną puszczają. Piosenkę „Zakochani” też uwielbiam <3

      Co do białych sukni - wydaje mi się, że to przez tradycję. Bo wiesz "Jak będę duża będę miała suknię i welon i piękne kwiatki".
      Choć z tego co widzę bardzo duży procent kobiet odchodzi już od tego 😉

      • Jeżuuuuu – może ja byłam chopakiem?!?!?!? – bo ja nigdy nie marzyłam o żadnej sukni, welonie, a kwiatkach – to chyba tylko na parapecie…

  3. Aż 5 razy sprawdzałam czym weszła na dobrego bloga.I dalej oczom nie wierzyłam.
    I im dalej czytałam tym bardziej nie wierzyłam.Aż doszłam do gwiazdek w tekście i uwierzyłam 😀

    No ja nie miałam kłopotu z pierwszą piosenką bo wesela nie było ino ślub.I chwała wszystkim na Olimpie bo gdybym miała dedykować „Cudownych rodziców mam” to chyba by mi zaszkodził zeszłoroczny karp.I pewnikiem taki sam wyraz oczu bym miała.
    Poza tym ja dreszcze to mam przy Depeche (normalnie jakbym febre miała),Bon Jovi też porusza me serce-ale jakoś sobie tego nie wyobrażam.
    Ostatnio przez czysty przypadek wrócił do mnie „Stay”-Shakespeare’s Sisters.I też mnie zatrzepało.No powiedz sama-miłość tak ogromna że nawet śmierć jest bezsilna.

    Nigdy nie marzyłam o białej sukni ( i nie miałam białej),weselu z tabunem gości znanych tylko ze zdjęć.
    Moim marzeniem było tylko nas dwoje plus ten co to powie”jesteście mężem i żoną”.

  4. Do wyboru piosenki na pierwszy taniec podeszłam z przymrużeniem oka i wybrałam „Piosenkę o śmiesznym tytule”😃 ciekawie było jak później ktoś pytał o tytuł tego kawałka 😉

  5. Czasem mam ochotę czytać Twoje wpisy od końca. Wprowadzasz takie napięcie, że czuję się jak dziecko które czeka na Św. Mikołaja. Pobierają się czy nie??? Czy Iksina podda się presji otoczenia i powie sakramentalne tak? Czy Igrek zwieje z przed ołtarza pełen obaw, że ona przytyje 45 kilo w rok po ślubie? A może będą żyli długo i szczęśliwie……
    A tak na serio, uwielbiam czytać Twoje teksty. Lubię ten dreszczyk emocji 😉
    Pozdrawiam

    • A cieszę się bardzo i dziękuję 🙂
      Jeśli kiedykolwiek powiemy sobie „tak” to na pewno będzie to przemyślana przez nas decyzja.
      Nie no, żartuję, my nigdy nie „przemyślamy: naszych decyzji 😂

  6. Ha ha 🙂 u nas była katastrofa z wyborem piosenki do pierwszego tańca 🙂 i wzięliśmy w końcu kawałek, którego 90% gości nie znało (może więcej), nie że jakiś melancholijny, że taki słodki, że aż lukier uszami wychodzi… nie.. To był skoczny kawałek bigbeatowy 😀 Ja i Ty – Ani Rusowicz 😀
    A w kolejce kawałków uzbierało się kilkanaście, ale niestety większość się do tańca nie nadawała, a tego nawet w kolejce nie było 😀 no i z tej całej radości i słodyczy, co to się jednak z lukrem uszami wylewała, zgubiłam podczas tańca podwiązkę 😀

  7. Ale że cud nastąpił i gratulować? 🙂 Bo ja mam czasem wrażenie że nie nadążam. 🙂 Ja tam znalazłam piosenkę do walca i ją obrobiliśmy na 2 minuty a i tak to pląsanie to były najdłuższe 2 minuty w moim życiu bo zanim zrobiłam krok, odplynela mi krew z twarzy i prawie zemdlałam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *