Matka Torpeda
Matka Torpeda

Czy pies i dziecko to dobry pomysł?

Wiele z Was pisze do mnie z pytaniami o reakcję psa na dziecko, a także jak teraz układają się relacje między nimi. Postanowiłam więc zebrać wszystko do kupy i pokrótce przedstawić jak to wyglądało od początku, a jak wygląda teraz.

Miało być tak jak zaplanowaliśmy: po porodzie, Igrek przywozi do domu pieluchę tetrową w którą owinięte było dziecko. Pies obwąchuje żeby poczuć zapach nowego domownika. Byliśmy przekonani, że tak zrobimy, ale plany to jedno, a rzeczywistość z noworodkiem to drugie.
Żadne z nas nie pamiętało o tym, żeby dać Uszatemu do obwąchania pieluchę.
Kiedy miła pani z porodówki, oznajmiła, że spędzimy tam MASĘ czasu – Igrek skombinował opiekę dla psa, a sam został przy mnie.

Pani, która prowadziła obchód tego dnia, stwierdziła, że już nas w szpitalu nie chcą i spokojnie możemy pakować się do domu. Pamiętam, że była ósma rano, a ja uradowana jak koń na paszę już zaczynałam się pakować. Skąd mogłam wiedzieć, że wypisywanie tyle będzie trwało i wyjdę dopiero ok. 15-stej?

Wchodząc na drugie piętro, Igrek dzierżył w dłoni arcydzieło swojego życia, które spokojnie spało w nosidełku, a ja próbowałam wejść po schodach tip-topami. Pies na mój widok zrobił osiemnaście kółek po mieszkaniu (w końcu nie widział mnie trzy dni), a nowego członka rodziny… nie zauważył.

Do dzisiaj nie wiem jak to możliwe, ale jak rozbieraliśmy dziecko i odkładaliśmy do łóżeczka – pies w ogóle się nie zainteresował.
Do momentu aż przyszedł pierwszy płacz – Uszaty się zerwał jakby kogoś mordowali. Próbował drapać łóżeczko, żeby wejść do środka. Dziecko płakało, a pies piszczał w niebo głosy.

Daliśmy im pięć minut: Syn leżał na kanapie, a Uszaty miał chwilę żeby się z nim zapoznać. Reakcja? obwąchał i poszedł. Zero zainteresowania.

Nocna niania.

Kiedy nocami Młody tylko jęknął, Uszaty zrywał się na równe nogi i szturchał nas łapą albo nosem.
My odbieraliśmy to mniej więcej: „Wstawajcie, tam coś płacze, jemu trzeba pomóc”.
Do dziś pamiętam też, że jak Młody płakał to pies za wszelką cenę próbował się do niego dostać. Piszczał przeokropnie, myśląc, że dzieje mu się krzywda. Trwało to dosyć długo, a my mieliśmy wrażenie, że powariujemy. Człowiek nie wiedział o co płacze dziecko, a pod nogami plątał się piszczący pies.

www.matkatorpeda.pl

A potem się skumplowali. Tak od serca. Razem, na czterech zwiedzają wszystkie zakamarki w mieszkaniu. Dzielą się flipsami i paluszkami. Podbierają sobie zabawki i jedzą razem obiad. To znaczy: dziecko je, pies liczy, że coś mu spadnie, a Młody smaruje mu grzbiet ziemniakami.

Często słyszeliśmy, że psu nie można ufać. Zwłaszcza jak jest dziecko.
Nie będę się wypowiadać na ten temat bo uważam, że dziecka bez opieki się nie zostawia.
Nigdy nie zostawiam psa i dziecka samych sobie. Zawsze jestem obok i mam na nich oko.
Młody grzebie psu w miskach, a ten nie reaguje.
Wyrzuca go z legowiska i sam tam wchodzi, a pies nie reaguje.
Czasami mamy wrażenie, że nasz pies ma więcej cierpliwości niż my.

Gdzie tkwi równowaga?

Wydaje mi się, że ich dobre relacje wynikają z tego, że pies nie został pominięty.
Od samego początku, traktowaliśmy go jak zawsze. Nie było słów: „Idź stąd”, „uciekaj”, „daj nam spokój”. Pies dalej spał z nami w łóżku, przychodził się przytulać i powygłupiać.
Fakt, nie zawsze mieliśmy ochotę bo zmęczeni padaliśmy jak muchy, ale wtedy zazwyczaj braliśmy psa do łóżka i szedł z nami spać.
Nie czuł się odepchnięty ani pominięty toteż nie reagował na dziecko z agresją ani zazdrością.

Czy się bałam?

Bałam się. Bałam się, że nie będą potrafili się „dogadać”. Że psu coś odstrzeli, zacznie warczeć i mruczeć na dziecko. Bałam się pierwszej reakcji, bałam się jak Młody zaczął raczkować i wchodzić psu do spania. Bałam się bo dla psa, nowy członek rodziny to również jest rewolucja.

Zarazki i sierść.

Są ze sobą od początku. Razem się bawią, jedzą i często śpią. Nie wyobrażam sobie, odbierać tej radości psu i dziecku tylko dlatego, że „Zarazki i sierść”. Wystarczy spojrzeć na nich, a cała reszta przestaje mieć znaczenie.

www.matkatorpeda.pl

Udostępnij ten wpis...Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

14 Responses

  1. Ja słyszałam, że koty duszą dzieci, podgryzają im gardła itp. Faktem jest, że bardziej musiałam pilnować dziecka, żeby nie skrzywdziło kota, nie odwrotnie. No może w jednej sytuacji relacja kot-dziecko była kłopotliwa. Wiadomo, że kot kładzie się przy/na chorym miejscu. Taka sytuacja,:młoda chora, wchodzę do pokoju ona rozpłaszczona śpi na brzuchu a kocica leży jej na plecach. Dziecko upocone jakby wyszło z kąpieli a kicia za termofor robi 🙂 Nie chciała schodzić, to młodą kładłam na boku, kota obok i tak spały plecami do siebie. Jak ktoś ma wątpliwości co zrobić z kotem jak ma się urodzić dziecko, polecam youtube i filmiki „kot i dziecko”. „Futro” w domu musi być. A sterylne otoczenie tylko krzywdę dziecku robi.

  2. Bedac w ciazy ile moj maz sie od swoich rodzicow nasluchal, ze koty to zlo wcielone, ze nie wolno im ufac, ze zarazki itp itd, a najlepiej to zeby sie ich pozbyc! Do mnie nigdy tak nie marudzili bo znaja moje zdanie, ale moj biedny maz swoje musial wysluchac, az pewnego piknego dzionka oznajmil im ze koty zostaja bo predzej ja sie go pozbede niz kotow i juz wiecej sie nie odezwali na ten temat 🙂 Futra natomiast z lozeczka Pyzy zrobily sobie wlasne poslanie, a odkad cora jest z nami to spia u niej w pokoju, albo kolo niej 🙂 Jedza razem, znaczy sie jak ona cos wypluje badz upusci to rzucaja sie na jedzenie jakby nie jadly od wiekow 😉 Gdy tylko Pyza zobaczy siersciuchy to smieje sie w glos i macha lapkami jakby miala zaraz gdzies odfrunac 🙂 A zarazki? Byly, sa i beda i sie ich nie wyeliminuje z codziennego zycia.

  3. No powiem Ci, że czekałam na taki wpis. I o ile niby wiem ze Puzon uwielbia dzieci, o tyle z noworodkami nie miał za bardzo do czynienia. Boje się jak cholera a z drugiej strony wiem, że panikuję bez sensu. Niemniej uwielbiam zdjęcia relacji pies-dziecko. Liczę na to ze niedługo będę miała pole do popisu ☺ Kiedyś przeczytałam takie zdanie: „każde dziecko zaslugujest na to, żeby wychowywać się z psem”

    • Oczywiście, że tak, a każdy pies zasługuje na to by wychowywać się z dzieckiem 🙂

      Kasia, ja też się bałam, uwierz. O tyle o ile wiedziałam, że mój pies nie jest agresywny o tyle nie byłam 100%-owo pewna jego reakcji 🙂

  4. Koło mnie zawsze był jakiś zwierz-pies,chomik,papuga,patyczak.
    Moja babcia miała sunię-podobno spała pod wózkiem/łóżeczkiem.Strażnik Teksasu,nikogo nie dopuszczała jak nie było potrzeby.Podobno nieźle dałam się jej w kość bo jak podrosłam to pogłaskać ją mogłam tylko jak była kąpana.
    Jak urodziłam starszego to w domu była sunia,nieduży ratlerkopodobny okaz,lat miała wtedy 8 więc była już stateczną panią.Z nowego domownika się ucieszyła,pozwalała mu na bardo dużo-nawet na ciąganie za ogon.Jak miała dość towarzystwa to po prostu szła w takie miejsce że mały człowiek nie dawał rady wejść.Niestety,była z nami jeszcze dwa lata-wierna,towarzyska.
    Potem pojawił się jako pierwszy potomek nr2.Potem mąż przytaszczył futro.
    I to był niestety błąd.Malutkie dziecko plus szczeniak nie idą w parze-szczególnie jak się zostaje samemu bo sprawca robi poza domem i odwiedza pielesze raz w miesiącu.
    Dlaczego błąd?
    Ponieważ i dziecko i szczeniak wymagają bardzo dużo uwagi niekoniecznie dającej się pogodzić.Bo np kąpiesz dziecko a tu pies zaczyna piszczeć i musisz z nim wyjść NATYCHMIAST.Zostawić psa?-nie,bo nie nauczysz go porządku.
    Zostawić dziecko? -absurdalny absurd.A nie wyjdziesz też z takim prosto z kąpieli.
    Te pierwsze miesiące to był koszmar.Jakby tylko znalazł się ktoś chętny(znaczy odpowiedni) to psa bym spakowała.Niestety,nie udało mi się wtedy znaleźć mu odpowiedniego opiekuna,takiego który zrozumiałby że nie każdy pies może jeść makaron,kasze i inne dobrodziejstwa ludzkości.
    Tak więc został i dorastali razem.Młoda mogła mu sprawdzać czystość uszu,zębów,mogła uszu używać jako gryzaków,mogła mu wybierać z miski a nawet zabrać całą.Pies co najwyżej miał minę pt „bez jedzenia też da się żyć”.Dobrze też służy młodej za podnóżek,poduszkę oraz odkurzacz.
    Kudły? No są,choć odkurzam czasem i 3 razy dziennie.Ale tak samo są kurze w domu a roztocza są bardziej szkodliwe.
    Zarazki? Są wszędzie.A poza tym sterylne pomieszczenia są szkodliwsze dla zdrowia.
    dzieci wychowujące się ze zwierzętami są szczęśliwsze,zdrowsze i bardziej odpowiedzialne i empatyczne.
    I mimo,że pies jest duży nigdy na młodą nawet nie zawarczał.Bo nawet jak po nim przeszła to raczej był taki pomruk ” hej,ja tu jeszcze jestem”.

    • U nas jak jest pomruk to pies merda ogonem, a dziecko się chichra. Ja też od zawsze miałam zwierzęta: psa, rybki i papugi zawsze chciałam też legwana, ale rodzice się nie zgodzili 🙂

  5. Zazdroszczę takiej przyjaźni 😊 u nas jest kot – kot dziecka nie zauważa, ale syn nauczył się raczkować chyba tylko po to, żeby chodzić za kotem… I o ile sierściuch nas potrafi gryźć i drapać, to synkowi co najwyżej ucieknie. A co do sierści – plus jest taki, że dzieci wychowywane ze zwierzętami bardzo rzadko mają na nie alergię

    • I to jest właśnie to! Zwierzęta na dzieci reagują inaczej, przynajmniej w przypadkach, które ja znam. Na dorosłego potrafi się postawić, ale do dziecka: łagodne jak baranki 😉

  6. My mamy kota który bez moich chłopców nie może żyć gdzieś wychodzą czeka pod drzwiami chłopcy śpią to wędruje przez całą noc od łóżka do łóżka i albo śpi przy głowie albo obejmuje łapka za szyję. A jak któryś jest chory to już w ogole śpi w łóżku chorego zwinięty w kulkę i się nie rusza. A z kolei moi dziadkowie mieli owczarka niemieckiego i do wózka w którym spałam mogła podchodzić tylko moją mamą. Babcia np nigdy domu nie zamykala bo Ares fakt wpuścił każdego do domu ale już nie wypuścił raz mój wuja przyszedł i czekał za babcią leżąc na podłodze przygnieciony psem przez 1,5 godziny. Dzieci od początku trzeba uczyć życia ze zwierzetam i szacunku do nich. A bakterie i zarazki są wszędzie więc nie ma się czym przejmować.

  7. Jak kiedyś obejrzałam w mądrym tv, to człowiek ze ssaków ma najwięcej wsiej maści zarazków i bakterii i to szybciej stanie się coś zwierzęciu po ugryzieniu przez człowieka niż na odwrót. Więc skoro Małe i zwierzak się skumplowali, to pewnie nie ma się czym za bardzo przejmować. A ile bogatsze i radośniejsze będzie CV syna….. Moje dzieciaki tego nie mają, i bardzo żałuję tak naprawdę. Niestety na chwile obecną nie możemy sobie pozwolić na piesa, a kota mąż nie chce widzieć w promieniu nawet 5 km…A uważam, że dzieci lepiej wychowują się ze zwierzakami w swoim otoczeniu.
    Pozdrawiam 🙂

    • Ja odkąd pamiętam mam psa dlatego nie wyobrażam sobie życia bez czworonoga. Nigdy nie przejmowałam się zarazkami ani sierścią bo to jest nieodłączny element mojego życia 🙂
      Co do wychowania: również mi się wydaje, że dzieci lepiej wychowują się ze zwierzakami 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *