Matka Torpeda
Matka Torpeda

Ostatnio wraz z jedną z moich czytelniczek, nawiązałam temat porodów w Polsce.
Każdy zna “baśnie tysiąca i jednej Gabryśki”, które to opowiadają historie prosto z masarni, a nie porodówki. Krzyki, hektolitry krwi i metaliczny połysk narzędzi, a pośrodku stoi ona – położna – w tym swoim kaftanie, przypominająca rzeźnika.

Choć bardzo popularne jest hasło “porodówka to nie kosmetyczka” – ja śmiało mogę to negować.
Oczywiście, że jest ból, ale umówmy się: ból być musi. Tam się rodzi dziecko, a nie podśpiewuje szanty. Choć jak kto woli, można rodzić i podśpiewywać.

Do sedna: Z prawej i lewej, dochodzą do nas głosy, że na porodówce nikt kobiet nie traktuje jak jajko. Nie jesteś tam żadnym unikatem ani białym krukiem tylko kolejną do przyjęcia.
Oczywiście, że te kobiety odbierają setki tysięcy porodów, słyszały nie jeden krzyk i nie jedne łzy radości, ale wierzcie mi: mimo wszystko, dalej mogą być “do rany przyłóż”.

Wybrałam szpital ze względu na opinie. Tak, ja sugerowałam się opiniami oraz sprzętem jakim dysponowała porodówka i oddział neonatologiczny. Oczywiście, że nie do końca wiedziałam na co się piszę i na kogo trafię, ale zazwyczaj większość osób, które jadą tam po raz pierwszy również nie wie.

Można po ludzku.

poród

Od samego przyjęcia traktowana byłam fantastycznie. Nie było ANI JEDNEJ położnej/lekarki/pielęgniarki, która byłaby nieprzyjemna czy oschła. Jakiegokolwiek pytania nie zadałam, o cokolwiek nie poprosiłam – zero problemu.

Kiedy po wstępnym przebadaniu okazało się, że wybiła godzina zero, nieznana mi położna wyszła po Igreka i z rozbrajającą szczerością powiedziała: “Jeśli tata pali to niech sobie idzie zakurzyć bo jeszcze dzisiaj syna zobaczy”.

Choć może komukolwiek ciężko w to uwierzyć, położna głaskała mnie po plecach, uspokajała, że dam radę, że ten chłopak mi wywróci życie do góry nogami, a jeszcze dzisiaj o wszystkim zapomnę.
Kiedy przeszłam do wanny, co chwilę ktoś pytał czy wszystko w porządku czy woda w odpowiedniej temperaturze i czy nie mdli mnie od zapachu świeczek.
Wszystko mi tłumaczono, co chwilę ktoś zaglądał i za każdym razem mogłam liczyć na ciepły uśmiech i dobre słowo. Kiedy przy kryzysie siódmego centymetra przez łzy powiedziałam, że nie dam rady i opadam z sił, poczułam rękę na ramieniu i usłyszałam najcieplejszy głos świata: “Za chwilę nam powiesz, że to wszystko było tego warte. Pamiętaj, że robisz to wszystko żeby zobaczyć syna”

I wiecie co? To pomogło choć w tym bólu i emocjach ciężko o spokój.

Rodziłam w zwykłym państwowym szpitalu i nikomu nie dałam w łapę. Po prostu przyjechałam tam urodzić i kompletnie nie wiedziałam co mnie czeka. Igrek w torbie miał spakowaną kawę i bombonierkę, ale oboje zadecydowaliśmy, że te słodkości powędrują po wszystkim – o ile w ogóle powędrują.

“Zamknij już mordę, Ty się w ogóle nie nadajesz do rodzenia dzieci”

Usłyszała moja znajoma w RENOMOWANYM szpitalu.
Wybrała szpital, który jest dość znany. Wybrała szpital w wierze, że skoro tyle sław i celebrytów tam rodzi, to musi być jeden z najlepszych.
Dzisiaj ma traumę poporodową właśnie przez to, że położne wydzierały na nią twarzo-gęby.

Kiedy czytam historie jak to jedna z drugą położną drą się na rodzące, że mają zamknąć gębę (a często też ryje), że się nie nadają do rodzenia – to mnie krew zalewa. Pierworódka na porodówce jest jak wystraszony pisklaczek, który nie wie co jest grane. Jej ciało żyje własnym życiem, mózg własnym, a cały oddział i personel – własnym. Trudno żeby pierworódka weszła na porodówkę spokojnym krokiem i z opanowaniem wyrecytowała: “Witam i przepraszam, żem ja nie w porę wpadła, ale wydawać by się mogło, że bóle się zaczynają” no litości.
Albo przy skurczach partych, kroczkami podreptała do dyżurki i wyszeptała zupełnie jak w reklamie: “Przepraszam, że przeszkadzam, ale odczuwam mały dyskomfort i pieczenie w okolicach intymnych” – no ja tego nie widzę, ADRENALINA PANIE!

Brednie, że dużo zależy o rodzącej to mi bokiem wychodzą. Jeśli personel traktuje rodzącą chamsko i wulgarnie to raczej o współpracę z rodzącą trudno. Ciężko o spokój i współpracę jeśli ktoś traktuje Cię jak ścierkę do podłogi.
Do bycia miłym naprawdę nie potrzeba wiele, jedynie chęci i odrobiny empatii.
Nikt nie karze się przejmować, wystarczy spokojnym głosem zapewnić, że będzie dobrze, że zostało nie wiele do końca i, że szybko o bólu zapomni.

Położne kłamią.

I chwała im za to. Podczas porodu przeszłam trzy zmiany na porodówce (taaa i dniówkę i popo i nockę) i wierzcie mi: każda z położnych mówiła to samo “jeszcze trochę i będzie po wszystkim”.
Wtedy myślałam, że one tak serio. Dopiero w momencie dwugodzinnego kontaktu skóra do skóry, kiedy jedna z Pań przyszła zapytać jak się czuję i czy w czymś pomóc, zapytałam dlaczego kłamią:

“Kochanie, gdybyśmy Ci tutaj o piątej rano w momencie przyjęcia powiedziały, że będziesz rodziła tyle godzin i cierpiała to byś się ani trochę nie uspokoiła. Dzięki temu, że mówimy Wam, że to koniec, że jeszcze chwila i że z pewnością dasz radę – w każdą z Was wstępują siły”

I to jest moim zdaniem magia, podszyta dobrym podejściem.

Co jeśli byłam źle traktowana?

Napisz skargę. Wiem, że może się nie chce, że chcecie zapomnieć, ale Ciebie tak potraktowali – potraktują następną. Wiele kobiet boryka się z traumami poporodowymi właśnie przez personel asystujący przy porodzie.
Nikt nie musi masować Ci tam pleców ani malować paznokci – ale jeśli ktoś drze się na Ciebie i traktuje jak przysłowiowe “nic” to skarga jest wskazana.

Reaguję zawsze. Obojętnie czy jestem w szpitalu, przychodni, na ulicy czy chodniku. Nie, nie jestem upierdliwą babą, która się wszystkiego przyczepia. Jestem człowiekiem, który szanuje siebie i drugiego człowieka. Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś wybrał zawód lekarza czy położnej to empatia jest nieodłącznym elementem zawodu. Wiem, że Ci ludzie są w pracy i też są zmęczeni, ale nikt do szpitala czy na porodówkę nie trafia z własnego “widzi mi się”.

To nie jest tak, że składa się tylko skargi. Ja złożyłam pochwałę i podziękowania personelowi za opiekę. Uważam, że trafiłam na aniołów i jeśli miałabym kiedyś rodzić po raz kolejny – tylko tam.

PS: Nie podaję nazwy szpitala bo zaraz tutaj będzie, że mi zapłacili i reklamuję.
Jeśli ktoś jest z okolic Śląska i niedługo ma zamiar urodzić dziecko, a nie wie jaki szpital – chętnie podam nazwę szpitala.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

24 Responses

  1. I ja rodziłam w powiatowym i było super! Co prawda się zabezpieczylam i wzięłam sobie położną,ale uważam że były to najlepiej wydane 5 stów w moim życiu 😊 wiem, że to jej praca…nawet jak się okazało polozna miała swój dyżur w tym dniu od 19-tej a dla mnie przyjechała 2 godz wcześniej wiec i tak byśmy się spotkały to ja mimo tego że jej zapłaciłam to mogłabym ją nosić na rękach za to jak się nami opiekowała! Przy okazji był to dzień calodobowego dyżuru mojego gin i ona także był rewelacyjny… ogólnie mówię że oni urodzi za mnie to dziecko 😀 od razu po powiedziałam że jak tak to wygląda to mogę mieć z dziesięć dzieciaczków 😀
    Choć wśród znajomych ten szpital nie miał samych najlepszych komentarzy to ja wierzyłam ze będzie dobrze i było jeszcze lepiej…ach miło wspominać taki dzień 😉
    Pozdrowionka

  2. Jak to dobrze, że wprowadzili ten program “Rodzić po ludzku” i zmieniła się mentalność personelu. 18 lat wstecz. Zrobili kilka pokoików w szpitalu z łazienką, łóżeczkiem z baldachimem. Luksus 🙂 I na tym się skończyło. Ja młoda, harda, silna (durna i naiwna jak dziecko). Żadnych łapówek. Ich zakichanym obowiązkiem jest zająć się mną i sprowadzić moje dziecko szczęśliwie na ten świat. Wody odeszły, nic nie boli, ale jadę do szpitala. Grzecznie przy wywiadzie informuję, że wywiad rodzinny (mama i siostra) świadczy o tym, że może być problem z naturalnym porodem. “szczuplejsze rodzą naturalnie”. Niech cię k.. szlag trafi myślę sobie w kierunku pańci z tipsami (tak, k… położna tipsy miała, taka nowość wtedy). Po kilku godzinach klęczę pod kaloryferem i dzwonię z automatu do domu “Ratujcie bo nas tutaj uśmiercą”. Kilkanaście godzin później, po telefonie bardzo późnym wieczorem do ordynatora i obiecaną kasą (do tej pory nie wiem ile dziadki młodej dali, ale będę im wdzięczna do końca życia) dwa dolargany i parte zakończone zanikiem tętna zastanowiły pieprzonych konowałów, że chyba jednak nie dam rady. Błyskawiczna cesarka i najlepsze, po dwóch dniach przychodzi lekarka i mówi, że jakbym rodziła drugie dziecko to mam koniecznie informować, że mam niewspółmierność i nigdy nie urodzę naturalnie. Przecież uprzedzałam, mówiłam, ale co ja się tam znam. Każda położna musi umieć zmierzyć miednice tzw cyrklem, ale po co? Tipsy się mogą połamać? Trzeba ruszyć d.. z krzesła i coś zrobić dodatkowo? Może się coś jednak wyciśnie? Jak będzie niedotlenione albo z porażeniem to wyjdzie później i niech się matka martwi przez resztę życia. Rodziłam z jedną dziewczyną łeb w łeb. Prawie to samo rozwarcie. Mnie wzięli na stół o 6.00, bo ordynator powiedział, że jak przyjdzie rano na zmianę, to dziecko ma być, ona urodziła o 13.00!!! Widzę ją czasem, mieszka na tym samym osiedlu. Spaceruje z dużym wózkiem, dziecko niepełnosprawne, ona cień człowieka. 18 lat minęło a jak mijam ten szpital to mi się włosy na karku podnoszą.

    • Aha nie zmierzyła miednicy? No to brawo dla niej.
      Ja się cieszę, że ludzie przestali bać się skarg. Bo może dzięki temu wiele ludzi zniknie ze swoich stanowisk, które ewidentnie je uwierają.

  3. Swoj porod tez wspominam dobrze, pomimo ze rodzilam 22 godziny, a i tak zakonczyl sie on cesarka bo Pyza zaparla sie wszystkimi konczynami i stwierdzila ze nie chce jeszcze wychodzic 😉 Zaliczylam 4 zmiany: 2 nocne, ranna i popoludniowa. Kazda ze zmian byla mila, przychodzily sie przywitac i przedstawic. Siedzialy ze mna w pokoju, podtrzymywaly na duchu, a jak okazalo sie ze cesarka mnie czeka to dodawaly otuchy i mowily ze wszystko bedzie dobrze i ze za chwilke bede corcie miec przy sobie. Pozniej pomagaly mala przewijac i karmic jak ja bylam przykuta do lozka, a nawet zabieraly ja do siebie zebym mogla choc te 2 lub 3 godziny sie przespac w nocy. Przy mnie tez duzo pomagaly, zmienialy maty, pomagaly wstac i chodzic po cesarce, a nawet pod prysznic ze mna szly, codziennie sprawdzaly rane jak sie goi, czyscily. Takich poloznych wszystkim rodzacym zycze 🙂

  4. Czytając Twoje przeżycia z porodówki, wydaje mi się jakbym o sobie czytała 🙂 pobyt w szpitalu i poród wspominam bardzo dobrze, nikt mi złego słowa nie powiedział, wszyscy traktowali mnie po ludzku. Dostałam salę do porodów rodzinnych z warunkami all inclusive 😛 była wanna, świeczki i muzyka relaksacyjna, gdyby tylko nie ból rozrywający dupę, wenflon w ręce i kroplówka, to można było myśleć że w spa jestem 😀 mój doktorek jak z dyżuru zeszedł to dzwonił do mnie co chwilę czy się już coś dzieje (bo młodemu się na świat nie śpieszyło, i po terminie w szpitalu leżałam), jak mu mówiłam że dalej cisza, to podsyłał do mnie inne lekarki albo położną by mnie zbadała 🙂 następne dziecko tylko i wyłącznie tam. Wszystkie moje znajome które rodziły, wariowały w szpitalach że tragedia i w ogóle, a ja to chyba nienormalna jestem, ale mi się naprawdę podobało, może temu że to był mój pierwszy raz w szpitalu jako pacjent, ale złego słowa nie powiem 🙂 i co najważniejsze, szpital jak najbardziej państwowy 😛

    • No to tak samo jak u nas, z tym, że u nas muzyka, wanna i świeczki były dostępne dla każdego porodu rodzinnego 🙂
      Cieszę się, że są jeszcze kobiety, które również miło wspominają opiekę, a przede wszystkim, że dalej istnieje personel medyczny, który potrafi stworzyć dobrą atmosferę 🙂

  5. Rodziłam też w państwowym szpitalu, leżałam na patologi miesiąc czasu i nie moge złego słowa powiedzieć na położone (no może na jedną bym mogła ale cóż wszędzie musi być ta czarna owca 😀 ) Mój poród trwał niecałe 2 godziny bez bóli silnych skurczy (mam silnejsze skurcze jelit na codzień) więc może też dlatego miło nawet go wspominam hehe, ale podobnie jak Ty miałam położoną która była miła, wspierała mnie, gdyby nie ona nie dałabym rady “wypluć” córeczki 🙂 do lekarza miałbym dużo zastrzeń.. chciał być śmieszny ale jego żarty w tamtych chwilach jakoś mnie nie bawiły.. położone raczej też nie… Ale podsumowując mogę rodzić częsciej hehe 😀 Całą ciąże słyszłama teksty weź załatw sobie cesarkę bo po co się męczyć, a ja się nie męczyłam….. 😀

  6. U mnie pierwszy poród masakra przez cały poród prawie sama bo położne kawkę spijaly dopiero jak przyszła pigula i stwierdzila ze za głośno się wydzieram zobaczyła że małemu tentno zanika wezwała lekarza który wyciągnął małego kleszczami w XXI wieku!!!!. Drugi poród poszedł lepiej oczywiście w innym szpitalu lekarze z jajem położne też po oxydocynie poszło gładko mały wyssany Vacum. Trzeci oczywiście w innym szpitalu (zrobiłam sobie maraton po porodowkach) poród trwał 3 godziny bez niczego a mały miał 4kg ogromne wsparcie personelu. Ja rozumiem każdy może mieć lepszy lub gorszy dzień ale jeżeli ktoś pracuje jak za karę to naprawdę niech zastanowi się nad zmianą pracy bo utrudnia robotę innym i nie ułatwia porodu kobieta zwłaszcza tym które rodzą pierwszy raz.

    • MATKO I CÓRKO, Kleszcze i Vacuum? Tobie order powinni dać !
      No właśnie z tego co słucham to niektóre często pracują za karę. Ja serio rozumiem, że oni też są zmęczeni, że może mają zły dzień no ale niestety – praca lekarza/położnej powinna mieć w umowę również wpisaną empatię.

  7. Wszystko zależy od tego na kogo się trafi, moja położna niby miła niby wszystko dobrze. Ale cały czas się bałam nie uspokoiła, nie wsparła, nie powiedziała że dam radę. Na koniec nie było radości, że mam syna tylko ulga, że wreszcie koniec i już na prawdę było mi obojętnie czy On tam jest czy nie. Byłam tak zestresowana, że nie słyszałam jak płacze mimo tego że się darł.
    A czuję i wiem, że jakby chociaż trochę się mną zajęła to by było lepiej.

    Myślę, że za wszystkie odczucia na porodówce i jak wygląda poród odpowiada położna. Myślę, że to jest super trudna praca. Ale jak już na Izbie ktoś nakrzyczy że się źle oddycha to jak potem może być dobrze

    • Oczywiście, że położna. Ona asystuje i kontroluje cały czas więc jeśli wydrze się na Ciebie raz to już potem człowiek ma dystans. W momencie rodzenia pierwszego dziecka dystans miesza się ze strachem i nieufnością.
      Jak ja wydawałam z siebie ryk (już ten konkretny pod koniec) to do mnie przybiegła i powiedziała: “Ja rozumiem, że Pani musi krzyczeć, ale ja to Pani wytłumaczę tak: wyrzuca Pani energię na krzyk, a skupi się Pani i tą moc przerzuci na parcie to zaraz będzie syn”

      Jeśli ktoś nie potrafi okazać wsparcia wystraszonej pierworódce to chyba nie powinien być położną.

  8. Za pierwszym razem poszłam do szpitala,który był blisko bo nie wyobrażałam sobie jazdy przez pół województwa z małą głową między nogami 😀
    Ale doświadczonej koleżanki podpytałam-ona była zadowolona.
    Nie wspominam wcale źle.Co chciałam to się dowiedziałam-a że przyjechałam jak już mi odeszły wody więc od razu zostałam na porodówce.
    Za drugim razem poszłam w to samo miejsce bo już znałam,znałam lekarzy,wiedziałam czego się po nich spodziewać.Czułam się pewniej na własnych śmieciach.
    Tym razem poleżałam trochę na sali,pogadałam z lekarzami,innymi rodzącymi.
    Bolało i za pierwszym i za drugim razem.No niestety,to boli i cudu nie ma.Chyba że ktoś nie ma w tym miejscu ukrwienia i unerwienia to może w trakcie koronki dziergać.
    Przy pierwszym razem kilka kurw na poprawę nastroju wystarczyło.Przy drugim przekochana położna,pani Anetka powiedziała “jak czujesz,że musisz krzyczeć to krzycz.Niczym się nie przejmuj,krzyk tyko Ci pomoże”A że czułam potrzebę to darłam dzioba.W międzyczasie pogadałyśmy o dzieciach,teściowych i było fajnie.

    Dużo zależy od personelu.Wredna baba niezadowolona z życia i obranej drogi zawodowej zepsuje najpiękniejsze wspomnienia.A pomocny personel z koszmaru zrobi cud.

    I logiczne,że patyczkować się nie będą.Jeśli zaczniesz marudzić,że ciężko,że boli i ktoś zacznie się na Tobą użalać to lepiej nie będzie tylko gorzej.

    • Nikt tam nie prosi o malowanie paznokci czy opowiadanie bajek przy skurczach partych – jedynie dobra atmosfera – ona może zdziałać cuda z psychiką takiej wystraszonej rodzącej 😛

  9. Ja mam podobne skojarzenia z tym czasem – totalna bezproblemowość. I też rodziłam w szpitalu powiatowym, na zadupiu i bez opieki lekarzy i specjalistów, który ma koszmarną sławę. A teraz każdemu powiem, ze bardzo się cieszę, ze mój pierworodny tak się spieszył, że nawet nie próbowałam dojechać do “umówionego” szpitala renomowanego bo mnie wynieśli z niego albo nogami do przodu, albo w kaftanie bezpieczeństwa . A co miałam? Pełna opiekę, pełną troskę, pomoc i opiekę nad dzieckiem. Tak, miałam cesarkę, i to w pełnym znieczuleniu, i dochodziłam do niej ponad dwa dni, ale nikt nie wrzeszczał, nie kazał mi cudów robić by od razu wstać i zajmować się dzieckiem. Położne zajmowały się młodym, karmiły przez kilka dni i uspokajały, ze w końcu pokarm się pojawi jak siedziałam nad młodym i wyłam, bo nie mam jak go nakarmić. Nikt nie krzyczał, a jeszcze uspokajał, rozmawiał, pokazywał co i jak. Na wychodne dostałam jeszcze listę telefonów, by można było dzwonić z domu jak będę miała jakiś problem….Można? – można. W drugiej ciąży nawet nie chciałam myśleć by szukać czegoś innego poza tym co mam i wiem, że jest super…
    A na marginesie… naprawdę się zastanawiałam wiele razy skąd biorą się te wszystkie hardcorowe opowieści…. Ok, każdy może mieć zły dzień jeśli idzie o pielęgniarki, położne, lekarzy. Mogą być przepracowani, nawet wypaleni zawodowo….ale czy kobiety jadące do porodu zawsze są w porządku? Tu czasami mam różne wrażenia, jak słucham jaka księżniczka pojechała i nie została odpowiednio potraktowana – jak księżniczka… że tez za nią jeszcze nikt nie urodził….nie, nie bronię ani nie oskarżam nikogo, bo każda kobieta do porodu jadąca to bardzo indywidualna historia – ale moim zdaniem każdy powinien zachowywać się jak człowiek szczególnie w relacjach z drugim człowiekiem, bez względu po której stronie pępowiny się znajduje.

    • Ale Barbara Ty masz sto procent racji. Moja znajoma na porodówkę spakowała połowę kosmetyków i koszulę do porodu, która musiała być PRZED kolano bo ona “nie będzie jak wieśniak tam chodzić po szpitalu” i choć próbowałam wytłumaczyć, że tam nie jest wybieg mody – zrobi po swojemu.
      Ci ludzie prócz pomocy, pewnie nie jedną wkurwiającą już mieli i wtedy na pewno siadały im nerwy.
      Mi już jak wychodziliśmy do domu, położna zadała jedno pytanie: “W czym będzie wychodzić dziecko?” po mojej odpowiedzi, że w grubych śpiochach i kombinezonie luźnym, usłyszałam: “No dzięki Bogu bo jak widzę te matki co tu przywożą jeansy i sweterki to mnie szlag trafia. Jeansy dla trzydniowego dziecka”

      • Ja do szpitala prze każdym porodzie przewiene i obszerne koszule nocne gajciochy szczotka żel pod prysznic i wszystko. Wlochaty jak nas odbierał to dostał wytyczne co zabrać a ze każdy rodzil się w okresie letnim to za dużo nie trzeba było się produkować. Dziecku ma być wygodniej na wybieg nie idzie. Takie jest moje zdanie. jeszcze co mnie wkurza to parcie w niektorych szpitalach na karmienie piersia. W jednym szpitalu bylam wyrodna matka ze modyfikowane daje bo mialam problemy. A z kolei w innym mleko stało na tacy przy dyzurce i kto chciał dokarmic dziecko po prostu brał.

        • U mnie też mleko stało i kto chciał to brał, stwierdzili, że wolny wybór.
          A na ścianach w salach były zakazy używania smoczków. Młody miał smoczka i nikt ani słowa nie mówił

    • Mnie się wydaję ,że ogromna część tych koszmarnych opowieści bierze się stąd,że idzie taka młoda rodzić,w głowie ma same harlekiny,naoglądała się bajek jak to dzieć grzecznie,sprawnie i szybko sam wychodzi już taki jak te z reklamy.No ale niestety my to nie kangury i nasze dzieci w chwili porodu są “trochę” większe od grochu.

  10. Ja też wybrałam szpital że względu na opinie – 4 koleżanki przede mną tam rodziły i każda chwaliła. Ja też nie narzekałam. Dwa dni spędziłam na patologii gdzie była zmiana “z powołania” i bez 😉 A sama położna przy porodzie też anioł, choć przez większą część czasu nikt nie zaglądał bo widocznie nie było powodu 🙂 Poród nie musi być trauma, ale położne i rodząca muszą być dla siebie dobre 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *