Matka Torpeda
Matka Torpeda

Proszę nie dokarmiać obcych facetów.

Nie jestem kobietą zazdrosną. Nie sprawdzam na Google mapy ile powinien zająć Igrekowi powrót z pracy, nie sprawdzam telefonu i nie obszukuję kieszeni. Wychodzę z założenia, że jeśli facet ma zdradzić to zdradzi. Nie ma sensu sprawdzanie kogoś na siłę, zdrada jest w głowie. Nie wypędzisz tego na siłę.

Igrek pracuje w bardziej męskiej niż damskiej firmie. Nie, że drwale z brodami czy burnejki ze stejkami – nie, nie. Po prostu pracują tam sami faceci, a jedyna kobieta, która się tam krząta to sprzątaczka. Nota bene ich sprzątaczka: pani Krysia, kobieta po pięćdziesiątce kiedyś weszła jednemu z pracowników pod prysznic – przypadkiem oczywiście.

Pracownik robił nadgodziny, firma była pusta więc postanowił się wyprysznicować.
Pani Krysia, boroczka niczego nie świadoma, odsłoniła kotarę w celu dezynfekcji kabiny, a tam namydlony, golusieńki pracownik. Na jego szok, odrzekła uroczo, że nie jedno już w życiu widziała więc ona sobie kibel dosprząta, a on spokojnie niech się prysznicuje dalej.

I tak do tej pory słyszałam jedynie o sprzątaczce. Nawet gdyby weszła Igrekowi pod prysznic to raczej bym zaczęła się śmiać z sytuacji, a nie przestała do niego odzywać i karmiła jarzynową przez najbliższy miesiąc.

Mówiłem Ci przecież o Magdzie…

Zaczęło się niewinnie. Między słowami i gestami. W trakcie zwykłej, codziennej rozmowy:

– Nawet Magda się wkurzyła choć ona jest raczej spokojną dziewczyną – mówi, przegryzając makaron z kurczakiem

Odłożyłam widelec, ledwo przełknęłam kawałek kurczaka i spokojnie zapytałam:

– Kim jest Magda? – pytam, mrugając sto razy
– Mówiłem Ci przecież o Magdzie. Młoda siksa taka, siedzi za biurkiem, siostrzenica prezesa – odpowiada.

Koduję: Młoda siksa, biurko, młoda siksa, młoda siksa, młoda siksa….

Milczę. Daję sobie głowę uciąć, że nigdy do tej pory o żadnej Magdzie nie słyszałam.

– … no i jak wyszliśmy dziś wszyscy na fajkę to Ania mówi, że ten koleś z którym się ostatnio… – dokańcza wątek
– kim jest Ania? – pytam
– Ania to ta co siedzi w kadrach – widząc moją minę, szybko dodaje – taka babeczka okrąglutka, po trzydziestce, brzydka.

Zasada jest jedna: jeśli facet mówi, że jakaś kobieta jest okrągła i brzydka – to znaczy, że ma dwadzieścia kilka lat, nogi do nieba, cycki jak trzeba.

Oczywiście, że nie byłam zazdrosna. No błagam, przecież nie mogę rozliczać go z każdej kobiety, która z nim pracuje. A skąd, ja? No gdzie.
Co raz częściej w jego opowieściach z pracy, przebłąkiwała się jakaś Ania, Asia, Srasia i inne Grażyny. Bo papierosek razem, bo dyskusja o dzieciach, jedzeniu i dupie Marynie.

– Słuchaj, Ania mi ostatnio mówiła, że jak dziecku ząbki wychodzą to dobre jest… – zaczyna
– A mnie gówno obchodzi co ma do powiedzenia jakaś Ania, robotą niech się zajmie, a nie doradzaniem
– Jesteś zazdrosna?

Ja zazdrosna, rozumiecie? On się mnie pyta czy ja jestem zazdrosna! Co to w ogóle za pytanie idiotyczne. Mam swoją godność, nie będę się gotowała o każdą jego koleżankę z pracy. Więc z całym spokojem jaki umiałam z siebie wydobyć odpowiedziałam, że nie. No bo bez przesady.

www.matkatorpeda.pl
Od rana kombinowałam jakiś super obiad. Nie, że schabowe na szybko czy tam jakieś fryty z KUROM. Nie, nie. Kombinowałam coś takiego, że będziemy to wspominać z cieknącą ślinką przez następne miesiące.
Przyłożyłam się, starałam, kombinowałam. Z wiszącym przy prawej nodze dzieckiem, odwaliłam obiad stulecia.

I wtedy TO się stało.

Przyszedł. Przez drzwi wejściowe przeszedł. Ja – dumna z mojego kulinarnego arcydzieła, zaprosiłam do kuchni.

– Zobacz jakie cudo zrobiłam – pokazuję naczynie żaroodporne
– No fajnie, ale… – drapie się po głowie
– Ale? – pytam
– Kasia upiekła wczoraj ciasto gruszkowe i dzisiaj przyniosła do pracy. Takie pyszne jej wyszło, że zjadłem pół blachy. Jestem pełny.

On się chyba nawet nie spodziewał, że to był jego gwóźdź do trumny. Ja wszystko rozumiem: papieroski, dyskusje w pracy, śmiechy chichy, ale żarcie ciasta od jakiejś Kasi to jest ewidentne przegięcie pały.
Oczywiście jako kobieta XXI-wieku, przytaknęłam, powiedziałam, że rozumiem.

Właśnie dlatego, że rozumiem i nie czuję zazdrości W OGÓLE, następnego dnia na obiad dostał to:

www.matkatorpeda.pl

Wtedy to on zrozumiał.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

21 Responses

  1. Genialne. Do zanotowania. Co prawda mam dziwne podejrzenie, że mój by sam robił obiad przez tydzień, w dodatku lepszy od mojego – ale zawsze to jakaś wartość dodana, dobry obiad znaczy…. 😉 Zdecydowanie do wypróbowania pomysł, może opatentuj, czy jak?

      • Owszem. Ale oprócz tego robi doktorat, jeździ na ściankę, chodzi na angielski… jest jeden wieczór w tygodniu w domu o normalnej porze, a wtedy też nie gotuje, bo zajęcie się Żabką jest takie absorbujące… I jeszcze słyszę, że on by wolał rybę ze szparagami zamiast wołowiny w pomidorach… Gotujący faceci są przeceniani, to się nie kalkuluje 😉

  2. Ja i mój mąż nie jesteśmy zazdrośnikami. Wychodzę z założenia że im mniej się czepiam tym więcej wiem, bo sam mi opowiada o swoich koleżankach z pracy dzięki temu – i nie, nie słyszę tylko że są grube i brzydkie 😉 Poza tym, nigdy mi żadnego powodu do zazdrości nie dał, choć pracuje w dużej firmie produkcyjnej, gdzie większość to kobiety.

    Ja natomiast pracuje w firmie gdzie większość to mężczyźni- jeśli chodzi o mego męża on z tym problemu też nie ma, choć wie jaki teksty tu na co dzień słyszę.
    Jednak od moich kolegów z pracy wiem jak postrzegają mnie ich żony… Jestem jedną z młodszych tu osób, z “2” na przodzie jeszcze i wiem że przez ich kobiety, delikatnie mówiąc nie jestem lubiana. Także ja zawsze ich bronie kiedy ich mężowie na nie narzekają, nie pozwalam o nich brzydko mówić, a i tak boję się że kiedyś dostane w zęby na ulicy i nawet nie będę wiedziała od kogo i za co 😛

    • Kobiet nie przewidzisz nigdy 😉
      A tak zupełnie serio gdyby człowiek był zazdrosny o każdą koleżankę czy kolegę z pracy to można by zwariować albo się udusić w związku 🙂

  3. W nawiązaniu do wcześniejszego Twojego posta-genialnie skierowane. I dobrze,ze sam zrozumiał- widać że inteligencję ma 🙂.
    Mój mąż to ma przechlapane,bo pracujemy w jednej firmie. Nie że biurko w biurko,bo widzimy się hucznie powiedzieć by-sporadycznie, ale… I dlatego wszyscy inni męskiego pokroju żałują go straszecznie. Powiedziałam,ze jak będą szukali prezesa do Klubu Pokrzywdzonych przez Żony – sama będę popierać jego kandydaturę… Ale mój mąż w porzeciwienstwie do mnie ma milion trzysta pięćdziesiąt tysięcy znajomych w tym jakieś 73.4% to kobiety. Do tego sporo wyjazdów poza praca. Ale nigdy jeszcze nie przeszło mi przez myśl by sprawdzi go, jego telefon czy znajomych. A czy jestem zazdrosna? Chyba tak naprawdę jeszcze nie dał mi powodów ku temu. A jak coś mi się nie podoba to na bieżąco robię zamęt- a co,w końcu jestem kobietą😀

  4. Jak mnie wkurwiają takie Grażyny co to przynoszą ciasto do pracy.Się pytam po co?A Igrek miał zjeść ten obiad,choćby się miał porzygać 😀 Ale co tam,ma rasową kobietę w domu,która załatwiła go na cacy 😀 Brawo Ty!

  5. Wspomniałam już ,że cię uwielbiam? 😀 😀
    U mojego to chłopy robią.Baby jakieś takie nie pierwszej młodości też ale w biurze,a tam jak na kopalni-biuro ma swoje życie,kadra swoje a reszta swoje.I ta reszta się systematycznie sama dokarmia zmuszając swe żony do pieczenia ciast,które potem nóg dostają i za panami zapierniczają w miejsce im bliskie czyli pracowniczą stołówkę 😀
    Zazdrość.
    Wydaje mi się że zazdrosna nie jestem.Nie szpieguję,nie łażę za nim,nie sprawdzam kolegów,poczty,listu nie otworzę nawet jak mi powie że mogę.Telefonu nie sprawdzam-ale to raczej z powodu teściowej,wolę nie wiedzieć kiedy mamusia dzwoni.
    Ale jakbym miała na wyposażeniu miast sierściucha jakiegoś krwawego rottweilera,rzucającego się do gardła każdej co by mi do gustu nie przypadała…….Nie powiem “nie” 😀 Zresztą przydałby się jeszcze do kilku innych spraw 😡 .

  6. Padlam a cycki mnie przygniotly. Oj jak jestem okrutna zazdrością ale u mojego pracuje jedynie Pani Mariola która osobiście znam fakt ma córkę ale większą niż ja. Też jestem zdania ze jak ma zdradzić to zdradzi ale mój by miał kastracje przezemnie jego matkę i siostrę. Co do końcowego zdjęcia jak się poklucimy to przez tydzień jedzie na słoikach a na końcu kochanie zrobisz mi szare kluseczki. Typowy facet

  7. Ja słyszałam, że do mężczyzn trzeba mówić prostym językiem, ale przekaz płynący z jajka i kilku makaroników to już hardcore 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *