Matka Torpeda
Matka Torpeda

W gronie niektórych matek, jestem osobą, którą straszy się niegrzeczne dzieci. Coś na wzór baby jagi z bajek.
Wiecie: “jak będziesz niegrzeczny to pójdziesz na weekend do Cioci Torpedy” i dziecko wtedy zrozpaczone błaga matkę, żeby tego nie robiła.
Pospiesznie biegnę Wam wytłumaczyć dlaczegóż. A no “poniewóż” jestem osobą, która stosuje rocznemu dziecku zakazy.

Nadużywam słów “nie wolno” i “nie”.
Większość matek, wywraca oczami i współczuje mojemu dziecku, które z pewnością całe życie spędza zamknięte w łóżeczku i ma jedną zabawkę.

Jako, że sama jestem matką, każdy oczekuje ode mnie kredytu zaufania wobec wszystkich dzieci na ziemi.
Powinnam z błogim uśmiechem i miną zrozumienia, pozwalać każdemu dziecku na wszystko. Kumacie: syn Gabryśki, tłucze mi młotkiem w telewizor, a ja podchodzę i robię mu “puci puci, jasne uderz mocniej, ciocia zaraz wytasuje dwa kółka na nowy”.

Tak, jestem matką, ale mimo zaślepienia miłością do dziecka, pozostało mi trochę zdrowego rozsądku. Trochę bo trochę, ale zawsze lepsze coś nic nic.
Najbardziej wkurwiający tekst, którym jestem obdarowywana za każdym razem, to: “On ma dopiero rok! Przecież on nie rozumie!”
Jeśli ktoś uważa, że roczne dziecko “nie kuma” to po pierwsze jest w cholernym błędzie, a po drugie: chyba nie obserwuje zachowania swojego dziecka, a dla mnie jest to jasna sytuacja, że nie ma sensu kontynuować rozmowy.

Kilka lat wstecz, siedząc na wykładzie słuchałam babeczki, która uczyła nas jak ratować dzieci i z czego wynikają niektóre zachowania wśród najmłodszych. Ano wynikają z  wychowania.
Nie wpieprzam się między wódkę, a zakąskę i szczerze mówiąc, to jak ktoś wychowuje swoje dziecko – obchodzi mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg… dopóki nie przychodzisz z tym dzieckiem w moje progi.

U Ciebie w domu, Twoje dziecko może rozwalać telewizory i za hobby obrać sobie dewastowanie mieszkania. Może rzucać jedzeniem i bić Twojego psa, ale w gościach nie każdy sobie tego życzy. W dodatku, moja droga to TY jesteś od pilnowania swojego dziecka.

ZŁA MADKA, ZŁA CIODKA.

Sytuacja niedaleka, tak niedaleka, że na samo wspomnienie podnosi mi się poziom kortyzolu.
Siedzimy w większym gronie, na stole milion sałatek z majonezem i tona śledzi. Dookoła biegają dzieci, a akcja toczy się w mieszkaniu bohatera czyli u mnie.

– Mogłabyś go zabrać ? W tej szafce mam dokumenty i laptopa, a raczej to nie jest miejsce do zabawy – tonem spokojnym, zwracam uwagę Matce.

– Chodź kochanie, zła ciocia, nie pozwoli Ci się pobawić.

Noszkurwamać, bawi się laptopem i dokumentami, a ja jestem złą ciocią?
Kulturalnie zwracam uwagę, a ktoś rzuca fochem i robi ze mnie złą czarownicę z bajek Andersena.
Z wysoko podniesioną dupą, za przeproszeniem, unosi się honorem i do końca imprezy nie wypowiada ani słowa.
Serio? Bo nie uśmiecha mi się żeby dwulatek bawił się moim komputerem? Bo nie uśmiecha mi się potem wysłuchiwać “ojej sorry” i szukać serwisu, który naprawia laptopy?  I choć może wydawać się to komuś dziwne, komputery nie spadają z nieba. Trzeba za nie płacić, dużo płacić, a przede wszystkim na nie zarobić.

I gówno mnie obchodzi, że takie rzeczy powinnam usuwać z mieszkania kiedy mam gości. Szafka jest niedostępna i zamknięta, a jeśli przychodzisz z dzieckiem, to na litość boską PILNUJ JE, a nie oczekuj ode mnie, że będę robiła przemeblowanie ze względu na godzinną wizytę Twojego dziecka.

I możecie pobiec na mnie z widłami, ale takie matki zachowują się jak święte krowy.
Siedzi mateczka: noga na nogę, filiżanka kawy w ręce, a dziecko dawaj napieprza kubkiem po telewizorze.
Mamusia “hihi, haha, oj jak się bawi moje słoneczko”.
Żadnego “nie wolno”, żadnego “zniszczysz cioci”. Nie, nie – ciocia jest zła i brzydka bo nie da się pobawić telewizorem, który kosztuje wypłatę przeciętnego Kowalskiego.
Przecież każdy przeciętny Kowalski sra takim hajsem, że może sobie kupić dziesięć takich telewizorów w jeden miesiąc, a fakt, że nie pozwoli bawić się dziecku jest po prostu przejawem złośliwości wobec dwulatka, no logiczne.

Nie oczekuję, że dzieci mają siedzieć w miejscu i się nie ruszać. Wiadomo: dziecko to dziecko.
Dzieci mają to do siebie, że wszędzie muszą zajrzeć i najchętniej wszystko by “zbadały”, ale od czego są rodzice? Mi się wydawało, że od reagowania, pilnowania i spoglądania na latorośl, a nie od siedzenia jak pierdzące primadonny i rzucania na odchodnym w drzwiach “sorry za zniszczony telewizor, pewnie stać Was na nowy”

W Twoim domu…

… Twoje zasady i Twoje prawa, ale jeśli wychowujesz dziecko w myśl zasady: “Róbta co chceta” – to wiedz, że nie każdy życzy sobie tego u siebie w mieszkaniu. Każda z nas będzie zbierać owoce wychowania za kilka lat. Ja wiem, że te małe istoty to miłości naszego życia. Ja wiem, że ciężko jest odmawiać kiedy te małe oczy na Ciebie patrzą. Wiem też, że ciężko słucha się płaczu dziecka, kiedy czegoś się zabrania, ale…
Może czasem warto ?

Nie jestem guru pedagogiki, nie jestem najmądrzejszą matką świata, ale w dzisiejszych czasach zwrócić uwagę Matce – to tak jakbyś popełnił największe świństwo. Nikt nie jest chodzącym ideałem w kwestii wychowania dzieci, ale na litość Boską miejmy trochę samokrytycyzmu. To nie boli.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

34 Responses

  1. Całe życie powtarzałam, że moje dziecko będzie miało przej…, tzn. nie będzie miało ze mną lekko 🙂
    Kiedyś syn znajomych robiąc mojemu psu “głasiu głasiu” kiedy jego rodzice siedzieli na kanapie 5 m od psa i syna, wsadził palec psu prosto w oko. Nie żeby przez przypadek, stałam obok, widziałam ten wzrok… Tak ja stałam obok, a potem chodziłam za młodym i kurwa broniłam psa… bo dla rodziców to taka norma, a pies sobie poradzi i ucieknie. No chyba nie tak to powinno działać. Potem skąd się biorą pogryzione przez psy dzieci.
    Inni znajomi tak wychowali cudownie swojego niespełna dwulatka, że z psem się bawi, ale ni wsadza mu palca do oka, nie depcz, nie ciągnie… Pies od niego nie ucieka, tylko przynosi mu piłkę… Aha, czyli można!
    Co do reszty zgadzam się w pełni. 🙂

    • Widziałam kiedyś sytuację jak rodzice nie reagowali kiedy dziecko drażniło psa. Pies się wkurwił, warknął i rodzice oburzeni. Gdzie tu logika? Pies też ma swoją cierpliwość!

  2. Podpisuje sie pod twoim postem wszystkimi konczynami! 🙂 Niech mi nikt nie mowi, ze roczniak nic nie rozumie bo ukatrupie na miejscu. Nawet siedmio- czy osmiomiesieczne dziecko duzo rozumie, widze to po swojej corce. Jak mowie ‘nie wolno’ to ta sie na mnie patrzy i testuje, mowie do niej po raz drugi zeby tego nie dotykala to zaczyna sie usmiechac szydersko i dalej wyciaga swa lapke po dana rzecz (ktorej oczywiscie nie moze ruszyc), po raz trzeci juz podniesionym glosem mowie ‘nie wolno’ to dopiero sie odwraza i na czterech zasuwa po swoje zabawki. Trzeba dziecko od malego edukowac co mozna, a czego nie i jak ma sie zachowywac. Z malym dzieckiem jest jak w kabarecie, ciagla mantra: ‘zostaw, przestan, nie idz, chodz tu’ i tak w kolko 😉 Moj dom, moje zasady, a jak sie komus nie podoba to przeciez ja wcale nie zmuszam do odwiedzin 😉

  3. Dziecko musi znać granice.Inaczej rosną takie cipciaki i inne chujki,którym wszystko wolno i wszystko się należy.Stanowczość i konsekwencja to tak naprawdę klucz do szczęśliwego dzieciństwa.I nie mam na myśli ciągłych zakazów ale o rozmowy z dzieckiem.Tak,nawet z tym rocznym.Wurwia mnie jak matka/ojciec odpowiada dziecku – nie bo nie albo bo ja tak chce,ja tu rządzę.
    A jeszcze bardziej mnie wkurwia jak ktoś podważa mój autorytet w oczach mojego dziecka.Skoro tłumaczę córce że jak jesteśmy w gościach to nie może baraszkować po wszystkich pokojach i grzebać w szafkach.Ale ciocia pozwoliła…No to Młoda wygrzebała dildo i rozbawiona woła – ciocia taka duża i bawi się gumowym siusiakiem!!! Jebłam 😀 Ciocia spalona ze wstydu 😀 Dobiłam ją tekstem,że skoro podważa moje zdanie to niech przynajmniej zamyka sypialnię na klucz.
    Jeśli gościmy małe dzieci które pozwalają sobie za dużo pytam rodziców czy zwrócą dziecku uwagę czy ja mam to zrobić.Jakoś wolą sami,tylko czemu najpierw im trzeba zwrócić uwagę?Dożyliśmy dziwnych czasów,gdzie poziom własnego ego przerasta zdrowy rozsądek…Smutne to.

  4. Przerażające. Nie zetknęłam się z takimi, ale może mało dzieciatych do mnie przychodziło. W rodzinie takich akcji też nie widziałam. Do odnotowania: na imprezy samej, ewentualnie z mężem, dziecię podrzucić jakiejś cioci. Też źle, bo się nie nauczy. Najbliższe kilka lat z piekła rodem? o, cudzie macierzyństwa!

  5. Ok, mam świadomość, ze mogę się teraz mocno narazić, ale…Widząc wpisy – widzę, ze temat u sporej części nie dość że rzeka to jeszcze bardzo rwąca i burzliwa… I tak czytam, i czytam i naprawdę cieszę się, że nie jestem jedyną matka, która pamięta jak ją wychowywano i to w żadnym stopniu bezstresowo. Że jeszcze jakaś część społeczeństwa wychowa dzieci podobnie do mojego (taki mam zamiar i oczywiście nadzieję). Że słysząc “nie lubię cię” od swojego pięciolatka, który zamiast oglądać kolejną bajkę w tv ma posprzątać pokój po zabawie i swoje skarpetki do prania, nie jestem wyjątkiem, który stara się coś wpoić młodemu. Że jeszcze logika i zdrowe myślenie i podejście do dzieci pozostało wśród szerzącego się morza skrajnej głupoty i krótkowzroczności rodziców tych wszystkich księżniczek i książątek co otaczają zewsząd…. Czasem boję się tylko, że moje dziecko będzie miało nieprzyjemności i to spore w zderzeniu z masą tych “bezstresowych”, ale i na to będę starała się z mężem jakoś poradzić – oczywiście u swoich nie u cudzych pociech. I tak na koniec, mam nadzieję, że uda nam się wytrwać w swoich przekonaniach i pokonać szarą masę głupoty, znieczulicy, egoistwa… i hajsu.
    Pozdrawiam

    • Zostałam tak wychowana w domu, że znałam granice. Wiedziałam, że jeśli zrobię coś złego będę ponosiła tego konsekwencje. To samo chciałabym wpoić mojemu dziecku 🙂
      Ja rozumiem, że dzieciom trzeba tłumaczyć co zrobiło źle – jasne, zgadzam się z tym w 100%, ale uważam, że najważniejsza jest stanowczość rodziców.
      Poszła moda na modelowe matki i ojców co to nie dają kar, nie zabraniają i w kółko powtarzają te same teksty. Ja tego nie kupuję.

  6. Ja jestem młodą matką. Mam 5 tygodniową córeczkę i też jestem tego zdania co ty. Mam też siostrzeńców: 4 i 6 lat. Też im nieraz zabraniałam i dalej zabraniam chociaż już nie tak częśto – bo są kumaci. Np. wieczorem nie zasypiają przy tv. Kładę ich do łózka i czytam bajkę. Poświęcam im czas. Jak to łatwo puścić ninjago i sam zaśnie. To pójście na łatwiznę.
    Btw, Zgadzam sę z Tobą w 100%. Chodzi o to by wytłumaczyć a nie tylko powiedzieć nie można albo nie wolno. Ja np. nie pozwalam im trzymać kubków z wodą przy laptopie. Dzieciak to dzieciak, niechcący wyleje – ile razy już tak było przy obiedzie 🙂 A laptop nie jest za 20 zł tylko za 2 tysiaki.
    pozdrawiam i cieszę się że coraz więcej matek nie wychowuje bezstresowo tylko normalnie – tak jak nas kiedyś. 🙂

    • Wiesz, ja rozumiem, że dzieci to dzieci i nie robią nikomu na złość ani specjalnie, ale uważam, że rodzice są od naprowadzania.
      Jakieś zasady muszą być w domu. Dziecko moim zdaniem powinno znać granice 😉

      • Oczywiście. Ja znam takich 26latków co granic nie znali i co “pierdną” to im matka kupuje: a to rowerek a to samochód. Pracują, skończyli studia i teraz nawet szacunku nie mają do matki tylko cały czas pretensje i roszczenia że mało i że ciężko mieli bo studiowali a wszystko mamusia pod nos podkładała: obiadek, żadnych obowiązków, żadnego pomagania ani nawet sprzątania bo biedactwo musi się uczyć ;]

  7. Ja to chyba jestem jeszcze gorsza niż Ty.
    Zakazy,nakazy,obowiązki,kary to normalna rzecz.
    Roczniak nie rozumie???????????????? Właśnie z takich “nierozumiejących” wyrastają potem Ci,którym wszytko wolno,wszystko się należy bo jak nie to wpierdol.
    Ja mam takich bezstresowych w rodzinie.
    Kiedyś tam wizyta u mnie.Dzieciak poszedł myć ręce do łazienki.Nie ma go,i nie ma,i nie ma.Pomyślałam że ani chybi wciągnął go wir i popłynął rurami ku Bałtyku (Bałtykowi może).Idę JA sprawdzić bo mamusia ani myśli dupy ruszyć.Dzieciak niestety jest,za to wypaćkał mi calusieńką butelkę żelu pod prysznic,takiej “odrobiny luksusu” co mi serce stawało z 10 razy jak płaciłam.Na moje grzeczne,że nie rusza się bez pozwolenia i usłyszałam od mamusi,”to tylko żel”-jakoś do dziś nie była chętna mi go odkupić.Jak jej pokazałam rachunek to usłyszałam,że moja wina bo po co kupiłam takie drogie.
    Foch jest do dziś.
    Na uroczystościach rodzinnych-dzieci tej samej mamusi-włażą do szaf,bawią się szkłem( znaczy wiesz,te rodowe “kryształy”stojące na ważnym miejscu),grzebią wszędzie,otwierają bombonierki,wyjadają cukierki,włażą pod stół na którym stoi wszystko plus gorące napoje,ciągną obrus,wtrącają się do rozmowy.I nie reaguje NIKT,ani mamusia,ani tatuś ani babunia ani dziadzio.
    Nie chwalę się-ale moje dzieci takiego zachowania nie znają.Nie mają zakazu zabawy,jednak biorą jedną zabawkę ( to młodsza) i siedzi obok mnie,sama z siebie.Starszy gra na telefonie i też jakby go nie było.Przynajmniej wiem,że np urodziny nie skończą się na oparzeniówce.

    Uważam,że rodzicielstwo to nie tylko pozwalanie i głaskanie po główce i piszczenie “jakieś Ty cudowne,wspaniałe,genialne i zajebiste”.To właśnie najczęściej zakazy,kary,granice.
    Taka sytuacja sprzed kilku lat,której niestety byłam świadkiem.Koleżanka i jej wtedy 10-letnia córka “wszystko mi wolno”.Jakaś awantura o bałagan,nakaz posprzątania.Młoda pyskuje matce,ta ma już ciśnienie.I na kolejne”jak nie posprzątasz to…..jakaś tam kara”Młoda strzeliła matkę w twarz-“nie będziesz mi rozkazywać”.Byłam w takim szoku jakbym to ja dostała. Od koleżanki nie było reakcji. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji u mnie w domu.

    • I właśnie podobnie jak u Ciebie z tym żelem to miałam kiedyś sytuację (byłam świadkiem, to nie działo się u mnie w domu) jak sześciolatek w gościach bierze jabłko, nadgryza, rzuca na podłogę. Powtarza sytuację z kolejnym jabłkiem i kolejnym. Częstuje się kanapką ze stołu, nadgryza i wyrzuca. Urządza arię operową, że chce kabanosy po czym rozrzuca je po podłodze.
      Znajoma (organizator imprezy), mówi do Matki: “Jeśli on jest głodny to może po prostu powiedz mi co on lubi, a ja wtedy mu to zrobię? Bo zobacz ile on jedzenia marnuje”. Oczywiście usłyszała, że żałuje jej dziecku jedzenia.

  8. Najgłupszy tekst świata: “przecież on/ona jest jeszcze mały”. To ile dziecko musi mieć lat, żeby wiedziało czego mu nie wolno? 5? 10? 15? Mam tłumaczyć 10 latkowi, że jak mu nie posmakowało, to w gościach nie wypluwa się z gęby na stół? (byłam świadkiem takiej sytuacji, masakra, chyba w domu zawsze wypluwał, bo zrobił to całkiem bez zahamowań). Jak tylko dziecko zaczyna kumać, trzeba je uczyć co może robić a czego nie. Niech sobie ryczy, jego prawo. Jak wiem, że rozumie a robi coś, co zagraża np jego bezpieczeństwu (kontakty, piekarnik, żelazko czy wbieganie nagle na ulicę) to uważam, że 3 szybkie w dupsko lepiej i szybciej zrozumie niż ględzenie godzinami “kochanie tak nie wolno robić”. Często słyszałam “oj daj jej spokój, to jeszcze dziecko”. Nic z tego, zasady ma znać od małego. Przynajmniej się nie musiałam wstydzić w autobusie, przychodni, sklepie, że moje dziecko zachowuje się jak małpa. A jak ktoś zamiast wychowywać dziecko, hoduje sobie szympansa, to niech go trzyma w domu a nie chodzi z nim w miejsca publiczne albo w gości. Efekty? Młoda już kilka razy mi powiedziała, że usłyszała, że mama ja dobrze wychowała. Normalnie serce rośnie 🙂
    (oczywiście w domu, jak to dziecko czasem mnie doprowadza do szewskiej pasji i chcę ją zamordować). Ale przepuszcza babcie w kolejce w biedronce, targa babciom z ryneczku “wózki zakupowo/bojowe przez kładkę nad ulicą, weźmie od sąsiadki śmieci jak schodzi albo wniesie zakupy i postawi na wycieraczce, zanim sąsiadka się wdrapie na 4 piętro. Aktualnie jesteśmy na etapie pt. “wchodzimy w dorosłość, bo zaczął się rok 18-stek). Godziny omawiania reakcji na alkohol, używki, zagrożenia związane z nagrywaniem i upublicznianiem zachowania uczestników z imprez. (kiedyś się można było wyprzeć, teraz są dowody, bo komórki od rąk się nie odklejają). Na czas 18-ski wyemigrowałam z kotem do babci, bałam się wrócić. Meble z powrotem poprzestawiali (to nic, że o 5 rano), cały blat w kuchni zastawiony umytymi naczyniami, śmieci wynieśli, żeby nie było dowodów :). Można? Można, tylko trzeba rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać i nie unikać ciężkich tematów. Trochę się rozpisałam, ale temat bezstresowego wychowania doprowadza mnie do szewskiej pasji 🙂

    • Mnie też. Wszędzie królują mądrości rodem z poradników i książek: Nie dawaj dziecku kar, nie krzycz, nie zabraniaj, nie używaj słów “nie wolno”.
      Jak słyszę, że mój syn jest za mały żeby zrozumieć słowo “nie wolno” to mnie krew zalewa. I właśnie zawsze zadaję pytanie: “Rozumiem, że mam go zacząć uczyć jak będzie miał 10 lat?”
      Litości, widzę po jego zachowaniu i reakcjach, że doskonale wie czego mu zabraniam i czego mu nie wolno. Oczywiście, że nie jest geniuszem pokolenia i większości przypadków próbuje naciągnąć granice, ale póki co ja mam więcej do powiedzenia.

    • Jak to miło usłyszeć od obcych,że ma się grzeczne dziecko 😀
      Mój już ma tyle lat,że sam może iść po chleb czy ziemniaki.Była sytuacja,że miał kupić dwie rzeczy.Wszystko pomylił.Ale ja,jako wredna matka nie pogłaskałam po główce i nie powiedziałam “ok,nic się nie stało”.Kazałam mu zabrać zakupy,paragony i iść odkręcić co zrobił źle.Poszedł,załatwił.Czegoś go to nauczyło.
      Też jakiś czas temu miałam ochotę żywcem zakopać w mrowisku.Przeszło mi jak weszłam do apteki i usłyszałam “Ale ma pani rezolutnego syna.I jaki grzeczny.”Mało nie dostałam skrzydeł.Czyli wyszło na to,że moje zakazy,nakazy,czasem krzyk przyniósł pożądany efekt.

      Nie rozumiem czegoś takiego jak “bezstresowe wychowanie”.
      To nie jest wychowywanie,to jest samopas.To nawet zwierzęta się pilnuje,żeby nie żarły byle czego a dziecku daje się nieograniczoną “wolność”?
      Poza tym życie choćby nie wiem jak się starać nie jest bezstresowe,milutkie i jak z bajki Disneja.A od nas zależy czy nasze dziecko w dorosłym czy nastoletnim życiu będzie umiało sobie dać radę,będzie radziło sobie ze stresem,zakazami,czy po prostu będzie umiało współżyć z innymi ludźmi,pracownikami.Czy też przy najmniejszej przeszkodzie się podda i palnie w łeb.

      • Dokładnie tak!
        Bezstresowe wychowanie podobno polega na rozmowie i tłumaczeniu kiedy dziecko robi coś źle. Gdybym miała dziecku tłumaczyć dlaczego nie wolno dotykać piekarnika – olałby mnie sikiem prostym. Kiedy mówię stanowcze “nie wolno” wie, że nie może dotknąć.
        Tłumaczenie powinno się zostawić na starszy okres dziecka.

  9. Boli!!!!- bo chyba sobie nie zdajesz sprawy Ty o “podła MADKO” jak boli czyjeś ego jak napotyka opór wobec nieakceptacji swej “powalającej mądrości i wspaniałosci! A jeszcze bardziej boli,jak trzeba by było się do owej przyznać!!! – to pierwsze co mi się nasunęło.
    Drugie to – że ja jestem identyczna. No może nawet gorzej – bo jak się wściekają wsie dzieciaki i moje to na równo rozkłada się zwracanie uwagi/krzyki-oczywiscie moje/ i tudzież kary. Tak jak napisałaś- mój dom moje zasady. Tylko,że u mnie jeszcze się nikt nie obraził za takie rzeczy. I to fakt,działa to w drugą stronę i na uszach stajemy by u kogoś dopilnować swoje tornada. Ok,przyznaję że wówczas to nie jest czas spędzony na spokojnym i relaksacyjnym piciu herbatki tylko bieganiu, upominaniu, proszeni Szogunów o spokój i porządek. I przyznaję, że polegliśmy ostatnio po raz pierwszy tak sromotnie,bo najmłodsza latorośl w czasie minuty i 37 sekund spuszczenia go z oka zrobiła wielki potop łazienki koleżanki. Myślałam, że wyjdziemy z siebie tak szybko, że trzaskajace w furii z drzwi własnej duszy wyleci szyba z hukiem katapulty…. A koleżanka stała i upominala nas byśmy się nie wściekli bo nie jest wcale źle, bo wcześniej inny “chwilowy małoletni gość” tak zalał im łazienkę,że pociekło na dół, i tam stała woda. Mało pocieszające,ale zaprosiła nas znowu.
    I powiem jeszcze tylko, że u mnie/nas też od samego kurdupla były postawione granice. I naprawdę bardzo ograniczony i nierozumny jest ten co sądzi, że roczny Gość “nie rozumie”. On kuma i to porazajaco dużo. Mam nadzieję tylko, że “praktyka” pozwalania na wszystko dziecku i robienie z siebie “tej najwspanialszej Mamuni” nauczy ja na tyle wcześnie rozumu,by umiała się przed swym Cudem chociaż bronić,o spóźnionym wychowywanie i szacunku nie wspominając.

    • Chociaż jedna, która się ze mną zgadza, że roczniak rozumie. Słodki Jezu w morelach, przecież wystarczy popatrzeć na zachowanie dziecka żeby zrozumieć jak wiele ono rozumie.
      Może moje zachowanie wynika z faktu, że mam ruchliwe dziecko – sama nie wiem, ale mój gdyby był puszczony samopas w pięć minut rozniósłby połowę mieszkania. Mieliśmy z nim już tyle przygód w domowych czterech ścianach, że “nie” i “nie wolno” to jest moja zdarta płyta.
      Wolę do znudzenia uczyć go, że czegoś nie wolno niż pozwalać na wszystko.

  10. A co do wyjścia gdziekolwiek wiadomo dziecko zachowuje się inaczej chodzi z kąta w kąt i sprawdza teren. I nie siedzimy na zadach tylko chodzimy za tymi dziećmi. Dziecko też musi się nauczyć jak się zachowywać w danym miejscu i sytuacji. Ciekawe czy Takie mamuśki które zrzucają odpowiedzialność za dziecko na osobe u której jest w gościach będą w stanie zapłacić za wieksza szkodę wyrządzoną przez dziecko.

    • Jak to mają w zwyczaju mówić “Za szkody dziecka nie odpowiadamy”. Dla mnie to jest temat rzeka i ja się strasznie uruchamiam jak dyskutuję na ten temat. Nie znoszę kiedy ktoś robi otoczkę świętości wokół swojego dziecka i robi ze mnie wyrodnego człowieka bo nie pozwalam. Niestety, rozmowa z takimi osobami to jak kopanie się z koniem.

  11. Zgadzam się. Święte słowa. U nas to wygląda tak dzieci mają nakazy zakazy obowiązki i czas na zabawę. Ani U nas w domu ani u innych osób sprzętu nie dotykają. W dupska im nie wlazimy bo mają szanować to co mają. I z tego tytułu dochodzi do spiecia z moim ojcem. Bo dziadek na takiej zasadzie jak opisujesz dziecko bierze kubek trzaska w telewizor a dziadek się cieszy i dopinguje. Moje dzieci mój dom i moje zasady i to dotyczy też osób które nas odwiedzają. Tyle

  12. Kiedy moje dzieci miały tak do 2,5 roku każde wyjście w odwiedziny było dla mnie mordęgą, ale nie dlatego, że były niegrzeczne. Najzwyczajniej w świecie uważałam za swój obowiązek być przy dziecku i chodzić za nim krok w krok, żeby nie nabroiło.
    Myślę, że niektóre matki idąc w gości z dzieckiem chcą po prostu wyrwać się z domu bez wyrzutów sumienia, że dziecko zostało z babcią czy ciocią i liczą na to, że jakoś to będzie. Niestety nie ma czegoś takiego jak dwugodzinna okolicznościowa przerwa w wychowywaniu dziecka o ile w ogóle jest wychowywane, a nie hodowane.
    Wiem, że wpis jest o matkach “świętych krowach” i rozumiem potoczne znaczenie tego określenia. Ale szczerze mówiąc to co opisałaś jest dla mnie tak abstrakcyjne, że brak mi słów na komentarz. Może to brak poczucia obowiązku ze strony matki.
    Jak można obrazić się, że zwróciłaś uwagę bo dziecko waliło kubkiem w telewizor? Przecież ona powinna się ze wstydu spalić ! Dziecko miało prawo nie wiedzieć, że tak nie wolno, ale matka nie zareagowała ? Nie wytłumaczyła, że tak nie wolno?
    A może ja po prostu mam jakieś sadystyczne upodobania i jestem katem dla swoich dzieci bo nawet w parku, czy na placu zabaw jak miały ok. dwóch lat to chodziły do “kąta” (tzn. pod drzewo) za karę jak coś nabroiły albo miały focha.
    I najgorsze jest to, że nasze dzieci tych “wyrodnych” matek, będą musiały kiedyś chodzić do jednej klasy, pracować w jednym miejscu i żyć wśród tych bezstresowo wychowanych.

    • Choć może to zabrzmieć strasznie – uważam tak samo. Odkąd urodziłam dziecko, gdziekolwiek wychodzę z Młodym – nie siedzę przy stole z gośćmi. Wiecznie biegam za dzieckiem, jedno oko zawsze zawieszone na dziecku, co chwila go zabieram.
      No właśnie nie wytłumaczyła i nie zareagowała bo według niej to jest normalne. Cytuję: “A co on takiego by zrobił? Nic!”

      • Powinien podejść i tym kubkiem przyj…..ać jej w tą głupią i pustą czaszkę,a może znalazłoby się choć jedna komórka, która w końcu odnaleziona zadziałałby i kazała opuścić jej Twój NORMALNY dom. .. Ależ mnie nerw rusza na takie sytuację i bijący po oczach debilizm!!!

  13. Święta prawda!
    Ale stosowanie zasad gospodarza powinno działać w dwie strony. Oczywiście należy szanować cudzą własność. Ale również gospodarz nie powinien podważać autorytetu rodzica jeżeli ten na coś nie pozwala (nie wiem czy czytelnie to ujęłam) – chodzi mi o sytuację, kiedy rodzic mówi, że nie wolno, a gospodarz “a co mu zabraniasz, niech się troszkę pobawi, nic mu się nie stanie” – potem dziecko jest skołowane, bo w końcu nie wie, czy może to robić czy nie. Ta sytuacja ma najczęściej (niestety) miejsce u dziadków

  14. Aż mi się podniosło ciśnienie po Twoim tekscie, bo zgadzam się z Toba w 100%! Jak można przyjśc do kogoś do domu i pozwalać, żeby dziecko grzebało po szufladach, niszczyło coś co nie należy do matki dziecka. Chamstwo i brak kultury to mało powiedziane. Ja bym chyba nie wytrzymała i powiedziała,że skoro jestem taka zła to mam nadzieję, że mogę liczyć na zakup nowego laptopa w razie czego albo zaproponowała, żeby przynosiła swoje rzeczy do niszczenia skoro ją stać a ja swoje rzeczy lubie i szanuje. Najgorsze jest to, że to matkę trzeba edukować a nie dziecko, a potem takie dzieciaki niczego kompletnie nie szanują i nic nie doceniają. Ja się zgadzam niech każdy sobie wychowuje po swojemu ale w moim domu niech się zachowuje jak ja sobie tego życzę. Chyba, że to taki sposób u cioci popsuje wyszaleje się, to w domu już nie muszę nic niszczyć. Dla mnie to jest taka bezczelność, że podziwiam i tak Twój spokój. Mnie doprowadza do szału jak dzieci juz takie starsze potrafią zachowywać się jak u siebie i grzebać w moich rzeczach i wszytsko przeglądać. Rodzice sami sobie kręcą bata na przyszłość tylko szkoda, że czyimś kosztem.

    • Często tacy rodzice nie dają sobie nic powiedzieć. Obrażają się bo ktoś sobie na coś nie pozwoli i śmie zwrócić im uwagę.
      Również doprowadza mnie to do szału, to jest moje mieszkanie i moje zasady więc powinno się je uszanować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *